Skup się na tym, kim jesteś

Jak zwykle świetna Jackie MacMullan zagląda za kulisy powrotu Gordona Haywarda w swoim najnowszym artykule, na który warto rzucić okiem. Ten powrót nie przebiega bowiem tak jak wielu tego oczekiwało, lecz Jackie zwraca uwagę na kilka ważnych rzeczy, o których trzeba pamiętać mając na uwadze Haywarda. Zawodnika, który chcąc nie chcąc stał się niejako symbolem tegorocznych problemów bostońskiego zespołu. Na pewno byłoby mu łatwiej wracać, gdyby nie był w świetle reflektorów, nie zarabiał tak dużych pieniędzy i nie grał w takiej drużynie jak Celtics, tym bardziej w czasach, gdy targają nią takie problemy. Ale 28-latek musi się z tym wszystkim zmierzyć, jednocześnie próbując wrócić do normalności, czymkolwiek ta normalność jest.

Był początek sezonu 2018/19, gdy Hayward oglądał wideo ze swoimi akcjami i zastanawiał się, kim jest ten wolno poruszający się gość. Nie zawsze jest przyjemnym doświadczeniem oglądać wideo ze sobą samym, ale to był zupełnie inny poziom trudności. „Wytransferować go! Wykupić jego kontrakt! Oddać go za stertę piłek!” – tego typu komentarze czy nawet okrzyki kibiców w TD Garden to codzienność. Ta koszmarna kontuzja – kostka tak złamana, że musieliśmy odwracać wzrok – wciąż prześladuje Haywarda, zarówno mentalnie, jak i fizycznie.

Mentalnie pomaga mu psycholog i tę pomoc widać, choć na początku Hayward nie zdawał sobie sprawy z tego, że to naprawdę może mu pomóc. To przecież wstyd, jestem silny, nie potrzebuję żadnej pomocy – mówił sobie, jednak koniec końców dał się przekonać. Psycholog kazał mu porzucić media społecznościowe jak Instagram czy Twitter, a pod względem psychicznym Hayward jest dziś znacznie bardziej spokojny. Ale te słabe chwile cały czas przychodzą, tym bardziej po słabych meczach, tym bardziej gdy te dobre szybko odchodzą w niepamięć.

Tak jak mecze przeciwko Wolves (zarówno w Minneapolis, jak i w Bostonie), tak jak świetna postawa w trzech meczach przed przerwą na All-Star Weekend, tak jak wiele innych solidnych spotkań w jego wykonaniu, o których wszyscy szybko zapominają po kolejnym słabym występie. Tak jak teraz, gdy Hayward ma za sobą pięć słabiutkich spotkań po przerwie na All-Star Weekend, co po części spowodowane jest skręceniem prawej kostki. Cierpliwość. To najważniejsze słowo, które towarzyszy Haywardowi w zasadzie od początku sezonu.

Skup się na tym, kim jesteś, a nie na tym, kim byłeś – mówił mu Paul George, który sam przeżył podobną kontuzję kostki i jak mówił Haywardowi, zajęło mu dwa pełne lata, zanim znów mógł grać tak jak kiedyś. Skup się na tym, kim jesteś – to dlatego najbardziej frustrujące dla Haywarda są pytania, czy jest z powrotem tym samym zawodnikiem. Tym samym, czyli jakim? Bo sytuacja jest dziś przecież kompletnie inna niż wtedy, gdy w sezonie 2016/17 notował średnio 22/5/3 i jako lider Utah Jazz grał w swoim pierwszym Meczu Gwiazd.

Wtedy zachwycał zdecydowanymi wejściami w pomalowane, często stawał na linii rzutów wolnych, a do tego trafiał z 40-procentową skutecznością zza łuku, będąc opcją numer jeden w drużynie z Salt Lake City. To dlatego też Celtics dali mu taki, a nie inny kontrakt latem 2017 roku i dlatego też już po kontuzji uznali, że najlepszym rozwiązaniem będzie rzucić go na głęboką wodę i pozwolić mu wracać do gry w ten właśnie sposób. Taka strategia okazała się być jednak zgubna, szczególnie na początku sezonu, kiedy 28-latek wychodził od pierwszej minuty.

Z jednej strony, nie radził sobie sam Hayward – zbyt pasywny, niezdecydowany, nieskuteczny. W międzyczasie pojawił się problem z plecami, które nie wytrzymały takiego obciążenia po roku przerwy. Z drugiej strony, jak przyznał sam Hayward, sfrustrowani całą tą sytuacją byli inni zawodnicy – nie jego osobą, lecz sytuacją, że pozbawieni są szansy na większą rolę, na więcej szans do gry. Dziś trener Brad Stevens przyznaje, że popełnił błędy. Że chciał za dużo i za szybko, dlatego też koniec końców zdecydował się przesunąć Haywarda do roli rezerwowego.

„Jedna rzecz, o której zapomnieliśmy to pomyśleć o tym, czego Gordon nie jest w stanie robić. Myśleliśmy tylko o tym, co robi dobrze i staraliśmy się postawić go w takiej pozycji, by mógł to robić. Na początku to nam się jednak nie udawało. Myślę, że teraz wiemy już znacznie więcej o tym, jak może nam pomóc. Kiedy gra z piłką w rękach, zagranie po zagraniu podejmuje odpowiednie decyzje.”

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze fakt, że Hayward był po prostu nowym gościem w drużynie. Wszak już latem 2017 roku przybywał do Celtics jako nowy zawodnik i dopiero zaczynał budować pewne relacje z innymi, a potem w zasadzie calutki sezon był z dala od zespołu, przechodząc rehabilitację samotnie (co nie wynikało przecież z niczyjej winy). Teraz jest już znacznie lepiej – częste spotkania z m.in. Theisem, Baynesem i Horfordem (wszyscy mają małe dzieci), ale też rozmowy z Tatumem w samolocie, który sam został przecież ojcem, więc jest o czym rozmawiać.

Jednocześnie, cały ten sezon Celtics to wzloty i upadki, choć ostatnio coraz więcej jest niestety upadków. Niektórzy kibice już odliczają do fazy play-off i liczą, że wraz z jej rozpoczęciem pojawi się „stary dobry Hayward”, ale on sam nie patrzy na to w ten sposób. Nie chce zwracać uwagi na cyferki, lecz chce skupić się na tym, aby pomóc drużynie wygrywać. Tak samo myślą Celtics – on wciąż może być lepszy, ale to nie będzie już kropka w kropkę ten sam Gordon Hayward co w Utah, więc nie porównuj jego statystyk, ale patrz na to, w jaki sposób wpływa na grę.

Cierpliwość.

Skup się na tym, kim jesteś, a nie na tym, kim byłeś – cały czas brzmią w głowie słowa George’a.