#558 Bostoński Tygodnik

Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych. Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] Mecz na Florydzie i piąta wygrana z rzędu. Wygrana może i niezbyt okazała, a i Orlando kilka razy nas doganiało, ale ogólnie o wynik się nie martwiłem od pierwszej do ostatniej minuty. To taki mecz, że patrzysz i wiesz kto gra w wyższej lidze.

[Timi] Orlando to dla nas trudny teren w ostatnich latach, więc tym bardziej jest to cenne zwycięstwo. Co prawda Magic na początku sezonu znów są w osłabieniu, ale oni już nieraz pokazali, że nawet bez liderów są w stanie kąsać.

[Adrian] Na plus – no niech będzie Tatum, pomimo absurdalnie fatalnej skuteczności zza łuku, która gryzie go po dupie od początku sezonu, ale 32 punkty z sufitu się nie wzięły. Wyżej stawiam PG13 bo może tylko 17 punktów, ale… 8 asyst, 6 zbiórek, 2 przechwyty i 2 bloki – absurdalna linijka jak na ponoć emeryta. Hugo wjechał do s5 i zrobił robotę, a ten przechwyt po którym uruchomił szybką kontrę – palce lizać.

[Timi] Tatum za trzy nie szaleje, to prawda, ale to też nie jest zupełnie tak, że pałuje te trójki ile wlezie. Wręcz przeciwnie. To był kolejny jego występ w tym sezonie, gdzie raz za razem dostawał się na linię rzutów wolnych. Trochę się o to obawialiśmy po Achillesie, ale na razie wygląda to naprawdę obiecująco. George – tu nie można sobie chyba było wyobrazić lepszego początku. 36 lat na karku, a nadal gra jak topowa druga opcja w lidze.

[Adrian] Na minus – skuteczność zza łuku – Pritchard i Walsh razem 10 pudeł, do tego dodamy Tatuma i jest przepis na festiwal cegieł. Przy proporcjach 44 rzuty zza łuku, a tylko 40 z bliższej odległości, to jednak jest to irytujące – akcje kończące się rzutami osobistymi, wyłączamy z tej wyliczanki. No tak czy siak – myśleliśmy, że jednak w tym seoznie będziemy bardziej dywersyfikować trójki, przynajmniej gdy nie siedzi.

[Timi] Tak rok do roku to w tym sezonie na razie oddajemy tych trójek mniej, jak spojrzymy na średnią na mecz. Niby niewiele mniej, ale chyba mało kto przypuszczał, że u Mazzulli ta średnia… spadnie, a tak się rzeczywiście dzieje. Natomiast procent punktów zdobywanych z pomalowanego – i tak jeden z najniższych w lidze w zeszłym sezonie – jest jeszcze niższy niż był, czyli ta dywersyfikacja na razie rzeczywiście trochę słaba.

[Adrian] No właśnie – a przypomina mi sie nasza rozmowa po preseason, gdzie pełni optymizmu mówiliśmy, że chyba idzie nowe, bo w pomalowanym to my rządzimy. No i zaczyna się sezon zasadniczy i wszystko psu w dupe. Było źle, a jest jeszcze gorzej. Niby dopiero 10% sezonu za nami, a już zaczyna mnie to triggerować.

[Timi] Jak zwykle wyszło, że preseasonu nie można absolutnie w żadnym chyba aspekcie brać jakkolwiek na poważnie. Trochę sobie jednak nadziei w tym roku zrobiliśmy. Hugo też miał być super i też po tych przedsezonowych meczach pisaliśmy jakie to super będzie miał procenty z dystansu, a na razie jest tragedia.

[Adrian] Uwag kilka – z jednej strony szkoda tego uwalonego meczu z Pistons na otwarcie, ale z drugiej – być może gdyby nie tamten gong w jape, to pewnie uwalilibyśmy, swoją pewnością siebie, któryś późniejszy. Jesteśmy w czubie tabeli na Wschodzie i jest to miły widok.

[Timi] Pomógł nam trochę terminarz, bo po tym trudnym początku przyszli łatwiejsi rywale, ale to też nie jest wcale takie oczywiste ogrywać tych słabszych przeciwników. Widok jest bardzo miły, natomiast to dopiero początek rozgrywek. Listopad już będzie dużo trudniejszy – nie tylko ze względu na rywali, ale też na aż pięć z naszych 15 serii back-to-back w ciągu tego miesiąca.

[Adrian] No i przyszedł zasłużony wpierdolek. Początek meczu jeszcze jako tako wyglądał, skuteczność dobra, sporo zbiórek, ale z kwarty na kwartę nas tłamsili. Nie ma przypadku w tym, że Houston na Zachodzie rozdaje karty. Udoka zbudował silny team i umie te klocki ułożyć.

[Timi] Porażka trochę wliczona, bo to drugi mecz z back-to-back – tak jak wspomniałem, tych będzie w listopadzie sporo. No a Rockets są bardzo mocni na starcie i nas jednak zdominowali.  Tak jak Pistons w tym pierwszym meczu rozgrywek. Ta przegrana pokazuje nam, że trochę nam jednak jeszcze brakuje do tych topowych ekip.

[Adrian] Na plus – chyba tylko to, że nikt nie odniósł kontuzji, a Paul George sobie odpoczął. Nie no – Garza i Queta sobie dobrze radzili, sporo punktów zdobyli, natomiast Robinson był tak potwornie minusowym zawodnikiem, że to było widać, nawet nie patrząc w pomeczowe staty.

[Timi] Garza to ogólnie jest jedna z lepszych historii tych pierwszych tygodni. I dobrze, bo trochę się obawiałem, że zostanie zapomniany i straci miejsce w rotacji, ale na szczęście tak się nie dzieje. A już tym bardziej że Robinson na razie rzeczywiście wygląda jak wóz z węglem i jest mniej więcej tak samo przydatny…

[Adrian] Gdyby Garza miał do dyspozycji tyle minut co rok temu, to ze swoją skutecznością byłby piątym, najważniejszym zawodnikiem tego składu. Sporo minut mu zwyczajnie przejada Robinson. Tak sobie myślę, że w lutym…. no ale poczekajmy.

[Timi] Też jestem za tym, żeby poczekać. Jest jeszcze trochę za wcześnie. Tak sobie myślę, że może to podkręcenie kostki przez Robinsona na otwarcie sezonu trochę się na nim jeszcze odbija, bo nawet fani Knicks są zaskoczeni tym, jak źle wygląda…

[Adrian] Na minus – Tatum, White, Pritchard i Hauser razem oddali 22 rzuty zza łuku, a trafili tylko 2. W 2026 roku nie da się wygrać meczu, gdy najlepsi strzelcy obwodowi odpierdalają takie cuda na kiju. Jeszcze o Robinsonie – no gołym okiem widać, że my z nim wyglądamy źle. Co by Mazzulla nie kombinował – on jest dziwnym balastem.

[Timi] Dużo więcej potrzebujemy i od White’a, i od Pritcharda – tym bardziej gdy dzień wolnego dostał Paul George, no i ktoś musi jeszcze te punkty dostarczyć. Pritchard miał te dwa dobre mecze przeciwko Bulls, ale niestety gramy też z innymi drużynami. White natomiast się jeszcze niestety nie wydostał z tego swojego dołka strzeleckiego, który go dopadł w poprzednim sezonie.

[Adrian] O tym co spotkało Derricka, to napiszę przy okazji kolejnego spotkania, bo tak postawiłem pewną diagnozę – wydaje mi się że trafną. Forma Pritcharda jest żadna – bo co z tego, że na 8 meczów dobrze zagrasz 2, w dodatku z nic nie znaczącym przeciwnikiem.

[Timi] A bez tej dwójki będzie nam ciężko nawiązać rywalizację z najlepszymi drużynami w lidze. Na tych słabszych to wystarczy, tym bardziej że Pritchard potrafi w takich spotkaniach dominować, natomiast można mieć obawy o to, co będzie w starciach z tymi mocniejszymi ekipami.

[Adrian] Uwag kilka – fajnie znowu było zobaczyć Smarta – moje serce zawsze będzie szybciej biło, gdy Marcus usiądzie na jakimś przeciwniku, nawet jeśli jest to ktoś z aktualnie grających zawodników Celtics. Ech… ta miłość będzie wieczna!

[Timi] Dla niego to było wyjątkowe spotkanie, co zresztą pokazał swoją postawą. Trochę było przedstawienia, za co przecież też go kochaliśmy, ale sporo było też bardzo ważnych jego akcji. Od czasu odejścia z Bostonu nie miał zbyt wielu okazji się nam “zrewanżować”, więc pewnie to zwycięstwo smakuje mu tym bardziej.

[Adrian] Mecz z Bucks miał być łatwym spotkaniem i do przerwy takim był. Po przerwie zaczęły się problemy. Kiepska trzecia kwarta i równie słabe pół kwarty czwartej. Ogarnęliśmy jakoś tę kuwetę, ale niesmak pozostał. Takich przeciwników należy łamać kołem, bez znaczenia ze swoim liderem czy bez. Dla mnie absencja Tatuma nie jest usprawiedliwieniem, bo bez niego 24 minuty graliśmy dobrze.

[Timi] Tu w tym meczu wydawało się w pewnym momencie, że nikt nie chce wygrać. Ale dobrze, że się w porę otrząsnęliśmy, a mecz znów zamknął trójką Paul George. Udało się więc obronić tę bardzo wysoką przewagę z pierwszej połowy i finalnie wstydu nie ma, choć na pewno chcielibyśmy dużo lepszej gry po zmianie stron.

[Adrian] Na plus – kolejna wygrana w Ogródku. Mecze domowe są ważne, bo to zawsze daje przewagę psychologiczną. Ktoś może powiedzieć, że wygrana daje tyle samo punktów do bilansu – tak, to prawda, ale taka seria buduje drużynę, napędza zawodników i jest naturalnym odstraszaczem przeciwnika. Przeciwnik mający serie meczów wyjazdowych, zawsze wykalkuluje, że lepiej jest dać odpocząć zawodnikom w Bostonie, bo szanse i tak są mniejsze, niż na wygraną np. w Nowym Jorku.

[Timi] A warto dodać, że na Wschodzie już tylko Boston pozostaje niezdobyty, natomiast jak spojrzymy na całą ligę, to u siebie nie przegrali też jeszcze tylko Oklahoma City Thunder. To na pewno buduje w sensie psychologicznym i oczywiście życzę sobie, żeby ten utrzymał się jak najdłużej, natomiast w ostatnich latach już też trochę się przekonaliśmy, że jak przyjdzie co do czego to przewaga parkietu nie jest już aż tak istotna. I nie mówię tutaj tylko o Celtics.

[Adrian] Na minus – brak klasycznego rozgrywającego ewidentnie zabija nam Derricka. Rok temu był zjazd w skuteczności – to w tym sezonu jest już tu katastrofa kompletna. Zza łuku nie ma nawet 30%, gdy jeszcze dwa sezony temu dobijał do 39% przy 9 próbach na mecz i był to po prostu kolejny dobry sezon w jego wykonaniu. White jest marnowany, jego potencjał jest marnowany, a jemu robi się po prostu krzywdę. Stevens – weź to ogarnij, bo naprawdę szkoda i jego, i Celtów.

[Timi] No coś w tym jest, że White dwa najlepsze strzelecko sezony w Bostonie zagrał u boku Jrue Holidaya, natomiast wydaję mi się, że tutaj też po prostu coś z tym rzutem się stało pod kątem mechanicznym, że przestał wpadać. Dodajmy do tego fakt, że Derrick od zawsze całkiem mocno polegał na pewności siebie – no i mamy teraz taki efekt kuli śnieżnej, że jak już jest źle, to wygląda to coraz gorzej i coraz trudniej jest mu wrócić do trafiania. Ten mecz z Milwaukee to tylko jedno trafienie na siedem prób, ale też sporo dobrego pod koszem, więc może to sprawi, że D-White zacznie tę pewność odzyskiwać.

[Adrian] Uwag kilka – już zostawię w spokoju tylko jeden trafiony rzut z ośmiu Robinsona. Zdarza się – ale jest coś niepokojącego, że on jest po 8 meczach zawodnikiem najbardziej minusowym w Celtyckim składzie, a Queta drugim najbardziej plusowym. Jego defensywny rating to 113, a Neemiasa to zaledwie 104 – ofensywnego nie ma nawet co porównywać, bo tu już jest przepaść 21 punktów na korzyść Portugalczyka. Zaczyna to brzydko pachnieć.

[Timi] Tak jak pisałem wyżej – dajmy jeszcze Robinsonowi trochę czasu. Widać na razie jakieś przebłyski. To mało, bo oczekiwania mieliśmy dużo większe, ale ja go jeszcze nie skreślam. Za wcześnie. Mazzulla już jednak jakieś usprawnienia wprowadza. Queta od meczu z Magic jest już w wyjściowej piątce i wszystko wskazuje na to, że tam zostanie.

[Adrian] Na razie bilans jest dobry, gra nawet też, ale tak naprawdę to nie możemy się przyczepić do zaledwie kilku naszych zawodników. George, Garza, Queta i Hauser – reszta gra poniżej swoich możliwości w poszczególnych elementach, no bo Robinson to gra ujowo w większości. Nie piszę tego żeby kogoś rozliczać – nic z tego – piszę, żeby zwrócić uwagę, że my mamy jeszcze sporo rezerw w samych zawodnikach, nawet nie tykając systemu gry.

[Timi] Jest całkiem nieźle, a powinno być tylko lepiej. Warto pamiętać jak dla odmiany zaczęliśmy rok temu. Natomiast nie oszukujmy się – na razie korzystamy też na terminarzu, bo wygrywamy ze słabymi, a te dwie porażki przyszły z mocniejszymi. W ubiegłym sezonie też ten nasz bilans z topowymi ekipami był słaby, więc jest nad czym pracować.

[Adrian] Pojechaliśmy do Charlotte na mecz w ramach Pucharu NBA i zrobiliśmy rozpierdol. Po prostu rozpierdol. Hornets w całej pierwszej połowie zgromadzili mniej punktów, niż my im załadowaliśmy tylko w pierwszej kwarcie. Druga połowę zwyczajnie dowieźliśmy i to wystarczyło, żeby wynik był imponujący.

[Timi] I tak jak po tym pierwszym pucharowym meczu pisałem, że fani pucharu mogą być lekko zawiedzeni – no bo tam dużą przewagę daliśmy sobie mocno zmniejszyć – tak tutaj już absolutnie zadanie zostało wykonane na 110%. Te małe punkty akurat w pucharze się liczą, więc warto jest wygrywać wysoko.

[Adrian] Na plus – gra Derricka, bo sporo na niego narzekaliśmy, a wreszcie wyszedł mu skuteczny mecz. Tatumowi też – bo zza łuku pierwszy raz w tym sezonie zagrał na poziomie NBA. Do pochwały są praktycznie wszyscy, bo nawet PG13, który zagrał chyba najsłabszy mecz w Celtyckiej koszulce, to gdy trzeba było trafić za 3 punkty, to dokładnie to zrobił.

[Timi] Tatum jak zawsze się w Charlotte pobawił. No jest to po prostu jedno z jego ulubionych miejsc w NBA. Ogólnie cały zespół trzeba chwalić. Hauser, Garza, no i White, który rzeczywiście jakby troszeczkę się odblokował. To też często widać po jego mowie ciała, a w tym meczu miał sporo powodów do uśmiechu. Oby tak dalej, bo potrzebujemy go bardzo mocno.

[Adrian] Na minus – Robinson był wreszcie plusowy, ale najmniej plusowy  z wszystkich naszych zawodników, którzy spędzili na parkiecie przynajmniej 12 minut. No i coś w tym jest, że on nawet w takim meczu nie jest tym, kim powinien być.

[Timi] Tak, ale ja znowu spojrzę na pozytywy. W tych dwóch ostatnich meczach nie wygląda już tak źle pod względem fizycznym. Nie rusza się jak wóz z węglem, więc może rzeczywiście to ta kostka wcześniej na niego wpływała. Wykończył też w tym meczu dwa kolejne podania lobem, a to też jest progres. Musimy nauczyć się go znajdywać pod koszem i wykorzystywać te jego umiejętności.

[Adrian] Uwag kilka – jeszcze jeden łatwy mecz, bo w niedzielę z Bucks, a potem zaczynamy poważne granie. We wtorek Sixers u nich, a w środę Raptors w Kanadzie. Nie mogę się doczekać tego meczu z Philą, bo to wreszcie trochę nas sprawdzi. Sprawdzi Robinsona, bo potrzebujemy go na Embiida, a nie na mecze z Hornets. Szkoda, że te dwa ważne dla nas spotkania są w B2B, bo oba dla mnie są bardzo istotne, szczególnie pod kątem analizy, w którym miejscu jesteśmy jako drużyna.

[Timi] Ano niestety, a my akurat tych back-to-back mamy w tym sezonie bardzo dużo. A to też kwestia, którą NBA powinna się zająć i po prostu tę ilość takich serii zmniejszyć do minimum. Myślę, że to też by pomogło, jeśli chodzi o problemy zdrowotne zawodników.

[Adrian] W poprzednim Tygodniku rozmawialiśmy o ilości kontuzji i recepcie na to. Ja optowałem za skróceniem z 48 minut do 40 każdego meczu i się okazuje, że Silver patrzy na to tak samo i to może się wydarzyć dość szybko. Być może już w kolejnym sezonie będziemy świadkami rewolucji w przepisach, bo wystarcza rozmowy z radą Gubernatorów i Związkiem Zawodników, żeby to po prostu zatwierdzić, nie trzeba czekać do kolejnego CBA.

[Timi] Jestem za, choć pojawiają się też głosy, że na skróceniu meczów – pod kątem czysto sportowym – najbardziej stracą zawodnicy z końca ławki rezerwowych, bo ci najlepsi i tak będą grać w każdym meczu po tyle samo, czyli 30-35 minut, więc de facto dla nich zmieni się nie aż tak wiele. Ale dobrze, że ta dyskusja się pojawiła, choć fakt faktem, że Silver o tych 40 minutach to już w styczniu 2025 roku mówił.