G3: Celtics basketball wróciło! (1-2)

Boston Celtics stanęli przed bardzo trudnym zadaniem, mając nóż na gardle po dwóch porażkach u siebie i jadąc do Chicago, gdzie ostatni raz udało im się wygrać trzy lata temu. W piątek wykonali jednak pierwszą część tego zadania, w końcu pokazując dobrą energię, wolę walki i przede wszystkim fajną koszykówkę. No bo poza drugą kwartą to Boston Celtics siedzieli w fotelu kierowcy w tym meczu. Ostatecznie wygrali 104-87, a jak się okazało, motywacji dodał im także… Kevin Garnett, który wysłał wideo ze słowami otuchy do Eda Lacerte, który pokazał je Bradleyowi, który puścił nagranie I.T. a ten zdecydował, że obejrzy je cały zespół. Thomas zresztą wydawał się być bardziej sobą, choć koniec końców zdobył najmniej jak dotychczas punktów.

BOXSCORE

Gerald Green w pierwszej piątce za Amira Johnsona to był odważny eksperyment Stevensa, ale Celtics mieli dzięki temu pięciu swoich najlepszych strzelców w jednym czasie na parkiecie, a jak bardzo było to potrzebne pokazały pierwsze minuty, po których Bostończycy prowadzili już 14-4. Otworzyło się sporo miejsca, świetny był ruch zawodników oraz piłki, a sam Green trafił nawet dwie trójki i pokazał, dlaczego to on, a nie Jaylen Brown, wyszedł w pierwszej piątce. 33-15, 6/9 zza łuku plus fakt, że 11 z 12 trafień było po asyście.

Bulls z kolei od początku mieli problem z brakiem Rajona Rondo, bo Jerain Grant podejmował decyzje złe, a Michael Carter-Williams jeszcze gorsze. I wielka szkoda, że Celtowie w drugiej kwarcie nie trafili z tych open-looków, jakie non-stop robili na bezradnej defensywie Bulls (tylko 5/22 z gry w drugiej kwarcie, czyli tyle samo trafień co strat), bo gdy Dwyane Wade w końcu uspokoił grę to gospodarze wrócili do tego meczu, zmniejszając 20-punktową stratę do ledwie trzech na koniec pierwszej połowie. Jimmy Butler był non-faktorem.

Celtics w przerwie byli więc wciąż pod ścianą, ale najpierw znakomita gra Thomasa i jego współpraca z Horfordem w trzeciej kwarcie, a potem rezerwowe ustawienie z Jonasem Jerebko na czele w czwartej kwarcie, pozwoliły bostońskiej drużynie na spokojne wygranie tego spotkania. Świetnie spisywał się też Avery „Playmaker” Bradley, a choć Butler rozgrzał się nieco pod koniec trzeciej odsłony to jednak ławka rezerwowych Celtics w końcu spisała się znakomicie i to Bostończycy wygrali pierwszy mecz w United Center. Mamy pierwszą wygraną w tych playoffs.

Czas na oceny:

  • Al Horford (18 punktów, 8/14 FG, 8 zbiórek, 6 asyst, 4 przechwyty): 5

Znakomity mecz Horforda, już drugi w tej serii (albo może dopiero drugi?). Takiego Horforda potrzebują Celtics, aby wrócić do tej serii i powalczyć o awans do drugiej rundy. 2/3 zza łuku, znakomita gra do kosza i pewna współpraca z Thomasem, a do tego solidnie w defensywie i sześć asyst na koncie. Brawo!

  • Avery Bradley (15 punktów, 5/10 FG, 4/6 3PT, 7 zbiórek, 7 asyst): 5

15 punktów, cztery trójki i bardzo dobra gra po obu stronach parkietu. Avery Bradley został na ten jeden mecz playmakerem, zrobił siedem asyst i wyrównał swój najlepszy wynik w karierze, a do tego dołożył także bardzo dobrą postawę w obronie, zatrzymując Jimmy’ego Butlera na 14 punktach, do których uciułania potrzebował 21 rzutów.

Najlepszy strzelec z bostońskiej ławki, która w tym meczu dała Celtom drugie życie. W zasadzie każdy rezerwowy, który spędził na parkiecie więcej niż minutę (pozdrowienia dla Browna i Younga) wniósł na parkiet wiele dobrego. Rozier przede wszystkim swoją pewnością siebie, zdobywając 11 punktów i wsadzając z takim hukiem, że usłyszeli to odjeżdżający już z parkingów fani Bulls.

  • Isaiah Thomas (16 punktów, 7/18 FG, 9 asyst): 5-

Piątka z minusem, bo o dziwo miał problemy z trafianiem, gdy Rondo podkładał nogi innym zamiast grać, natomiast Thomas nie forsował tych rzutów i znakomicie zagrał także jako generał ofensywy, notując najlepsze w drużynie dziewięć asyst. Jego współpraca z Horfordem w akcjach pick-and-roll to materiał na film instruktażowy.

  • Jae Crowder (16 punktów, 6/15 FG, 6 zbiórek, 3 asyst): 4

Gdyby się wstrzelił to Bulls nie byłoby już w tym meczu po drugiej kwarcie. Crowder miał spore problemy z trafianiem, ale ostatecznie zdobył 16 oczek, choć potrzebował do tego 15 rzutów, dokładając także sześć zbiórek i trzy asysty. Punktów mogło być znacznie więcej, bo bostońska ofensywa robiła w tym meczu tak otwarte pozycje, że momentami naprawdę można było po prostu wstać i klaskać. No ale trzeba też jeszcze trafiać.

Z ławki Smart zrobił 7/6/5 i czapa dla Wade’a. Jerebko był perfekcyjne 3/3 z gry, a Amir na całe szczęście zagrał tylko sześć minut. Gerald Green w swoim starcie zrobił osiem punktów i był +5, więc eksperyment można uznać za udany – tym bardziej, że to nie o statystyki Greena chodziło. Celtics znów dostali lanie na tablicach (37-52), ale mieli 34 asysty przy 41 trafieniach z gry, wymusili 17 strat rywali i trafili aż 17 na 37 prób zza łuku. G4 w niedzielę i miejmy nadzieję, że KG dośle kolejny film przed spotkaniem. Na pewno już wrócimy w tej serii do Bostonu.