Raptors osłabieni w Bostonie

Bez Amira Johnsona, ale też bardzo prawdopodobne, że bez Jonasa Valancianusa wyjdą dzisiaj na parkiet Toronto Raptors, mierząc się w bostońskim Ogródku z ekipą Boston Celtics. Będzie to czwarte w tym sezonie spotkanie Celtów, ale dopiero drugie w domu. Tym meczem Zieloni rozpoczną jednak bardzo przyjazny im okres, gdyż z najbliższych 11 spotkań aż osiem rozegrają w swojej własnej hali. Na starcie zadanie będzie nieco ułatwione, bowiem Raptors nie przyjadą do Bostonu w pełnym składzie, a do tego dzisiejszy mecz będzie dla nich drugim spotkaniem z back-to-back – wczoraj w Toronto kanadyjska drużyna pokonała 100-88 jeszcze bardziej przetrzebionych kontuzjami Oklahoma City Thunder.

Raptors jak do tej pory przegrali tylko raz, ulegając Miami Heat i to pomimo 30 punktów od DeMara DeRozana. To, czego możemy się spodziewać od DeRozana, ale też od choćby Kyle’a Lowry’ego to przede wszystkim sporo wjazdów pod kosz i sporo prób wymuszenia fauli. Dinozaury przewodzą w lidze pod względem średniej oddawanych rzutów wolnych na mecz (38.3), z czego wspomniani DeRozan oraz Lowry wykonują większość (prawie 20 co spotkanie) tych prób. Zatrzymane ich będzie więc kluczem do wygrania tego spotkania, jednak para startujących podkoszowych Celtics, czyli Kelly Olynyk oraz Jared Sullinger, niezbyt sobie do tej pory radziła z obroną, z czego w szczególności ten pierwszy cały czas ma problemy z faulami.

Z drugiej strony, jeśli do kontuzjowanego Johnsona (problemy z lewą kostką) dołączyłby także Jonas Valanciunas (uraz prawej ręki) to wtedy Olynyk i Sullinger z pewnością mieliby nieco łatwiejsze zadanie. W dzisiejszym meczu sporo minut powinien dostać także Tyler Zeller, a bardzo prawdopodobne jest, że po raz kolejny zobaczymy dużą próbkę możliwości trójki Rajon Rondo – Avery Bradley – Marcus Smart, która wywarła tak dobre wrażenie w ostatnim meczu Celtics. Ciekawe, czy formę strzelecką z Dallas utrzyma Jeff Green – grający jako silny skrzydłowy w przypadku, gdy wcześniej wymieniona trójka jest na parkiecie – czy też może tak jak w poprzednim sezonie po dobrym występie będziemy świadkami znacznie gorszej gry.

To, co Celtics muszą dzisiaj zrobić, by wygrać to mocno zacząć i dobrze wejść w mecz. Nie może się już zdarzyć kolejny słaby start, którego byliśmy świadkami w obu spotkaniach w Teksasie. Listopad to jeden z najcięższych pod względem terminarza miesięcy, ale Celtics będą mieli sporo okazji do powiększania swojej liczby zwycięstw, począwszy od osłabionych Raptors, poprzez zdziesiątkowanych Indiana Pacers czy wspomnianych już Thunder, a skończywszy nawet na wciąż docierających się Cleveland Cavaliers. Pomaga też fakt, że większość tych najbliższych spotkań odbędzie się w TD Garden. To z Raptors – w barwach których to powinien zagrać stary znajomy Greg Stiemsma – rozpocznie się zwyczajowo o 1:30 czasu polskiego.