Celtowie ponoszą drugą porażkę z rzędu i jednocześnie drugą w tym sezonie porażkę z ekipą New York Knicks (w 4-meczowej serii sezonu regularnego 2-2), przegrywając 92-116. Tak dużo Nowojorczycy nie rzucili w Bostonie od 1996 roku. NYK do wygranej poprowadził Carmelo Anthony, zdobywca 34 punktów. 22 oczka z ławki dołożył Tim Hardway Jr. w meczu, w którym Knicks trafili ponad 52 procent swoich rzutów. Wśród Bostończyków najwięcej punktów (27) zdobył chimeryczny Jeff Green, ale ciężko jest tak naprawdę wyróżnić któregokolwiek z zawodników, bo cała drużyna zagrała bardzo przeciętne spotkanie, dzięki czemu Knicks odnieśli piąte z rzędu zwycięstwo. Tankowcy bardzo zadowoleni.

BOXSCORE | GALERIA

Trzy pierwsze akcje Celtów to trzy kolejne podania na low-post do Brandona Bassa (3/9 FG, 7 pkt, 5 zb), który jednak dopiero za czwartym razem zdobył pierwsze w tym spotkaniu punkty dla Celtics. Gorący od samego początku był jednak Carmelo Anthony, który świetnie radził sobie czy to z Bassem, czy z Humphriesem. I tak, już po chwili Knicks wyszli na 16-punktowe prowadzenie, trafiając prawie wszystkie dotychczas oddane rzuty. Świetnie dzielili się piłką, co przyniosło im kilka czystych pozycji i łatwych punktów zza łuku (pięć trójek w pierwszej kwarcie). Trudno było konkurować z taką skuteczność przyjezdnych (64%), którzy po 12 minutach prowadzili 36-24. Całkiem solidną pierwszą kwartę zaliczył Jared Sullinger (3/8 FG, 4/5 FT, 10 pkt, 8 zb ).

Knicks nie przestawali zadziwiać, bo w dwie minuty drugiej odsłony dołożyli dwie kolejne trójki. Gorący był szczególnie Tim Hardway Jr., ale w zasadzie każdy Nowojorczyk wnosił coś pozytywnego do gry, dzięki czemu powiększali oni przewagę i wyszli nawet na 20-punktowe prowadzenie, głównie dzięki prostym błędom Celtów w ataku. Przy tak grających gospodarzach obrona Knicks wyglądała jak top3 w lidze, tak samo zresztą jak atak, gdzie Nowojorczykom wciąż i wciąż wpadało w zasadzie wszystko.

Phil Pressey vs New York Knicks

Celtowie dobrze zaczęli jednak drugą połowę (m.in. trzy celne próby zza łuku), odrabiając kilkanaście punktów straty i budując sobie małe momentum. Sygnałem do ataku był bardzo efektowny blok Krisa Humphriesa (6/9 FG, 3/5 FT, 15 pkt, 5 zb – wszystkie w ataku) na próbującym efektownie zapakować Hardwayu Jr. W końcu przebudził się nieco Jeff Green (10/21 FG, 2/5 3PT, 5/7 FT, 27 pkt, 2 zb), który w samej trzeciej odsłonie zdobył siedemnaście punktów. Z kolei Knicks w końcu przestali trafiać z gry, nie mogąc nawet trafić przez cztery minuty gry. To sprawiło, że choć gra stała się nieco rwana to Celtics zdołali zmniejszyć przewagę rywali do ledwie dziewięciu punktów, by ostatecznie przed ostatnią kwartą przegrywać 75-85.

Knicks zwrócili się jednak do Anthony’ego, który od samego startu ostatniej kwarty wziął na siebie odpowiedzialność za wynik, powiększając przewagę swojego zespołu, która w niedługim czasie ponownie urosła do bezpiecznych rozmiarów, co w zasadzie zapewniło Nowojorczykom wygraną już w połowie kwarty, tym bardziej że trafiać przestał Green. Do końca spotkane niewiele się zmieniło w obrazie gry, mimo że w garbage-time na parkiecie przebywał głównie drugi czy nawet trzeci unit Knicks. 92-116.

Pięć rzeczy, które zobaczyliśmy:

  1. Festiwal trójek Knicks. To w zasadzie podsumowanie całej pierwszej połowy, w której w sumie rozstrzygnęły się losy tego spotkania. Ogółem zespołowo grający Knicks trafili 11 z 19 trójek (58%), z czego osiem już w pierwszej połowie, w której zdobyli aż 68 punktów. Celtowie w całym meczu zza łuku trafili natomiast 8-krotnie (na 20 prób).
  2. Solidny mecz Cole’a Aldricha. To pokazuje, że każdy podkoszowy może zagrać dobrze przeciwko Celtics, których jedyny nominalny center w składzie nawet nie zdejmuje dresu (mowa o Joelu Anthonym). Aldrich po raz pierwszy od ponad 120 spotka wyszedł w pierwszej piątce i zapisał na koncie solidne 12 punktów, 10 zbiórek i 3 bloki. Nie świadczy to najlepiej o Celtics, ale trudno spodziewać się innych wydarzeń, jeśli pod kosz Celtów prowadzi autostrada. To również dzięki Aldrichowi przyjezdni wygrali na tablicach 47-38.
  3. Dobry (?) mecz Jeffa Greena. Jest znak zapytania, bo trudno oceniać. Niby zdobył 27 punktów, ale w pierwszych dwóch kwartach był totalnie niewidoczny. Trudno też powiedzieć o nim dobre słowo w czwartej kwarcie. Skuteczność jednak dość niezła, na dodatek siedem prób z linii rzutów wolnych i jeden efektowny wsad. Chimeryczność do kwadratu to już chyba za mało dla Greena.
  4. Kolejny solidny mecz Krisa Humphriesa. 15 punktów, 5 zbiórek w 21 minut gry. No i ten blok na młodym Hardwayu… Takimi zagraniami zaskarbia się sympatię kibiców.
  5. Phila Presseya w pierwszej piątce (w miejscu odpoczywającego Rajona Rondo). Nie był to szczególnie wybitny mecz Presseya (35 minut gry, 3/9 FG, 3 straty i wskaźnik „+/-„ na najgorszym w drużynie poziomie -25), ale kilka razy pokazał fajne zagrania (choćby asysta do Humphriesa), nieźle kontrolował tempo gry i zakończył mecz z 9 punktami, 5 asystami i 5 zbiórkami.