Tak jak w ubiegłych latach, tak i teraz – gdy sezon dla Celtów się skończył i zawodnicy mogą już od jakiegoś czasu łowić ryby – można już krótko podsumować ich grę i to, jak spisywali się na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy. Były to miesiące niezwykłe, obfitujące w różnego rodzaju wydarzenia i zakończone długim runem zespołu w playoffs, który prawie zakończył się wizytą w tegorocznych finałach ligi. Żeby jednak w pełni ocenić tę kampanię należy wziąć pod uwagę także oczekiwania, co do danego zawodnika oraz to, jak spisał się on w trakcie sezonu regularnego oraz fazy posezonowej. Jako kolejny Greg Monroe, który dołączył do bostońskiej drużyny już w trakcie sezonu po wykupieniu swojej umowy z Phoenix Suns.

PRZED SEZONEM:

Monroe zaczął sezon w Milwaukee, gdzie trafił kilka lat temu z Detroit i miał być jedną z twarzy „nowych” Bucks. Nic takiego się jednak nie stało, a podkoszowy zdołał rozegrać zaledwie pięć spotkań w tym sezonie, zanim został wytransferowany do Phoenix. Stało się to po dwóch dość solidnych latach w Wisconsin, choć fani Bucks z pewnością liczyli na więcej. Miewał mecze dobre, ale pozostawał jednym z najgorszych obrońców w akcjach pick-and-roll w całej lidze i gryzło się to z pensją, jaką otrzymał od Kozłów w 2015 roku, kiedy podpisał 3-letni kontrakt o wartości $50 milionów dolarów.

SEZON REGULARNY:

Po pięciu spotkaniach w barwach Bucks, ci już w listopadzie oddali go do Phoenix w wymianie, w ramach której pozyskali Bledsoe. W nowym klubie Monroe spędził kilka miesięcy, choć jasne było, że Arizona to nie jest miejsce dla niego. Grał tam mało albo wcale i w zasadzie czekał tylko na moment, w którym Suns wykupią jego kontrakt. Celtics od początku byli wymieniani jako jeden z faworytów i koniec końców udało im się podpisać kontrakt z Monroe, wykorzystując do tego wyjątek powstały po kontuzji Gordona Haywarda. Dzięki temu mogli zaoferować podkoszowemu aż $5 milionów dolarów za te kilka miesięcy gry do końca sezonu. Początkowo miał problemy ze załapaniem się do rotacji, a większą rolę miał m.in. Daniel Theis, ale koniec końców Monroe rozegrał 26 spotkań (średnio po 19 minut) i po kontuzji Niemca miał kilka dobrych momentów. Średnie na poziomie 10 punktów, sześciu zbiórek oraz dwóch asyst mówią same za siebie – choć Monroe wciąż wyglądał słabiutko w obronie to nadrabiał w ataku, nie tylko skuteczną grą pod obręczą, ale też dobrymi podaniami.

Najlepsze jego akcje sezonu regularnego poniżej:

PLAYOFFS:

Szkoda tylko, że w fazie play-off Monroe okazał się być non-factorem. Przed startem fazy posezonowej myśleliśmy, jak by tutaj go zatrzymać po sezonie, ale playoffs sprawiły, że dziś raczej nikt o tym nie myśli. 28-latek zagrał tylko w 11 spotkaniach (łącznie tylko 105 minut) i przede wszystkim ze względu na bycie kotwicą w obronie nie znalazł dla niego większej roli Stevens. Najlepszy moment miał chyba w G2 starcia z Sixers, gdy to jego akcje zapoczątkowały ten niezwykły zryw Celtów w drugiej kwarcie tamtego spotkania. Poza tym, nie zrobił wiele więcej.

Najlepsze jego momenty z tegorocznej fazy play-off:

OCENA: 4-

Dał fajne wsparcie w tej drugiej części sezonu, ale z pewnością liczyliśmy na więcej w fazie play-off. Na tej scenie Monroe okazał się jednak nie być aż tak przydatnym zawodnikiem, w związku z czym dostaje minusa.

CO DALEJ?

Jeśli zawodnik nie jest w stanie znaleźć sobie minut w fazie play-off, a robił to w trakcie sezonu regularnego to najprawdopodobniej należy się z nim pożegnać. Playoffs to czas, w którym zespoły potrafią wykorzystać najmniejszą nawet słabość danego gracza, a słabością Monroe cały czas pozostaje obrona tak podstawowych w koszykówce akcji jak akcje pick-and-roll. W związku z tym, średnia minut spadła z prawie do 20 do ledwie 10 w najważniejszej części sezonu, a sam zawodnik nie pokazał w tym czasie nic, co pozwoliłoby na niego stawiać w większym wymiarze czasowym. Monroe po sezonie wejdzie na rynek wolnych agentów i dziś mało kto myśli już o tym, jak Celtics go przedłużą – o wiele większym priorytetem jest zatrzymanie Arona Baynesa, podczas gdy Greg najprawdopodobniej będzie musiał poszukać sobie nowego klubu.