Maine Red Claws przeprowadzili kilka dni temu transfer, w ramach którego pozyskali Anthony’ego Bennetta. Możecie kojarzyć to nazwisko z draftu w 2013 roku, kiedy to Bennett został wybrany z pierwszym numerem przez Cleveland Cavaliers. Podkoszowego nie ma jednak w NBA od roku, gdyż w zeszłym sezonie został zwolniony przez Brooklyn Nets i od tego czasu pozostawał poza ligą, grając przez jakiś czas w Europie. Teraz znacznie bliżej będą mogli mu się przyjrzeć m.in. Boston Celtics, gdyż drużyna Red Claws to bostońska afiliacja w G-League. Coach Brad Stevens uważa, że to przede wszystkim znakomita szansa dla samego zawodnika, natomiast sam fakt, że Bennett zagra dla Maine oznacza, że najwięcej informacji o Kanadyjczyku zbiorą Celtowie.

Bennett ma za sobą kompletnie nieudaną karierę w NBA, w trakcie której w żadnym momencie nie udowodnił, że wart był wyboru z jedynką w drafcie przed kilkoma laty. Ba, wiele wskazuje na to, że do historii przejdzie jako największy niewypał. Z drugiej strony, kanadyjski podkoszowy ma dopiero 24 lata, więc przed nim jeszcze sporo czasu, aby udowodnić, że jego miejsce jest jednak w NBA. Poprzedni sezon w dużej części spędził w tureckim Fenerbahce, ale włodarze klubu ze Stambułu postanowili nie przedłużać z nim kontraktu na kolejny rok.

Kanadyjczyk wrócił więc do USA i próbuje dostać się z powrotem do NBA poprzez G-League. Taki ruch Red Claws na pewno jest intrygujący, bo choć Bennett nie wyglądał jak gracz NBA ani w barwach Cavs, ani w barwach Wolves czy tym bardziej w barwach Raptors oraz Nets to jednak kilka lat temu musiał na tyle zaintrygować swoją osobą skautów i menadżerów, że został ostatecznie wybrany w drafcie tak wysoko. Jeśli więc zostało w nim coś, co można jeszcze wykrzesać to Red Claws postarają się to zrobić, a Celtics jako pierwsi się o tym dowiedzą.

Trzeba jednak pamiętać o tym, że na zawodników G-League czujne oko trzyma każdy klub w NBA, a dobra gra Bennetta wcale nie musi oznaczać, że to właśnie Celtics zaproponują mu powrót do ligi. To głównie dlatego trener Stevens uważa, że jest to największa okazja dla samego gracza, choć coach Celtów zaznacza także, że jego sztab jest w stałym kontakcie ze sztabem Red Claws, który zresztą według Stevens jest swoistym „przedłużeniem” bostońskiego sztabu trenerów. Celtics będą więc z pierwszej ręki mogli pozyskać informacje o Bennecie.