Celtics lepsi od Wilków

Boston Celtics powiększają przewagę nad Washington Wizards, którzy przegrali w środę u siebie z Dallas Mavericks, a potem patrzyli, jak ich najwięksi rywale wygrywają z młodymi wilkami z Minnesoty. Celtowie pokonali zespół Toma Thibodeau wynikiem 117-104, notując znakomite 34 asysty przy 43 trafieniach z gry. Pierwszy raz od dawien dawna granicę 20 oczek przekroczył bardzo dobry w tym spotkaniu Al Horford. Najwięcej punktów dla bostońskiej drużyny miał jednak Isaiah Thomas, który już po raz 32. z rzędu był najlepszym strzelcem swojego klubu i w historii NBA dłuższe serie mieli tylko Michael Jordan (66 w sezonie 1987/88, 41 w sezonie 1986/87) oraz Kobe Bryant (34 w sezonie 2005/06).

BOXSCORE

Kibice Celtics mogli mieć jednak złe przeczucia, co do tego meczy, gdy Wolves szybko odrobili dziewięć punktów straty z pierwszej kwarty i trafiali na ponad 60-procentowej skuteczności, dzięki czemu sami wyszli nawet na 9-punktowe prowadzenie. Strach pomyśleć, co by było, gdyby nie Isaiah, który zagrał na 19 punktów w pierwszej połowie i do przerwy było 58-60. Pomogło też trochę Celtom, że w problemy z faulami wpadł Rubio, a zazwyczaj doskonale spisujący się w starciach z bostońską drużyną Towns nie miał łatwego zadania w pojedynku z Horfordem.

Sam Horford zrobił natomiast swoje w ataku, gdy zaraz po przerwie znakomicie poprowadził drużynę w ofensywie, rozgrywając swój najlepszy pod tym względem mecz od dawna. Dodatkowo, w Bostonie doskonale wiedzieli, że Wolves nie będą przez cały mecz trafiać na tej 60-procentowej skuteczności, a gdy Horford po raz kolejny znakomicie rozpoczął czwartą kwartę to Celtom udało się wyjść nawet na 19-punktowe prowadzenie, głównie za sprawą kolejnych trójek – to już 26. z rzędu mecz, w którym Bostończycy trafili co najmniej dziesięć razy zza łuku.

Czas na oceny:

  • Al Horford (20 punktów, 9/12 FG, 9 zbiórek, 8 asyst): 5+

Poflirtował z triple-double w swoim najlepszym od dawna meczu i w końcu wielką przyjemnością było oglądanie Horforda. Pewny siebie w ataku, solidny w obronie i wciąż znakomity w dystrybuowaniu piłki do partnerów.

  • Isaiah Thomas (27 punktów, 8/15 FG, 7/7 FT): 5

Najlepszy strzelec drużyny, którego nie potrafili zatrzymać ani Rubio, ani też Dunn. Thomas zrobił swoje, miał kilka znakomitych akcji i przede wszystkim w pierwszej połowie utrzymał Celtów w grze, kiedy była taka potrzeba.

  • Avery Bradley (18 punktów, 7/12 FG, 4/6 3PT): 5

Piątka także dla Bradleya, który kontynuuje znakomite „strzelanie” zza łuku – tym razem bardzo dobre 4/6 za trzy, co złożyło się ostatecznie na 18 punktów, a więc oczko wyżej niż średnia A.B. Witamy z powrotem, już oficjalnie!

5/6 w rzutach za dwa i niestety 0/4 w rzutach za trzy, przy czym bodajże dwie te trójki to były rzuty na koniec kwarty, bo Smart takich rzutów nie boi się oddawać i jeden był nawet bliski obręczy. Na plus sześć asyst.

Przy okazji Smarta trzeba jeszcze wspomnieć o kłótni, do której doszło między nim a Brownem – ot, Smartowi nie spodobało się, że rookie zagrał po swojemu i doszło między nimi po prostu do wymiany zdań, ale zdaje się, że to nic wielkiego. Po meczu oberwało się Brownowi nawet bardziej, bo jego samochód został wypełniony popcornem… Celtowie mieli aż 34 asysty, trafili 54 procent swoich rzutów (w tym 13/33 zza łuku) i wygrali 15-4 w punktach z kontry. To na pewno te piękne uniformy! W piątek grają na Brooklynie, w niedzielę już o 18:00 czasu polskiego w Filadelfii.