Thriller z happy endem dla C's

Boston Celtics po kolejnym zaciętym meczu wygrali w szóstym kolejnym meczu w TD Garden, mając tym razem więcej szczęścia niż w starciu z Milwaukee Bucks w środę. Celtowie poprawili tym samym wynik z ubiegłego sezonu i mają teraz o jedną wygraną więcej niż przed rokiem, a do rozegrania zostało przecież jeszcze trochę spotkań. Najwięcej punktów dla C’s zdobył Isaiah Thomas, który do 35 oczek dołożył siedem asyst. Thomas nie szalał tym razem jednak w końcówce i spudłował kilka ważnych rzutów, lecz na całe szczęście dla bostońskiej drużyny, w ostatniej akcji meczu pomylił się także Elfrid Payton i jego rzut na zwycięstwo nie znalazł drogi do kosza. Celtowie znów grali bez Avery’ego Bradleya.

BOXSCORE

Cóż, to nie był dobry mecz Celtów, którzy przegrywali nawet 13 punktami, mając przede wszystkim spore problemy w obronie – Elfird Payton świetnie dostawał się w paint i uruchamiał swoich partnerów (career-high 15 asyst), a Aaron Gordon (32 punkty) rozegrał jedno z lepszych spotkań w karierze. No i jak zwykle Terrence Ross – czy to w barwach Raptors, czy teraz w barwach Magic – miał swoje pięć minut przeciwko Celtics. Ci ostatecznie odrobili jednak straty i po zaciętej końcówce wygrali, a zwycięskie punkty z linii rzutów wolnych zdobył Al Horford.

Dziś oceny dla czterech graczy:

  • Isaiah Thomas (35 punktów, 10/23 FG, 4/10 3PT, 11/13 FT, 7 asyst): 5-

Bardzo dobry mecz Thomasa, który zrobił po prostu swoje – był liderem tej drużyny w ataku i nie pozwolił Magic odjechać, lecz trzymał Celtów w tym spotkaniu. Miał trochę problemów ze skutecznością, szczególnie w końcówce przestrzelił kilka rzutów, ale był też 11/13 z linii rzutów wolnych i miał siedem asyst. Piątka jak najbardziej zasłużona.

  • Jae Crowder (18 punktów, 6/11 FG, 5 zbiórek): 5-

Większość swoich punktów zdobył w trzeciej kwarcie, kiedy po cichu dobijał do swoich 18 oczek, a Celtics grali wtedy swój najlepszy ofensywnie basket, mając na koncie 35 punktów w te 12 minut po przerwie.

  • Al Horford (12 punktów, 4/11 FG, 9 zbiórek, 6 asyst): 4+

Uciekła gdzieś ostatnio skuteczność Horforda, który trafił w tym meczu cztery z 11 rzutów, ale dodał też dziewięć zbiórek, sześć asyst i przede wszystkim trafił te dwa rzuty wolne, co okazało się ustalić wynik spotkania i dać bostońskiej drużynie prowadzenie, którego już nie oddali. W pierwszej połowie go w zasadzie nie było (zero punktów, trzy straty), więc dobrze, że pojawił się w drugiej i pomógł drużynie wygrać to spotkanie.

Czwórka dla Browna, który w poprzednim meczu z Magic zrobił swój career-high w punktach (20) i w piątek też wyszedł w attack-mode, ale ostatecznie zrobił 12 punktów na dziewięciu rzutach. Na plus dwa trafienia zza łuku z lewego rogu (oba w pierwszej kwarcie) oraz bardzo ładny wsad, kolejny już na tej biednej drużynie z Orlando.

W drugiej kwarcie dobre wsparcie z ławki dał Gerald Green, po dziewięć punktów dołożyli Kelly Olynyk oraz Terry Rozier. Ten drugi zagrał na tyle dobrze, że tym razem Celtowie nie odczuwali tak bardzo braku Thomasa, kiedy Isaiah siadał na ławce. Brawa także dla Amira Johnsona za to, że na tyle utrudnił oddanie rzutu Paytonowi, że jego próba na zwycięstwo nie przyniosła pożądanego efektu. Avery Bradley nie zagrał z powodu choroby i nie wiadomo, czy będzie w Nowym Jorku, gdzie Celtics zagrają w niedzielę o 19:00 czasu polskiego z tamtejszymi Knicks.