10Q: Kto zaskoczy w tym roku?

Kontuzje, urazy i jeszcze raz kontuzje – tak można podsumować ubiegły sezon, który pomimo tego był dla fanów Boston Celtics niezwykły, bo bostoński zespół pomimo tych wszystkich problemów robił rzeczy niezapomniane. Przed nami nowe rozgrywki, które zbliżają się wielkimi krokami i jeśli w tym roku Celtom dopisze zdrowie to może być… nawet lepiej niż było. Zanim się jednak zacznie, kilka kwestii wymaga rozjaśnienia. Warto pomyśleć na przykład o tym, kto w tym przyszłym sezonie zaskoczy nas najbardziej. W zeszłym głównie z powodu wspomnianych już kontuzji największym zaskoczeniem była znakomita forma młodych bostońskich graczy, ale swoje pięć minut mieli też m.in. Daniel Theis czy Marcus Morris.

W tym przyszłym sezonie takich kandydatów to tzw. breakout-year również jest kilku. Trudno jest więc stwierdzić, kto zaskoczy najbardziej – wszak liczymy na to, że młodzież nadal będzie spisywać się tak samo dobrze, a uznani weterani nadal będą robić swoje. Każdego roku któryś ze zawodników przekracza jednak oczekiwania w stosunku do swojej osoby i pokazuje się ze znakomitej strony – tak znakomitej, że prawie nikt się tego nie spodziewał. Który z bostońskich zawodników ma więc przed sobą takie właśnie rozgrywki? Wybierzcie sami:

  • Daniel Theis

Niemiec już w debiutanckim sezonie zaskoczył wielu – solidną trójką, świetną defensywą i mądrą grą po obu stronach parkietu. Wcześniej był fanom Celtics prawie nieznany, a na tak dobre występy nie mógł ich przygotować nawet całkiem udany zeszłoroczny Eurobasket. Theis to nie był jednak typowy rookie, bo przecież miał za sobą już sporo sezonów w silnych ligach europejskich, co poskutkowało tym, że w NBA bardzo szybko się odnalazł. Najgorsze w tym wszystkim było to, że najlepiej grał zaraz zanim zerwał łąkotkę i zakończył swój pierwszy sezon w lidze.

Dziś przez wielu bostońskich kibiców uważany jest za jednego z najbardziej niedocenianych zmienników w lidze. Ma wszystko to, czego pod Stevensem potrzebuje podkoszowy, wliczając w to ogromny potencjał defensywy – nie tylko bloki, ale też świetne rotacje oraz przejmowanie krycia, co Theis jest w stanie robić. Minuty powinny się więc znaleźć, tym bardziej że rok starszy Al Horford powinien grać nieco mniej. Co ciekawe, 26-latek w dość ograniczonych minutach (kwadrans na mecz) i tak robił dużo: per36 byłyby to średnie na poziomie double-double.

Jako rookie może mieć problemy ze znalezieniem dużych minut – tym bardziej, jeśli nie będzie w stanie pozostać zdrowy. Ale z drugiej strony, jako rookie może mieć też sporo okazji do grania, gdyby okazało się, że Celtics naprawdę będą tak dobrzy, jak się tego (prawie) wszyscy spodziewamy. To proste: minuty się znajdą, gdy Stevens będzie mógł wysyłać młodych na wygrane już końcówki spotkań. Williams po słabym starcie w Bostonie i tylko jednym meczu w lidze letniej, w ostatnich tygodniach jest mocno chwalony, czy to przez trenera, czy przez kolegów.

Dodatkowo, w przeszłości Stevens nieraz stawiał przecież na pierwszoroczniaków w różnych sytuacjach, a na dodatek Williams ma za sobą nie jeden, lecz dwa sezony w NCAA, więc też aż takim żółtodziobem nie jest. Jeśli więc potwierdzi słowa ekspertów, że talent ma na co najmniej top10 draftu to kto wie – być może już w pierwszym sezonie uda mu się zaskoczyć wielu kibiców. Kluczowe powinno być w tym wszystkim zdrowie, no bo jeśli go nie będzie to szans na grę tym bardziej, wtedy nieważne czy w Bostonie, czy jednak w Maine dla Red Claws.

Każdy z tej trójki mocno wszystkich zaskoczył w poprzednim sezonie, w tym przede wszystkim w fazie play-off, choć Tatum i Brown także na przestrzeni całego sezonu regularnego. Głównie dlatego trudno jest spodziewać się po nich, że w przyszłym sezonie zrobią to samo, również dlatego, że oni mocno zyskali pod względem sportowym na urazach tych zawodników, którzy teraz wracają do gry. Nie wiadomo na przykład, jak z powrotem w roli rezerwowego odnajdzie się Rozier? No i jak rozdzielić minuty na skrzydle wraz z powrotem Haywarda?

To są jednak pytania na inny dzień – wszak taki problem nigdy wcześniej nie stanowił trudności nie do pokonania dla Stevensa, a do tego taki problem to coś, co chciałby mieć każdy trener w NBA. Tak czy siak, po tych dużych zaskoczeniach w zeszłym sezonie, liczymy na kolejne kroki w rozwoju tej trójki – skoro taki Ben Simmons już jest przymierzany do Meczu Gwiazd to czemu nie mielibyśmy tak samo przymierzać tam Tatuma czy Browna? Simmons liczy pewnie na docenienie przez fanów w konkursie popularności, Tatum i Brown z kolei mają inne argumenty.

Tak, odrobinę szalone jest myśleć, że 28-letni all-star może mieć przed sobą breakout-year, tym bardziej że przecież nie mieliśmy nakładać na niego zbyt dużych oczekiwań, ale jeśli wierzyć zapowiedziom, że jego rzut stał się lepszy to wszyscy możemy się mocno zdziwić. Trochę czasu potrwa, zanim Hayward z powrotem się do wszystkiego przyzwyczai, jednak jeśli dobrze pójdzie to skrzydłowy szybko może przypomnieć całej lidze, dlaczego Celtics zrobili sobie z podpisania z nim umowy latem 2017 roku priorytet numer jeden i dali mu maksymalny kontrakt.

A który Celt zaskoczy nas w przyszłym sezonie najbardziej Waszym zdaniem?

Poprzednio w 10Q:

  1. Jaka pierwsza piątka?
  2. Jakie oczekiwania dla Haywarda?
  3. Kto najgroźniejszym rywalem?