Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych. Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.
[Adrian] Mecz z Chicago, to taki mały pokaz siły – gdy nam się chce, gdy jesteśmy zdeterminowani, to wszystko jest łatwe i proste. Do przerwy kontrolujemy grę, ale jest spokojnie, po przerwie zaczyna się jazda bez trzymanki i z Byków nie ma co zbierać.
[Timi] Pierwszy w tym sezonie blowout. I bardzo dobrze, bo właśnie tak powinny wyglądać pierwsze mecze w ramach back-to-back. Drugi mecz w TD Garden i drugie zwycięstwo. Oby w tym sezonie Ogródek był twierdzą jak najdłużej.
[Adrian] Na plus – Pritchard, Gonzalez i Hauser – z ławki w trójkę wnieśli 52 punkty. Queta i Gonzalez mieli absurdalne cyferki w statystykach plus/minus. Ławka po prostu pograła, nawet Conley wszedł, ciepnął dwie trójki i w sumie zgasił światło. Sporo energii od Cenaca, a byliśmy ciekawi jak on wreszcie zagra – no to zagrał bardzo spoko. No i finalnie skromne minuty zagrała wyjściowa ekipa, a byliśmy przed meczem B2B. Aha – Walsh fajnie wygląda jako zapierdalacz w s5 – 4 punkty, 3 zbiórki, 2 asysty i 3 przechwyty – no ja bardzo propsuje takie granie, gdy jeździsz na dupie, bo obok jest PG13 i Tatum, których nie warto przemęczać.
[Timi] To jeden z tych meczów, gdy można tak naprawdę pochwalić cały zespół. Zresztą każdy, kto pojawił się na parkiecie w koszulce Celtics, zdobył jakieś punkty, a aż dziewięciu naszych zawodników trafiło co najmniej raz z dystansu. Wielkie słowa uznania przede wszystkim dla Pritcharda, bo to był jego klasyczny taki występ. Plus także dla Gonzaleza, który wreszcie się nam przełamał i miejmy nadzieję, że takich meczów będzie w tym sezonie dużo więcej. Sam Hauser tymczasem w formie strzeleckiej gigant na początku rozgrywek.
[Adrian] Na minus – jednak sporo głupich strat. Razem było ich 24, czyli naprawdę dużo, a tych głupich z 10. Wolałbym ich nie oglądać.
[Timi] No całkiem to nie w naszym stylu, ale zwalam to na pierwszy tydzień sezonu. Tu jeszcze nie wszystko jest idealnie, wiele rzeczy trzeba jeszcze poprawić, ale to na pewno przyjdzie z kolejnymi spotkaniami, gdy to nasze zgranie będzie coraz lepsze.
[Adrian] Uwag kilka – Chicago jak na razie wygląda źle, w porywach do bardzo źle, ale wygrana cieszy, bo to był klasyczny wpierdolek. Tym bardziej cieszy, że gra opierała się na drugim garniturze, a to dla mnie bardzo istotne. Oby więcej takich meczów z takimi przeciwnikami.
[Timi] To będzie dla kibiców Bulls długi sezon, ale przynajmniej jest jakiś kierunek wreszcie w tym klubie, a Caleb Wilson od początku rozgrywek pokazuje, że naprawdę może być kimś w tej lidze.
[Adrian] Jak na razie to z rookasów najładniej, najdojrzalej, grają zawodnicy o których mówiło się najmniej. Wilson, Acuff z Kings, czy Wagler z Clippers to grają naprawdę dobrze i to nie tylko z perspektywy debiutantów. Dybantsa wreszcie zagrał i też pokazał się doskonale, Boozer wygląda spoko, ale skuteczność…. słabiutka, natomiast Peterson wygląda przeciętnie i ma ogromne kłopoty ze skutecznością. No ale to może być baaaardzo silna klasa.
[Timi] Dybantsa to będzie kot. Widać to po tym jego pierwszym meczu. No a Boozer może na razie skuteczny nie jest, ale właśnie zrobił triple-double jako drugi najmłodszy w historii ligi, a jego Grizzlies… nadal nie przegrali jeszcze meczu!
[Adrian] Oczy bolały. No chwilami człowiek miał ochotę sobie je wydłubać, jak patrzył co nasi odpierdalają z beznadziejnymi Nets. Jak można było wypuścić z rąk wygraną w regulaminowym czasie gry…. nie wiem. 13 sekund do końca, prowadzisz 5 punktami a potem ogólnozespołowe zaćmienie umysłu. No i wolne Robinsona – Mazzulla już wie, że ściągnięcie Quety to był błąd i wysyłanie do zbiórki Robinsona, bo będzie się dokładnie tak samo kończyło zawsze.
[Timi] Queta w sumie też się nie popisał, bo ten faul po niecelnym wolnym Tatuma sporo nam namieszał. Gdyby zresztą Jayson trafił, to całego tego zamieszania mogłoby nie być, no ale finalnie otworzyło to drogę do pięknego zakończenia. Natomiast to są właśnie te rzuty wolne Robinsona, które pewnie jeszcze kilka razy w tym sezonie ugryzą nas w tyłek. Mazzulla też powinien lepiej tym wszystkim zarządzić.
[Adrian] Ja tam wolę brzydkie zakończenie w regulaminowym czasie gry, niż takie piękne, po bezsensownej dogrywce. Zaraz porozmawiamy o kontuzjach w NBA, dlatego im mniej minut na parkiecie spędzamy, tym lepiej.
[Timi] To prawda, natomiast to dopiero pierwsza dogrywka w tym sezonie. Co ciekawe, w całych poprzednich rozgrywkach mieliśmy tylko jeden mecz z dogrywką, a w zasadzie to od razu z dwoma. I też było to spotkanie przeciwko Brooklyn Nets, które udało się nam finalnie przepchnąć.
[Adrian] Na plus – w sumie mógłbym napisać, że tylko wygrana, bo resztę to chcę wymazać z pamięci. Pochwale Walsha za 3 celne trójki – nie jest to jego rekord jak ktoś pisał na twitterku, bo przecież rok temu trafił 4, a pamiętam to, bo graliśmy wtedy z Lakers.
[Timi] No i trzeba też jednak wspomnieć o Tatumie, który nie tylko nie szukał step-back trójki i trafił kolejnego game-winnera w karierze, ale też zdobył ostatecznie 40 punktów – po raz pierwszy od czasu tamtej feralnej nocy w Madison Square Garden.
[Adrian] Na minus – obrona to była pół meczu na radar. To ile zostawialiśmy im miejsca – masakra. Co druga ich pozycja rzutowa był otwarta. Robinson masywne minus 17 na parkiecie i problemy praktycznie ze wszystkim. Z naszych podkoszowych czyli jeszcze Queta i Garza, to wygląda najsłabiej na razie. Zyski w obronie nie rekompensują reszty – no ale to 4 mecz, spokojnie, nie zamierzam go gruzować.
[Timi] Słaby, frustrujący mecz ze szczęśliwym zakończeniem. Dało się nawet z naszej szatni słyszeć, że będzie to spotkanie traktowane w jakimś sensie jako porażka. Najważniejsze jednak, że zapisujemy sobie w tabeli zwycięstwo, bo jakoś ten back-to-back udało się przepchnąć.
[Adrian] Uwag kilka – dzięki wujowej grze, Tatum mógł trafić w ostatniej sekundzie. Zastanawiałem się tylko, czy znowu pierdolnie cegłę z 8 metra jak lubi w takich przypadkach – tym razem podszedł 4 metry do przodu. Mecz wygrany i do zapomnienia, bo nie ma nawet co rozpamiętywać. Aha – Hauser daje nam pstryczka w nos, bo pisaliśmy że jest w sumie pierwszy do wymiany, a na razie gra tak, że z ławki rezerwowych to jest ostatni do wymiany. No i pięknie – lepszy ból głowy z naddatku, niż z biedy.
[Timi] Fajna była ta akcja Tatuma na zwycięstwo i to jest też dla niego taki kolejny krok w tym powrocie do wielkiej formy. Fizycznie wygląda bardzo dobrze, ale sam po meczu sugerował, że to nadal nie jest 100% i że ma w meczach takie momenty, gdzie sobie uświadamia, że robi ten progres. Taki rzut pomoże też oczywiście psychicznie. A co do Hausera, to po tych czterech meczach jest 11 na 22 z dystansu i lepszy w zespole pod tym względem jest od niego tylko Paul George (14/32).
[Adrian] Hauser z wszystkich zawodników w NBA, wchodzących z ławki, jest 5 pod względem średniej ilości trafionych trójek i ma z nich najlepszą skuteczność – biorąc pod uwagę tylko tych co zagrali chociaż 3 mecze. Aha – zaraz za nim jest Pritchard – fajnie to na razie wygląda. Walsh też gra sezon życia. No a jak już wrzucam cyferki, to White ma skuteczność zza łuku 33% a Tatum 25%. Jeszcze jest czas, ale po 10 meczach, jak się to nie poprawi, to znasz mnie – napiszę kilka cierpkich słów XD
[Timi] A tymczasem Paul George na luziku trafia 41 procent trójek na razie. Z kolei na zupełnie drugim biegunie jest Hugo Gonzalez – 1/6 i najgorsze w zespole 17 procent, a przecież po tych jego występach w preseason obiecywaliśmy sobie dużo więcej.
[Adrian] Chicago mogło i powinno zaliczyć drugi srogi wpierdol od nas, ale spuściliśmy z tonu w drugiej połowie. Najwyższe nasze prowadzenie to były 32 oczka, a skończyło się tylko na wygranej 14 punktami. Dość napisać, że w pierwszej kwarcie zdobyliśmy tylko 4 punkty mniej, niż w całej drugiej połowie. Wygrana jest wygrana, a przy okazji zobaczyliśmy pucharowy parkiet – nawet fajny.
[Timi] No i właśnie z tego pucharowego punktu widzenia trochę szkoda, że spuściliśmy nogę z gazu, bo te małe punkty mogą mieć duże znaczenie, natomiast jeśli kogoś nie interesuje NBA Cup – a mnie na przykład nie za bardzo; uważam to po prostu za ciekawe urozmaicenie tych pierwszych tygodni rozgrywek i nic więcej – to liczy się oczywiście tylko i wyłącznie wygrana. Czwarte zwycięstwo z rzędu. Trochę nas rozpieścił kalendarz po tych dwóch pierwszych meczach, ale teraz znów będzie odrobinę trudniej.
[Adrian] Na plus – Pritchard ich po prostu rozjechał, ale w pierwszej połowie, bo w drugiej wpisał się w bostoński marazm. W drugiej połowie trafiliśmy tylko 13 rzutów z gry, ale plusem jest to, ze 10 z nich po asystach. Ciężko mi chwalić Tatuma, gdy jego skuteczność zza łuku jest jaka jest.
[Timi] To nadal marne 25 procent, czyli najgorszy wynik w karierze, ale z takimi Bulls niech sobie przecież rzuca i niech tego rzutu szuka. Ja nie mam nic przeciwko, tym bardziej że JT spokojnie “dowozi” w każdej innej kwesti. Pritchard tymczasem w dwóch meczach przeciwko Chicago w tym sezonie zrobił łącznie 58 punktów, a w trzech pozostałych w tym sezonie… 25. Na razie duże falowanie, nie tylko zresztą u niego, ale miejmy nadzieję, że z czasem każdy z naszych zawodników złapie fajną stabilizację na dobrym poziomie. Tak jak George. On wystrzelił w tym pierwszym meczu i choć potem już takiej eksplozji strzeleckiej nie miał, to szybko wszedł na fajny poziom i to utrzymuje.
[Adrian] Na minus – rozluźnienie w drugiej połowie i Robinson. Sprawa z Mitchem jest złożona, ale już po kilku meczach można napisać – nie tak to miało wyglądać. Na razie minusik – ale za kilka spotkań skończy mi się cierpliwość. Z nim na parkiecie – najczęściej – wyglądamy słabiej niż bez niego. Nie podoba mi się to.
[Timi] Mimo wszystko to był krok w dobrą stronę. Swoje zrobił pod koszem – 11 punktów to jego najlepszy wynik w tym sezonie – a i na linii tym razem niezłe 60 procent. Fakt faktem, że nie wygląda to najlepiej, jeśli chodzi o jego wpływ na zespół, bo tu liczyliśmy na dużo więcej.
[Adrian] Uwag kilka – w sumie fajnie byłoby zakwalifikować się do Finału w Pucharu NBA w Las Vegas, tylko po to, żeby pokazać się na ogólnokrajowej arenie. Przy okazji, chłopaki by trochę dorobili, a i kibice mieliby dodatkową atrakcję. Nie jest to oczywiście priorytet, ale skoro można przekopać dodatkowo kogoś z Zachodu, to dlaczego nie.
[Timi] Nie mam nic przeciwko, choć finał to dodatkowe 48 minut gry, które de facto nic tak naprawdę nie znaczy. Jeśli się nie uda, to płakać nie będziemy. A jeśli ten awans by był, to też super, bo to by znaczyło, że świetnie nam poszło w tych poprzednich meczach NBA Cup.
[Adrian] Po 3-4 meczach sezonu zasadniczego, które do tej pory rozegrały drużyny sytuacja w gabinetach lekarskich przedstawia się następująco – Jalen Williams – koniec sezonu, Cason Wallace – chyba koniec sezonu, Anthony Edwards – 2 miesiące poza graniem, Paolo Banchero – miesiąc poza składem, Kawhi Leonard – co najmniej tydzień poza składem, Jaren Jackson Jr – 2 miesiące w gabinetach lekarskich – a to tylko największe nazwiska. Nie przypominam sobie czegoś takiego – bo były sezony przepełnione kontuzjami, ale nigdy nie było takiej kumulacji po pierwszym tygodniu grania.
[Timi] Na tej liście wylądował też niestety Tyrese Haliburton, którego dopadło ścięgno udowe. W środę pojawiły się nawet informacje, że jakieś 15% zawodników w lidze jest w tej chwili niezdolnych do gry. To po części pech, ale też niestety coraz większe obciążenia i intensywność. Więcej, szybciej, mocniej. I nie ma znaczenia, że to początek sezonu. Życzyłbym sobie, żeby to jednak skłoniło ligę do debaty o zmniejszeniu liczby meczów w sezonie. Tak, mniej meczów to mniej pieniędzy, ale jak tracisz gwiazdę klubu na kilka tygodni czy miesięcy, to twój biznes też na tym traci.
[Adrian] Ja bym zmniejszenia ilości meczów nie chciał – wolałbym skrócenie kwart do 10 minut. To już samo w sobie jest olbrzymie odciążenie zawodników, bo to tak, jakby z kalendarza wyparowało prawie 14 spotkań. Czyli 82 spotkania, ale czasowo jakby był 68 meczowy sezon zasadniczy po 48 minut na mecz. Krótsze mecze, to zysk przede wszystkim dla popularyzacji koszykówki, bo mecze trwają zwyczajnie za długo. Ilość przerw poraża – do tego liga dodała przecież challenge, a to wszystko jeszcze wydłużyło i tak już za długie mecze. Coraz ciężej ogląda się mecze na żywo w nocy, bo 48 minutowe spotkanie trwa 150 minut. Można jeszcze wydłużyć sezon o kilka dni, żeby pozbyć się meczów B2B całkowicie. Z nich i tak jest niewiele pożytku, bo często największe gwiazdy w nich nie graja, to kibic tylko łapie wqrw, że płaci za drugi garnitur.
[Timi] Okej, mniej minut to też jest fajne rozwiązanie. Tak samo jak wydłużenie sezonu w czasie. W obu przypadkach realnie pomagamy zmniejszyć intensywność gry. Oby więc taka dyskusja się wreszcie zadziała. Dla mnie obojętnie, co to będzie – faktyczne zmniejszenie liczby meczów czy mniej minut albo więcej odpoczynku – byleby ktoś w NBA poszedł po rozum do głowy i się nad tym problemem pochylił.
[Adrian] Amen Thompson dostał nowy kontrakt na 208 milionów dolarów. Wielu pukało się w czoło, a on w meczu z San Antonio zablokował ostatnie posiadanie Wambanyamy i Houston tym samym wygrali mecz. Czy Amen jest już zawodnikiem na 40 milionów za sezon? Nie, ale gorsi od niego zaraz będą zarabiali po 70 baniek.
[Timi] To tak trochę jest z tymi kontraktami dla młodych, że płacisz za potencjał. Za to, co może być, a niekoniecznie co już jest. Zresztą on w tym sezonie gra jeszcze za 12 milionów. Rockets tymczasem zaczęli sezon od pięciu kolejnych zwycięstw i są jedną z trzech drużyn – obok Grizzlies (!!) i Blazers (!) – które jeszcze nie przegrały ani razu.
[Adrian] Tak – sezon zaczął się od kilku niespodzianek. Gra Memphis jest zdecydowanie największą. Mieli przecież tankować, a tu proszę – bilans kosmicznie lepszy od Utah, którzy przecież wymienili się po Jarena Jacksona Jr i łapią liść za liściem, a on sam jest średnio minus 9 pkt na mecz. No i sytuacja Bucks i Heat – mają identyczny bilans – zaledwie 1 wygrana i 4 wpierdole – po co Giannis zmieniał otoczenie? Tego nikt nie wie XD
[Timi] Grizzlies pewnie zejdą finalnie na ziemię, ale ten start to fenomenalna historia. Tak samo jako świetny początek Blazers z Morantem, choć niestety Ja dołączył do tego grona kontuzjowanych i też wypadł z gry na co najmniej cztery tygodnie… A co do Miami, to na razie wygląda to nienajlepiej, ale tam jest za dużo talentu, żeby miało tak zostać. Wypłyną jeszcze na powierzchnię, choć mam wątpliwości, czy jakoś bardzo. Bucks tymczasem w tym obecnym składzie wyglądają jak bardzo fajnie skrojona drużyna pod właśnie taką gwiazdę jak… Giannis.
[Adrian] Czy Cooper Flagg już w 2 sezonie gry zapuka do rankingu MVP? Może tak być :D
[Timi] Na pewno zapuka do All-Star, a ranking MVP – to już też zależy od wyników Mavs, no ale widać jak na dłoni, że Flagg to jest absolutnie topowy talent, który niedługo co roku będzie w tych rankingach na wysokich albo bardzo wysokich miejscach. Już teraz ma po prostu dużo łatwiejsze życie niż w debiutanckim sezonie, to i liczby robi jeszcze bardziej imponujące.


