PS: Abdel Nader

Tak jak w ubiegłych latach, tak i teraz – gdy sezon dla Celtów się skończył i zawodnicy mogą już od jakiegoś czasu łowić ryby – można już krótko podsumować ich grę i to, jak spisywali się na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy. Były to miesiące niezwykłe, obfitujące w różnego rodzaju wydarzenia i zakończone długim runem zespołu w playoffs, który prawie zakończył się wizytą w tegorocznych finałach ligi. Żeby jednak w pełni ocenić tę kampanię należy wziąć pod uwagę także oczekiwania, co do danego zawodnika oraz to, jak spisał się on w trakcie sezonu regularnego oraz fazy posezonowej. Jako następny oceniony zostanie Abdel Nader, który po roku w G-League zaliczył swój pełnowymiarowy debiut na parkietach NBA.

PRZED SEZONEM:

Nader został wybrany przez Celtów w drafcie w 2016 roku i był jednym z trzech zawodników, których Boston zdecydował się zestashować, to znaczy wysłać na sezon gdzie indziej. Ante Zizić został w Europie, Guerschon Yabusele przeniósł się do Chin, a Nader zgodził się na sezon w barwach Maine Red Claws, czyli w G-League. I tam spisał się nadzwyczaj dobrze, łapiąc się m.in. do Meczu Gwiazd, a na koniec sezonu zdobywając statuetkę dla najlepszego pierwszoroczniaka w lidze. Jego występy były na tyle dobre, że znalazło się dla niego miejsce w składzie Celtów na sezon 2017/18, choć przecież rywalizacja o minuty na skrzydle zapowiadała się bardzo ciekawie i zdawało się, że zabraknie tam już miejsca dla młodego Egipcjanina, który w offseasonie podpisał 4-letnią umowę o wartości $6 milionów dolarów.

SEZON REGULARNY:

Uraz, jakiego doznał już w pierwszym meczu Gordon Hayward z pewnością otworzył szansę także dla niego, bo Nader zagrał ostatecznie w 48 spotkaniach (łącznie ponad 500 minut gry), choć był to dopiero 12. wynik w rotacji – zdecydowanie większą rolę pełnili w zespole tacy rookies jak Daniel Theis czy Semi Ojeleye, podczas gdy 24-latek z reguły dobrego wrażenia nie robił. Co więcej, swoją postawą zraził do siebie wielu fanów, a „ukoronowaniem” były cztery niecelne rzuty wolne z rzędu w Nowym Orleanie. Najprawdopodobniej nie zasłużył jednak na tak ostre traktowanie, tym bardziej że oczekiwania w stosunku do jego osoby nie były chyba zbyt duże, a raczej typowe dla kogoś, kto został wybrany pod koniec drugiej rundy draftu. Nader jest jednym z tych, którym udało się zagrać w NBA i koniec końców z pozytywów można wskazać choćby całkiem niezłą trójkę (23/65 w całym sezonie, czyli solidna 35-procentowa skuteczność). Cztery razy pojawił się jeszcze na parkietach G-League, notując średnio 21/6 w tych meczach. Trzy razy zaliczał w NBA dwucyfrową ilość punktów – najwięcej (11) miał w marcowym starciu z Magic. Swój najlepszy mecz zaliczył chyba jednak na koniec 2017 roku, gdy Celtics gonili Rockets w tym epickim spotkaniu, a Nader szczególnie w pierwszej połowie – na początku tego zrywu – dał sporo fajnej energii.

Najlepsze jego akcje sezonu regularnego (w tym wszystkie trafienia z gry) poniżej:

PLAYOFFS:

Zagrał najmniej minut spośród wszystkich bostońskich zawodników, będąc na samym końcu rotacji. Spisał się jednak nieco lepiej niż na przykład Yabusele – obaj nie trafili ani jednej trójki (wspólnie byli 0/10 zza łuku), ale Nader w mniej minut trafił cztery rzuty więcej niż Francuz (pięć do jednego).

OCENA: 3+

Trudno ocenić jego debiutancki sezon inaczej niż tak samo jak debiutancki rok Yabusele. Obaj mieli swoje momenty, przy czym zapamiętane przez nas momenty Yabu były z reguły dobre, podczas gdy momenty Nadera z reguły złe.

CO DALEJ?

Trudno było oczekiwać czegokolwiek więcej po nim, po Yabusele, ale też po innych młodych zawodników. Chyba jedynie Daniel Theis jako rookie przewyższył oczekiwania, co do jego osoby, przy czym jest to zrozumiałe, bo Niemiec pierwszoroczniakiem był tylko na papierze. Nader nie jest zbyt lubiany wśród kibiców bostońskiego klubu (ba, wielu chciało go zwolnić, byleby tylko Jabari Bird mógł zagrać w fazie play-off), ale sam klub zdaje się widzieć w nim potencjał, czego dowodem jest podpisanie z nim rok temu takiej, a nie innej umowy. 24-latek ma dobre warunki fizyczne, ma też trójkę i kilka razy pokazał także skuteczną grę pod koszem, ale przed nim jeszcze długa droga zanim będzie mógł stać się kimś więcej niż 12-tym zawodnikiem w rotacji. Z drugiej strony, dla kogoś wybranego pod koniec draftu sama szansa na występy w NBA to już ogromny sukces. Na ten moment wydaję się jednak, że Nader zdecydowanie bliżej jest kariery w Europie, aniżeli kariery w USA.