Pokaz siły w wykonaniu Celtics

Boston Celtics przedłużyli serię zwycięstw do czterech, wygrywając czwarty kolejny mecz u siebie, tym razem z drużyną Indiana Pacers, którą pokonali 135-108. To bardzo ważna wygrana w kontekście tego, co dzieje się w topie konferencji wschodniej – Celtowie tracą już tylko 1.5 spotkania do trzecich Pacers i ledwie jedno spotkanie do czwartych Philadelphia 76ers, którzy w środę ulegli na wyjeździe Washington Wizards. Bostończycy podtrzymali serię meczów z co najmniej 30 asystami, trzech zawodników miało co najmniej 20, a siedmiu co najmniej 10 punktów. Celtics wygrali 15 z ostatnich 20 meczów i w tym czasie mają zdecydowanie najlepszy w całej lidze atak. Teraz przed nimi trzy kolejne spotkania na wyjeździe.

To był atomowy start Jaysona Tatuma, który w ledwie kilka minut trafił wszystkie swoje pięć rzutów i zdobył 11 punktów. W drugiej kwarcie odpowiedział mu więc Jaylen Brown, także zdobywając w tej odsłonie 11 oczek, a Celtowie już do przerwy prowadzili 68-53, świetnie wykorzystując absencję Mylesa Turnera. Ale bostoński zespół jest w takim gazie, że najpewniej nawet obecność środkowego Pacers niewiele by w środę zmieniła. 105 punktów zdobytych przez trzy kwarty pozwoliły Robertowi Williamsowi rozegrać calutką czwartą kwartę tego meczu.

  • Jaylen Brown: 22 punkty, 7/12 FG, 2/5 3PT, 6/8 FT, 7 zbiórek, 3 asysty

Wrócił, wrócił chyba już na dobre. Jaylen Brown spisuje się w ostatnich tygodniach naprawdę dobrze i nie dziwne, że coraz lepiej grają także Celtics. To bowiem od jego dyspozycji – tak samo jak od formy Gordona Haywarda – bardzo dużo zależy.

  • Marcus Morris: 22 punkty, 6/8 FG, 3/3 3PT, 7/7 FT, 8 zbiórek, 2 asysty

Najpewniej w All-Star Game nie zagra, ale kto wie? Tak czy siak, Morris to wciąż jeden z najlepszych i najrówniej grających zawodników Celtics w tym sezonie. W środę potrzebował ledwie ośmiu rzutów z gry, by zdobyć 22 punkty,  trafiając przy tym wszystkie trzy próby zza łuku oraz siedem z linii rzutów wolnych. W tej chwili jest blisko pewnego elitarnego klubu ze skutecznością na poziomie 50/44/88.

Atomowo zaczął i widać było u niego tę pewność siebie. Kiedy ją ma, trudno go zatrzymać. Był jednym z trzech zawodników Celtics, którzy zdobyli co najmniej 20 oczek. Swoją drogą, tak dużo – 135 punktów – bostoński zespół w regulaminowym czasie jeszcze za czasów Brada Stevensa nie zdobył.

Po 12 punktów dołożyli jeszcze Kyrie Irving, znów świetny Daniel Theis oraz coraz lepiej grający Terry Rozier. Z kolei 14 punktów z ławki zaliczył Gordon Hayward, dla którego to już czwarty z rzędu dobry występ. Al Horford miał osiem asyst w 18 minut gry. Więcej materiałów wideo jak zwykle znajdziecie tutaj, całkiem miły dla oka boxscore znajdziecie tutaj, a Marcus Smart to silny skrzydłowy:

Celtowie trafili prawie 57 procent swoich rzutów – to także jeden z lepszych wyników w erze Brada Stevensa. Tylko w pierwszej kwarcie nie udało im się dobić do granicy 30 punktów. W czwartej kwarcie mógł sobie poskakać Robert Williams (i poskakał), a rezerwowi Celtics tak czy siak ograli rezerwowych Pacers. Ogółem, ławka bostońskiej drużyny zdobyła aż 73 punkty! Celtics (25-15) gonią Sixers (27-15) oraz Pacers (27-15). W czwartek zagrają pierwszy z trzech meczów na wyjeździe i po raz pierwszy w tym sezonie odwiedzą Miami Heat na Florydzie.