Jak Kyrie trenował z Crawfordem

Jeśli jest jeden człowiek, który najbardziej pomógł Kyrie’emu Irvingowi tego lata przy jego powrocie do gry to jest to najpewniej… Jamal Crawford. Jak się bowiem okazuje, J-Crossover pomógł młodszemu koledze zorganizować gierki treningowe w Seattle na przestrzeni kilku tygodni offseasonu, o których nie wiedział nikt poza tymi, którzy wzięli w nich udział. I jak mówi Kyrie, to było to, czego dokładnie potrzebował. Nie uchowały się w zasadzie żadne zdjęcia, nikt nic nie nagrywał, dlatego pozostają nam jedynie opowieści tych, którzy w gierkach brali udział – prócz Irvinga i Crawforda byli to m.in. tacy zawodnicy jak Zach LaVine, Marquese Chriss czy Dejounte Murray, jak również grupa graczy z NCAA czy grających poza USA.

Latem w zasadzie na każdym kroku można spotkać różnego rodzaju spotkania mniejszych czy większych gwiazd NBA, które spotykają się po to, by podszlifować formę czy umiejetności. Jednym z najbardziej popularnych miejsc takich spotkań jest kampus uniwerku UCLA, gdzie były obrońca Bruins – Rico Hines – od paru już lat organizuje mecze treningowe z największymi gwiazdami ligi. W tym roku wzięli w nich udział m.in. Russell Westbrook, Chris Paul czy James Harden, a choć mecze nie są transmitowane to social media zawsze zalewa fala różnych wideo.

W poprzednich latach byłaby to kusząca propozycja, ale tym razem nie tego potrzebował Kyrie Irving. Jak zdradził rozgrywający Celtics w rozmowie z Boston Globe, to świetne przedsięwzięcie, ale stało się to zbyt dużym show. Irving wolał coś innego – trochę ciszy i spokoju, by móc przygotować swoje ciało i umysł do nadchodzącego sezonu. 26-latek postawił na Seattle, dlatego też szybko zadzwonił do Jamala Crawforda, który w Seattle jest jak ojciec chrzestny koszykówki. Wie wszystko, zna wszystkich i dlatego był idealnym wyborem Irvinga.

Wszak weteran parkietów NBA od lat organizuje w Seattle swoje campy, na których kiedyś był… sam Kyrie. Dodatkowo, obaj z Irvingiem znają się od lat, dzięki czemu Kyrie miał pewność, że Crawford stanie na wysokości zadania. I tak się rzeczywiście stało. Jak mówi sam J-Crossover:

„Byłem zaszczycony telefonem od Ky i tym, że tak mi zaufał. Bardzo mocno chciałem załatwić to wszystko dyskretnie, znaleźć miejsce, w którym nikt nas nie znajdzie i zrobić to wszystko po cichu. Chciałem też znaleźć utalentowanych zawodników, którzy nie byliby w szoku, że stają na przeciwko niego.”

Dodatkowo, był też jeszcze jeden wymóg: Kyrie chciał graczy, którzy by go nie oszczędzali, bo przecież nie to miały na celu te treningi. Crawford wszystko załatwił, łącznie ze stałą zmianą lokalizacji, dzięki czemu nikt w Seattle – poza tymi, którzy brali w tym udział – nawet nie wiedział, że coś takiego ma miejsce. Pierwszą wskazówkę zdradził… Bill Russell, którego Crawford zaprosił na kilka spotkań. Efektem było to zdjęcie, które legenda Boston Celtics wstawiła w sierpniu na swojego twittera, choć i wtedy nie wiadomo było, o jakie treningi tak w zasadzie chodzi:

Irving, Crawford i reszta trenowali całe dni. Gierki były intensywne, całkiem długiei dopiero pierwszy zespół do 125 punktów wygrywał. Choć początki były dla Irvinga dość trudne – wszak był to dla niego powrót do grania 5-na-5 po miesiącach przerwy – to nie trzeba było dużo czasu, aby rozgrywający Celtów zaczął dominować i zachwycać swoimi zagraniami. Jamal Crawford prawdopodobnie trochę przesadza. A może jednak nie?

„Jeśli mielibyśmy ze sobą kamerę i coś wydostałoby się na zewnątrz to ludzie byliby pod ogromnym wrażeniem. To byłyby jedne z najlepszych zagrań, jakie kiedykolwiek widzieliście.”

Nie inaczej było ostatniego dnia – Kyrie spędził w Seattle łącznie 18 dni – gdy rozgrywający już na dobre odzyskał swój rytm. Co ciekawe, Crawford i Irving ani razu nie byli ze sobą w jednym zespole, choć składy często się mieszały. A po meczach wspólnie jedli obiady i dyskutowali, czy to o koszykówce, czy o wszystkim innym, jak również oglądali filmy z ulubionymi zawodnikami i rozmawiali o życiu poza boiskiem. Po wszystkim, Kyrie był już w pełni gotów na powrót. Pytanie tylko, czy na ten powrót gotowa jest też sama NBA. Przekonamy się już niedługo!