Morris uniewinniony przez ławę

Ława przysięgłych w Arizonie uniewinniła we wtorek Marcusa Morrisa oraz jego brata Markieffa, co zakończyło trwający kilka tygodni proces, w którym bracia byli oskarżeni o atak na Erika Hooda. Groziło im za to nawet więzienie, a przy skazaniu na jakąkolwiek inną karę także zawieszenie na 10 meczów od NBA. Dziś wiemy już jednak, że skoro obaj zostali uniewinnieni to mogą spokojnie wracać do swoich zespołów. Markieff tak czy siak opuścić początek sezonu przez problemy z przepukliną, natomiast Marcus być może już w piątek pojawi się na parkiecie w Filadelfii, gdzie Celtowie zagrają w drugim meczu preseasonu z 76ers. Nowy bostoński skrzydłowy będzie musiał szybko nadrobić stracony obóz treningowy.

Cała sprawa trwała ponad dwa tygodnie, a obaj bracia nie mogli przez to dołączyć do swoich drużyn, by przygotować się do nowego sezonu. Groziła im jednak bardzo poważna kara, bo w najgorszym scenariuszu wyrokiem mogło być więzienie. Gdyby natomiast ława przysięgłych uznała ich winnymi, ale otrzymaliby znacznie łagodniejszą karę to wtedy Morrisowie tak czy siak opuściliby start sezonu, bo NBA z automatu wlepia w takiej sytuacji 10 meczów zawieszenia. Ława zdecydowała jednak, że obaj gracze są niewinni przy wszystkich stawianych zarzutach.

Zapytany o swoje najbliższe plany zaraz po wyroku, Marcus Morris odpowiedział, że od razu wraca do Bostonu, aby dołączyć do swojej drużyny. 28-latek nie mógł być obecny na obozie przygotowawczym, co może być początkowo problemem, a przecież całkiem możliwe, że Morris będzie jednym z kandydatów do pierwszej piątki. Coach Brad Stevens dobrze jednak rozumie, że potrzeba będzie czasu, aby Morris się w Bostonie odnalazł, natomiast jak się okazuje, Celtics wysłali do Phoenix swojego człowieka, który cały czas trenował z byłym skrzydłowym Detroit.