Celtics zrewanżowali się Heat

Tym razem to Boston Celtics zdominowali trzecią kwartę, zdobywając w niej 37 punktów i budując sobie nawet 21-punktowe prowadzenie, ale koniec końców i tak trzeba było kilku wielkich akcji Kyrie’ego Irvinga, by gospodarze mogli cieszyć się ze zwycięstwa 107-99. Nie popisali się bowiem zmiennicy, którzy w czwartej kwarcie roztrwonili prawie całą przewagę, zanim w crunchtime przypomniał o sobie Irving właśnie. Rozgrywający kolejny już mecz był najlepszym graczem na parkiecie, trafił kilka ważnych rzutów i tym razem zaliczył double-double w postaci 26 punktów oraz 10 asyst, dokładając do tego również najlepsze w karierze osiem przechwytów. Było to pierwsze z pięciu spotkań bostońskiego zespołu na własnym boisku.

Było dziesięć punktów do przodu po pierwszej kwarcie i remis 50-50 po 24 minutach gry, gdy w trzeciej kwarcie Celtics zdominowali rywala i wygrali wtedy 37-18, grając naprawdę dobry i przede wszystkim skuteczny basket po obu stronach parkietu. Każdy zawodnik z pierwszej piątki miał wskaźnik +/- na poziomie +16 lub lepszym (a najlepszy Al Horford miał nawet +30), podczas gdy każdy zawodnik z ławki był na minusie. To efekt ostatniej kwarty, kiedy rezerwowi pozwolili Heat odrobić straty i na ratunek musiał raz jeszcze przybyć Kyrie.

  • Kyrie Irving: 26 punktów, 11/19 FG, 2/5 3PT, 10 asyst, 8 przechwytów

To dopiero dziewiąty mecz w historii NBA odkąd ta zaczęła liczyć przechwyty, gdy ktoś zrobił co najmniej 20/10/8. Irving był naprawdę blisko triple-double z… przechwytami. Celtics wygrali właśnie czwarty mecz z rzędu, a on w tym czasie robi średnio 31 punktów, 11 asyst i 2.5 przechwytu na spotkanie, trafiając przy tym ponad 60 procent swoich rzutów. Powinniście być pod wrażeniem.

Kolejne solidne spotkanie młodego skrzydłowego, który trafił wszystkie trzy próby zza łuku i zdobył 19 oczek, co było drugim najlepszym wynikiem w zespole.

  • Al Horford: 16 punktów, 8/11 FG, 12 zbiórek, 4 asysty, 3 bloki

Po meczu Big Al przyznał, że od jakiegoś czasu nie czuje już bólu w kolanie, a Big Al bez bólu w kolanie to jak inny, lepszy zawodnik. Horford gra w ostatnich meczach naprawdę świetnie, znów jest ważnym punktem drużyny po obu stronach boiska. Kilkanaście dni temu w Miami zaliczył jeden z najgorszych swoich występów w barwach Celtics, a w poniedziałek puścił tamto spotkanie w zapomnienie.

Marcus Morris przerwał serię czterech meczów bez co najmniej 10 oczek i zdobył 17 punktów. Marcus Smart trafił dwie kolejne trójki i dodał cztery asysty. Trudno wyróżnić kogoś z ławki, bo pięciu rezerwowych trafiło łącznie osiem z 26 rzutów i zdobyło wspólnie 23 punkty, podczas gdy Waiters, Adebayo i Jones Jr. we trójkę mieli aż 49 oczek. Potrzeba lepszego wsparcia, choć tym razem udało się wygrać. Brad Stevens świętował tym samym swoje 250. zwycięstwo w karierze (jako piąty trener w historii klubu). Celtics w środę zagrają z Cavaliers.