Kyrie i Celtics mają porozumienie?

Gdy kilka tygodni temu świat obiegły informacje, że nie będzie przedłużenia kontraktu Kyrie’ego Irvinga, wielu fanów Boston Celtics się zmartwiło. Sęk w tym, że teraz takie przedłużenie nie miałoby zbyt wiele sensu dla samego gracza. Ale chwilę potem pojawiły się kolejne rewelacje, jakoby Kyrie i Jimmy Butler chcieli razem grać, a idealnym do tego miejscem miałby być Nowy Jork i zespoły Knicks lub Nets. Tyle tylko, że aby do tego rzeczywiście mogło dojść, musiałoby stać się wiele przeróżnych rzeczy – Irving biorący mniejsze pieniądze, Knicks pozbywający się sporo graczy, by zrobić miejsce w salary cap – które niekoniecznie wydają się dziś prawdopodobne. Tym bardziej, że Uncle Drew i Celtics zdają się być w dobrym miejscu.

Bo choć sam Kyrie Irving nie chce niczego obiecywać to trudno sobie wyobrazić, by znalazł lepsze miejsce do grania niż Boston. Tutaj ma w zasadzie wszystko, czego potrzebuje, być może poza topowym rynkiem, bo Boston do takich jednak nie należy. To jednak nie przeszkadzało Irvingowi, aby umieścić Celtics na liście drużyn, w których chciałby grać, gdy przed rokiem odchodził z Cleveland. Jest trener, jest zarząd, są nawet fajni właściciele, no i przede wszystkim jest z kim grać i z kim walczyć o mistrzostwo. Knicks i Nets mają jedną przewagę: Nowy Jork.

Nic więc dziwnego, że choć już znajdują się tacy, którzy dają Knicks największe szanse na pozyskanie Irvinga, to jednak zdecydowanie więcej osób myśli w ten sam sposób: Kyrie i Celtics mają się dobrze i ta współpraca będzie trwać. Z jednej strony panel ESPN przewiduje więc, że Knicks będą mieć prawie 47 procent szans, podczas gdy Celtics niewiele ponad trzy punkty procentowe mniej, a z drugiej strony pracownicy tego samego ESPN jak Zach Lowe czy Kevin Arnovitz mówią wprost, że Irving raczej nigdzie się nie wybiera. Oto wypowiedź tego drugiego:

„Wiem tyle, że Celtics i Kyrie mają porozumienie i Irving wiedział, że nie zostanie wytransferowany tego lata, a na dodatek obie strony mają także pewne długoterminowe plany wobec siebie. Wiele się może zdarzyć przez osiem miesięcy sezonu, ale stawiałbym na to, że zostanie.”

W podobny sposób mówił czy pisał ostatnio także Lowe, który stwierdził, że Celtics mogą być (tak więc są) całkiem pewni tego, że uda im się przedłużyć umowę z Irvingiem za rok, zaznaczając przy tym, że coś może być na rzeczy w tych plotkach odnośnie wspólnej gry Uncle Drew z Jimmym Butlerem. Tak czy siak, to się raczej nie stanie w Nowym Jorku, bo wymagałoby to wielkiej czystki w Knicks i niemożliwego prawie zejścia w salary cap, a też trudno sobie wyobrazić, by Nets – którzy miejsce mogą zrobić o wiele łatwiej – przekonali tę dwójkę do gry na Brooklynie.

Irving wychował się bowiem w Nowym Jorku – a dokładniej mówiąc w New Jersey – natomiast sam dobrze wie, że dobra pozycja startowa i zespół potrafiący wygrywać mecze to nie jest coś, co spada z nieba albo samo się zrobi. On taki zespół i taką dobrą pozycję już ma w Bostonie, a na dodatek to tutaj będzie mógł dostać również najdłuższy i jednocześnie największy kontrakt, gdy latem przyszłego roku wejdzie na rynek jako niezastrzeżony wolny agent. Plotki o jego odejściu będą się pojawiać, bo taki to będzie sezon, a my jak zwykle będziemy o tym czytać i pisać.

Ale koniec końców, szansę Celtów na zatrzymanie Irvinga są naprawdę, naprawdę duże. I tylko to się dziś liczy, a udany przyszły sezon w wykonaniu bostońskiej drużyny może tylko tym szansom pomóc.