Davis wie o zainteresowaniu C's

Boston Celtics od lat łączeni są z wieloma gwiazdami innych klubów. W ostatnich miesiącach bardzo często można było przeczytać o tym, że zainteresowani są chociażby Anthonym Davisem, a więc podkoszowym New Orleans Pelicans. Jak donosi Adrian Wojnarowski, to zainteresowanie wcale nie osłabło, bo zdaniem Woja bostoński klub pozostaje w tej sprawie „czujny” i dobrze wie o tym sam Davis. Gracz zespołu z Nowego Orleanu odniósł się do tego w wywiadzie dla Wojnarowskiego, w którym czytamy m.in. że Boston nie tak dawno jak w zeszłym sezonie dzwonił Pelicans, aby zapytać o Davisa. Dodatkowo, zawodnik wypowiedział się także na temat lojalności klubów, przypominając sytuację Isaiah Thomasa.

Wojnarowski w swoim wywiadzie z Davisem wyciągnął od niego przede wszystkim to, że podkoszowy chce wygrywać. Pytanie jednak, gdzie tak właściwie może do tego dojść, jako że Davis to najprawdopodobniej wciąż największa obsesja wielu GMów w NBA, a Pelicans cały czas nie potrafią zbudować wokół jedynki draftu z 2012 roku silnego zespołu. Davis jest też zapewne na szczycie listy życzeń Danny’ego Ainge’a, który już w poprzednich latach miał być zainteresowany podkoszowym. Potwierdził to… sam 24-latek, który dobrze wie o zainteresowaniu C’s.

Jak się bowiem okazuje, Celtowie jeszcze w tamtym sezonie dzwonili do Della Dempsa, aby spróbować nakłonić go na rozmowy o wymianie. Co więcej, zdaniem Wojnarowskiego bostoński klub cały czas pozostaje „czujny”, w razie gdyby Pelicans zdecydowali się rozstać z Davisem w ramach przebudowy albo też w sytuacji, gdyby Davis zażądał po prostu wymiany. Na ten moment, NOP nie mają jednak żadnych zamiarów pozbycia się swojego najlepszego gracza, który przed dwoma laty podpisał ogromny kontrakt i jest z zespołem związany aż do 2021 roku.

Ale już teraz Davis jest zdenerwowany (lub zaniepokojony) tym, że nie ma w Nowym Orleanie zwycięstw. On chce wygrywać, choć cały czas zaznacza, że chce to robić w barwach Pelicans. Ale też jednocześnie dobrze wie, że do tego potrzebuje solidnego wsparcia – jego zdaniem, w drużynie musi być co najmniej trzech graczy pokroju all-star i wymienia tutaj takie zespoły jak Golden State, Cleveland, ale również Boston, które nawet w momencie kontuzji jednego czy dwóch graczy (patrz: Gordon Hayward) potrafią sobie poradzić i po prostu dalej wygrywać.

Trzeba sobie jednak powiedzieć, że gdyby Davis stał się w którymś momencie dostępny to Celtowie – ale też każda inna drużyna – musieliby położyć na stole naprawdę dużo. Po pierwsze, ze względów finansowych, jako że konieczne byłoby wyrównanie sumy kontraktów. Po drugie, ze względów sportowych, jako że Davis to już teraz supergwiazda, ale wciąż ma ogromny potencjał jako 24-letni ledwie gracz. Z drugiej strony, przy okazji podkoszowego Pelicans nie można pominąć jego nieustannych problemów zdrowotnych, które cały czas powracają.

Zdaje się więc, że Celtics musieliby oddać za Davisa naprawdę sporo i takie nazwiska jak Jaylen Brown czy Jayson Tatum to zapewne coś, co Pelicans chcieliby dostać w zamian. Tu jednak pojawia się pytanie, czy warto? Davis odniósł się także do sytuacji z Isaiah Thomasem, gdzie jego zdaniem jest to jeden z przykładów, jak dziś kluby traktują swoich graczy i że trudno jest dziś w NBA znaleźć coś takiego jak lojalność. On sam pozostaje lojalny dla Pelicans, ale to nie zmienia faktu, że w przyszłości mogą zdarzyć się różne, często niespodziewane sytuacje.