Irving namawia Davisa do C's?

W czwartek cały świat usłyszał o planach Kyrie Irvinga, który zapowiedział, że chce pozostać w Bostonie, gdy w przyszłe lato będzie mógł wejść na rynek wolnych agentów. W piątek rozgrywający spotkał się z dziennikarzami i te słowa potwierdził, mówiąc m.in. że w ten sposób ani zawodnicy, ani sztab, czy też właściciele bostońskiego klubu nie muszą już go zachęcać do pozostania, bo on czuje się przywiązany. Po raz kolejny przypomniał także, że jego marzeniem jest, aby #11 zawisła kiedyś pod dachem TD Garden z powodu jego gry i sukcesów. Przyszłość zawodnika w Bostonie jest więc w zasadzie przesądzona, co sprawia, że teraz nie ma już pytań o to, czy Kyrie zostanie, ale o to, jak będzie wyglądać bostońska drużyna w kolejnych latach.

I tu już pojawiają się głosy, że Celtics z przywiązanym do klubu Irvingiem spróbują sięgnąć po Anthony’ego Davisa. O tym mówi się od dawna, a sam Davis zdaje się być obiektem pożądania nie tylko wielu kibiców, ale też generalnego menedżera drużyny Danny’ego Ainge’a. Na ten moment nic jednak nie wskazuje na to, aby 25-latek miał się z Nowym Orleanem pożegnać. Ma kontrakt ważny aż do 2020 roku i dopiero wtedy – czyli za dwa lata – może wejść na rynek wolnych agentów i samemu poszukać nowego klubu (wraz ze swoim nowym agentem).

Pelicans tymczasem już za rok mogą zaproponować mu ogromne pieniądze w ramach przedłużenia umowy. Gdyby jednak okazało się, że podkoszowy nie chce spędzać swoich najlepszych lat w Luizjanie to Pelikany mogą być pod ścianą i ich jednym wyjściem będzie transfer swojej największej gwiazdy. Jeśli do tego dojdzie, nie ma żadnych wątpliwości, że Boston Celtics (jak zwykle w ostatnich latach) będą jednym z najpoważniejszych kandydatów do rozmów, mając do zaoferowania (potencjalnie) młode gwiazdy i kolejne wybory w drafcie.

I jak podaje Jay King z The Athletic, jedno z ligowych źródeł twierdzi, że Kyrie Irving i Anthony Davis rozmawiali o wspólnej grze w Bostonie. Tyle tylko, że aby do tego doszło, musiałoby się stać wiele rzeczy. Jak się bowiem okazuje, jeśli Irving i Davis mieli grać razem dla Celtics to najwcześniej mogłoby to nastąpić dopiero w sezonie 2019/20, gdyż Bostończycy nie mogą transferować po Davisa w sezonie 2018/19, jako że Davis podpisał obecną umowę jako tzw. designated player, tak samo jak Kyrie, którego Celtowie pozyskali w ramach wymiany z Cavaliers.

Tymczasem według reguł NBA, każdy zespół może mieć w składzie tylko jednego takiego zawodnika, który został pozyskany właśnie poprzez wymianę. Tak więc transfer Davisa do Bostonu stanie się możliwy dopiero w momencie, gdy Kyrie zrezygnuje z ostatniego roku swojej umowy i w lipcu 2019 podpisze nowy kontrakt. Ale po drodze Davis musiałby jeszcze odrzucić te spore pieniądze od Pelicans – jeśli jednak by je przyjął to oczywiście nie wyklucza to transferu, ale ten stałby się możliwy jeszcze później, bo 25-latek nie mógłby zostać wymieniony przez rok.

Droga podkoszowego do Beantown zdaje się być wyboista i kręta, choć oczywiście możliwa. Najwcześniej w sezonie 2019/20, ale oznaczałoby to, że Davis naprawdę chce grać w Bostonie u boku Irvinga, skoro odrzucałby rekordowe pod względem wartości przedłużenie kontraktu, jakie Pelicans mogą mu zaoferować latem 2019 roku – będzie to około $230 milionów dolarów za pięć lat gry. No i pozostaje jeszcze jedna kwestia, a mianowicie jeśli doszłoby do transferu to kogo Celtics mieliby oddać? Davis to ścisły top ligi, co nie ułatwia zadania.