#168 Bostoński Tygodnik

Pomysły są po to, żeby je realizować. Jakiś czas temu wpadła mi do głowy myśl, żeby w formie wymiany zdań z Timim pozostawiać w formie pisanej masę myśli jakie przebiegają przez głowę przy okazji meczów, czy też innych wydarzeń związanych z Celtami. Myśli są ulotne, naszych rozmów i rozważań na czacie nie widać już po godzinie plotkowania – dlatego taka forma zagości (myślę, że na stałe) na naszej stronie. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych i tych które Adaś skomentuje. Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo „Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] Biorą? Skoro sezon się definitywnie dla nas zakończył, to czas na podsumowania. Zaczniemy od całości, ale też i każdego zawodnika rozliczymy w kolejnych numerach. Całościowo jako drużyna, wypadliśmy średnio. Ciężko nazwać 2 runde porażką, ale do euforii też dużo brakuje. Apetyt był dużo większy, ale… Sezon zasadniczy jednak nie dawał racjonalnych argumentów, że jesteśmy w stanie pokonać Bucks w serii. To były tylko słowa poszczególnych zawodników. Nie było przypadku w takim, a nie innym RS, a PO potwierdziło wszystkie nasze wady.

[Timi] Euforii nie ma wcale i choć sezon regularny nas na to przygotował to nie ma sposób według mnie nazwać ten sezon inaczej niż właśnie porażką. Jak widać oczekiwania były na wyrost, ale jednak cel był taki, aby zrobić kolejny krok i poprzednie lata nam pokazały, że ten zespół rok po roku kroczył do przodu. Dlatego jeśli w tym roku nie było progresu – bo to raczej było stanie w miejscu, jeśli nie krok do tyłu – to dla mnie ten sezon jest porażką. Wiadomo, że wiele innych zespołów chciałoby być w miejscu Celtics, ale powiedzmy sobie szczerze, że dla takiego klubu jak Boston druga runda (tym bardziej po latach ubiegłych) to żaden sukces.

[Adrian] Mi się wydaje, że poprzedni sezon był bardzo na wyrost – zrobiliśmy wynik niewspółmierny do tego co posiadaliśmy. Apetyt wzrósł i teraz jest rozczarowanie, a przecież tak naprawdę już rok temu Bucks mogli nas pozamiatać. Poniekąd zostaliśmy zakładnikami własnego sukcesu – powrót do składu dwóch największych gwiazd dodatkowo rozbudził nadzieję, na niesamowity sezon. Potem przyszedł ten pierwszy mecz sezonu z Sixers, który zagraliśmy fenomenalnie, a po którym praktycznie wszyscy komentatorzy NBA koronowali nas na nowych Królów Wschodu i tych, którzy zdetronizują GSW. Zespół błyskawicznie obrósł w piórka i jak mantre powtarzał, że liczy się tylko PO. W PO sytuacja identyczna z RS – Indiana odprawiona, następnie doskonały pierwszy mecz z Bucks i zespół obrósł w piórka – myślał, że mecze same się wygrają, bo przecież, „drugi raz  8 z 22 to już nie zagram”. Cały problem chyba w psychice drużyny, cała sprawa rozegrała się w głowach – tu mamy największe rezerwy i stąd taki sezon.

[Timi] Zgadzam się z tym, że przed sezonem wyszedł wynik ponad stan i na fali tej ekscytacji – tego, że udało się przewyższyć oczekiwania – weszliśmy w nowe rozgrywki. Teraz te oczekiwania były wysokie, ale jednak wszyscy (my, zawodnicy) mieliśmy ku temu dobre powody. Tymczasem jest najgorszy wynik od lat, więc trudno to nazwać inaczej niż rozczarowaniem. Tym bardziej po takim sezonie. Bo gdy wszystko grało to było znakomicie, ale jak już się psuło to po całości…

[Adrian] Przeszliśmy do historii po tych PO, bo Celtics są pierwszym zespołem w historii NBA, który wygrał 5 pierwszych spotkań, by następnie przegrać 4 kolejne. Smutny to rekord i doskonale wiemy, że nie tak to miało wyglądać. Mam jednak nadzieję, że po takim czymś drużyna zareaguje sportową złością w przyszłym sezonie, bo jednak jakiś trzon tej drużyny zostanie w Bostonie.

[Timi] Do historii mieliśmy przechodzić, ale nie w taki sposób… Jakiś trzon zostanie, natomiast może się szybko okazać, że będzie jednak sporo zmian – może nie aż tak dużo jak w 2017, gdy na kolejny sezon wróciło tylko czterech zawodników, ale na pewno rozpoczniemy sezon w zupełnie nowej rzeczywistości. Nie tylko my zresztą, bo prawie połowa graczy NBA może latem zmienić kluby (około 45 procent może wejść na rynek wraz z dniem 1 lipca).

[Adrian] Powinno się zacząć rozliczać zawodników od lidera, ale… nabierzmy jeszcze dystansu do poczynań Irvinga. Zaczniemy od Horforda. Al w sezonie zasadniczym jak to Al – dobrze, ale bez rewelacji – natomiast Horforda rozliczać trezba za PO i tu było dobrze. 14 pkt, 9 zb i ponad 4 asysty, a skuteczność zza łuku 41% przy prawie 5 próbach. Nie podoba mi się skuteczność za 2 punkty, bo było to 42%, a we wcześniejszych latach przyzwyczaił nas do dużo lepszej i dlatego dobrze, a nie bardzo dobrze. Jednak Al był moim zdaniem najlepszym naszym zawodnikiem w tych PO i do niego mam najmniej zastrzeżeń.

[Timi] Big Al zrobił swoje i był bodaj najrówniej grającym graczem Celtics w tych playoffs. Trochę po cichu, choć miał swoje pięć minut na otwarcie serii z Milwaukee Bucks. Jak zawsze solidny, natomiast brakowało tym razem takiego ognia, do którego nas przyzwyczaił w dwóch poprzednich edycjach. Trudno jednak mieć do niego jakiekolwiek pretensje, bo rzeczywiście był jednym z niewielu, który nie zawiódł i do niego naprawdę nie można mieć zastrzeżeń, tym bardziej, że kolejny rok udowadnia w playoffs, że wart jest dużych pieniędzy.

[Adrian] Skoro już jesteśmy przy Horfordzie – ma opcję 30 mln na ostatni rok, ale chyba sam chce związać się dłuższym kontraktem z nami i poniekąd dostaniemy mały upust. Upustem nie pogardzę, jestem pewien, że Danny wytarguje spory upust, ale też takich zawodników jak Horford dużo na rynku nie ma i za bardzo nie możemy być marudni. Rynek jest jaki jest, a Horford jest zawodnikiem który ułatwia grę wszystkim w koło, poza przeciwnikiem.

[Timi] Horford miał w sezonie regularnym trochę problemów zdrowotnych, ale przy odpowiednim zarządzaniu terminarzem udało się to gdzieś wyeliminować i nie wpłynęło to mocno na jego postawę. Fakt faktem, że przyszły sezon rozpocznie jako 33-latek, ale preferowany przez niego styl gry powinien się całkiem dobrze starzeć. Jasne, że będzie coraz wolniejszy, co będzie odczuwalne przede wszystkim w obronie, natomiast to jest zadanie dla Ainge’a i spółki, by nie tylko wynegocjować lepsze warunki tego przedłużenia kontraktu z Horfordem, ale też ściągnąć wreszcie solidnego podkoszowego, którego nam – i przede wszystkim Horfordowi – brakuje w Bostonie od lat.

[Adrian] Nie widzę powodu, żeby narzekać na Baynesa, bo jeśli on nie jest solidnym podkoszowym, to nie wiem kto nim jest. Aron jednak miał mega pechowy sezon z uwagi na kontuzje lub urazy. On nie jest typem szklanego zawodnika, to był zwykły pech gdy podczas walki w strefie podkoszowej lądujesz na nodze przeciwnika i skręcasz kostkę. No, ale wracamy do Horforda – to prawda, że latka lecą, ale Al starzeje się naprawdę dobrze, w PO jakoś tej utraty szybkości w obronie nie było widać. Myśle, że jeszcze te 2-3 lata on pogra na naprawdę dobrym poziomie i 50/3 jest chyba marzeniem, bo to jest po 10 mln za dodatkowe sezony – co jak na 34 i 35 letniego zawodnika jest bardzo dobrą umową, zważywszy ile Al daje drużynie.

[Timi] Nie narzekam na Baynesa, sezon miał mocno przetrzebiony kontuzjami, ale tak czy siak Aron to bardziej ten upragniony przez nas kiedyś „defensywny kloc”. Doceniam to, że dodał do swojego repertuaru trójkę, ale nie oszukujmy się, że po atakowanej stronie parkietu jest teraz jakimś wirtuozem. Doskonale wiemy, jaki typ gracza sprawdziłby się obok Horforda jeszcze lepiej. A co do nowej umowy dla Horforda – nie jestem pewien, jakiej zniżki możemy oczekiwać, ale podejrzewam, że ten kontrakt znów będzie wzbudzał trochę kontrowersji.

[Adrian] Drugim zawodnikiem o którym porozmawiamy w tym Tygodniku to Robert Williams – czyli ten, który ma się uczyć od Horforda. Summa summarum on więcej spotkań rozegrał w NBA niż w G-League, ale chyba dość dobrze przepracował ten rok – bo jego gra chwilami mogła zachwycać i dość mocno ewoluowała. Na pewno w pamięci mamy bloki nawet na takich zawodnikach jak Anthony Davis, cała masa jego zbiórek i niesamowicie dynamiczne wejścia na kosz. Ma wszystko, żeby zostać doskonałym defensywnym centrem i chyba tylko jego zdrowie martwi.

[Timi] Na pewno mieliśmy przed sezonem trochę większe nadzieje – może nie w stosunku do Williamsa, ale w stosunku do liczby jego minut, ale wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że wcale nie będzie 60 zwycięstw i wcale nie będzie czwartych kwart, w których mogliby ogrywać się młodzi zawodnicy jak Williams właśnie. Robert na pewno pokazał tymczasem wszystko to, czego można było się po nim spodziewać i tak szczerze to kupił mnie już na początku sezonu. Oby tylko zdrowie dopisało i chęci do pracy były.

[Adrian] Losowanie Draftu zakończone – zespoły brutalnie tankujące zostały delikatnie mówiąc wykopane z marzeń o Zionie. Boston posiada picki 14, 20 oraz 22 – jest to spory bagaż w rozmowach o wymianie za znaczącego zawodnika do rotacji. Dodatkowo pick Memphis stał się po tym losowaniu cenniejszy, bo chyba można mówić już o zakończeniu tankowania po najgorszy wynik – on nie daje w nowym systemie żadnej pewności, że to się zakończy sukcesem.

[Timi] Kurczę, tak sobie patrzę na te wyniki i aż szkoda, że pick Kings mieliśmy w tym roku, a pick Lakers w tamtym, a nie na odwrót. No nic, tego nie przewidzisz, ale Tatum + #14 w drafcie za Fultza to wciąż jest znakomity transfer. Tankowanie natomiast w pewnym sensie zostało zakończone, bo rzeczywiście to rozłożenie szans już w pierwszym roku sprawiło, że aż trzy zespoły wypadły z top4 i to całkiem mocno. Dla nas najważniejsza informacja jest taka, że pick Grizzlies przeszedł na kolejny rok. A posiadanie trzech wyborów w pierwszej rundzie draftu i tak jest sporym sukcesem, tym bardziej dla drużyny, która od lat regularnie melduje się w fazie play-off.

[Adrian] Rzeczywiście, Kings i Lakers mogli się wymienić swoimi wyborami i wtedy bylibyśmy zadowoleni, ale nie ma co marudzić. Nie szukamy już zawodników, liczymy na wymianę, która pozwoli załatać dziury w składzie, a przede wszystkim tę na pozycji numer 4 lub 5, no zobaczymy co się będzie działo na rynku – bo o Davisie już nie ma co wspominać. Być może trezba będzie też szukać rozgrywającego, bo aktualnie nic nie wiadomo, kto na tej pozycji będzie grał w Bostonie w październiku. Najważniejsze jednak, że mamy assety, którymi możemy handlować.

[Timi] Dla mnie kluczowa sprawa jest taka, że za sznurki nadal będzie pociągał Danny, bo przecież po ostatnim ataku serca wróciły głosy, czy to aby nie czas, by zejść ze sceny, tym bardziej że to był drugi taki atak. Ale jak się okazuje, Ainge już powoli wraca do normalności i trochę jeszcze nam chyba poszefuje. Szkoda tylko, że Celtics zapewnili mu tyle stresu w ostatnich miesiącach – na tyle dużo, że już po ataku rodzina nie kazała mu oglądać ostatnich meczów przeciwko Bucks. Miejmy nadzieję, że latem będzie jednak więcej powodów do radości.

[Adrian] Stephan Smith daje aż 95% szans, że Durant wraz z Irvingiem w nowym sezonie zagrają razem w NYK. Całkiem sporo, ale jak wiemy Smith notorycznie się myli, a jego sources to zwykłe plotki, żeby nabić sobie zasięg. Na drugim biegunie jest Sherrod i jego sources mówiące, że NYK wprawdzie plany ma mocarstwowe, ale jeśli nic z tego nie wyjdzie, to zarzuci sieć na Roziera i Morrisa. Równocześnie NYK nadal chcą rywalizować o Davisa, więc w Nowym Yorku też będzie ciekawe lato – nawet jeśli najlepsi wolni agenci nie zechcą dla nich grać.

[Timi] Sherrod i jego sources to prawie tak samo jak SSA – czego się nie robi dla klików. Lato w NY na pewno będzie ciekawe, tym bardziej po loterii draftu, która nie poszła po ich myśli, ale plany i marzenia o nowej wielkiej trójce chyba się nie zmieniły. Nie miałbym jednak nic przeciwko, aby z tych planów ostał się… Terry Rozier, który po ostatniej rundce wywiadów w telewizji chyba na dobre zamknął sobie drzwi do powrotu do Bostonu na kolejny sezon.

[Adrian] Rozier po tym co nawygadywał jawi się jako kompletny debil – mówił ile to on poświęcił –  gdyby nie Danny i nie Stevens, to by nawet nie marzył o tych 20 mln na sezon, bo być może nie byłoby go w NBA – już nie było, a  może wcale i nigdy nie było. Dostał szanse, dostał trenera, który wyciągnął z niego wszystko co najlepsze i w tym wywiadzie pokazał się z bardzo niewdzięcznej strony. Po dwóch raczej rozczarowujących sezonach, nadal dostawał szanse i tak naprawdę wyszło mu zaledwie kilkanaście spotkań przez te 4 lata. W sumie – Terry, idź do NYK – pasujesz tam idealnie!

[Timi] Wiesz, to też trochę jest tak, że media wyjęły z tych wywiadów to co najgorsze i najbardziej kontrowersyjne, bo Rozier tam mówił też sporo miłych rzeczy, natomiast od kiedy tylko zakończył się sezon Terry wyraźnie daje do zrozumienia, że szykuje się na odejście z Bostonu i coraz większa szkoda, że Aigne nie pociągnął za sznurki, kiedy miał ponoć okazję oddać Roziera do Phoenix. Mleko się rozlało, Terry nie jest już tak fajny jak po ubiegłorocznej fazie play-off i wiele w tym jego winy, a teraz nie do końca mówi rzeczy, które miałyby poprawić jego wizerunek. Przypominam sobie jak wyglądał i co mówił Jaylen Brown w telewizji po tym jak na początku sezonu stracił miejsce w pierwszej piątce. Dwa zupełnie różne światy.

[Adrian] No mówił też miłe rzeczy, tylko to nie ma żadnego znaczenia, bo te niemiłe które wypowiedział pokazują go jako chłoptasia, który nie powinien pozostać w Bostonie. Nie ma pewności, że znowu będzie grał jak rok temu w PO, a jako zmiennik nie nadaje się do tego mentalnie. Pewnie gdyby Danny mógł cofnąć czas, to by nawet sekundy na wymiana z Phoenix się teraz nie zastanawiał, bo ich wybór wylądował w Drafcie na 6 miejscu, a to oznacza, że przy protekcji Top5 byśmy go własnie realizowali. Jaylen to osobna historia, on Roziera przewyższa intelektem naście razy.

[Timi] Tyle że nie wiemy, jak Suns ochronili ten proponowany wybór – czy było to w top5, czy może jednak nieco bardziej restrekcyjnie. Wedle raportów Celtics chcieli pick bez żadnych protekcji i przed sezonem to wydawało się całkiem rozsądne, bo z tego co pamiętam to pierwsze doniesienia o zainteresowaniu Suns pojawiły się jeszcze przed startem sezonu. Dziś też nie mam wątpliwości, że Ainge drugi raz by się nie zastanawiał – nawet jeśli T-Ro przecież jeden z jego największych ulubieńców.

[Adrian] Karuzela z trenerami zakręciła się, ale było kilka wakatów – Lakers zatrudnili Vogela, a jego asystentem będzie Kidd – powiem Ci, że przy tych wszystkich ich pomysłach nawet z tego wybrnęli. Inna sytuacja jest w Cavs, którzy szukali nowego trenera w NCAA i zatrudnili szkoleniowca Michigan – John Beilein to fantastyczny fachowiec, ale… na poziomie NCAA. Ma już 66 lat i ja nie wiem jaki sens zatrudniać dość wiekowego człowieka w zespole, który właśnie jest w przebudowie.

[Timi] Mnie nie przekonują ruchy Lakers wcale a wcale. Vogel nie do końca mi imponuje, nie mówiąc już o Kiddzie. Ale zatrudnienie Lue to też byłaby katastrofa, choć z drugiej strony tu przynajmniej byłby ktoś, kto ma już doświadczenie z LeBronem – tyle że nie wiem, czy to też byłoby dla Lakers takie dobre. Trudno znaleźć idealnego trenera, kiedy masz w zespole Jamesa. A jak widać po Cavs nie jest wcale łatwiej, kiedy James z zespołu odejdzie.

[Adrian] Zaczynają się Finały – na Zachodzie Portland zrobiło 200% normy i powalczy z GSW, które chyba całą tę serię zagra bez Duranta. Kibice 29 drużyn będą trzymali kciuki z Lillarda i spółkę, no i ciężko im nie kibicować. Druga para to Bucks z Toronto, które rzutem Leonarda doprowadziło do łez Embiida. Pojedynek Giannisa z Leonardem to może być najciekawsze wydarzenie w tym sezonie w NBA.

[Timi] Wreszcie, rzekli kibice Blazers. Bardzo długo czekali na ten awans i na dodatek „udało się” trafić na nieco osłabionych mistrzów, choć już po pierwszym meczu widzimy, że Warriors bez Duranta potrafią poradzić sobie całkiem nieźle. Potwierdza to zresztą ich bilans w meczach bez KD (czyli można już mówić o tym, że są lepsi bez niego niż z nim!!!). Druga para to powinien być mimo wszystko nieco ciekawszy pojedynek i tutaj znów – tak jak w drugiej rundzie między 76ers a Raptors – decydująca może być przewaga parkietu, a tą mają jednak Bucks.

[Adrian] Wielu, naprawdę wielu narzekało, że Irving osrał się w  serii z Bucks i gdybyśmy zamiast Irvinga, jako gwiazdę mieli Leonrada, to byśmy im pokazali. No a tymczasem ten Leonard w serii z Bucks w G1, w 4 kwarcie zrobił 2 pkt i przegrali wydawałoby się kontrolowany mecz – dokładnie tak jak Boston potrafił uwalić mecz z Bucks. Czekam oczywiście na kolejne spotkania, ale już pierwszy mecz pokazał, że to Bucks to ma jakiś patent na ostatnie kwarty.

[Timi] Przede wszystkim Bucks wyglądają jak ta drużyna z sezonu regularnego, choć na to otwarcie to tyłki uratował im jednak Brook Lopez, który tylko w tym jednym meczu zdobył bodaj więcej punktów niż w całej serii przeciwko Celtics. Sporo dodał im również powrót Brogdona – nie wyglądał on za dobrze zaraz po powrocie, ale te kilkadziesiąt minut + treningi zrobiły swoje.

[Adrian] W G2 Toronto znowu zostało zmiażdżone przez Bucks i tak się zastanawiam – czy to nasze 1-4 to nie będzie całkiem przyzwoity wynik. Oczywiście – to niewielkie pocieszenie, ale pozwoli zupełnie inaczej spojrzeć na tę rozczarowującą  serię. Postawa Toronto ukazuje naszą młodzież z innej perspektywy, Leonard w serii z Sixers był Supermanem, a tymczasem Bucks mają kryptonit i to silniejszy niż mieli na Irvinga.

[Timi] Zobaczymy jak odpowiedzą Raptors u siebie, natomiast to co się dzieje w tej serii nie zmienia faktu, że Celtics w najważniejszej kwarcie sezonu przegrali minuty, kiedy Giannis i Middleton odpoczywali, a na parkiecie byli Ilyasova, Sterling Brown czy Pat Connauhgton. Bucks tymczasem raz za raz udowadniają, że naprawdę trzeba ich traktować poważnie w kontekście walki o mistrzostwo i to nie jest tylko jakiś jeden wyjątkowy sezon, to jest po prostu naprawdę dobry zespół, który potrzebuje już tylko dwóch wygranych, by zameldować się w finałach.

[Adrian] To teraz Silver i jego pomysły. Pierwszy to taki, że chciałby więcej kobiet z gwizdkiem – można się nabijać, ale tych kobiet już kilka jest i wcale jakoś nie wymieniamy ich jako tych najgorszych arbitrów. Na razie tylko 5 ma status pełnoprawnego sędziego, ale bez złośliwości – ja nie mam nic przeciwko.

[Timi] Dla mnie nie ma znaczenia, kto jest sędzią – kobieta czy mężczyzna – tak długo jak każdy wykonuje solidną pracę. Powiem szczerze, że jakoś nawet nie zwróciłem uwagi na to, że już jest w lidze pięć kobiet ze statusem sędziego, bo kojarzę chyba tylko jedną, a więc reszta z nich musi robić swoją pracę przynajmniej solidnie. Wszak im bardziej pozostajesz w cieniu jako sędzia, tym lepiej się z tej roli wywiązujesz.

[Adrian] Powiem Ci, że ja też byłem pewien, że w lidze sędziuje jedna, być może dwie kobiety – coś mnie jednak tknęło, żeby to sprawdzić i ta liczba, aż pięciu na pełnych prawach sędziowskich trochę mnie zaskoczyła. Czas pożegnać starą męską gwardię, słynnych niedowidzących cwaniaków z gwizdkiem. Ten, który potrafił wyrzucić do szatni zawodnika za uśmiech na ławce rezerwowych, jest już na emeryturze, ale jeszcze kilku „łonderów” do wyjebki jest aktywnych.

[Timi] Liga niby coś tam próbuje działać, ale raporty z ostatnich dwóch minut niczemu tak w zasadzie nie służą i oczekiwałbym jednak od NBA innych działań w sytuacji, kiedy sędziowie w wyraźny sposób nie wywiązują się dobrze ze swojej pracy. Z drugiej strony, pomyłki sędziowskie i ogólnie narzekania na decyzje arbirtrów to chyba nieodłączna część każdego sportu i tego nie da się po prostu wyeliminować, choć oczywiście bardzo mocno trzeba liczyć na to, że sędziowie (także z dostępem do coraz to lepszych technologii) będą z roku na rok popełniać coraz mniej błędów…

[Adrian] NBA chciałaby drugi zespół w Kanadzie i znowu w Vancouver. Po pierwsze nie widzę w tym sensu, a po drugie – to takie trochę złośliwe, bo wiadomo, że od dawna Seattle stara się o powrót NBA do tego miasta, a przecież  te miasta dzieli zaledwie 200 km, co jak na warunki amerykańskie jest odległością skromną. NBA chciałaby też zespół w Meksyku, zespół w Las Vegas i zaczynam się zastanawiać gdzie jest kres pomysłów o ekspansji. Rozszerzenie ligi o 2 drużyny byłoby logiczne, ale o więcej?

[Timi] Tu już powoli zbliżamy się do bardzo niebezpiecznego pomysłu, by zamiast ekspansji były kolejne przenosiny, gdyż rzeczywiście trudno sobie wyobrazić, aby rozszerzyć ligę o dodatkowe 4-6 zespołów (bo przecież to powinna być liczba parzysta). Tyle tylko, że relokacja to nie jest chyba coś, co miał na myśli Silver, no i tu zaczynają się schody, bo podobnie jak Ty uważam, że dwa dodatkowe kluby to jest maks, a chętnych na jedno miejsce jest niestety znacznie więcej.