Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych . Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.
[Adrian] No i kolejny rok pyknął. Ja wiem, że rok ma 52 tygodnie, a nie 50, ale jakoś mi się te pięćdziesiątki lepiej liczy. 550 numer Tygodnika czas zacząć. Do pierwszego meczu przedsezonowego zostały niespełna 3 tygodnie – to zaczynamy odliczać, bo to już tylko kilkanaście dni. Szybko zleciało.
[Timi] Ostatnio gadaliśmy, że jak ten czas leci. To ja jeszcze tylko dorzucę tutaj taką małą ciekawostkę. Cameron Boozer, który będzie w tym nowym sezonie najmłodszym graczem w całej lidze, miał dziewięć lat, gdy w marcu 2016 roku ukazał się pierwszy numer Tygodnika.
[Adrian] Ben Simmons wraca do NBA. Jedynie Kings zdecydowali się dać mu szansę. Zepsuć tam nic nie zepsuje, bo Sacramento bardziej zepsuć się nie da. Zobaczymy kiedy zaczną boleć go plecy i to pewnie będzie definitywny koniec Księcia w NBA.
[Timi] Na razie dostał niegwarantowany kontrakt. Część pieniędzy dostanie dopiero jak dotrwa do pierwszego dnia nowego sezonu. Mówiło się też o zainteresowaniu innych zespołów jak Warriors czy Knicks, ale finalnie Simmons wylądował w Sacramento, gdzie ma naprawdę szansę na całkiem niemałą rolę. Jestem ciekaw, czy ten rok przerwy rzeczywiście go “naprawił”. Jeśli nie, no to pewnie będzie tak jak mówisz, czyli koniec jego przygody z NBA.
[Adrian] Jak będzie wyglądał przyzwoicie, to zostanie – Kings nic nie ryzykują, bo i tak coraz głośniej mówi się o ewentualnej wymianie Sabonisa. To znowu będzie oznaczało ogromna przebudowę, a wtedy Benek dostanie bardzo dużo minut. No a ponoć na treningach wygląda dobrze, tylko te plecy… Minimalna umowę każdy by zaryzykował – w końcu tak naprawdę, to żadne ryzyko. Ten 15 zawodnik w rotacji, to i tak zawsze jakiś “ulep” żeby zapełnić roster. Z Simmonsem to jak z pudełkiem czekoladek – nigdy nie wiesz co się trafi – albo dostaniesz świetne wsparcie, albo kontuzję na cały sezon.
[Timi] Ciekawe jest to, że on ten swój powrót zaczął tak w zasadzie od mini-campu australijskiej kadry. W sumie przez lata tej kadrze nie pomagał, bo zawsze coś mu tam wyskakiwało, ale może to też jest dla niego w tej chwili taka dodatkowa motywacja, żeby jednak w końcu móc w reprezentacji też trochę zaistnieć. No zobaczymy, dużych nadziei pewnie nikt sobie nie robi, ale to też może być dla Simmonsa bardzo dobra sytuacja.
[Adrian] Kolejna dywizja do omówienia, tym razem central i zaczniemy od Chicago. Zamienili wiecznie kontuzjowanego Nicka Richardsa na Nica Claxtona, a Sextona i Simonsa na Normana Powella. Jak dla mnie – spory upgrade. No a na to wszystko jeszcze wybrany z 4 pickiem Caleb Wilson, który elektryzuje nie tylko kibiców Bulls. Z 15 wyborem nadleci Dailyn Swain – skrzydłowy z potencjałem. Chicago idzie w dobrym kierunku, naprawdę w dobrym.
[Timi] Wreszcie jakiś powiew nadziei i świeżości w Chicago. Na ich korzyść działa też fakt, że od tego sezonu będzie się opłacać być przeciętnym, a oni akurat w tym się ostatnio specjalizują. Bardzo jestem też ciekaw tego Wilsona, bo w lidze letniej naprawdę wyglądał jak przyszły all-star i to nareszcie może być długo wyczekiwany zbawiciel dla fanów Bulls.
[Adrian] Fajną metamorfozę przeszło Chicago w ostatnich latach, od zespołu który nikogo już nie interesował (poza fanatykami Bulls), do ekipy która trochę elektryzuje większość kibiców. Do tego trzeba wspomnieć, że Tiago Splitter dostanie fajną drużynę i to chyba na dłużej niż jego przygoda w Portland. Bryson Graham dostanie lejce na stołku GM’a. Karnisovas zrobił sporo dobrego, ale też i wczesne swoje lata w Chicago chyba zwyczajnie zmarnował.
[Timi] Karnisovas obudził się jednak mocno za późno z kolejnymi ruchami i finalnie to nie on będzie nadzorował kolejne kroki w tej przebudowie. Bywa i tak. Czasem nowy zarząd i nowy trener też potrafi popchnąć klub mocno do przodu, szczególnie jeśli udadzą się pierwsze ruchy po przejęciu władzy, a na razie to rzeczywiście wygląda obiecująco.
[Adrian] Cavs zrobili w sumie tylko jeden ruch, ale pozyskanie Peytona Watsona może być ruchem który zadecyduje o wszystkim. Jeśli tym razem nie kliknie ten skład, to spokojnie można dać sobie spokój. Mitchell przedłużył umowę, Harden też się chyba już dogadał, choć nie widziałem oficjalki. Hezonja na rok to kosmetyka, aczkolwiek w szerokiej rotacji on może mieć sporo sensu. Czy to będzie ten rok? Nie, bo Harden i Mitchell nie dowiozą w PO, ale fajnie pograją w sezonie zasadniczym.
[Timi] Długo to trwało z Hardenem, ale już oficjalnie podpisał parę dni temu. Cavs mimo wszystko zrobili w zeszłym sezonie ten krok dalej i awansowali do finałów konferencji. Dlatego nawet jeśli tam dostali lanie do zera, to tego lata postanowili się na tym sukcesie budować i wielkich zmian nie było. Czy Watson okaże się rozwiązaniem ich problemów na skrzydle? No wielu już zawodników tam próbowali i przez lata nie znaleźli odpowiedniego zawodnika.
[Adrian] Branie zawodników po Denver, to przypomina mi branie zawodników po Stevensie. U nas Brad wyciskał z nich ostatnie soki, a jak gdzieś poszli to kończyło się drogim rozczarowaniem. W ostatnich latach, to właśnie z Denver podkupowały inne drużyny swoje rozczarowania. Zobaczymy czy znowu awansują do ECF – bo ja coś wątpię.
[Timi] Coś w tym jest rzeczywiście. Efekt Jokicia, można powiedzieć. Przy nim wielu graczy wygląda po prostu dużo lepiej. A jak go zabraknie, to często już tak różowo nie jest. Nie można też zapominać, że Cavs dwa sezony temu byli w sezonie zasadniczym maszynką do wygrywania meczów. W poprzednich rozgrywkach już tak nie wygrywali, ale za to zrobili wreszcie te finały konferencji. Teraz liczą, że uda im się połączyć jedno i drugie. Na pewno jest tam pewna stabilizacja, która powinna zaprocentować. Ale to już chyba ostatnia szansa.
[Adrian] Pistons dużo więcej stracili niż zyskali. John Collins nie zrekompensuje doświadczenia Tobiasa Harrisa, a Isaiah Joe to za mało żeby ta drużyna weszła na jeszcze wyższy poziom. Gary Harris jest już po drugiej stronie rzeki. Czy to wszystko kliknie z Cuninghamem i Durenem, który nadal się nie dogadał co do nowego kontraktu? Moim zdaniem nie.
[Timi] No właśnie – najpierw niech jeszcze dogadają tego Durena. Bo tu zaraz obozy startują, a porozumienia nadal nie ma. A to też na pewno wpłynie na zespół, tym bardziej że Duren to jednak ważna postać tej drużyny, a przy takim przebiegu negocjacji jest niestety szansa, że to przyniesie negatywne skutki dla Pistons w dłuższej mierze. Te wzmocnienia też jakiegoś super wrażenia nie robią, choć im więcej strzelców wokół Cade’a, tym oczywiście lepiej.
[Adrian] Durena przepłacą, bo co im pozostało. Mogą grać na czas, ale oni już czasu nie mają, Duren zresztą też nie. Jednak rok w rok, jakiś zawodnik po rookie umowie czeka prawie aż do Media Day, żeby wyciągnąć jak najwięcej. Swoją drogą – fajnie patrzeć, jak zespoły nadal nie wyciągają wniosków z przypadku Bostonu, OKC czy ostatnio NYK, gdzie organizacje uciekły od zbyt wielkich wydatków. Bo Pistons tego Durena to powinni podpisać jak najszybciej, lub zwyczajnie wymienić, bo jak mu dadzą te jego wymarzone 42 mln na sezon – to się finansowo pozamiatają. Ciekawe informacje wyciekły, bo się okazuje, że Duren ani nie uczestniczył w przedsezonowym obozie z kolegami, który zorganizował Cade, ani nie był na imprezie zorganizowanej przez właściciela drużyny. Chyba komuś się sufit zerwał.
[Timi] No i dlatego właśnie pisałem, że cała ta sytuacja może mocno wpłynąć na zespół, także pod kątem chemii w zespole. Bo nawet jeśli Duren zostanie, to jak się słyszy tego typu informacje, no to trudno nie myśleć, że będzie już jednak troszeczkę inaczej. Tymczasem ofiarą tych oszczędności Pistons stał się Isaiah Stewart, którego bardzo tanio sprzedali do Grizzlies. Nie był pierwszoplanową postacią w Detroit, ale było to kolejne ważne ogniwo i w sumie jak o tym pomyśleć, to rzeczywiście Tłoki więcej tego lata straciły niż zyskały – tak jak napisałeś.
[Adrian] Indiana dodała Oubre i Larry’ego Nance’a. Zespół który tankował, a finalnie swój pick stracił, być może wróci na normalne tory po powrocie Haliburtona. Czy znowu będą sensacją ligi? No nie wiem – Wschód sie wzmocnił i to może być spory problem dla nich. Na pewno będzie to sezon prawdy – był to jednorazowy wyskok, czy faktycznie mogą rozdawać karty.
[Timi] Cieszę się, że wraca Tyrese Haliburton, bo to jednak jest jeden z bardziej ekscytujących zawodników w lidze. Zarówno pod względem cyferek, bo potrafi kręcić kosmiczne liczby, jak i pod względem samej gry, co udowodnił w trakcie tej magicznej podróży Pacers do finałów rok temu. Ale też fakt faktem, że wraca do trochę innej drużyny i w trochę innych realiach ligowych, więc to rzeczywiście będzie dla Pacers taki sprawdzian siły. Nawiązać do tamtych wspaniałych momentów nie będzie im łatwo.
[Adrian] Giannisa już nie ma w Wisconsin, ale będzie Kel’el Ware i Tyler Herro. Moim zdaniem zrobią lepszy wynik niż rok temu, bo 32 zwycięstwa są wstanie pobić. Chyba. No tak czy siak – musza się budować na tym co mają, bo swoje picki porozdawali. Dopiero od 2031 roku będą mieli swój i jeszcze Miami, w 2033 również dwa. Na razie stoją pod ścianą. Zobaczymy co potrafi Nate Ament pozyskany w drafcie. Ja ich nie skreślam – w końcu zespół będzie grał bez żadnej presji, a jedynie żeby pokazać światu, że bez Giannisa też jest życie.
[Timi] Mają dwie opcje. Z jednej strony tego talentu w zespole nadal trochę jest, więc na Wschodzie są w stanie powalczyć, tym bardziej że na ławce trenerskiej nie ma już Doca Riversa, a zamiast niego jest powracający do roli pierwszego szkoleniowca Taylor Jenkins, którego tutaj nieraz chwaliliśmy. Ale z drugiej strony lepiej chyba wyjdą na tym, by przede wszystkim rozwijać tych młodych. Dodali w drafcie nie tylko Amenta, ale też Braydena Burriesa, który był jednym z najlepszych zawodników w lidze letniej i wydaje się gotowym do gry od zaraz. Ament będzie potrzebował więcej czasu, ale w sumie warunki do rozwoju teraz w Milwaukee powinny być odpowiednie. Bucks powinni jednak opowiedzieć się w jedną lub w drugą stronę. Stanie w rozkroku udaje się nielicznym. Dużo częściej kończy się to tak, że ani nie ma wyników, ani tych młodych za bardzo nie kształtujesz na przyszłe gwiazdy.
[Adrian] Nawet nie chce mi się przypominać Tobie, jacy to zawodnicy wyglądali doskonale w Summer League, a potem NBA ich bardzo szybko zweryfikowała. Pożyjemy – zobaczymy. Natomiast co do reszty to się prawie zgadzam. Prawie – bo teraz stanie w rozkroku jest premiowane większą ilością szans w drafcie. Najsłabsi dostają mniej tych piłeczek do losowania, niż właśnie stojący w rozkroku przeciętniacy. Najpierw będą ogrywać tych, których chcą wymienić w lutym, a potem młodzi dostaną najwięcej minut na parkiecie. Kel’el Ware na 100% zostanie w organizacji i na nim m.in będą budować, ale taki Tyler Herro to raczej nie. Mają tam sporo potencjału na niskich pozycjach i to za dużo mniejsze pieniądze.


