Stevens zapowiada zmiany

Celtics wchodzą w All-Star Weekend z 40 zwycięstwami na koncie, ale niech Was to nie zwiedzie. Mają też bowiem serię trzech przegranych z rzędu, a coach Brad Stevens od dawna powtarza, że ten zespół nie jest tak dobry jak mógłby wskazywać na to bilans. No bo fakt faktem, że Bostończycy są ledwie jedną z czterech drużyn, która przed Meczem Gwiazd dobiła do granicy 40 wygranych, ale Celtowie mają swoje problemy. Na tyle duże, że sam Stevens zapowiada zmiany w rotacji po właśnie rozpoczętej przerwie, a Kyrie Irving twierdzi, że nadszedł czas, aby w Bostonie na nowo znaleźli wszystko to, co w pierwszej części sezonu przynosiło spore sukcesy. To spora odmiana, bo wcześniej Uncle Drew nie brzmiał w ten sposób.

Dla jednego z liderów tego młodego zespołu, każda wcześniejsza porażka była po prostu pewną trudnością, z którą drużyna musi się zmierzyć, a która jest częścią procesu. Po ostatniej przegranej z Clippers – trzeciej kolejnej, w której Bostończycy oddali aż 129 punktów – rozgrywający zmienił jednak nieco ton i powiedział dziennikarzom, iż drużyna musi w końcu odpowiedzieć na te trudności i musi to zrobić w odpowiedni sposób. Kyrie przyznał więc dziennikarzom, że nie myśli nawet o All-Star Game, bo najważniejsze jest to, jak Celtics mają stać się lepsi.

Przed nami ostatnie 20-parę spotkań sezonu regularnego (kiedy to zleciało?), a potem oczywiście faza play-off i na ten moment Celtics nie wyglądają gotowi na to, co nadchodzi. Najlepszym tego potwierdzeniem są dwie wyraźne porażki z dwoma chyba największymi rywalami na Wschodzie, czyli z Toronto Raptors i Cleveland Cavaliers. Od początku roku, ofensywa Celtów to poziom najgorszych drużyn w lidze. Obrona też w tym okresie się nie popisuje, co wynika w pewnej mierze także z absencji Marcusa Smarta, ale nawet to nie tłumaczy takich błędów.

Defensywa stała się na tyle zła, na tyle nieskuteczna, aby zaliczyć choćby jedną dobrą akcję w obronie, że Stevens sam niejako potwierdził, iż w starciu z Clippers stracił wiarę w swoich zawodników – słaba obrona spowodowała, że trener Celtów wolał faulować DeAndre Jordana, który przecież w tym meczu trafiał wszystko jak leci, grając najprawdopodobniej najlepsze zawody w karierze. Sami zawodnicy zdają sobie tymczasem sprawę, że to przede wszystkim obrona pozwalała wcześniej wygrywać mecze, dlatego też to tutaj potrzeba sporej poprawy.

Winę na siebie wziął już Marcus Smart, który przecież sam wyłączył się z gry, ale powinien wrócić do treningów zaraz po przerwie. Ale to nie tylko absencja Smarta, to także fakt, że zespół oparty na tak młodych graczach musiał w końcu złapać zadyszkę. Ważne jest to, jak ci gracze teraz odpowiedzą, choć to przecież także atak wymaga sporej poprawy – nadal nie do końca w zespole odnajduje się Greg Monroe, ale jest to zrozumiałe, kiedy ma za sobą dopiero kilka spotkań i ledwie jeden trening. Mocną obsuwę zalicza m.in. Jayson Tatum, ale przecież to rookie.

I tak, idealnym zawodnikiem do poprawy sytuacji w obronie zdaje się być… Smart, podczas gdy idealnym zawodnikiem do poprawy sytuacji w ataku zdaje się być… Gordon Hayward. Sęk w tym, że obaj są w składzie Celtów na ten sezon, a drużyna została zbudowana w taki sposób, że teraz w przypadku absencji tej dwójki cierpi po obu stronach parkietu. A jeśli nie ma kto dać czegoś „ponad”, zespół ma problemy. Do tej pory udawało się kolektywnie zastępować Haywarda, na początku nie bolała też absencja Smarta. Dziś nastroje i gra są zupełnie inne.

Stevens zdaje sobie sprawę, że druga część sezonu może być ciężka, jeśli nie będzie zmian – dodając, że to także on musi w odpowiedni sposób podejść do tych zmian. Bostoński coach już zapowiedział zmiany w rotacji, a dobre przygotowanie powinna zapewnić ta ponad tygodniowa przerwa w meczach. Nie zapominajmy – zespoły Stevensa jak dotychczas były znakomicie przygotowane w okresie po ASW. To już ten czas, kiedy drużyny zaczynają łapać ten poziom, który pozwoli im daleko zajść w playoffs – miejmy nadzieję, że i Celtics ten poziom niedługo złapią.