Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych. Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.
[Adrian] Ostatni Tygodnik zanim zacznie się sezon. Bo przecież już jutro mamy Media Day!!! A zaraz po nim będziemy mogli rozmawiać nie tylko o wywiadach, prezentacjach, ale już o filmach z treningów i gierek. Zaczyna się!!!
[Timi] Szybko zleciało! A przecież w tym roku wakacje wyjątkowo wcześnie zaczęliśmy. No trzeba przyznać, że mieliśmy mocne otwarcie lata, ale potem w sumie było już całkiem spokojnie. Dość już czekania – zaraz wracamy do tego, co najważniejsze, czyli do GRANIA.
[Adrian] Porozmawialiśmy o zmianach we wszystkich zespołach, to czas podsumować to, co działo się w Bostonie, a działo się sporo. Nie można zacząć inaczej niż wymiana z Sixers. Czy po tych kilku miesiącach inaczej patrzymy na zamianę Jaylena Browna na Paula George’a? Chyba jeszcze nie, bo nie zrobiliśmy użytku z tych picków które pozyskaliśmy. Wprawdzie w międzyczasie pozyskany pick Clippers swoją wartością poszybował w górę, ale nadal to chyba tylko preludium do tego, co może się wydarzyć. No ale to przyszłość, na dzień dzisiejszy – nadal boli.
[Timi] Żebyśmy spojrzeli inaczej, to musi albo George zagrać znów zdrowy sezon, albo te wybory w drafcie muszą zostać super wykorzystane, albo w Filadelfii musi się zadziać jakaś katastrofa. Na razie rzeczywiście trudno patrzeć inaczej.
[Adrian] Tymczasem wracają ploteczki o chęci pozyskania Murphy’ego z Nowego Orleanu. Nie chce mi się wierzyć, że Boston wymieni George’a bez sprawdzania go w boju, nawet jeśli miałby to być dobry deal z NOLA. Poza tym, musielibyśmy dostać jeszcze Jordana Poole’a, lub Dejounte Murraya, pierwszego nie chcemy, a drugi też będzie kosztował kilka picków. Aczkolwiek z drugiej strony – ten Poole jest spadający – to zawsze można zrolować na coś ciekawego. Dla NOLA to też byłoby jakieś otwarcie – Zion i Dejounte plus PG13? Pogdybać zawsze można, od tego jest Tygodnik.
[Timi] Pelicans są na tyle źle zarządzani w ostatnim czasie, że pewnie dałoby się ten deal zrobić w bardzo sprzyjającym wariancie. Jeśli ktoś miałby przejąć ten kontrakt George’a, to chyba właśnie oni – ale mi się wydaję, że dla nas ta umowa dopiero nabierze wartości i że my po prostu spokojnie poczekamy na to, żeby ona za rok była spadająca.
[Adrian] Oczywiście wszystko o czym rozmawialiśmy przy wymianie Browna jest konsekwencją nowego CBA i drugiego apronu. Tu warto się zatrzymać i postawić pytanie – czy NBA powinna wprowadzić wyjątki przy ograniczeniach drugiego apronu, dla zawodników którzy zostali wydraftowani przez macierzysty zespół? Karanie za budowanie składu w oparciu o zawodników wybranych w drafcie, jest absurdalne. Jeśli zespół buduje się na wymianach czy z wolnej agentury – ja to rozumiem. Jednak stawianie na małe ośrodki, a potem patrzenie jak organizacja zabija swój zespół jest zwyczajnie głupie. Jeśli maxy, czy supermaxy dotyczą zawodników którzy od początku kariery NBA są zawiązani z danym zespołem – powinno to być inaczej rozliczane do apronu.
[Timi] Oczywiście, że takie wyjątki powinny być. Niestety, ale dochodzi do tego, że jesteś w jakimś sensie karany za mądre decyzje i przemyślane ruchy. Za to, że trafiłeś w drafcie. Całe szczęście, że nasz duet zdobył mistrzostwo, zanim musiało dojść do tego rozłamu. A powinien być zapis, który mógłby przed tym uchronić: zawodnik dostaje supermaxa, ale do salary cap nie liczy się jako supermax. Na razie nie słychać jednak, żeby liga rozważała podobne rozwiązanie.
[Adrian] I właśnie to mnie mocno niepokoi, bo to oznaczałoby, że Rada Gubernatorów w sumie może i trochę pomarudzi, ale ogólnie jest zadowolona. Właściciele nie muszą wydawać wielkiej kasy na Luxury Tax, mają kolejna kartę przetargową w negocjacjach z zawodnikami, bo przecież jest drugi apron. Dla nich to w sumie jest na rękę. Teraz okres przejściowy, gdzie kilka zespołów dostało po dupie (my też), ale dla nich to jednak dobra sytuacja.
[Timi] Żeby tylko to zaraz nie doprowadziło do lokautu – bo to też jest możliwe. Związek zawodników jednak zadowolony nie jest i to akurat słychać dość głośno, więc właściciele muszą mieć to na uwadze. Oni są w tej chwili tak naprawdę jedyną grupą, której to rzeczywiście się bardzo podoba. A też prawda jest taka, że jak co roku musisz tak w zasadzie rozmontowywać skład z powodu drugiego progu apron, to de facto tracisz ten potencjał i w kolejnych latach nie zarabiasz tyle, ile byś mógł.
[Adrian] Związek zawodowy zawodników jest niezadowolony z kilku spraw, np z braku podziału ewentualnych dochodów z NBA Europe, o czym rozmawialiśmy niedawno i możesz mieć racje, że lokaut jest bliżej niż dalej. W ostatnich latach mieliśmy względny spokój z tym, ale teraz zmieniły się warunki negocjacyjne nowych kontraktów dla wielu zawodników ze średniej półki, a ich jest w lidze najwięcej. Pewnie przy nowym CBA szala podziału zysków przechyli się na korzyść zawodników. Właściciele klubów i tak zaoszczędzili ogromne pieniądze na tym drugim apronie – dla niektórych to są setki milionów rocznie.
[Timi] No właśnie, tu jeszcze jest problematyczna kwestia NBA Europe, więc rzeczywiście NBPA ma sporo powodów, żeby tupnąć nogą przy kolejnych rozmowach. Właściciele tymczasem tak naprawdę ostatnio tylko się bogacą, a będą jeszcze bogatsi, gdy liga się poszerzy. Przecież jak dołączą dwa nowe zespoły, to samo wpisowe – niech to będzie ta dolna granica, czyli 7 miliardów dolarów – to będzie prawie pół miliarda do kieszeni każdego właściciela. Wiadomo, że w takim scenariuszu dojdą dwa nowe krzesła przy tym stole do podziału całego wielkiego tortu, ale dostaną natychmiastową rekompensatę, a też w dłuższej perspektywie na pewno na tym zyskają, bo Seattle i przede wszystkim Las Vegas to duże rynki.
[Adrian] Mitchell Robinson będzie lekiem na całe zło pod koszem? Nie, nawet jeśli będzie zdrowy. To świetny defensywny klocek, ale… nie rozciąga gry i w końcówkach będzie siedział na ławce, żeby nie pozwolić go faulować. Coś za coś – Horfordem nie jest, a szkoda. Jednak nie ma co narzekać, z Queta mogą stworzyć naprawdę fajny duet.
[Timi] Lekiem na całe zło nie, ale na pewno sporo problemów pomoże nam rozwiązać. Jeśli oczywiście tylko będzie zdrowy. To nadal duży znak zapytania, co do jego osoby. Powinien jednak być dużym wsparciem, a w ataku Tatum będzie miał kolejnego obok Quety partnera do dwójkowych akcji, jakiego nie mieliśmy tak naprawdę od czasów Roba Williamsa. Bo choć Queta z roku na rok coraz więcej tej presji na obręcz rywala nakładał, to jednak Robinson jest pod tym kątem jeszcze groźniejszy.
[Adrian] Kto będzie miał przełomowy rok? Harper Jr? Walsh? Czy jednak ten Pritchard wejdzie w buty Brunsona jak kilku komentatorów prorokuje? A może zapominamy o naszym hiszpańskim rodzynku? Ja chyba nieśmiało bym postawił na Harpera. Gonzalez ma jeszcze czas i sporo barków. Walsh potrafi zniknąć nagle w sezonie. Pritcharda ograniczają warunki fizyczne, a Harper ma wszystko – nawet zaufanie trenera. Im większe minuty dostawał, tym większy był z niego pożytek, a teraz dostanie (chyba) dużo minut po Brownie, bo PG13 będzie oszczędzany.
[Timi] Brakuje mi tu jeszcze jednego nazwiska. Baylor Scheierman. O nim też nie możemy zapominać, bo on również może sporo minut dostać. A z tych, których Ty wypisałeś, to chyba też najmocniej liczę na Harpera Jr. w tym względzie, że on rzeczywiście jak rok temu dostawał trochę więcej grania, to pokazywał sporo dobrego. Możemy też pewnie spodziewać się progresu u Hugo Gonzaleza. W okienku reprezentacyjnym tego lata nie zachwycił, ale w lidze letniej było jednak widać u niego większy komfort i pewność siebie. To powinno zaprocentować w jego drugim sezonie na parkietach NBA.
[Adrian] Czy wykręcimy lepszy bilans niż rok temu? Ciężko będzie przebić 56 zwycięstw, ale nie jest to niemożliwe. Wszystko zależy od dyspozycji Tatuma, bo Brown rok temu to zaczął sezon atomowo, a potem przyśpieszał. Pierwszy mecz na 40+ miał jeszcze w październiku. Teraz Jayson musi coś udowodnić – sobie, NBA, kibicom i Brownowi, bo ten szpileczek nie wbijał, ale kilka pocisków w organizację posłał.
[Timi] Rok temu chyba absolutnie nikt nie przypuszczał, że zrobimy 56 zwycięstw, czyli ledwie pięć mniej niż sezon wcześniej. Teraz oczywiście okoliczności są trochę inne, ale jednak Joe Mazzulla rok po roku udowadnia, że w fazie zasadniczej potrafi stworzyć naprawdę dobrze funkcjonujące drużyny, które wygrywają mimo wszystko. Mimo kontuzji, mimo braków, mimo wzmocnień rywali, mimo trudnego terminarza, mimo dużych oczekiwań, mimo małych oczekiwań. Tatum będzie oczywiście kluczowy, ale nadal jest w Bostonie na tyle wyrównany skład, że ten wynik znów jest w zasięgu zespołu. To, co się jednak jeszcze zmienia, to że mniej będzie w tym nowym sezonie rywali, którzy będą chcieli rzeczywiście przegrywać. To efekt loterii draftu, która ma szansę wyeliminować takie chamskie tankowanie.
[Adrian] Nie będzie tankujących, a dwa – Wschód jednak dołożył kilka cegiełek i będzie mocniejszy. To w sumie chyba kręci mnie najbardziej w nadchodzącym sezonie – nie wiadomo czego się spodziewać po średniakach ligi, nie wiadomo czy jakieś zespoły będą robiły wyprzedaże w lutym. Ten sezon na razie jest wielką niewiadomą, bo rok w rok można było przewidzieć, kto sobie w drugiej połowie zatankuje, a teraz? To nie ma sensu, to i nikt tankować nie będzie.
[Timi] No tak, może się okazać, że ci średniacy będą teraz kupować, a nie sprzedawać, bo rzeczywiście bardziej im się będzie opłacało być w dolnej części środki stawki. Więc pod tym kątem rynek transferowy też może się trochę wywrócić. Ta reforma zapowiada się bardzo ciekawie i zobaczymy, co nam przyniesie w pierwszym sezonie jej obowiązywania.
[Adrian] Narzekaliśmy, że Stevens nie będzie mógł zrobić użytku z tych TPE które posiada, ale żeby zrobić z tych wyjątków użytek, musi być sprzedający. No ale zobaczymy – czeka nas sezon pełen nowości, miedzy innymi na rynku wymian i w trade deadline. Reforma loterii draftu dotyka tak naprawdę ponad pół ligi, a to oznacza zmiany w zachowaniu wielu generalnych managerów.
[Timi] Dokładnie tak. I to też jest kolejny powód, żeby się tym nowym sezonem ekscytować, bo po prostu wiele rzeczy się nam wywróci do góry nogami. Będzie trochę trudniej, ale przecież o to w tym chodzi. Może się zresztą okazać, że ta reforma loterii będzie kolejnym strzałem w dziesiątkę – tak samo jak często chwalony przez nas turniej play-in.
[Adrian] Czy Conley będzie miał jakąkolwiek rolę w zespole poza mentorowaniem młodym zawodnikom? Na pewno może on baaaardzo dużo nauczyć Pritcharda, ale też i Devina Cartera, bo wierzę, że on zostanie z zespołem na sezon. To może być niesamowita sprawa, gdy po kilku korektach, 24 latek okaże się stealem sezonu.
[Timi] Conley coś tam nawet pograł dla Wolves w fazie play-off w tym roku. Był tym dziewiątym zawodnikiem w rotacji. To nie jest więc tak, że absolutnie już zjechał do bazy, choć oczywiście cudów nie należy się spodziewać i także z tego względu wydaję mi się, że Payton Pritchard będzie dalej występował w roli rezerwowego. No chyba że Devin Carter okaże się naszym przechwytem tak jak mówisz.
[Adrian] Co w NBA pokaże Cenac? W pierwszym sezonie chyba niewiele, ale… Jak się połamie Mitchell to młody może bardzo skorzystać, a być może i bez kontuzji kolegi pokaże sporo dobrego, bo jakoś wierzę, że sztab podstawowego centra będzie bardzo oszczędzać. Kwestia tylko gdzie jest jago sufit? Mam nadzieję, że bardzo wysoko.
[Timi] Nie zapominajmy, że jest jeszcze ktoś taki jak Luka Garza – zawodnik, któremu też warto dawać szanse, bo odwdzięcza się naprawdę solidną grą. Bardzo bym natomiast chciał, żeby Cenac Jr. trochę poszedł może w ślady Hugo Gonzaleza. Po nim też nie oczekiwaliśmy w debiutanckim sezonie, że będzie miał momentami bardzo fajną rolę i że w ciągu całych rozgrywek ani razu nie zostanie odesłany do G League żeby pograć w Maine Celtics.
[Adrian] Cenac może nie mieć tyle szczęścia co Hugo rok temu, bo konkurencja pod koszem dużo silniejsza. No i warto pamiętać, że wysocy wchodzą w ligę wolniej. Masy nie zbudujesz w rok, a Hugo to do NBA przychodził już jako kawał byka na swojej pozycji. No i Garza o którym przypomniałeś, ten też powalczy, bo jako jedyny dysponuje rzutem z dystansu. Kurcze – fajnie będzie to obserwować.
[Timi] To fakt, wysocy wchodzą wolnej, a dobry przykład to Rob Williams III, o którym często wspominamy zresztą w kontekście Cenaca Jr., a który w debiutanckim sezonie rozegrał tylko 32 mecze, choć u niego też rolę odegrały problemy zdrowotne. Rob nie pograł nawet za bardzo w G League, bo tylko pięć spotkań, więc zobaczymy. A że będzie konkurencja pod koszem, to tylko lepiej.
[Adrian] No to chyba czas na ostre jaranko nowym sezonem, bo już niewiele dni pozostało do pierwszych meczów przedsezonowych. Jaki to będzie sezon? Szalony na Wschodzie i chyba to jest najważniejsze!
[Timi] Ja to już chyba nieraz pisałem w Tygodniku, a też mówię to często znajomym i rodzinie: jaranko sezonem jest zawsze, bo każdy rok to coś zupełnie nowego. NBA to taka wyjątkowa liga, że tutaj non-stop się coś zmienia. I to naprawdę powoduje, że co roku w październiku jest ogromna ekscytacja, tak jak przed nowymi odcinkami ukochanego serialu.
[Adrian] My nie jesteśmy normalni – jaramy się nawet zmianami w przepisach finansowych ligi. No ale jak to podkreślam, ja jestem piszącym fanatykiem. Jakoś trzeba z tym żyć ;)


