Heat przerywają serię Celtics

Po najlepszym chyba meczu Boston Celtics w sezonie przyszedł dość nieoczekiwanie słaby występ na Florydzie. Miami Heat trafili 18 razy zza łuku, co jest ich najlepszym wynikiem w tym sezonie, a Dwyane Wade wyglądał jakby był bliżej 30-tki niż 40-tki. Celtowie tymczasem nie są już zespołem, który potrafił wygrywać drugie mecze w serii back-to-back, na dodatek rozgrywane na wyjeździe, tak jak robili to w poprzednich latach. Na domiar złego, gdy już myśleliśmy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, w drugiej kwarcie podczas timeoutu Marcus Morris i Jaylen Brown mieli małą sprzeczkę, w trakcie której Morris odepchnął nawet lekko młodszego kolegę. Sprawa nie wydaje się być jednak wcale poważna.

Celtics trafili sześć z pierwszych siedmiu swoich rzutów i zdawało się, że są w stanie Heat ograć. Ale po tym świetnym początku trzeba było czekać aż do trzeciej kwarty, by Bostończycy znów się obudzili, gdy w międzyczasie gospodarze wygrali pierwszą połowę 61-43, trafiając jeszcze trójkę równo z syreną, która oznaczała zejście do szatni na przerwę. Celtowie odpowiedzieli zrywem 16-0 w trzeciej odsłonie, kiedy Brad Stevens wysłał na parkiet Roberta Williamsa w miejsce fatalnego w czwartek Ala Horforda, ale straty okazały się być zbyt duże.

Tym bardziej, że Heat w tym meczu po prostu trafiali i mieli odpowiedź na każdą próbę wyprowadzenia ciosu przez Celtics. Nie popisała się także bostońska ławka, tak świetna w starciu z Pacers i tak słaba w pojedynku z Heat. Dość powiedzieć, że ośmiu rezerwowych Celtics zdobyło łącznie 23 punkty, czyli tylko o… cztery więcej niż sam jeden Dwyane Wade. Wracając natomiast do tej kłótni Morrisa z Brownem: zdarza się, taki jest sport, tym bardziej w emocjach i co by nie mówić, Brownowi należała się bura, bo akcję wcześniej nie wrócił do obrony tak jak powinien.

Z dobrych wiadomości: Kyrie Irvign zagrał na 22 punkty, pięć zbiórek i pięć asyst, trafiając 10 z 19 rzutów. Marcus Morris oraz Jayson Tatum dołożyli po 17 oczek, a Marcus Smart znów trafił sporo trójek (4/8) i do 18 oczek dołożył również ten blok:

Robert Williams dał naprawdę sporo dobrego w trzeciej kwarcie, szczególnie w obronie i to za sprawą tamtego zrywu miał najlepszy w zespole wskaźnik +/- na poziomie +15 punktów. No i znów prawie uderzył głową w obręcz. Po drugiej stronie bieguna fatalny Al Horford i jego 1/8 z gry, 0/4 za trzy, dwa punkty i aż -26 z nim na parkiecie.

Niedobrze zaczynają więc Celtics serię trzech kolejnych meczów na wyjeździe, choć szukając usprawiedliwienia można oczywiście wskazać na to, że zagrali drugi mecz z back-to-back i to na dodatek na wyjeździe, a takie spotkania im w tym sezonie kompletnie nie wychodzą. Warto tymczasem obserwować, jak rozwinie się sytuacja odnośnie tej kłótni Morrisa z Brownem, choć już wczoraj po meczu ten temat gdzieś się po kościach rozszedł. Celtowie zostają na Florydzie i w sobotę zagrają (oby w lepszym stylu) z Orlando Magic.