Landon Turner: Historia nieznana

Landon Turner nie jest i prawdopodobnie już nigdy nie będzie szerzej znaną osobowością dla przeciętnego zjadacza koszykarskiego chleba. Sęk w tym, że Turner nigdy w NBA nie zagrał, a jego historia miała miejsce wiele lat temu. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że Landon Turner naprawdę miał wielką szansę być kimś, ale wszystko zostało zaprzepaszczone już na samym początku jego kariery. W lipcu 1981 roku, cztery miesiące po zdobyciu mistrzostwa NCAA, Turner miał bowiem bardzo poważny w skutkach wypadek, który na dobre odebrał mu nadzieje na wielką karierę – został on sparaliżowany od pasa w dół. Na szczęście byli na tym świecie tacy ludzie jak Bob Knight oraz Red Auerbach.

Co z Turnerem wspólnego ma Auerbach, a także Boston Celtics – do tego jeszcze dotrzemy. Na początek warto w ogóle spojrzeć na sylwetkę zawodnika, który na przełomie lat 70. i 80. był chyba jednym z najlepszych graczy młodego pokolenia, a jego gra wywoływała mnóstwo porównań do Jamesa Worthy’ego. Turner, tak jak legenda Los Angeles Lakers, był szybki, silny i miał po prostu wielkie umiejętności. Jak mówi Isiah Thomas, kolejna legenda ligi, a w przeszłości także uczelniany kolega Turnera:

„Landon był takim typem atlety jakim był też Worthy. Miał wszelkie zadatki, by być świetnym silnym skrzydłowym.”

Turner przybył na kampus Indiana University po bardzo dobrych sezonach w szkole średniej. W swoich szeregach chciały go setki uczelni, więc do NCAA przechodził on jako czołowy prospekt i jeden z najlepszych młodych zawodników w całym kraju. Na IU spotkał się z legendarnym trenerem Bobem Knightem, który zresztą odegrał bardzo dużą rolę w życiu Turnera. Początkowo nie spełniał on jednak pokładanych w nim oczekiwań ani nadziei, gdyż jego gra była bardzo nierówna. Turner po prostu nie grał na miarę swojego wielkiego potencjału, często był zupełnie nieskoncentrowany – potrafił rozegrać świetne spotkanie, a w kilku kolejnych być zupełnie niewidocznym, co do szewskiej pasji doprowadzało trenera drużyny. W połowie sezonu Knight był nawet tak zły, że prosto z mostu powiedział Turnerowi, by zgłaszał do do draftu NBA, gdyż u niego dłużej nie pogra:

„Idź grać profesjonalnie.”

„Nie jestem gotowy. Trener wie, że nie jestem jeszcze gotowy na grę z profesjonalistami.”

„Nie jesteś też gotowy na grę tutaj.”

Ostatecznie Turner otrzymał jeszcze jedną, ostatnią szansę. Długo jej nie wykorzystywał, jednak Knight znalazł w sobie pokłady takiej cierpliwości, że wytrzymywał nieregularną grę swojego podopiecznego i wciąż powielane przez niego błędy. Dopiero pod koniec sezonu 80/81 Turner wziął się ostro do roboty i sportową złość zamienił w motywację do lepszej gry. Poskutkowało, bo końcówka sezonu w jego wykonaniu była już naprawdę solidna. Dość powiedzieć, że Turner powoli i po cichu zaczął robić na parkiecie różnicę, głównie dzięki coraz lepiej wykorzystywanym warunkom fizycznym. W obronie zajmował się najlepszym zawodnikiem drużyny przeciwnej i po prostu całkowicie go dominował. W ataku z wielką siłą i przebojowością wchodził pod kosz, a także co chwila trafiał z półdystansu. Od momentu, gdy na nowo wywalczył sobie miejsce w pierwszej piątce zespołu, Hoosiers nie przegrali już żadnego spotkania i pewnie zdobyli mistrzostwo NCAA.

Wielka była w tym zasługa Turnera, ale też dwójki jego kolegów – Isiaha Thomasa oraz Randy Wittmana – która wspólnie poprowadziła uczelniany zespół do wielkiego sukcesu. Turner miał najwięcej punktów w półfinale z Lousiana State, kiedy to na swoim koncie zapisał 20 punktów, a Hoosiers zwyciężyli 63-50. W wielkim finale z kolei, w którym IU pokonali legendarną już uczelnię North Carolina, wtedy jednak jeszcze bez Michaela Jordana w szeregach, ale za to z m.in. Jamsem Worthym. Turner zdobył wtedy 12 punktów, a najlepszym graczem turnieju został Thomas, który kilka tygodni później został wybrany w drafcie NBA przez Detroit Pistons, gdzie rozpoczął swoją wielką karierę.

Landon Turner

Po zwycięstwie w Final Four i zdobyciu krajowego mistrzostwa akademickiego wydawało się, że Turner w końcu się odnalazł i po odejściu z drużyny Thomasa to on przejmie pałeczkę głównodowodzącego. Jak mówił trener Knight:

„Miał wzloty i upadki w nauce, miał też wzloty i upadki w sporcie. A nagle zdawało się, że znalazł właściwy kierunek. Stał się uważny. Zaczął zdawać sobie sprawę, co może osiągnąć. Nigdy wcześniej nie był tak blisko stania się całkowicie efektywnym człowiekiem.”

Niestety, nigdy później bardziej się do tego nie zbliżył. W lipcu tego samego roku, w którym świętował zdobycie tytułu NCAA, miało miejsce jeszcze jedno wydarzenie, które tym razem na zawsze zmieniło jego życie i tym razem nie było wcale szczęśliwe. Turner jechał drogą numer 46 w Indianie do pobliskiego parku rozrywki. Jego auto zjechało na pobocze na krętym odcinku, Landon stracił kontrolę nad pojazdem i gdy próbował jeszcze wrócić do normalnego toru jazdy, samochód przekoziołkował, miażdżąc kręgosłup kierowcy. Turner został zabrany do szpitala, gdzie przez pięć dni był nieprzytomny. W szpitalnym łóżku spędził zresztą prawie pół roku, gdzie leżał unieruchomiony. Przez ten cały okres nie mógł też wydobyć z siebie żadnego słowa, gdyż konieczne było przeprowadzenie zabiegu tracheotomii, czyli otwarcia przedniej ściany tchawicy i wprowadzenie rurki do światła dróg oddechowych, co umożliwia wentylację płuc z pominięciem nosa, gardła i krtani.

To nie było jednak najgorsze. Kilka dni po odzyskaniu przytomności, Turner usłyszał najgorszą z możliwych diagnoz, szczególnie dla kogoś takiego jak on. Lekarz powiedział mu, że nigdy więcej nie będzie mógł chodzić.

„Nie mogłem mówić, ponieważ miałem jakieś rurki w buzi, więc jedynie na niego spojrzałem. To wydawało się być koszmarem. Myślałem tylko o tym, że muszę śnić. Wpadłem w straszną depresję, ponieważ miałem wiele nadziei i marzeń. Regularnie chodziłem do kościoła. Byłem dobrym synem, dobrą osobą. Jak coś takiego mogło przytrafić się właśnie mi? Byłem naprawdę negatywnie do tego nastawiony.”

Nie można się temu dziwić, skoro Turner miał w zasadzie pewne miliony w kieszeni i wybór w pierwszej rundzie każdego draftu NBA. Niestety, los chciał inaczej. Swojego kolegę w szpitalu odwiedził m.in. Thomas, który nie dowierzał i był po prostu zszokowany tym, co zobaczył:

„Nigdy nie zapomnę jak wchodziłem do szpitala i zobaczyłem go podłączonego do tych wszystkich maszyn. Na szyi miał wielki usztywniacz. Pamiętam jedynie, jak masywnie wtedy wyglądał, leżąc tam.”

Legenda Detroit Pistons przyznała też jednak, że ten wypadek wzbudził w nim poczucie winy. Jak sam bowiem powiedział, gdyby wiedział że coś takiego się zdarzy to nie zgłosiłby się do draftu i nie odszedłby z uczelni. Wraz z wypadkiem Turnera drużyna straciła bowiem potencjalnego lidera, który w końcu zaczął grać na miarę swoich możliwości. Mimo to, po wyjściu ze szpitala Landon wciąż traktowany był jako członek zespołu. Czuwał nad tym przede wszystkim coach Bob Knight, który o wypadku swojego podopiecznego dowiedział się będąc na wakacjach w Idaho, gdzie spokojnie odpoczywał łowiąc ryby. Po usłyszeniu wieści pognał jednak do Indiany, by być obok Turnera w tych ciężkich chwilach.

To także Knight był tym, który na siebie wziął odpowiedzialność za koszty leczenia i koszty rehabilitacji Turnera. Trener uczelnianej drużyny robił naprawdę sporo rzeczy i to głównie dzięki niemu zebrano ponad $400,000 dolarów na otwarty Fundusz Zaufania Landona Turnera. Dla Knghta była to jednak naturalna rzecz, bo jak sam mówi:

„Grał dla mnie, to proste. Jesteś moim zawodnikiem, ja będę cię wspierał.”

Jakby tego było mało, po ciężkim okresie rehabilitacyjnym zakończonym sukcesem Turner wrócił na kampus uczelni i cały czas towarzyszył swojej drużynie. Wciąż był członkiem zespołu, co potwierdza m.in. ta zabawna sytuacja – zaraz po wyjściu ze szpitala Turner miał na twarzy kilkudniowy zarost. Knight zaraz po ujrzeniu Turnera zapytał więc:

„Co to jest?! Mam dla ciebie brzytwę w naszej szatni.”

Turner z niechęcią, ale jednak z uśmiechem zgolił zarost, bo przecież:

„Wciąż jestem częścią tego zespołu, więc muszę trzymać się zasad.”

Knight nie tylko jednak sprawiał, że Landon czuł się częścią drużyny, ale też cały czas podnosił go na duchu. Wspierał go i jednocześnie motywował. Jasnym było, że powrót do gry jest niemożliwy, jednak wciąż możliwe było w miarę normalnie funkcjonowanie, a do tego potrzebna była ciężka praca i rehabilitacja. Turner był przecież sparaliżowany tylko od pasa w dół, natomiast górne części ciała wciąż były sprawne. Po początkowym problemach psychicznych (depresja) to właśnie dzięki Knightowi ten młody chłopak zaczął wierzyć w siebie:

„Przychodził i rozmawiał ze mną cały czas. Mówił ‚Jesteś silny, przekląłem cię i sprawiłem piekło, a ty wróciłeś jak zwycięzca. Teraz też możesz wrócić jako zwycięzcą.’ Zacząłem mu wierzyć.”

Kilka miesięcy po wypadku, Knight uczestniczył w jednym z pierwszych przeddraftowych obozów treningowych w Chicago, na którym swoje umiejętności prezentowali najlepsi młodzi zawodnicy, około pięćdziesięciu graczy z całego kraju. Wśród nich z pewnością byłby też sam Turner, gdyby oczywiście nie spotkało go wielkie nieszczęście. Na obozie był też Red Auerbach, czyli wielki trener-menedżer Celtów, który już za życia stał się legendą NBA. Miał on wtedy okazję porozmawiać z Knightem, który w ten sposób rozpoczął rozmowę:

„To wielka szkoda, że Landon Turner nie może tutaj być. Miał szansę, by być najlepszym zawodnikiem w kraju w zeszłym sezonie.”

„Z pewnością byłby najlepszym seniorem w poprzednim sezonie. I zostałby wybrany jako jeden z pierwszych pięciu zawodników w tym drafcie, w zależności od tego, czego potrzebowałyby zespoły.”

„Czy nie byłoby miło, gdyby jakiś zespół wybrałby go tak czy siak?”

„My go wybierzemy.”

Auerbach mówiąc „my” miał oczywiście na myśli Celtics. I tak się rzeczywiście stało – kilka miesięcy po tej rozmowie, Turner został wybrany przez Auerbacha z ostatnim, 225. numerem draftu (w ówczesnych czasach nabór liczył bowiem nie dwie, lecz aż dziesięć rund). Landon był w swoim domu, gdy zadzwonił telefon. Po podniesieniu słuchawki reporter jednej z lokalnych stacji radiowych zapytał go:

„Czy już słyszałeś?”

„Słyszałem co? Czy już słyszałem co?”

„Celtics wybrali cię w 10. rundzie draftu.”

Sam zainteresowany powie potem, że długo nie wiedział o tym, że to Bob Knight porozmawiał z Auerbachem. Turner doda też, że w tamtym momencie czuł się „niesamowicie szczęśliwy i podekscytowany”, że Celtics zrobili dla niego coś takiego. Następnego ranka po usłyszeniu radosnej nowiny wysłał on telegram do trenera Celtów, w którym ogromnie podziękował mu za ten gest i żartobliwie spytał, gdzie ma zgłosić się na treningi. Nie wszystkim jednak spodobał się ten wybór, a na Auerbacha spadło wiele głosów krytyki, że wręcz żartuje sobie z naboru. Red nigdy nie powiedział jednak, że sam pomysł wyszedł od Knighta, gdyż nie chciał, aby i jemu się oberwało. Knight zrewanżował się natomiast słowami, iż Auerbach „jest jednym z niewielu ludzi z klasą w sporcie”.

Co ciekawe, legendarny trener Celtów nie zapomniał o Turnerze w późniejszych latach i wysłał mu m.in. dwa mistrzowskie zegarki za zdobyte w 1984 i 1986 mistrzostwa NBA. Landon ma je do dnia dzisiejszego, oba bezpiecznie trzyma w swoim sejfie. Po latach zapomniano jednak o tym wspaniałomyślnym geście Auerbacha, a także wielkiej determinacji Knighta, dla którego Turner stał się zawodnikiem szczególnym. Knight bowiem nigdy wcześniej ani nigdy później nie miał drugiego takiego gracza, którego dotknęła taka tragedia. Turner był jednak szczególny przede wszystkim dlatego, że zanim miał miejsce wypadek zaczął grać na miarę swoich ogromnych możliwości i w końcu zaczął spełniać oczekiwania Knight. Wszelkie marzenia zostały jednak zniszczone w lipcu 1982 roku.

Turner po okresie rehabilitacji wciąż miał jeszcze trochę problemów, jednak wielka determinacja i równie wielkie poświęcenie pozwoliły mu na powrót na uczelniany kampus w roli studenta. W 1984 roku ukończył on uniwerek w specjalizacji „wychowanie fizyczne”, a siedem lat po wypadku wrócił na koszykarski parkiet już jako zawodnik – przez trzy lata był zawodnikiem Indiana Pacers w lidze dla koszykarzy na wózkach. I choć wciąż kochał tę grę, to nie czuł już tego samego, co kiedyś. Dziś Turner jest mówcą motywacyjnym, często dzieląc się z młodymi zawodnikami swoją historią. Jego los miał też duży wpływ na dalsze życie Boba Knighta, który przecież głównie ze względu na kończącą karierę kontuzję Turnera pozostał na stanowisku trenera w Indianie (aż do 2000 roku), odrzucają tym samym lukratywną ofertę telewizyjnej stacji CBS.

Landon Turner

2 listopada 2012 roku odbyła się ceremonia, na której do uczelnianego Hall of Fame włączono siedmiu nowych członków, w tym także Landona.  Na ceremonii nie mógł być niestety obecny trener Bob Knight. Przekazał on jednak list swojemu długoletniemu przyjacielowi Bobowi Hammelowi, który odczytał takie, niesamowicie wzruszające słowa:

Landon,

przed ponad dwa lata jako członek naszego koszykarskiego zespołu byłeś jak wielki wrzód na dupie. Byłeś dzieciakiem z ogromnymi pokładami talentu – och, i miałeś kilka wielkich momentów, które pomogły wygrać nam trochę meczów i mistrzostw, włączając w to finałowy mecz NIT. Ale takie momenty sprawiały tylko, że czułem się jeszcze bardziej sfrustrowany podczas tych częstych momentów, kiedy to nawet nie zbliżałeś się do konsekwentnej gry na poziomie twoich umiejętności. Już miałem się poddać, nie wierzyłem że możesz być zawodnikiem, na którego dobrą grę można liczyć w każdym meczu. Potem, 12 lutego 1981 roku, w naszym 23 meczu twojego trzeciego sezonu, graliśmy z Northwestern u siebie. Steve Downing i ja mieliśmy powiedzieć twoim rodzicom po tym spotkaniu, że nie myślimy już dłużej, że możesz pomóc naszemu zespołowi. Następnie, na dziewięć minut przed końcem tamtego spotkania, gdy wygrywaliśmy 30 punktami, w końcu włożyłem cię na parkiet – a ty natychmiastowo popełniłeś błąd i dałeś rywalom zdobyć punkty. Oczywiście zdjąłem cię z boiska, ale z jakiegoś powodu, którego nie rozumiem, włożyłem cię z powrotem. Przed następne osiem i pół minuty robiłeś to – grałeś na maksymalnym zasięgu swoich możliwości i aż przyjemnie się to oglądało.

Po meczu, Steve i ja spotkaliśmy się z twoimi rodzicami. Naszym pierwotnym planem było wystosowanie listu, który sprawiałby, że stałbyś się dostępny w drafcie NBA. Po tym, w jaki sposób zagrałeś, zanim przynieśliśmy ten list, zadałem ci pytanie: „Landon, co powstrzymuje cię od grania tak cały czas?” Odpowiedziałeś „Nie wiem trenerze, ale chciałbym mieć szansę spróbować.”

Począwszy od naszego następnego treningu aż do finałowego meczu w turnieju głównym NCAA, byłeś najlepszym zawodnikiem w kraju. Nasz zespół nie mógłby i nie zdobyłby mistrzostwa bez ciebie i tego jak grałeś. Przeszedłeś totalną metamorfozę, nie tylko jak zawodnik, ale też jako student. Nigdy nie widziałem, aby ktoś dokonał takiej zmiany w swoim podejściu do życia.

Potem miał miejsce twój letni wypadek w drodze do King’s Island. Tylko dzięki wielkiej woli i determinacji w ogóle przetrwałeś. Twoje życie zmieniło się na zawsze i nigdy nie doświadczyłeś tego, co miałeś doświadczyć jako koszykarz, najlepszy koszykarz w kraju.

Stałeś się jednak, Landon, najbardziej niesamowitym człowiekiem – oraz najlepszym przykładem radzenia sobie oraz pokonywania trudności – jakiego kiedykolwiek poznałem. Nie ma innego zawodnika z tych wszystkich świetnych, naprawdę świetnych dzieciaków, które trenowałem, którego szanuję bardziej niż ciebie.

Moim ulubionym momentem jako trenera było patrzenie jak stajesz się zawodnikiem, jakim myślałem, że możesz być. Moim najgorszym momentem było dowiedzenie się, że nie będziesz miał swojego czwartego, ostatniego roku.

I dałeś mi także mój najbardziej niezapomniany i najwięcej znaczący moment na parkiecie. To był jeden z naszych Dni Seniora. Przyszedłeś, by być tego częścią – zawsze to doceniałem – i byłeś w swoim wózku inwalidzku zaraz za mną, gdy w przypływie chwili poprosiłem wszystkich byłych zawodników IU na trybunach, by wstali. Następnie pomyślałem o tobie, odwróciłem się, i jak zawsze wbijając ci szpilkę powiedziałem: „Landon, nie zamierasz wstać?”

Obdarzyłeś mnie tym wielkim, świetnym uśmiechem i powiedziałeś „Trenerze, stoję. W moim sercu.”

Tego nie zapomnę nigdy.

Gratulacje za to wspaniałe uznanie i ten wspaniały honor, Landon. Zasługujesz, by być na tej ścianie, jako wciąż przypominający przykład świetnego młodego koszykarza, którego przyszłość zmieniła się w minutę i który – zapewne po wielu łzach i rodzinnego wsparcia – powiedział jedynie „Cóż, stało się, co się stało. Wyciągnę z  tego tyle dobra, ile tylko się da.”

I tak zrobiłeś.

Bob Knight.

Historia ta pokazuje z jednej strony, jak kruche jest ludzkie życie – wszystko może zmienić w ciągu kilku sekund, a jeden wypadek może przewrócić nasze życie do góry nogami. Z drugiej jednak strony, historia Turnera pokazuje też jak wielkim człowiekiem był właśnie wspomniany na początku Red Auerbach. Przede wszystkim, historia ta jest wielką inspiracją dla każdego, kto w swoim życiu spotyka trudności i musi się z nimi zmierzyć. Kiedyś mały chłopiec zapytał Turnera, jak to jest być w wózku. Po chwili nerwowej ciszy Landon odpowiedział:

„Było coś głęboko w moim sercu, co pozwoliło mi powiedzieć, że nie chcę być warzywem. To piękny świat i chcę być jego częścią. Wolałbym mieć 211 cm, tak jak stworzył mnie Bóg. Ale życie idzie naprzód. Akceptuję to.”

Innego dnia powiedział też:

„Ja żyję. To mnie napędza. Samo życie, budzenie się i przeżywanie kolejnego dnia jest dla mnie wystarczające. Znów czuję się jak zwycięzca.”

Landon Turner jest żywym przykładem, że nie ma rzeczy, których nie można pokonać i zawsze można wygrać z przeciwnościami losu. Turner to prawdziwa inspiracja i człowiek, który rzeczywiście może powiedzieć o sobie, że jest zwycięzcą. Wielka w tym zasługa Reda Auerbacha, jeszcze większa Boba Knighta, ale największa oczywiście jego samego. Landon Turner, mimo że jego historia nie jest zbyt rozpowszechniona ani szczególnie znana, na zawsze tym zwycięzcą pozostanie.