Potrzebne zwycięstwo z Cavs

Jaylen Brown mówił po meczu, że to było jak „bójka w barze”, przypominając kibicom słowa Kevina Garnetta, bo to rzeczywiście był mecz wagi ciężkiej, zakończony bardzo ekscytującą wymianą ciosów w crunchtime, po której to gospodarze – a więc Boston Celtics – okazali się być minimalnie lepsi od broniących tytułu mistrza Cleveland Cavaliers, wygrywając 103-99. Tak dużego zwycięstwa Celtowie jeszcze w tym sezonie chyba nie mieli. Na wielkie słowa uznania zasługuje wielu bostońskich zawodników, choć oczywiście nie obyło się bez błędów – wszak Deron Williams mógł w swoim debiucie dla Cavs wygrać im mecz, gdyby tylko trafił trójkę z rogu. Ale nie trafił i Celtics jadą na Zachód w doskonałych humorach.

BOXSCORE

To był naprawdę jeden z ciekawszych meczu tego sezonu. Obie drużyny szły cios za cios, wymieniały się prowadzeniem i nie potrafiły odskoczyć sobie nawzajem na więcej niż kilka punktów. Przy stanie 90-92 świetnie do paint zszedł Isaiah Thomas i Jae Crowder miał czystą trójkę. W odpowiedzi sędziowie gwizdnęli wątpliwy faul Bradleyowi na Irvingu. Przy stanie 93-94 raz jeszcze do paint zszedł więc Isaiah i tym razem znalazł Bradleya na czystej pozycji. W odpowiedzi jednak po zasłonie urwał się Korver i to znów Cavs byli na prowadzeniu.

Isaiah nie schodził już trzeci raz do paint, tym razem postanowił zostać za obwodem i z ponad ośmiu metrów rzucił trójkę, która znalazła drogę do kosza, a po której TD Garden oszalał. Do dogrania było jednak jeszcze sporo czasu, Irving z łatwością wyrównał wynik, by po chwili Thomas dodał dwa punkty z wolnych. Do dogrania zostało 30 sekund i Cavs mieli szansę straty odrobić, ale Bradley po raz kolejny zagrał fenomenalnie w obronie na Irvingu, zmuszając go do pudła, a Deron Williams nie wykorzystał zbiórki w ataku Tristana Thompsona.

Oceny dziś dla wielu zawodników, bo to było bardzo zespołowe zwycięstwo:

  • Isaiah Thomas (31 punktów, 10/20 FG, 8/12 FT, 5 asyst, 2 przechwyty): 5

Solidny w obronie, dość skuteczny w ataku, choć najprawdopodobniej pierwszy raz w karierze (nie jestem w stanie tego sprawdzić) spudłował trzy rzuty wolne pod rząd. W końcówce nie tylko świetnie asystował (dwa kluczowe podania do Crowdera i Bradleya na obwód), ale sam dołożył pięć bardzo ważnych punktów, dzięki czemu Celtowie ten mecz ostatecznie wygrali. To był jego najlepszy mecz przeciwko Cavs od dawna i pierwszy od paru spotkań występ, w którym znów było czuć powiew świeżości.

  • Jae Crowder (17 punktów, 5/10 FG, 3/5 3PT, 4/4 FT, 10 zbiórek): 5

Powoli wraca stary, dobry Crowder, który w ostatnich dniach miał problemy ze skutecznością, a tu proszę bardzo – kolejne double-double, na dodatek bardzo dobra skuteczność z gry, zza łuku i z linii rzutów wolnych. Z nim na parkiecie Celtics byli +12 i był to drugi najlepszy wynik w drużynie, bo lepszy wskaźnik miał tylko Isaiah (+13).

  • Avery Bradley (11 punktów, 4/11 FG, 2 zbiórki): 5-

Pięć z minusem dla Bradleya, który po 15 minutach w poprzednim meczu teraz zagrał nieco ponad 20 i zostawił znacznie bardziej wyraźny znak, nie tylko trafiając tę wielką trójkę, ale też potem znakomicie broniąc Kyrie’ego Irvinga. Trudno uwierzyć, że Bradley opuścił aż tyle czasu z powodu kontuzji Achillesa, kiedy w drugim meczu po powrocie jest w stanie tak niesamowicie bronić w decydującej akcji meczu przeciwko graczowi, który jest być może najlepiej panującym nad piłką zawodnikiem w całej lidze.

  • Al Horford (9 punktów, 3/6 FG, 10 zbiórek, 10 asyst): 4+

Plus na zachętę, bo Horford był o jeden punkt od triple-double. Oddał tylko sześć rzutów, ale też wyrównał rekord kariery w asystach (10) i całkiem nieźle zbierał, przy czym Tristan Thompson znów parę razy użądlił Celtów na atakowanej tablicy (miał sześć zbiórek w ataku) i gdyby Deron Williams trafił tę trójkę z lewego rogu to winowajcą byłby właśnie Horford, który zbyt łatwo pozwolił Thompsonowi zebrać piłkę po niecelnym rzucie Irvinga. Tak czy siak, fajnie, że tym razem Al nam nie zniknął.

Był blisko double-double, miał bardzo dobre osiem asyst i kilka razy świetnie zmusił Irvinga do większego wysiłku w obronie, nie dając mu żadnych szans w grze tyłem do kosza. Smart dwa razy w crunchtime (w odstępie kilkudziesięciu sekund) wymusił też faul ofensywny na Derricku Williamsie, choć potem to on zgubił Korvera na zasłonie, a ten trafił wtedy swój pierwszy w meczu rzut.

  • Jaylen Brown (8 punktów, 3/7 FG, 7 zbiórek): 4

Tym razem już nie był tak skuteczny jak ostatnio (1/4 zza łuku) i popełnił kilka prostych błędów (zresztą z nim na parkiecie Celtowie byli najgorsze w tym meczu -9), ale miał też kilka bardzo dobrych akcji i pokazał bardzo fajne zaangażowanie oraz pewność siebie, szczególnie w tych momentach, kiedy przychodziło mu bronić Jamesa. Z ławki więcej punktów dołożyli tylko Smart (9) i Olynyk (10).

Trochę playoffowa atmosfera, wszak to już marzec i za nieco ponad miesiąc rzeczywiście rozpoczniemy fazę posezonową. To nie był mecz idealny w wykonaniu Celtów, choć sprawdziło się, że jeśli wygrywają na tablicach (tutaj 47-42) to zazwyczaj będą mogli dopisać sobie kolejne zwycięstwo. Tych mają już tylko dwa mniej niż Cavaliers, ale to nadal długa droga. Teraz ta droga będzie wiodła przez Zachód, gdzie Celtics zagrają pięć meczów wyjazdowych w ciągu najbliższych kilkunastu dni. Startujemy meczem z Lakers w sobotę.