Sullinger wrócił na parkiet

To były tylko trzy minuty gry, a Jared Sullinger wyglądał w trakcie nich bardzo ospale. To były jednak trzy minuty gry, których nikt się już w tym sezonie nie spodziewał widzieć i samo to jest już pozytywem, choć trzeba pamiętać, że Sully nie grał od siedmiu tygodni, dlatego też nic dziwnego, że na samym początku Brad Stevens dał mu tak mało czasu gry. Podkoszowy pojawił się zresztą na parkiecie dopiero w trzeciej kwarcie. Udało mu się zebrać jedną piłką, spudłować dwa rzuty i popełnić dwa faule. Ta linijka statystyczna bardzo dobrze podsumowuje to, jak Sullinger w swoim powrocie na boisko wyglądał. On sam mówił zresztą po meczu, że choć czuł się dobrze to wiele razy był po prostu spóźniony.

Sama informacja o powrocie była zaskakująca, ale Danny Ainge od razu zaznaczył, że w pierwszych meczach po powrocie Jared będzie ograniczony – nie powinniśmy się więc spodziewać jakiejś zdecydowanie większej ilości minut dla Sullingera w sobotnim meczu Celtów w Toronto. Brad Stevens z kolei zaraz po meczu mówił, że nie jest fair, aby oceniać występ 23-latka przeciwko Milwaukee Bucks, ale trzeba też powiedzieć, że z nim na parkiecie – w te trzy minuty i dwanaście sekund – Celtowie byli gorsi od rywali o siedem punktów.

To jednak nie on był głównym powodem problemów Celtics, którzy w trzeciej kwarcie spisywali się po prostu słabo, co Bucks bardzo dobrze wykorzystali, przeprowadzając wtedy run, dzięki któremu odskoczyli na tyle bezpieczną przewagę, że prowadzenia już nie oddali. Z drugiej strony, wpasowanie go do drużyny będzie bardzo trudne na przestrzeni tych kilku kolejnych spotkań, stąd pojawia się pytanie – czy warto to w ogóle robić, tym bardziej teraz, kiedy przy walce o fazę play-off nie ma czasu na zrzucanie rdzy.

Dlaczego będzie trudne? Po pierwsze, Sully od paru tygodni pozostaje poza grą i nie miał nawet okazji potrenować z zespołem. Celtics od czasu przerwy na All-Star Weekend tylko raz mieli bowiem więcej niż jeden dzień przerwy między meczami. Zbawieniem może okazać się przerwa po następnym spotkaniu z Raptors, kiedy to Celtowie kolejny raz na parkiecie pojawią się dopiero w środę. Dodatkowym problemem może wciąż być kondycja Sullingera, który przyznał, że przed urazem w zasadzie jej nie było, ale teraz czuje się całkiem nieźle. Sam był nawet zaskoczony tym, jak dobrze pod względem kondycyjnym wyglądał w powrocie.

Nie dość jednak, że nie miał okazji potrenować z zespołem to nie miał tym samym nawet okazji przebywać na parkiecie z Isaiahem Thomasem, nabytym już po kontuzji Sullingera. Na razie raczej nie ma mowy o tym, aby Sully wracał do pierwszej piątki, a przecież drugi unit z Thomasem na czele funkcjonował tak dobrze bez niego – przede wszystkim dlatego, że bardzo efektywnym ustawieniem było to, w którym Isaiah był otoczony przez dobrze rzucających zza łuku zawodników. Sullinger może i potrafi trafiać, ale rzadko seriami i rzadko na tyle skutecznie, aby przeciwnicy bali się tego rzutu. Zamiast tego – odpuszczają krycie.

To też jeden z głównych powodów, dla którego słabo działa na przestrzeni ostatnich tygodni pierwsza piątka. Brakuje tam spacingu, którego nie zapewnią: 1) Evan Turner rzucający zza łuku na słabszym procencie niż Rajon Rondo w Dallas Mavericks, 2) Marcus Smart, który jednak wciąż nie wyrobił sobie opinii bardzo dobrego strzelca za trzy, 3) Brandon Bass, który co prawda trafił w tym sezonie najwięcej trójek w karierze, ale pewnym rzutem grozi najdalej z mid-range oraz 4) Tyler Zeller, który operuje na podobnym dystansie jak Bass. W drugim unicie znajdziemy za to m.in. Jerebko, Datome, Olynyka, którzy te procenty mają naprawdę dobre.

Zobaczcie zresztą sami. Poniżej akcja z pierwszej kwarty, którą rozpoczął Marcus Smart zejściem na kosz w asyście Michael Cartera-Williamsa. Oddał następnie piłkę do stojącego na górze prawego rogu Evana Turnera, wycofując się potem na obwód. Turner miał na sobie ogromne ręce Giannisa, ale mimo to zdecydował się wchodzić pod kosz. Tak w momencie rozpoczęcia tego wjazdu wyglądało rozstawienie zawodników:

Z całej pozostałej czwórki tylko Avery Bradley rozciąga grę na obwodzie, będąc w tym momencie jedyną pewną opcją zza łuku. Brandon Bass oraz Tyler Zeller stoją w bliskim mid-range, z kolei Smart wycofuje się na obwód, będąc chwilę przedtem w pomalowanym. To dlatego widzimy tam też Cartera-Williamsa, który jednak nawet nie spróbuje przeszkodzić Turnerowi. Sam obrazek nie zachęca co prawda do wjazdu, ale akcja kończy się sukcesem – głównie dlatego, że do pomocy nie schodzą ani Ilyasova, ani Pachulia. Okej, ten ostatni schodzi, ale nie pomaga, również będąc statycznym. Odpuszcza także Giannis, dlatego Turner punktuje z łatwością.

A jak to wygląda, gdy na parkiecie są Jerebko czy Olynyk? Jest znacznie więcej miejsca i choć zespoły bardzo często ostatnio próbują trapować Isaiaha Thomasa w pick-and-rollach to ten znajduje sposoby, aby się z tych pułapek wydostawać. Przeciwko Bucks miał 23 punkty oraz sześć asyst, ale popełni także aż pięć strat, często się na tych pułapkach łapiąc. Długie ręce graczy Bucks sprawiały jednak problem nie tylko jemu, ale ogólnie całej bostońskiej ofensywie, która miała tylko 19 asyst przy 16 stratach. Spójrzmy więc na pick-and-roll Thomasa z Jerebko (Szwed sam miał zresztą bardzo dobre spotkanie z 17 punktami na koncie):

Wysoki pick-and-roll, znów próba pułapki, ale Bayless zostaje na dobrej zasłonie Jerebko i Thomas schodzi na lewą stronę, mijając Pachulię. Droga do pomalowanego jest w miarę otwarta (Thomas miałby więcej miejsca, schodząc na prawą stronę), bo na parkiecie mamy dwóch bardzo dobrych strzelców zza łuku (Olynyk oraz Bradley na lewym skrzydle) oraz jednego całkiem niezłego (Crowder na prawej).

Ilyasova postanowił nie bronić Olynyka, a zamiast tego zmierzyć się z Thomasem, aby ten nie miał czystej już drogi do kosza. To spowodowało jednak, że bardzo łatwo uwolnić mógł się Olynyk, który zbiegł pod kosz. Rogi wciąż są obstawione, bo Thomas wciąż ma dobrą pozycję do podania – szczególnie do Avery’ego Bradleya, który jest już gotowy do łapania piłki. OJ Mayo wciąż jest w pomalowanym, tutaj fajnie mogłaby też wyglądać zasłona Olynyka (było tak w czwartej kwarcie, tyle że wtedy sędziowie odgwizdali mu przewinienie w ataku).

Akcja kończy się punktami Thomasa, który łatwo mija Ilyasovę, a mógłby jeszcze podać do schodzącego pod kosz Olynyka, bowiem Mayo postanawia doskoczyć do Bradleya. Swoje wciąż robią Jerebko oraz Crowder, którzy w przypadku podania byliby na bardzo dobrych pozycjach – czy to do oddania rzutu, czy znalezienia nawet lepszej pozycji innemu zawodnikowi. Oczywiście, Sullinger to zawodnik, który potrafi bardzo dobrze podawać, czasami trafi za trzy i wnosi ważny element gry tyłem do kosza, a na dodatek przed urazem small-ball z nim na centrze przynosił obiecujące efekty. Ale nie jest prawdopodobnie idealny do gry z Thomasem.

Chcecie dowód? W ciągu tych nieco ponad trzech minut Sullingera na parkiecie mieliśmy choćby taką akcję, kiedy to Thomas wchodził pod kosz, ale tam czekał już Pachulia, gdyż Sullinger zbiegał akurat z jednego bloku na drugi. Thomas decyduje się na dość akrobatyczny rzut, czując przy sobie Zazę, a piłka ostatecznie do kosza nie wpada. Próbują ją dobić Bradley oraz Sully, ale ta ląduje w rękach Mayo, który uruchamia szybki kontrakt i łatwe punkty Ilyasovy. Jared wchodził przy stanie 56-64, a gdy schodził było już 58-73.

Pojawia się też pytanie, skąd ponownie wziąć minuty dla Sullingera, jeśli ten zdąży wrócić do dyspozycji. Jerebko wnosi do gry sporo energii i bardzo dobrze rozciąga grę. Kelly Olynyk to także bardzo dobry strzelec zza łuku, który świetnie się w tym systemie odnajduje. A jeśli Sullinger miałby przejąć minuty któregoś z podkoszowych z pierwszej piątki to pojawia się kolejne pytanie – czy nie ucierpi na tym bostońska defensywa, która mogłaby mieć trudności z Sullingerem. Mogłaby, choć oczywiście nie musiałaby. Wszystko zależy od tego, czy Sully jest lub będzie w na tyle dobrej formie, by robić różnicę na plus.

On sam stwierdził przed piątkowym meczem, że schudł prawie 10 kilogramów, a Olynyk mówiąc za cały zespół oznajmił, że wszyscy są bardzo szczęśliwi i podekscytowani, iż Sullinger dołączy z powrotem do drużyny i postara się jej pomóc w osiągnięciu awansu do fazy play-off. Sześć meczów to może być jednak za mało, aby 23-letni podkoszowy zdołał odnaleźć się na parkiecie i pomóc drużynie. A przed urazem naprawdę jej pomagał, będąc najlepszym strzelcem i zbierającym. W pięciu ostatnich meczach przed urazem notował zresztą średnio ponad 18 punktów, 9 zbiórek i 4 asysty, a C’s wygrali cztery z tych spotkań. Tak czy siak, Sullinger zaznaczył, że tak długo jak drużyna wygrywa to on może nawet przez 48 minut machać ręcznikiem. Bo tylko zwycięstwa się liczą.