Porażka w powrocie Haywarda

Nieudanie zakończył się powrót Gordona Haywarda do Utah na pierwszy mecz przeciwko Jazz od czasu odejścia. Celtics znów musieli odrabiać straty i tym razem trudniejszy rywal nie pozwolił na comeback, choć Bostończycy dzielnie walczyli i w czwartej kwarcie kilka razy byli bardzo blisko przeciwnika. Wtedy jednak kilka ciosów wyprowadził Donovan Mitchell, a wisienkę na torcie położył jeszcze Jae Crowder. Pod nieobecność Kyrie’ego Irvinga (powody osobiste), w pierwszej piątce wystąpił Terry Rozier i zaliczył najlepszy swój mecz w tym sezonie, zdobywając season-high 22 punkty. Bostończycy przegrali jednak 115-123 i nie mogą już pochwalić się najlepszą defensywą w lidze, bo po tym starciu spadli na czwarte miejsce.

Gospodarze trafili 61 procent swoich rzutów w pierwszej połowie (w tym osiem z 18 trójek), ale popełnili też 15 strat, po których Celtics zdobyli łącznie 15 punktów i tylko dlatego Jazz mieli po 24 minutach ledwie siedem punktów przewagi. Świetnie spisywał się Joe Ingles, który już do przerwy miał 20 punktów i był na dobrej drodze do najlepszego w karierze występu pod względem punktowym. Przewaga zespołu ze stanu Utah szybko powiększyła się na starcie drugiej połowy, kiedy to Jazz zrobili run 17-4 i w pewnym momencie prowadzili nawet 20 oczkami.

W międzyczasie trochę podszczypywali się Marcus Morris i Jae Crowder, a bostoński skład w czwartej kwarcie przystąpił do próby powrotu. Była bardzo dobra walka, trafienia za trzy m.in. Roziera czy Smarta i obrona strefą, dzięki czemu Celtics wielokrotnie zmniejszali prowadzenie rywala do ledwie czterech oczek. Więcej nie udało się zrobić, choć było kilka bardzo dobrych szans (jak choćby dwa niecelne rzuty Tatuma spod kosza), a w końcówce wszystkim bostońskim kibicom przypomniał o sobie Crowder, trafiając tzw. daggera.

  • Terry Rozier: 22 punkty, 7/13 FG, 5/8 3PT, 3/3 FT, 6 zbiórek, 3 asysty

Wyszedł w pierwszej piątce i w drugiej połowie przypomniał, jakim graczem może być, wracając wspomnieniami do zeszłorocznego okresu, w którym zastępował Irvinga. Trafił pięć trójek, zdobył 22 punkty i miejmy nadzieję, że to dopiero początek powrotu do dobrej formy.

  • Jayson Tatum: 21 punktów, 7/14 FG, 2/4 3PT, 5/6 FT, 4 asysty, 5 przechwytów

W końcu trochę bardziej do kosza, kilka dobrych akcji tyłem do obręczy, a do tego pięć przechwytów oraz cztery asysty. Dobry mecz po słabym występie w Phoenix – w pojedynku drugoroczniaków remis ze wskazaniem na Mitchella, bo choć obaj mieli tyle samo oczek to jednak zawodnik Jazz mógł cieszyć się po końcowej syrenie.

Hayward wciąż nie jest tak efektywny, jak byśmy tego chcieli, ale też ten mecz był z kategorii ciężkich pod względem emocjonalnych i można powiedzieć, że skrzydłowy Celtics poradził sobie całkiem nieźle. Tylko jedna na pięć trójek znalazła drogę do kosza, ale Hayward był kilka razy na linii rzutów wolnych, trafił stamtąd wszystkie sześć prób i miał również siedem asyst. Po nim samym widać, że jest sfrustrowany, bo to wciąż nie jest ten sam gracz, ale potrzeba cierpliwości – trudno oczekiwać, że on w 12 meczów po takiej kontuzji wróci do poziomu all-star.

Pierwsze w tym sezonie double-double Smarta, który rozdał dziesięć asyst i wszystkie dziewięć rzutów oddał za trzy. Trafił cztery z nich, co jest zaskakująco dobrym wynikiem, natomiast chcielibyśmy chyba, aby aż tylu tych trójek nie oddawał – łącznie z tym meczem Marcus trafia w tym sezonie ledwie 25.6 procent rzutów zza łuku, co jest najgorszym dla niego wynikiem w karierze.

Ogółem sześciu bostońskich zawodników zakończyło mecz w double-figures – prócz wyżej wymienionej trójki także Marcus Morris (16 oczek) oraz Al Horford (13 punktów). Celtics zostali zjedzeni na tablicach (45-28), choć przy prawie 56-procentowej skuteczności z gry Jazz nie było po prostu co zbierać. Z drugiej strony, zbiórki w ataku Derricka Favorsa w czwartej kwarcie naprawdę mocno bolały. Na plus 31 asyst przy 39 trafieniach i ledwie osiem strat (przy 16 po stronie gospodarzy). Więcej statystyk tutaj, a więcej materiałów wideo jak zwykle tutaj.

W niedzielę koniec tego wyjazdu, czyli starcie z Trail Blazers w Portland.