Łatwe zwycięstwo na start

Boston Celtics rozpoczynają sezon 2015/16 od zwycięstwa nad drużyną Philadelphia 76ers. Publika zebrana w TD Garden obejrzała dość ciekawe spotkanie na start nowego sezonu, które ostatecznie zakończyło się wynikiem 112-95. Najlepszym strzelcem meczu okazał się Isaiah Thomas, który mimo początkowych problemów zapisał na koncie 27 oczek. Bardzo udany debiut w NBA zaliczył też Jahlil Okafor. Rookie wybrany z trójką tegorocznego draftu dał popis gry tyłem do kosza i zdobył 26 punktów, będąc najlepszym zawodnikiem swojego zespołu. W starciu nie zagrali James Young oraz RJ Hunter, natomiast kilka pierwszych minut na parkietach NBA mają też za sobą Jordan Mickey i Terry Rozier.

BOXSCORE

Celtowie w zasadzie od początku mieli spore problemy w ataku, po paru minutach przegrywali 4-11, a masakrowany na bloku był Tyler Zeller. Jahlil Okafor to chyba najlepszy 19-letni gracz w post-up, jakiego liga widziała. Gotował aż miło, miał zresztą osiem szybkich punktów i dopiero wejście Jareda Sullingera oraz przejście do podwojeń odmieniło ten mecz. Po tych ośmiu punktach w ciągu pierwszych minut spotkania, przez kolejne pół godziny gry Okafor miał już tylko cztery oczka. Powód? Bardzo dobre trapowanie Celtów.

Celtics trafili w pierwszej kwarcie tylko 35 procent rzutów i przegrywali 21-26. Znów mnóstwo dobrego na parkiet wniósł Amir Johnson, który przede wszystkim poprawił obronę bostońskiego zespołu i zapewnił bardzo potrzebną protekcję obręczy. Sixers w pierwszej kwarcie mieli 26 oczek przy ani jednej asyście, w drugiej natomiast trafili już tylko 23 procent rzutów. W trzeciej popełnili osiem strat i to jest tak w zasadzie historia tego meczu. Do przerwy to Bostończycy prowadzili 11 punktami, przeprowadzając wcześniej run 21-2.

Marcus Smart (3/8 FG, 3/6 3PT, 4/4 FT, 13 punktów, 5 asyst, 2 przechwyty) był genialny w obronie. Świetnie przewidywał, doskonale reagował. No i w świetnym stylu zakończył pierwszą połowę, trafiając trójkę równo z syreną po kolejnej świetnej zagrywce ATO coacha Brada Stevensa.

W trzeciej kwarcie rozegrał się Isaiah Thomas, który mecz rozpoczął od 0/5 gry i sporych problemów pod koszem przeciwnika. Potem jednak dostał się na linię rzutów wolnych i miał dwa super pick-and-rolle z Amirem Johnsonem (6/11 FG, 1/2 3PT, 15 punktów, 7 zbiórek, 2 bloki), które pomogły mu się rozpędzić. Jak bardzo? Ano tak, że w trzeciej kwarcie masakrował 76ers swoimi wejściami na kosz, a przed ostatnią kwartą miał już na koncie 23 punkty, trafiając jeszcze trójkę na koniec trzeciej odsłony. Miał też siedem asyst.

Ciche spotkanie Avery’ego Bradleya, solidnie spisali się m.in. David Lee czy Jared Sullinger. Cichy, ale znów zabójczy był za to Jae Crowder, który już w pierwszej akcji energicznie wszedł na kosz i powędrował na linię (gdzie Celtics jako drużyna trafili aż 26 z 27 prób). Jak zwykle świetny w obronie, dołożył też dwie trójki, sześć zbiórek i trzy asysty. Zeller zmasakrowany na początku przez Okafora wrócił jeszcze do gry w ostatniej kwarcie, ale zagrał tylko 11 minut i całe szczęście, że w NBA nie ma dużo więcej takich graczy jak 19-latek.

Celtics dzieło zniszczenia dokończyli w ostatniej kwarcie, gdzie prowadzili nawet 20 punktami i na spokojnie dowieźli wysokie prowadzenie do końca meczu. Warto w tym miejscu pochwalić ławkę rezerwowych, która zdobyła aż 67 z 112 oczek. 31 asyst przy 39 trafionych rzutach z gry, 52 punkty w paint mimo Nerlensa Noela, bardzo dobre 26 punktów z szybkich ataków i 22 wymuszonych strat. Wszystko pięknie, ale to przecież 76ers. Najważniejsze jednak, że nie było żadnej wtopy. Poważniejszy test w piątek, mecz w Ogródku z Toronto Raptors.