Boston nie daje rady w Dallas

Jeśli ktoś obawiał się, że w Dallas kolejny obwodowy gracz zaliczy znakomity mecz przeciwko Boston Celtics to miał rację. Większość obstawiała pewnie jednak, że tym graczem będzie Luka Doncić i choć Słoweniec rozegrał bardzo przyzwoity mecz to jednak prawdziwym katem bostońskiego zespołu okazał się nie kto inny jak… JJ Barea. Portorykański rozgrywający zdobył bowiem aż 20 oczek i rozdał osiem asyst. Bez problemu dostawał się w pomalowane bostońskiej drużyny i to głównie dzięki niemu po ciekawym, twardym spotkaniu udało się gospodarzom wygrać 113-104. Porażka oznacza, że Celtics po 20 meczach sezonu mają bilans 10-10 i zdołali wygrać tylko cztery z ostatnich 12 meczów. W poniedziałek zagrają w Nowym Orleanie z Pelicans.

Do gry wrócił Al Horford, mecz wolnego dostał za to Gordon Hayward, no a Mavs trafili siedem swoich pierwszych rzutów za trzy i od startu budowali swoją przewagę, choć Celtowie długo się w tym meczu trzymali. Bo przez większość czasu to był po prostu dobry, solidny mecz po obu stronach parkietu. Gospodarze prowadzili ledwie trzema punktami do przerwy (59-56), a w trzeciej kwarcie Bostończykom udało się nawet wyjść na prowadzenie 74-73 i… to by było na tyle. Jedyne prowadzenie w meczu, szybko zresztą oddane i kolejna niestety porażka.

W czwartej kwarcie rządził i dzielił Barea, a Celtowie nie mieli za bardzo żadnej odpowiedzi. Kyrie Irving miał problemy z trafianiem, nie miał kto na siebie wziąć odpowiedzialności i w końcówce frustracja wzięła górę, gdy dobrze grający Marcus Smart (trafił aż 3/4 za trzy) otrzymał faul techniczny za odepchnięcie Maxi Klebera. Szkoda, bo do pewnego momentu wydawało się, że Celtics mieli szansę na fajne zwycięstwo, lecz za każdym razem jak się zbliżali to ta szansa prześlizgiwała im się przez palce. Nie pomógł fakt, że Mavs trafili sześć trójek więcej.

  • Jayson Tatum: 21 punktów, 9/14 FG, 3/6 3PT, 4 zbiórki, 3 asysty

20-latek był najlepszym strzelcem drużyny w Dallas i zagrał bardzo dobre spotkanie, trafiając 9/14 z gry (w tym 3/6 za trzy), ale raz jeszcze zabrakło więcej Tatuma w czwartej kwarcie. Prawie połowę swoich punktów zdobył przez pierwsze 12 minut gry i można było chyba lepiej wykorzystać fakt, że miał bardzo dobry dzień.

  • Kyrie Irving: 19 punktów, 9/24 FG, 0/5 3PT, 5 zbiórek, 6 asyst

To nie był najlepszy mecz Uncle Drew, który tym razem miał problemy ze skutecznością i tej pomocy od niego w Dallas mocno zabrakło. Nie trafił bowiem ani jednej z pięciu prób zza łuku, no i 19 oczek z 24 rzutów też wrażenia nie robi.

  • Marcus Smart: 19 punktów, 5/8 FG, 3/4 3PT, 6/6 FT

Zazwyczaj gra dobrze, gdy wraca w znajome strony i nie inaczej było tym razem. Smart tryskał pewnością siebie, już w pierwszej połowie trafił trzy trójki i zakończył zmagania z 19 punktami, co jednak drużynie się nie przydało, bo do wygranej zabrakło sporo.

Sześć razy trafiał w paint, nie oddał ani jednej trójki i rozegrał jeden ze swoich najlepszych meczów w tym sezonie. Gdy jest agresywny, gra jak ten Jaylen Brown, którego lubimy. Niestety w czwartej kwarcie mocno uderzył o parkiet po próbie bloku i ten upadek spowodował, że przedwcześnie zakończył udział w spotkaniu. Miejmy nadzieję, że to nic poważnego, ale wstępne raporty są dość optymistyczne.

Ponad dziesięć oczek miał jeszcze tylko Marcus Morris, który znów wyszedł w pierwszej piątce. Słabiutko spisał się Al Horford (osiem oczek, osiem zbiórek i tylko 3/8 z gry, w tym 2/5 za trzy) i to na pewno nie jest dobra wiadomość dla Celtics. O marnym występie Terry’ego Roziera chyba nawet nie ma co wspominać. Celtics przegrali cztery z pięciu ostatnich spotkań, osiem z ostatnich 12 i w tym czasie pokonali takie tuzy jak Suns, Hawks czy Bulls. Czołówka konferencji odskakuje, a za nami już 1/4 sezonu i słabiej w erze Stevensa było tylko w latach 2013-14.