Nuggets za mocni dla Celtów

Najlepszy mecz w karierze Jamala Murraya i trzynaste już kolejne zwycięstwo u siebie Denver Nuggets (licząc z poprzednim sezonem). Boston Celtics przegrywają drugie z rzędu starcie, tym razem ulegając 107-115 w Kolorado. Gospodarze odrobili aż 18 punktów straty, a do wielkiej wygranej poprowadził ich wspomniany już Murray, który zdobył career-high 48 oczek, trafiając 19 z 30 oddanych rzutów (w tym pięć trójek). Bostończycy przegrali z jedną z najlepszych drużyn w NBA na starcie tego sezonu – dla Nuggets było to dziewiąte zwycięstwo w dziesiątym meczu – choć po pierwszej kwarcie było wiele powodów do zadowolenia. Po kolejnych już nie do końca. Za nami dopiero dwa z pięciu kolejnych spotkań na wyjeździe.

Między wysokimi szczytami w Kolorado zawsze gra się trudno, natomiast zdawało się, że nie będzie to problem dla Celtów, którzy w pierwszej kwarcie dali prawdziwy popis gry, tak w ataku, jak i w obronie. Zatrzymali gospodarzy na 36-procentowej skuteczności z gry, a sami zdobyli 34 punkty (przy 12 asystach), znakomicie dzieląc się piłką i grając do kosza i na obwód. Jamal Murray zdobył co prawda 14 z 19 punktów swojej drużyny, ale w świetnej formie był Kyrie Irving i mogłoby się wydawać, że Celtics pokuszą się o zwycięstwo na tym trudnym terenie.

Niestety, kolejne kwarty już tak dobre nie były. Do przerwy udało się jeszcze utrzymać dwa punkty prowadzenia, ale potem to Nuggets byli stroną przeważającą. Grali szybko, a z Celtów jakby zeszło powietrze, co było widać po szarpanych akcjach w ataku. Dość powiedzieć, że w drugiej i trzeciej kwarcie łącznie podopieczni Brada Stevensa rozdali cztery asysty. Na domiar złego po świetnej pierwszej połowie, w której Murray zdobył 23 punkty, obrońca nie mógł przestać trafiać także w drugiej i to po jego kolejnych ciosach nie było już co zbierać.

  • Kyrie Irving: 31 punktów, 13/17 FG, 4/6 3PT, 5 zbiórek, 5 asyst, 3 przechwyty

To był świetny mecz Irvinga, który jednak znacząco przegrał pojedynek z Murrayem, lecz mimo to trudno mieć jakieś zastrzeżenia do gry Kyrie’ego. 31 punktów z 17 rzutów, tylko cztery niecelne próby, a do tego pięć zbiórek, pięć asyst oraz solidna postawa w obronie (znów). I tylko zwycięstw brak.

  • Jayson Tatum: 15 punktów, 5/14 FG, 1/4 3PT, 4/4 FT, 4 asysty, 2 bloki

Trochę częściej grał do kosza, ale to cały czas nie jest ten Jayson Tatum, jakiego chcemy oglądać. Bo kiedy oddajesz już tyle rzutów z mid-range to przynajmniej je trafiaj. Na plus fakt, że Tatum nie do końca jest jak zła wersja Kobe’ego, bo to już piąty kolejny mecz, w którym 20-latek rozdał co najmniej trzy asysty.

Powoli wraca do dobrej formy, znów jest agresywny i takiego Browna potrzebują Celtics, by zmienić pewne rzeczy w ofensywie. Jakby jeszcze dołożył lepszą skuteczność za trzy – byłoby pięknie, ale rzutu Jaylen wciąż w tym sezonie znaleźć nie może.

Murray zdobył ostatecznie 48 oczek i próbował jeszcze dobić do 50-tki trójką na sam koniec meczu, co nie spodobało się Celtom. Irving wprost stwierdził, że to było „gówniane” zachowanie, a upust frustracji dał jeszcze na parkiecie, gdy już po syrenie wyrzucił piłkę w trybuny. To nie jest jednak największy problem Celtów, którzy przegrali drugie kolejne spotkanie i ich gra (szczególnie w ataku) nie wygląda za dobrze. Ruch piłki jest, ale nie zawsze wiele z niego wynika. Rzutów wolnych znów bardzo mało (12 vs 28 po stronie Nuggets). Półdystansu wciąż za dużo.

Szansa na przerwanie złej passy w czwartek w Phoenix, a potem jeszcze dwa starcia na Zachodzie: w Salt Lake City oraz na zakończeniu tripu w Portland. Co by nie mówić, terminarz na starcie tego sezonu zadania Celtom nie ułatwia.