Celtowie nie dali się Pistons

To był dziwny mecz, w trakcie którego Boston Celtics zarówno w pierwszej, jak i w ostatniej kwarcie dali rywalom zrobić potężne zrywy, lecz mimo to i tak zdołali wygrać 118-110 w swoim ostatnim przed Weekendem Gwiazd meczu. Nie ma jednak co psioczyć, bo Celtowie zagrali z Pistons już nie tylko bez Irvinga i Baynesa, ale również bez chorych Terry’ego Roziera i Roberta Williamsa, a przecież dzień wcześniej grali w Filadelfii. Udało się więc wygrać oba mecze z tej serii back-to-back i jest to bardzo dobra wiadomość. Jeszcze lepsza jest taka, że w obu znakomicie wyglądał Gordon Hayward, który zdaje się naprawdę wracać do dobrej i przede wszystkim stabilnej formy. I jak sam zapowiedział, podczas przerwy na ASG wcale nie zamierza odpoczywać.

17-0 w pierwszej kwarcie i 20-2 w ostatniej, gdy Pistons odrobili straty z wyniku 100-72 do 102-92 w kilka ledwie minut. Celtics nie mogą, po prostu nie mogą pozwalać na tego typu rzeczy, lecz te przestoje w grze niestety wciąż się tej drużynie zdarzają. W środę nie miały one dużych konsekwencji, bo poza tymi zrywami Pistons gospodarze grali dobrze: trafili 16 trójek na 41-procentowej skuteczności, zaliczyli 32 asysty i przede wszystkim wygrali walkę na tablicach 47-41, a każdy z grających miał na koncie co najmniej dwie zebrane piłki.

  • Gordon Hayward: 18 punktów, 5/8 FG, 1/3 3PT, 7/8 FT, 5 zbiórek, 8 asyst

Hayward w pięciu ostatnich meczach to średnio 17 punktów, 5.2 zbiórek i 4.8 asyst, a do tego 61-procentowa skuteczność z gry i 9/18 zza łuku. W czterech spotkaniach zdobywał 15 lub więcej punktów i na to czekaliśmy, a bardzo dobrze, że to się dzieje jeszcze przed przerwą na All-Star Game.

  • Al Horford: 17 punktów, 6/12 FG, 3/5 3PT, 14 zbiórek, 8 asyst

Wystarczy spojrzeć w boxscore i zobaczyć, że Al Horford był +26 w 31 minut gry i ta statystyka wiele nam powie w tym przypadku. Horford świetnie się bowiem spisał, najpierw znakomicie walcząc z Drummondem na tablicach, a potem wracając na boisko i trafiając kilka ważnych rzutów, by odeprzeć ten ostatni atak Pistons. Wcześniej usiadł na ławce, bo zdawało się, że z tego meczu dla Detroit już nic nie będzie, ale pod nieobecność Horforda przyszły bardzo słabe minuty Celtów i Big Al musiał wracać.

Za jego sprawą Celtics zbudowali sobie wysokie prowadzenie w czwartej kwarcie, bo Marcus w trzeciej robił wszystko i był wszędzie. Trafił cztery razy za trzy, zdobył wtedy 14 ze swoich 16 oczek i ustawił swój zespół w świetnej pozycji przed ostatnią odsłoną. W tej jednak sam popełnił kilka błędów (miał aż sześć strat), przez co Pistons wrócili jeszcze na chwilę do tego meczu.

Najlepszym strzelcem dla Celtics był jednak Jayson Tatum, który zapisał na konto 19 punktów. O dwa oczka mniej miał Jaylen Brown, a w double-figures mecz kończył jeszcze Marcus Morris. Dobra zmiana z ławki od Ojeleye, jak zwykle ostatnio solidny był Daniel Theis, choć tym razem spudłował obie próby zza łuku. W środę przegrali też Pacers (z Bucks), co pozwoliło Celtom nieznacznie zbliżyć się do trzeciego miejsca w tabeli. Kolejny mecz dopiero w czwartek 22 lutego w Milwaukee, a więc przed nami tydzień przerwy, a w weekend zabawa w Charlotte.