G6: Demolka i awans C's (4-2)

Boston Celtics zmiażdżyli w szóstym meczu Chicago Bulls i wygrali po raz czwarty z rzedu, pokonując tym razem Byki wynikiem 105-83. Celtics wrócili tym samym z 0-2 i Brad Stevens ma swoją pierwszą wygraną serię play-off. Znamy też już rywala Bostończyków w drugiej rundzie – będzie to długo wyczekiwany pojedynek z Washington Wizards. Pierwszy mecz już w niedzielę o godzinie 19:00 czasu polskiego w Bostonie. Najwięcej punktów dla Celtów zdobył w piątek Avery Bradley, ale każdy starter miał co najmniej 12 oczek i było to piękne zespołowe zwycięstwo w starciu z bezradnymi już Bulls. Brad Stevens podkreśla jednak, że Celtom brawa należą się przede wszystkim za to, jak pięknie zagrali dla Isaiaha Thomasa.

BOXSCORE

Celtics zaczęli ten mecz od trzech trójek, prowadzenia 21-11 i nie mieli już zamiaru patrzeć w tył. Gerald Green znów robił różnicę, potem cała ławką tę różnicę zrobiła i było nawet 42-25. Gdy starterzy wrócili do gry to Bulls rzucili wyzwanie wszystkim Celtom nienazywającym się Thomas, a ci odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób i z tym wyzwaniem poradzili sobie znakomicie. I.T. do przerwy był 0/5 zza łuku, reszta Celtów trafiła 9/13 i goście mieli 13 punktów przewagi. Dzieła zniszczenia w trzeciej kwarcie dokończył Avery Bradley.

Bulls byli już tymczasem w rozsypce i otrzymali jeszcze kilka ciosów na twarz. Te ciosy zadawał głównie Avery ale swoje zrobili też Thomas, Horford czy w końcu Crowder. I tak, Celtics przed ostatnią kwartą prowadzili aż 29 punktami, co jest rekordem organizacji, jeśli chodzi o mecze na wyjeździe w playoffs – tak się powinno kończyć serie… W czwartej kwarcie starterzy już parkietu nie powąchali i wstawali tylko po to, by oklaskiwać kilka efektownych akcji Jaylena Browna. Celtowie wygrali pierwszą serię w fazie play-off od 2012 roku. BRAWO BOSTON!

Czas na oceny:

  • Avery Bradley (23 punkty, 9/12 FG, 3/4 3PT, 5 zbiórek, 3 asysty, +26): 6

Pan Koszykarz Avery Bradley. Drugi z rzędu znakomity mecz bostońskiego guarda, który był wszędzie i Jimmy Butler naprawdę miał większe zmartwienia niż ból kolana. Ale też po raz kolejny to Avery Bradley zagrał lepszy ofensywnie mecz niż Jimmy Butler, co jednak dziwić nie może, no bo to Avery Bradley zamykał w tej serii Butlera. I nie inaczej było w meczu numer sześć. Pan Koszykarz. Mamy szóstkę, woo-hoo!

  • Al Horford (12 punktów, 5/5 FG, 6 zbiórek, 7 asyst, +26): 5+

Prócz meczu numer dwa zagrał naprawdę, naprawdę dobrą serię. Na miarę swojego kontraktu. Wszystko zamknął kolejnym solidnym występem – 5/5 z gry, siedem asyst, czyli po prostu nic dodać, nic ująć.

  • Gerald Green (16 punktów, 6/13 FG, 3 asysty, +24): 5-

Po cichutkim występie w G5 tym razem znów zaczął gorąco i ostatecznie zrobił 16 punktów. To jego gra w pierwszej piątce zrobiła w tej serii naprawdę wiele dobrego – odkąd się tam zameldował to Celtics wygrali przecież cztery kolejne spotkania. Przeżywa drugą młodość – da radę to pociągnąć do serii z Wizards?

Thomas (+25) na 12 punktów i sześć asysty, ale też 1/7 zza łuku. Crowder (+27) też dołożył 12 oczek. Z ławki dziewięć punktów miał Terry Rozier, po sześć zdobyli Brown, Olynyk i Smart. Celtowie mieli aż 28 asyst, tradycyjnie przegrali też walkę na tablicach, choć przez długi czas wygrywali. Na koniec liczy się jednak wynik punktowy, a tutaj Celtowie postawili wyraźny statement, że byli i są drużyną lepszą od Chicago Bulls. Wyszli z 0-2 na 4-2 i zrobili to w bardzo dobrym stylu, wygrywając trzy kolejne mecze w United Center. Wielkie brawa dla nich.

Al Horford zagrał w tej serii jak profesor, Avery Bradley ewoluował na zupełnie nowy poziom. Cała seria naznaczona była wielką tragedią I.T. i naprawdę trudno jest nie łączyć tych dwóch przegranych meczów z tą właśnie tragedią. Jednak nie ma wątpliwości, że od G3 to była zupełnie inna drużyna Boston Celtics. Podziękowania także w stronę KG. W niedzielę zaczynamy nową serię, czyli starcie z Wizards, z którymi bardzo się nie polubiliśmy w RS. Będzie się działo. NBA nie daje jednak szansy, aby napisać dłuższą zapowiedź tejże serii.

Pierwszy mecz odbędzie się bowiem już w niedzielę i jest to o tyle śmieszne, że Celtics i Wizards zaczną granie wcześniej niż Cleveland Cavaliers, którzy przecież wcześniej skończyli zmagania w pierwszej rundzie. Plus na pewno taki, że w końcu mamy mecz o ludzkiej godzinie, czyli startujemy o 19:00 czasu polskiego. Przygotujcie się na to, że usłyszycie o tej serii sporo w polskich mediach, bo przecież Marcin Gortat i te sprawy. Przed Celtami kolejne trudne wyzwanie, ale oni już zrobili krok naprzód. Teraz przed nimi fajna szansa na zrobienie kolejnego.