Hayward: Mogę wchodzić z ławki

Powrót do gry Gordona Haywarda nie przebiega zbyt gładko, czego jednak można się było spodziewać. Skrzydłowy po 13 spotkaniach notuje średnio niecałe dziesięć punktów w każdym meczu i trafia 39.6 procent swoich rzutów, co w obu przypadkach jest najgorszym wynikiem w jego karierze. Bostończycy zdają się jednak nie przejmować tymi problemami Haywarda na początku powrotu, bo potrzebują go, by odnieść sukces. A nie stanie się to, jeżeli Celtics po prostu nie dadzą 28-latkowi na spokojnie wrócić do swojej formy. To potrwa, a tylko siedem wygranych w pierwszych trzynastu spotkaniach sezonu spowodowało, że coraz częściej mówi się o zmianach w pierwszej piątce, jakie miałby dokonać coach Brad Stevens.

Teraz wiemy już, że Stevens nie zdecyduje się na zmianę przed środowym starciem z Chicago Bulls, natomiast przez kilka ostatnich dni jedną z propozycji na przetasowanie było wprowadzanie Gordona Haywarda do gry z ławki. Jak się okazuje, sam Gordon Hayward nie miałby nic przeciwko temu:

„Jak dla mnie, ja jestem po prostu szczęśliwy, że jestem na parkiecie i jest to dla mnie najważniejsza rzecz. Cokolwiek, byleby pomóc nam wygrywać mecze.”

Zdaje się więc, że choć na razie na zmiany się nie zanosi to 28-latek jest przynajmniej otwarty na tego typu pomysł. Z drugiej strony, zmienia się chyba powoli limit minut zawodnika, który początkowo grał po 25 minut w każdym spotkaniu, a w ostatnim starciu w Portland spędził na parkiecie ponad pół godziny. W takiej sytuacji, wraz ze zwiększeniem czasu gry Haywarda, wprowadzanie go z ławki może być więc najlepszym pomysłem. Sam skrzydłowy zamierza natomiast cały czas pracować i nabierać więcej pewności siebie, by grać po prostu lepiej.