10Q: Jaka pierwsza piątka?

Kontuzje, urazy i jeszcze raz kontuzje – tak można podsumować ubiegły sezon, który pomimo tego był dla fanów Boston Celtics niezwykły, bo bostoński zespół mimo wszystkich problemów robił rzeczy niezapomniane. Przed nami nowe rozgrywki, które zbliżają się wielkimi krokami i jeśli w tym roku Celtom dopisze zdrowie to może być… nawet lepiej niż było. Zanim się jednak zacznie, kilka kwestii wymaga rozjaśnienia. Choć można się domyślać, nie wiemy na przykład, z jaką pierwszą piątką sezon rozpocznie trener Brad Stevens. Czy powinien wrócić do tego samego ustawienia, które zaczęło poprzedni sezon, czy też może zdecydować się na roszady? A jeśli tak to kto mógłby się w tym wyjściowym ustawieniu znaleźć?

Ubiegłoroczny obóz treningowy przyniósł dość zaskakujący rezultat: sezon 2017/18 od pierwszej minuty rozpoczął rookie Jayson Tatum. Mało kto się chyba tego spodziewał, ale co by nie mówić, po kilku meczach preseasonu dało się zauważyć, że coś w tym jest. Kyrie Irving oraz Jaylen Brown stworzyli backcourt, a z przodu wyszła trójka Tatum – Gordon HaywardAl Horford. Oczywiście, to ustawienie długo ze sobą nie pograło, natomiast tych kilkadziesiąt minut w sparingach przed sezonem to była koszykówka, która bardzo mogła się podobać.

Brad Stevens znany jest z rotowania wyjściowym ustawieniem, choć w zeszłym sezonie ta duża liczba zmian to był przede wszystkim efekt kontuzji. Niemniej jednak, coach Stevens od samego początku chciał pójść właśnie w to niskie ustawienie, a ewentualne zmiany wprowadzać potem. Uraz kończący sezon Haywarda spowodował jednak, że aż 67 meczów od pierwszej minuty rozegrał Aron Baynes. W pierwszej piątce pojawiali się też m.in. Marcus Morris (21 meczów), Marcus Smart (11), Terry Rozier (16), Guerschon Yabusele (4) czy Daniel Theis (3).

Ale teraz wszystko zdaje się wracać do normy – oczywiście, te zmiany zapewne wciąż będą, bo kontuzji niestety nie da się wyeliminować całkowicie, a na dodatek można się spodziewać, że gdzieniegdzie Celtics znów będą dawać wolne niektórym zawodnikom. Niemniej jednak, zdaje się, że najbardziej optymalne ustawienie Celtów jest tym samym ustawieniem, które zaczęło poprzedni sezon. Ba, dziś – paradoksalnie właśnie dzięki kontuzji Haywarda – to ustawienie jest nawet lepsze, bo przecież Jaylen Brown i Jayson Tatum są dużo lepsi niż byli wtedy.

Z drugiej strony, wiele osób ma rację, jeśli mówi się, że Aron Baynes w poprzednim sezonie stworzył sobie bardzo dużo argumentów za tym, aby w tej pierwszej piątce pozostać. Był jednym z najlepszych defensorów w całej lidze i razem z Horfordem odpowiedzialny był za stworzenie najlepszej obrony w NBA. Niewykluczone więc, że Stevens w konkretnych matchupach – takim jak chociażby opening night i starcie z 76ers – pozostawi Australijczyka w wyjściowym składzie. Pytanie tylko, kosztem kogo? Browna, Tatuma, a może Haywarda?

https://i.imgur.com/O1sfC1u.jpg

Tatum sam stwierdził, że nie miałby problemu z wychodzeniem z ławki. Coraz więcej osób mówi jednak o tym, że docelowo to Brown może stać się takim szóstym graczem Celtics. No bo chyba nie Hayward, który przecież ma w NBA znacznie bardziej ugruntowaną pozycję niż Jaylen, a na dodatek jest graczem na maksymalnym kontrakcie i po powrocie z kontuzji powinien znów być najlepszym two-way graczem Bostonu. Brown jako szósty gracz to opcja ciekawa, ale warto tutaj dodać, że także sam Baynes nie ma problemu z zaczynaniem meczów na ławce.

Koniec końców, każdy z tego zespołu będzie musiał coś poświęcić i mówił o tym m.in. Terry Rozier. A sam coach Stevens stanie przed trudnym zadaniem, bo przecież sam nieraz mówił, że ma w składzie nie pięciu, ale nawet 7-8 graczy z potencjałem na startera. To ogromny komfort, ale też spora odpowiedzialność, przy czym sporo zależy tutaj od samych zawodników – no i pytanie jeszcze, czy ważne jest, kto zaczyna, czy też kto kończy. Choć i tutaj kończyć przecież nie każdy może, bo miejsc na parkiecie zawsze jest tylko pięć.

Na ten moment zdaje się więc, że taką optymalną piątką Celtów będzie ta sama piątka, która zaczęła sezon 2017/18. To nie oznacza jednak, że jest ona niezmienna i zawsze już będzie taka sama (pomijając fakt, że zdarzą się urazy i wspomniane wolne, ale nawet gdyby nie). Wiele zależeć będzie od konkretnych rywali, choć Irving-Brown-Tatum-Hayward-Horford zdaje się być najbardziej utalentowaną piątką, jaką Stevens może wystawić. Dość powiedzieć, że każdy z tej piątki trafia około 40 procent swoich rzutów za trzy – tego nie mają nawet Warriors.

A jak wygląda Wasza pierwsza piątka Celtics? Albo może nie pierwsza, tylko po prostu najlepsza?