Celtowie rozbili Pistons

Boston Celtics kontynuują bardzo dobrą grę, którą zaczęli w drugiej połowie w Oklahoma City kilka dni temu. Tym razem podopieczni Brada Stevensa nie mieli większych problemów, by zafundować pierwszą w tym sezonie porażkę drużynie Detroit Pistons – Celtics spokojnie rozbili bowiem rywala 109-89 w najlepszym ich jak do tej pory meczu. A wszystko to pomimo ledwie dziewięciu punktów łącznie od Irvinga i Tatuma. Znakomicie spisali się przede wszystkim bostońscy rezerwowi, którzy zdobyli więcej oczek niż starterzy, a do tego małe przełamanie w końcu zaliczył Jaylen Brown i z 19 punktami na koncie był najlepszym strzelcem Celtics. Już we wtorek kolejna okazja do pokonania Tłoków, ale tym razem w Bostonie.

To był w zasadzie kompletny występ Celtów, którzy dominowali w Detroit od pierwszej minuty. Cztery trafienia zza łuku w pierwszej kwarcie, dobra obrona i znakomita postawa na tablicach (Pistons nie mieli ani jednej zbiórki w ataku w pierwszej połowie) pozwoliły gościom szybko i łatwo objąć prowadzenie, które w kolejnej części spotkania tylko się powiększało. Bardzo dobre zawody grał Daniel Theis, który przed rokiem właśnie w Detroit zaliczył swój najlepszy w sezonie mecz. Bostończycy prowadzili więc 63-41 do przerwy, trafiając po drodze 9/17 trójek.

Nie istniał w tym meczu Blake Griffin, na którego Brad Stevens wysłał niższych, ale szybszych Jaylena Browna oraz Marcusa Morrisa. Griffin rozpoczął spotkanie ze średnią 33 punktów na spotkanie, a ostatecznie trafił tylko dwa z 13 prób i zdobył siedem oczek, najmniej jak dotychczas. Trochę lepszy był Andre Drummond (18 punktów, 8/12 FG), ale nie dominował na tablicach tak jak ma to w zwyczaju. Dość powiedzieć, że Kyrie Irving oraz Terry Rozier mieli wspólnie więcej zbiórek (15) niż wspomniana dwójka podkoszowych Pistons (14).

W trzeciej kwarcie bardzo dobrą grę kontynuowali Daniel Theis oraz Marcus Morris, którzy prowadzili bostońską ławkę rezerwowych – ta zdobyła aż 62 punkty (przy 34 od rezerwowych Pistons), a swoje dołożyli także Rozier (15 punktów) czy Marcus Smart (dziewięć asyst). Już na siedem minut przed końcem spotkania na parkiecie pojawił się Robert Williams i robił takie rzeczy:

Chwilę po wejściu wsadził piłkę w bardzo efektowny sposób, a potem miał jeszcze trzy bloki (!) oraz jedno znakomite podanie. To był taki właśnie mecz bostońskiej drużyny, a w wysokiej wygranej nie przeszkodziły małe zdobycze punktowe od takich zawodników jak Irivng (trzy punkty), Tatum (sześć) czy Horford (cztery).

  • Jaylen Brown: 19 punktów, 6/13 FG, 3/7 3PT, 4/6 FT

W końcu dobry mecz Browna, który zdobył 19 oczek i miejmy nadzieję, że taki występ pozwoli mu wyjść z tego dołka, w który wpadł na starcie tego sezonu. Dobre wejścia pod kosz, trzy trafione trójki i najwięcej w zespole punktów.

  • Marcus Morris: 18 punktów, 7/12 FG, 3/6 3PT, 8 zbiórek

Ten, kto obawiał się o Morrisa po powrocie Haywarda, nie musi już tego robić. 29-latek radzi sobie znakomicie i wyśmienicie odnajduje się w swojej roli, będąc pewnym punktem bostońskiej ławki rezerwowych. Trafia zza łuku, dobrze gra do kosza, a do tego jest solidny w obronie i nie ma się w zasadzie do czego przyczepić. Wygląda na to, że Morris jest najrówniej grającym Celtem w pierwszych tygodniach sezonu.

  • Daniel Theis: 17 punktów, 7/9 FG, 2/3 3PT, 8 zbiórek

Nie było w ogóle wiadomo, czy zagra, ale zagrał i to był jego najlepszy występ od powrotu. Theis też musi złapać rytm po kontuzji, przez którą przedwcześnie zakończył poprzedni sezon i takie występy z pewnością pomagają. Dwie trafione trójki, dobra gra pod koszem – po obu stronach boiska – i szkoda tylko, że pojawił się jakiś nowy uraz łydki (wcześniej niemiecki podkoszowy zmagał się z urazem stopy).

To był chyba najlepszy mecz Haywarda jak do tej pory. 15 punktów na dobrej skuteczności, a do tego kilka znakomitych akcji do kosza, w tym jedna akcja and-one, która wyglądała jak za czasów Gordona w barwach Utah Jazz. Takie mecze cieszą szczególnie, bo bostońska ofensywa z tak grającym Haywardem wygląda na lepszą o co najmniej kilka poziomów.

Bostończycy są pierwszą w tym sezonie drużyną, której udało się dwa razy powstrzymać rywala pod granicą 90 oczek. Tak, to prawda. Takie rzeczy się dzieją w NBA od tego roku. Celtics potwierdzają jednak, że akurat o defensywę martwić się nie trzeba, bo z dużą przewagą przewodzą lidze pod względem efektywności. Po boxscore z Detroit skierujcie się tutaj, a po więcej materiałów wideo zapraszam jak zwykle tutaj. Kolejne starcie w nocy z wtorku na środę, gdy Celtics podejmą Pistons u siebie w ramach szybkiego rewanżu między tymi drużynami.