Boston Celtics przegrywają w spotkaniu numer cztery z Cleveland Cavaliers wynikiem 99-112 i w finałach konferencji znów mają dwa mecze straty do rywali, którym wystarczy już tylko jedno zwycięstwo, aby awansować do wielkich finałów ligi. Celtics zagrali we wtorek świetnie w pierwszej połowie, grając być może najlepszy basket w tych playoffs, ale w drugiej połowie Kyrie Irving przypomniał, dlaczego supergwiazdy są potrzebne. Irving w zasadzie samodzielnie wprowadził Cavs z powrotem do tego meczu, kiedy Celtom udało się wyjść w drugiej kwarcie nawet na 16-punktowe prowadzenie, gdy LeBron James usiadł na ławce z czterema faulami już po 17 minutach gry. Oj, przydałby się w tym meczu ktoś taki jak Isaiah Thomas.

BOXSCORE

Czy to były najlepsze minuty Boston Celtics w tej fazie play-off? Grając bez swojego najlepszego zawodnika, Celtics prowadzili nawet 49-33 w drugiej kwarcie, prezentując znakomity po prostu basket. Od solidnej obrony przez skuteczny atak aż po świetną postawę na tablicach. Dobry ruch piłki, jeszcze lepszy ruch zawodników, aż 17 asyst przy 21 trafieniach w pierwszej połowie, 3-9 w stratach i tylko jedna zebrana piłka w ataku dla drużyny gospodarzy. Dodajmy do tego fakt, że LeBron po raz pierwszy w karierze miał cztery faule do przerwy i byliśmy optymistami.

Ale już pod koniec drugiej kwarty pokazał się Kyrie Irving, który pod nieobecność Jamesa – z powodu fauli przesiedział ostatnie siedem minut drugiej kwarty na ławce – przejął stery i utrzymał Cavs w tym meczu, dając im drugie życie. Celtics mieli 10 punktów, gdy LeBron schodził z boiska i nie udało im się tej przewagi ostatecznie powiększyć, bo do przerwy było 57-47, ale to wciąż był znakomity dla Celtów wynik. Tym bardziej szkoda, że po zamianie stron głowy bostońskich zawodników pozostały jakby w szatni, bo druga połowa tak dobra już nie była.

Celtics walczyli, trzymali się blisko, nawet w czwartej kwarcie mieli dystans zaledwie kilku punktów, ale Cavs spokojnie ten mecz domknęli, już za sprawą LeBrona. Wcześniej gospodarze zdobyli aż 40 punktów w trzeciej kwarcie, z czego 21 zrobił niesamowity w tym okresie gry Irving, który trafił 9/10 z gry i był nie do zatrzymania. Cavs ogólnie znów zaczęli trafiać wszystko, mając w drugiej połowie ponad 70-procentową skuteczność, z którą Celtowie nie byli w stanie konkurować. Szkoda, bo tu naprawdę była szansa na wyrównanie stanu serii.

Czas na oceny:

  • Jae Crowder (18 punktów, 6/12 FG, 4/7 3PT, 8 zbiórek, 4 asysty): 4

Dziś będą same czwórki, bo Celtics zagrali naprawdę dobrą pierwszą połowę i w drugiej byli blisko, ale czegoś zabrakło. Gwiazdy, która przeciwstawi się wyczynom Irvinga? Crowder zagrał solidnie, miał 18/8/4 i cztery trafione trójki, jednak grał dobrze do czasu – do momentu, kiedy poślizgnął się na mokrej plamie i musiał udać do szatni z powodu urazu uda, po czym nie był już taki sam.

  • Kelly Olynyk (15 punktów, 7/14 FG, 5 zbiórek, 3 asysty): 4

Czwórka także dla Olynyka, który zajął miejsce w pierwszej piątce Amira Johnsona i spisał się dobrze. Solidnie w ataku, był nawet fajny wsad nad Kevinem Love i trudno się do czegokolwiek przyczepić, jedynie skuteczność mogłaby być nieco lepsza. Olynyk (i Smart w miejsce I.T.) w pierwszej piątce to jednak spory cios dla bostońskiej ławki, której zabrakło nieco więcej ognia, bo dwóch najważniejszych rezerwowych było starterami.

Horford nie wyglądał na stłamszonego, jak to zazwyczaj ma miejsce w starciu z Thompsonem, choć znów tylko trzy zbiórki w 37 minut gry to za mało. Ale w ataku Horford zrobił „swoje”, świetnie i skutecznie grał w post, czy to kończąc akcje samemu, czy kreując pozycje dla kolegów. Miał najwięcej w drużynie siedem asyst.

  • Avery Bradley (19 punktów, 7/19 FG, 5 zbiórek, 3 asysty): 4-

Najlepszy strzelec drużyny, ale Bradley znów pudłował sporo z czystych pozycji, nie trafiając 12 z 19 swoich rzutów. Nie mógł też zbyt wiele zrobić przeciwko Irvingowi, który nawet po skręceniu kostki wyprawiał cuda pod koszem Celtics. Bradley harował w obronie jak wół, co być może przypłacił właśnie tą gorszą skutecznością.

Brown na dziewięć punktów. Jerebko zagrał z ławki, znów dał sporo dobrego. Rozier miał pięć punktów, trzy asysty i to on wymusił w drugiej kwarcie dwa faule na Jamesie. Tylko dlaczego nie udało się tego wykorzystać? Marcus Smart po 27 punktach w G3 przestał być jak Isaiah Smart, zrobił więc osiem punktów i spudłował 8 z 9 swoich prób (ale miał też sześć asyst). Czyli bostoński backcourt razem to w tym meczu 8/27 z gry, 2/12 zza łuku, dziewięć asyst i pięć strat. Wielka szkoda, bo Celtics mogli wracać do Bostonu z 2-2. Ale sukcesem jest, że wracają w ogóle.