logo boston celtics

Boston Celtics nie wygrywają po raz siódmy z rzędu, przegrywając w Waszyngtonie z Wizards wynikiem 89-116 po meczu bez historii, przynajmniej jeśli chodzi o samą grę, bo poza tym działo się naprawdę sporo. Jest to jednak mecz do zapomnienia, który kompletnie Celtom nie wyszedł i z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że tak źle już nie zagrają, gdyż był to jeden z najgorszych ich meczów w całym sezonie. Od stanu 12-12 znów pozwolili rywalom na zadanie kilkunastu ciosów bez żadnej odpowiedzi, co ustawiło spotkanie i Wizards ani przez moment nie poczuli się nawet zagrożeni. Aż siedem osób dostało faule techniczne, trójka graczy z Kellym Oubre na czele została także wyrzucona z boiska.

BOXSCORE

Brad Stevens ma dwa dni, bo mecz numer cztery w niedzielę, aby rozpracować słabe starty Boston Celtics. Wizards w pierwszych kwartach tej serii po tych trzech meczach to 119 punktów (rekord w historii playoffs), 61 procent skuteczności, 70 procent trafianych trójek oraz 48 punktów w paint. Powrót do pierwszej piątki Geralda Greena nie zdał egzaminu, a bezradni często Celtowie nie mogli przez dziesięć kolejnych posiadań zdobyć punktu, notując w tym czasie 0/5 z gry oraz pięć strat. Wizards są lepsi o średnio 16.3 punktów w pierwszych kwartach.

Bardzo słabo grał Marcus Smart, który do przerwy miał aż pięć strat. Al Horford przez długi czas był niewidoczny. Wizards zrobili naprawdę kawał dobrej roboty, odswuając Celtów od tego, co tak dobrze działało dla nich w dwóch pierwszych meczahc, a do tego w końcu świetnie wykorzystywali matchup z Isaiah Thomasem, gdy Otto Porter nie tylko w kilku akcjach pod rząd dostawał piłkę, ale też dostawał ją w bardzo dobrym miejscu na boisku. Celtom nie udało się więc tym razem schować Thomasa, który na dodatek miał trudności w ofensywie.

Niektórzy mogli mieć nadzieję, że głupi wybryk Kelly’ego Oubre, który nie wytrzymał napięcia, zaatakował Kelly’ego Olynyka po jego faulu na zasłonie, a potem wprost się popłakał i został wyrzucony z parkietu, obudzi jakoś Celtów, jednak nic takiego nie miało niestety miejsca. To był znów bardzo fizyczny mecz, ale tym razem to Wizards wygrali tę walkę. W czwartej kwarcie doszło jeszcze do kolejnego spięcia na linii Terry Rozier – Brandon Jennings i prowokowany Rozier również nie wytrzymał, jednak z boiska wyleciał zarówno on, jak i zawodnik Wizards.

Celtics tak źle w tym sezonie jeszcze nie rzucali. Marcus Smart miał osiem strat, czyli połowę całej drużyny. Al Horford miał tylko dwie zbiórki w 28 minut i nawet Isaiah zebrał o jedną piłkę więcej. Thomas zdobył tylko 13 punktów, a na drugą połowę nie zdołał wyjść w czasie, bo znów miał problem z zębem. Nie było zwyczajowych akcji pick-and-roll, a świetną robotę wykonał Bradley Beal. Tylko 29 minut gry oraz dwa dni przerwy przed kolejnym meczem powinny dobrze zrobić I.T. choć odsapnąć musi cała bostońska drużyna. Nikt chyba nie myślał tu o sweepie.

Przed nami G4, w którym można spodziewać się lepszej gry Celtów. Wizards w każdym z siedmiu meczów przeciwko Celtics w tym sezonie prowadzili wysoko w pierwszej kwarcie i nie za każdym razem Celtom udało się to odrabiać. To jest główny problem Bostończyków w tej serii, który muszą rozwiązać. Po trzech meczach jest 2-1, jest wciąż przewaga parkietu i jest szansa, żeby wygrać jeszcze w Waszyngtonie. W niedzielę nie będzie jednak łatwo, bo oba zespoły po raz kolejny udowodniły, że bardzo się nie lubią, więc trzeba być gotowym na wszystko.