Przegrana na koniec preseasonu

Jedno zwycięstwo, trzy porażki. Taki bilans w czterech meczach tegorocznego preseasonu zaliczyli Boston Celtics. W ostatnim spotkaniu przed startem rozgrywek przegrali 102-113 w Cleveland po kolejnym słabym meczu, w którym tylko siedem na 29 prób zza łuku znalazło drogę do kosza. Na domiar złego, już w pierwszej kwarcie po sprzeczce z JR Smithem z parkietu wyleciał rozemocjonowany Marcus Smart. Bostończycy kończą tym samym preseason, w którym nie pokazali się z dobrej strony, lecz potwierdzili raczej, że przed nimi wciąż jeszcze sporo pracy, by stać się ta drużyną, którą chcieliby być. Teraz przed nami aż dziewięć dni przerwy, bo sezon wystartuje dopiero 16 października starciem z Sixers w Bostonie.

29 procent z gry w pierwszej kwarcie, tylko jedno trafienie zza łuku na 14 prób w pierwszej połowie. To był kolejny brzydki mecz w wykonaniu Celtów, którzy nadal nie mogą znaleźć skuteczności. Cavs tymczasem tak jak w Bostonie szybko rywalom odjechali i momentami ich przewaga wynosiła około 20 oczek, czego Celtics po przerwie już nie zdołali odrobić. To był po prostu słabe spotkanie podopiecznych Brada Stevensa. Jakby tego było mało, w pierwszej kwarcie doszło do tego incydentu i sami oceńcie, czy sędziowie dobrze to rozegrali:

JR Smith i Aron Baynes dostali po faulu, a Smart wyleciał z boiska za „eskalację”. Prawidłowo, bo to nie była dobra reakcja Smarta, którego musiało przytrzymywać aż dwóch kolegów. Trudno jednak się dziwić, skoro zamieszany był Smith. Tym bardziej dziwi to, że Smith nie dostał po tym incydencie żadnego faulu technicznego, choć przecież wpierw Baynesa odepchnął, co doprowadziło do tej reakcji Smarta. Po meczu obrońca Celtics był wyraźnie wstrząśnięty, czego efektem był ten wywiad i słowa „żaden ze mnie śmieć, JR wie gdzie mnie znaleźć”:

I to by było tyle, jeśli chodzi o ostatni mecz preseasonu Celtów, w którym więcej znaków zebrał ten właśnie incydent niż samo spotkanie. Warto dodać, że Smith pociągnął to dalej i odpowiedział Smartowi na twitterze, więc trzeba to wszystko uważnie obserwować.

Najwięcej w zespole punktów (razem z Morrisem), choć i on miał problemy z trójką (1/5). Nie było za to problemów z kończeniem akcji pod koszem i pod tym względem Scary Terry wygląda naprawdę lepiej, pewniej. To pierwszy raz, gdy Roziera w akcji oglądał jego tata, który niedawno wyszedł z więzienia.

  • Marcus Morris: 17 punktów, 5/12 FG, 5/6 FT, 4 zbiórki, 2 przechwyty

Jeden z najpewniejszych punktów bostońskiego zespołu podczas ostatnich dwóch tygodni.

  • Al Horford: 10 punktów, 2/4 FG, 6/6 FT, 7 asyst

Pod nieobecność Irvinga (ból żeber) oraz Haywarda (ból pleców), którzy do Cleveland nawet nie polecieli, Celtics mocno korzystali z Horforda w roli point-forwarda i to akurat był jeden z niewielu pozytywów sobotniej nocy. Horford bardzo dobrze znajdował bowiem kolegów pod koszem i miał kilka świetnych podań, do czego jednak już nas chyba przyzwyczaił, prawda?

Po osiem oczek zapisali na konto Jaylen Brown oraz Jayson Tatum. Wspólnie trafili tylko siedem z 22 prób (w tym 0/4 zza łuku). Słabiutko wyglądał Semi Ojeleye, odnaleźć nie może się Brad Wanamaker. 10 punktów z ławki zdobył Walter Lemon Jr. a w 11 minut gry Robert Williams miał cztery punkty, jednego alley-oopa i dwa bloki. Skrót jego występu obejrzycie tutaj, a po boxscore ze spotkania w Cleveland skierujcie się tutaj. Przed nami ostatnie odliczanie i miejmy nadzieję, że Celtics zaczną sezon w lepszym stylu niż grali w trakcie preseasonu.