Nowy Jork wciąż miastem Celtów

Od 18 lat w żadnym innym mieście – nawet w Bostonie – nie gra się Celtom tak dobrze jak w Nowym Jorku właśnie. Bostończycy od 2001 roku wygrali w Madison Square Garden ponad 70 procent swoich spotkań i nie inaczej było w piątek, gdy w meczu bez większej historii pokonali Knicks wynikiem 113-99. Najlepszym strzelcem drużyny był Kyrie Irving, który nie zmienił klubu w trakcie spotkania i dalej jest graczem Celtics. Rozgrywający wrócił do gry po dwóch meczach absencji i zapisał na konto trzecie z rzędu double-double, po raz drugi w tym sezonie, dzięki czemu stał się pierwszym zawodnikiem bostońskiej drużyny od czasu Kevina Garnetta w 2007 roku z takim osiągnięciem. Celtowie tymczasem w końcu ruszyli się w tabeli.

Goście prowadzili dziewięcioma punktami do przerwy, ale uciekli dopiero w czwartej kwarcie, gdy w ciągu półtorej minuty Terry Rozier i Marcus Morris zdobyli wspólnie 11 punktów, dzięki czemu udało się zbudować nawet 20-punktowe prowadzenie. Fani Knicks zdecydowanie bardziej byli zainteresowani osobą Irvinga niż oglądem w akcji zespołu, który po transferze Porzingisa wyglądał jak przypadkowa zbieranina zawodników, dzięki czemu Kadeem Allen mógł po raz drugi w życiu wyjść w pierwszej piątce i rozegrać rekordowe w karierze 35 minut.

  • Kyrie Irving: 23 punkty, 9/20 FG, 2/5 3PT, 3/3 FT, 10 zbiórek, 6 asyst, 2 przechwyty

Solidny występ Irvinga, który przed meczem nie uciął spekulacji, ale też nie wylał wcale swoich żalów w stronę Celtics, lecz bardziej w stronę mediów i tego, że ktoś się nim posługuje, by dobić jakiś interes. Po spotkaniu Kyrie oddał swoją koszulkę tacie, który był obecny w MSG i to był kolejny fajny moment dla 26-latka w tym bardzo frustrującym ostatnio czasie.

  • Marcus Morris: 18 punktów, 7/14 FG, 4/9 3PT, 5 zbiórek, 2 przechwyty

Morris zgłasza kandydaturę do konkurs trójek, ale na razie wciąż nie wiadomo, czy rzeczywiście tam wystąpi – liga odmówiła na przykład Davisowi Bertansowi, który jest jednym z najlepiej rzucających za trzy zawodników w tym sezonie, a zamiast niego pojawia się m.in. bracia Curry czy Dirk Nowitzki.

Ogółem sześciu bostońskich zawodników zdobyło co najmniej 11 oczek – po 14 punktów dołożył Al Horford oraz Gordon Hayward, oczko mniej miał Jayson Tatum, a 11 punktów i dwa potężne wsady zaliczył Jaylen Brown. Potężny wsad miał też Hayward, który w świetnym stylu wykończył w pierwszej połowie podanie od Roziera i to kolejny bardzo dobry sygnał.

Tymczasem Celtowie wygrali dziewięć z ostatnich 10 spotkań i po raz pierwszy od prawie dwóch miesięcy (od 8 grudnia) przesuwają się w tabeli Wschodu! Dzięki wygranej wskoczyli bowiem na czwarte miejsce. Kolejne spotkanie to jednak znacznie trudniejszy rywal, bo do Bostonu przyjedzie zespół Oklahoma City Thunder ze znakomicie grającym Paulem George’em. Ten mecz o dobrej dla europejskiego kibica porze – w niedzielę Super Bowl, dlatego też NBA swoje mecze gra nieco wcześniej i Celtów w starciu z Thunder obejrzymy od 20:00!