Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych . Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.
[Adrian] Zmarł Don Nelson. Jedna z największych legend NBA i Boston Celtics. Gdy jako zawodnik, po 3 sezonach w innych drużynach trafił do Bostonu, to został do końca swojej kariery Celtem. Był też ulubieńcem Auerbacha ze względu na swoją inteligencję. Trenerem był wybitnym, ale nigdy nie trenował Celtics – szkoda. Odchodzą najwięksi.
[Timi] Wielka strata. Fantastyczny to był gość. Wybitny trener, który przecież aż do 2022 roku miał najwięcej zwycięstw w historii ligi. Jego wynik pobił dopiero Gregg Popovich. Jako zawodnik Don Nelson był też autorem jednego z najważniejszych rzutów w historii Celtics, kiedy to w siódmym meczu finałów w 1969 roku szczęśliwie trafił w końcówce spotkania, a piłka odbiła się wysoko od obręczy, by chwilę później wpaść do kosza. Celtics utarli nosa Lakers i zdobyli kolejny tytuł (11 na przestrzeni 13 lat), a Bill Russell zakończył karierę jako zwycięzca. Nelson wygrywał z Bostonem jeszcze kilka lat później – ostatni tytuł przed erą Birda – a w kolejnych dekadach napisał kawał historii jako trener m.in. Warriors (tercet “Run TMC”), Mavericks (początki Dirka w NBA) czy Warriors (“We Believe”). Don Nelson odszedł w dzień 98. urodzin Boba Cousy’ego, który pozostaje najstarszym żyjącym ex-graczem NBA.
[Adrian] No i wracamy na szczyt, bo będziemy grać w nocy otwarcia z Pistons, oraz w święta z Heat. NBA nadal wierzy w Cunninghama i zobaczymy jak to kliknie już 20 października i to o godzinie 21 polskiego czasu. Natomiast w święta z Giannisem zagramy o 20.30 naszego czasu. No lepiej chyba nie mogło się to ułożyć dla nas. 23 października gramy w Ogródku z Knicks – to też mocny strzał na przywitanie nowego sezonu w Bostonie.
[Timi] Celtics kontra Pistons w Detroit to będzie pierwszy mecz sezonu. Nie pamiętam, żeby liga otwierała rozgrywki w taki sposób, meczem o tak wczesnej porze. No ale nie będziemy narzekać, bo to środek tygodnia, więc mecz o godz. 21:00 naszego czasu wypadnie wręcz idealnie. A już zaraz powinien wyjść cały terminarz i pewnie też o kilku datach tu jeszcze wspomnimy.
[Adrian] Brown przyjedzie do Ogródka pierwszy raz w sezonie regularnym dopiero w styczniu. Plus taki, że to będzie już środek sezonu regularnego i zespoły będą mocno naoliwione, mocno zdeterminowane i będzie to jeden z TYCH meczów. No a mecze zaczynają się coraz szybciej nie tylko jako ukłon dla Europy (choć przede wszystkim), bo także petrodolary mają na to swój wpływ. W Dubaju będzie 23.00 czyli nadal fajna pora na oglądanie sportu. Skoro NBA tworzy rozgrywki w Europie, to możemy liczyć na coraz więcej meczów o fajnych porach dla nas – nie tylko w weekendy, jak do tej pory, bo sezon startuje we wtorek. Nawet rzuciłem okiem w pełen kalendarz i teraz to w prawie każdą sobotę nie będziemy musieli wstawać w nocy, żeby obejrzeć jakieś widowisko na żywo.
[Timi] To prawda – tak wielu spotkań o “normalnej” dla europejskiego kibica porze jeszcze w historii ligi nie było. Trochę szkoda tylko, że nam większość takich spotkań przypada w niedzielę, a nie w sobotę, ale znów się powtórzę: nie będę narzekać, bo i tak fajna sprawa. Co się natomiast rzuca w oczy z tego terminarza to jednak sporo spotkań back-to-back, bo mamy w nadchodzącym sezonie aż 16 takich serii (przy ligowej średniej wynoszącej 14). Dla porównania – w dwóch poprzednich sezonach mieliśmy 13, a więc to skok o prawie 1/4.
[Adrian] Przypomniał o sobie Monta Ellis – powiedział, że gdyby wyjąć Stephena Curry’ego z mistrzowskich Warriors i wsadzić na jego miejsce jego samego, efekt byłby taki sam. Monta Ellis naprawdę powiedział, że wystarczyłby on zamiast Stephena Curry’ego i mistrzostwa nadal by się zgadzały. Niewiarygodna odklejka, no ale że Monta ma IQ dwucyfrowe to wiemy od lat kilkunastu.
[Timi] Nic dodać, nic ująć. Odkąd pamiętam, to Monta Ellis nie należał do najbardziej bystrych zawodników. Można oczywiście powiedzieć, że to ta mityczna pewność siebie, bez której wielu graczy nie zrobiłoby kariery w NBA, ale po zakończeniu kariery wypadałoby jednak zejść na ziemię. Jeff Teague dorzucił swoje trzy grosze i wskazał, że Damian Lillard też by wystarczył. Tu już powodów do takiego myślenia jest na pewno trochę więcej, ale jednak byłbym daleki od tego typu stwierdzeń, bo to Steph – a nikt inny – zrewolucjonizował ligę swoją grą i to Steph – a nikt inny – był pierwszym jednogłośnym MVP w historii ligi.
[Adrian] A skoro już poruszamy tematy związane z rozgrywającymi, to karierę zakończył Rusell Westbrook, czyli Pan Triple-Double. Można mieć na jego temat różne opinie, ale wszyscy powinni być zgodni – był mistrzem w kręceniu absurdalnych cyferek. Jest to jeden z najwybitniejszych rozgrywających w XXI wieku i pomimo tego, że w Play Offach nie zawsze dowoził, to miejsce w galerii sław ligi należy się mu jak psu zupa. Gdyby to IQ było trochę większe, to byłby takim dominatorem jak wspomniany Curry. Ja będę jego grę zawsze wspominał jako nietuzinkową, bo na drugiego takiego zawodnika możemy sporo poczekać.
[Timi] 100% racji. Nie ma i nie będzie drugiego takiego zawodnika jak Westbrook. W swoim prime był jednym z najbardziej ekscytujących zawodników w lidze. Cyferki rzeczywiście kręcił absurdalne i dziś przechodzi do historii jako jeden z najlepszych rozgrywających w historii. W ostatnich latach zbierał sporo słusznej krytyki, ale też widać jak wielu fanów dziś go żegna tak naprawdę ze łzami w oczach, bo dla nich to też jest pewien koniec ery. No i szacun dla niego, że zdecydował się odejść na własnych warunkach, choć ponoć miał jeszcze na stole oferty od Kings i Wizards.
[Adrian] No to jak co roku – polecimy z analizą zmian personalnych w NBA. Sezon wystartuje za kilka tygodni, to znaczy, ze jest to ten czas. Jak zawsze na pierwszy ogień idzie Zachód i Northwest Division. Denver miało walczyć o mistrzostwo, zrobili wzmocnienia, a finalnie sezon w dupe. Teraz chyba nie będzie lepiej. Odszedł Hardaway i Valanciunas, a na ich miejsce przyszli Bagley i Lonnie Walker – no to ja tu widzę spory zjazd. Dodatkowo nie rozstrzygnęła się kwestia nowej umowy dla Peytona Watsona – to byłaby jednak ogromna strata dla zespołu.
[Timi] Rok temu byli królami polowania, ale w sumie parkiet jak zawsze zweryfikował. Teraz nie wygląda to za dobrze, ale kto wie? Może będzie odwrotnie. Mnie na razie nie kupują, ale Nuggets powinni przekonać przede wszystkim Jokicia, bo w przeciwnym razie Serb może już nie chcieć kontynuować kariery w Denver. I ten kolejny sezon może być dla Nuggets naprawdę decydujący w tej sprawie, a jeśli drużyna ma zamiar oszczędzać, no to może być ciężko.
[Adrian] Być może krótsza rotacja podziała na zespół mobilizująco. W poprzednim sezonie to przede wszystkim w ich grze nie było widać chemii – może rozluźnienie, bo wszyscy widzieli w nich faworyta, a może po prostu wypalenie. Od czasu zdobycia mistrzostwa tam sporo rzeczy idzie nie tak jak powinno, zmiany trenerów niewiele dają. Czyżby ten pociąg odjechał już definitywnie?
[Timi] Trochę się obawiam, że tak jest, choć dopóki Jokić będzie w Denver, no to rokrocznie nie będzie innego wyboru jak ustawiać Nuggets wśród kandydatów do walki o mistrzostwo. Na razie czekamy, jak rozwiąże się sprawa Watsona, ale też wiele wskazuje na to, że nawet jeśli uda im się go zatrzymać, to i tak zaraz poleci ktoś inny, żeby zmieścić nowy kontrakt Watsona.
[Adrian] Minnesota to będzie największa niewiadoma na początku tego sezonu. Zamiana Randle’a i Naza na LaMelo Balla może być tym czego im brakowało, ale może też być gwoździem do trumny tego składu. Stracili też Kyle’a Andersona – no jakby nie patrzeć, to ławka rezerwowych świeci pustkami. Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł, no ale tamten skład doszedł do swojego sufitu, to teraz czas na nowe rozdanie – tylko żeby Edwardsowi starczyło cierpliwości.
[Timi] LaMelo z Edwardsem to będzie jeden z najbardziej wyczekiwanych duetów tego sezonu. Absolutnie się z Tobą zgadzam, że to ma duży potencjał, ale w obie strony. Jest jednak sporo tych znaków zapytania, głównie o zdrowie Balla. No i czy o rok starszy Rudy Gobert będzie nadal w stanie tak efektywnie bronić dostępu do obręczy, tym bardziej gdy w pierwszej linii obrony będzie miał przed sobą tak słabego defensora jak LaMelo.
[Adrian] Wielu kibiców liczy, że Sota się wywali i sobie ten głupi ryj rozbije, nie dlatego że ich nie lubi, czy nienawidzi, ale dlatego, że pół ligi ma ochotę na Edwardsa. On nadal jest baaardzo młody i przejęcie takiego zawodnika to byłby game changer dla każdej organizacji. To byłaby petarda dla ligi, taka wymiana. Czy Boston stałby grzecznie w kolejce? No raczej!
[Timi] Oj tak, Edwards byłby marzeniem chyba każdej ekipy w lidze, no i rzeczywiście coś w tym jest, że wiele drużyn może czekać na niepowodzenie tego projektu. Tym bardziej że Ant tak naprawdę dopiero wchodzi w swój prime, a już jest absolutnie topowym zawodnikiem, który cały czas dodaje do swojego arsenału coś nowego. Od początku swojej kariery rok po roku notuje zresztą coraz większą średnią punktów, ale to nie tylko po atakowanej stronie widać ten progres. Przy czym trzeba wspomnieć, że on jest w Minneapolis pod kontraktem aż do końca rozgrywek 2028-29 i tam nie ma w tej umowie żadnej opcji zawodnika, więc Wolves mają jednak jeszcze sporo czasu, by wokół niego budować. Oczywiście brak wyników będzie tę jego cierpliwość nadwyrężał, ale przynajmniej w teorii to jeszcze aż trzy sezony.
[Adrian] OKC tylko oddawało, ale to wcale może nie być dla nich problem. Mieli niesamowitą głębię składu, wiec brak Wigginsa, Dorta i Joe może wcale nie być widoczny. W drafcie wybrali z 12 i 16 pickiem, to jest szansa, że nawet nie zauważymy, że kogoś im brakuje. Aczkolwiek już nie są największym kandydatem do tytułu, jak rok temu.
[Timi] Choć Dort w tegorocznej fazie play-off znacznie obniżył loty, no to jednak przez ostatnie lata był bardzo ważnym elementem OKC i pewnie za nim najmocniej zatęsknią. Presti tak się jednak zabezpieczył, że Thunder spokojnie są w stanie sobie poradzić i znaleźć zastępstwa. Ale dla nich najważniejszy i tak będzie powrót do zdrowia Jalena Williamsa, który w drodze po mistrzostwo był drugim najważniejszym graczem w zespole, a w tym minionym sezonie miał tyle problemów zdrowotnych, że to się mocno na OKC odbiło.
[Adrian] Tylko czy wróci do zdrowia? Bo te problemy, to nie była jedna rzecz a tam zaczęło szwankować bardzo dużo. Nadgarstek, biodro, udo, ścięgna… Jesu – człowiek który miał w jednym sezonie uraz prawie wszystkich części ciała. To nie wróży dobrze, gdy przez trzy sezony jest się okazem zdrowia z nielicznymi absencjami w meczach, a w czwartym seoznie zaczyna się wyliczanka kontuzji. Na pewno OKC ma o co sie obawiać, na pewno przez wakacje sztab trenerski przygotował sie na powtórkę z rozrywki i będzie chciał jak najszybciej wdrożyć młodych zdolnych.
[Timi] Williams od początku kariery grał jednak sporo i średnio dość długo, a po fazie play-off w 2025 roku – gdy Thunder łącznie rozegrali w sezonie ponad 100 meczów – jego ciało w końcu powiedziało dość. I to pomimo tego, że mówimy przecież o bardzo młodym zawodniku. Fani OKC muszą trzymać kciuki, że długie wakacje pozwoliły Williamsowi w pełni wyzdrowieć i że ten przyszły sezon będzie pod kątem problemów zdrowotnych dużo lepszy. No ale mają tam kogo Thunder wdrażać – nawet po tych transferach w zespole wciąż jest mnóstwo ciekawych nazwisk, dzięki czemu przynajmniej w sezonie zasadniczym nie będzie trzeba aż tak mocno eksploatować tych najważniejszych zawodników.
[Adrian] Portland czyli dochodzi Morant i Sochan. Nie no, z Sochanem to trochę żartuje. Nie wiem co chce osiągnąć zespół z Oregonu, ale mi to na papierze kompletnie nie klika. Absurdalna ilość “jedynek”, w dodatku takich co obronę uznają za nieuzasadnioną stratę sił, która mogą spożytkować na ofensywę. Jrue nie może grać 48 minut na mecz, żeby kryć dupe Lillardowi, albo Morantowi, a Camara będzie miał też inne zadania. No zobaczymy – ja uważam, że to będzie największy zjazd w tabeli na Zachodzie.
[Timi] A gdzie w tym wszystkim jeszcze miejsca dla Hendersona, który pod koniec ubiegłego sezonu wreszcie miał pierwsze naprawdę poważne przebłyski? Albo dla Sharpe’a, który w pewnym momencie zapowiadał się nawet lepiej niż Henderson właśnie? No nie będzie miał łatwego zadania nowy trener Blazers, żeby to wszystko poukładać, a też ten szum wokół klubu i nowego właściciela – włącznie z głosami o możliwej relokacji – z pewnością pomagać nie będzie. Na papierze to rzeczywiście wygląda jak przepis na potencjalną katastrofę.
[Adrian] Mi to wygląda na przygotowanie do ogromnych wymian w Trade Deadline. Jakbyś tego nie analizował – na 6 guardach drużyny nie zbudujesz. Zareklamować i wymienić, może znowu trafi sie okazja pozyskać za frytki takiego zawodnika jak Avdija. Wszyscy liczą pieniądze, ktoś pewnie będzie chciał kogoś zrzucić i wtedy można zrobić dobry interes. A tego Sharpe’a to chciałem w Bostonie, bo liczyłem, że Jaylen wyląduje w Portland. No szkoda, bo mnie on bardzo kręci i uważam, że ten sezon będzie dla niego przełomowy.
[Timi] Niby tak, niby można ich zareklamować, ale też to wcale nie będzie takie łatwe, bo nie da się wszystkimi grać naraz – i to jeszcze tak, żeby to miało ręce i nogi, czyli żeby rzeczywiście dało się ich wypromować. Niewykluczone, że oni ten tłok na obwodzie “wyczyszczą” sobie jeszcze przed startem sezonu. Zobaczymy. I muszę przyznać, że też z sympatią patrzyłem na Blazers w kontekście wymiany Browna, bo przejęcie Sharpe’a i pewnie też Holidaya miałoby dla nas sporo sensu.
[Adrian] Jak dobry w debiutanckim sezonie w Utah będzie Darryn Peterson? Jeśli choć w 75% będzie tak dobry, na jakiego się zapowiada, to Danny może zacząć się bardzo szeroko uśmiechać. A jak Ace Bailey zrobi w drugim roku sporo krok w rozwoju, to Utah będzie drużyną piękną do oglądania. Przy okazji Baileya – on miał fatalny początek w NBA, bo w październiku miał 4,4 pkt średnio na mecz, ale marzec to już 19,6 pkt i ponad 40% zza łuku. Wielu zbyt szybko przykleiło mu łatkę busta – ja uważam, że dzieciak zrobi w tym roku olbrzymi postęp.
[Timi] Interesujący to będzie sezon w Salt Lake City, bo mówisz o tej ekscytującej młodzieży, a przecież tam jest też kilku bardzo ciekawych weteranów. Raczej wątpię, że Jazz będą w stanie już wbić się do czołowej ósemki na Zachodzie, ale robi się tam intrygująca mieszanka. W składzie nadal jest Markkanen, duży krok w ubiegłym sezonie zrobił Keyonte George, a przecież w lutym Jazz sięgnęli też po Jarena Jacksona Jr. To mogą być pierwsze rozgrywki odkąd zespół objął Will Hardy, gdy Jazz wreszcie będą starali się na poważnie wygrywać.
[Adrian] Ósemka na Zachodzie? Moim zdaniem możliwa. Kilka drużyn się osłabiło, kilka pomyśli o drafcie (bo już nie o tankowaniu, bo się to nie opłaca). No a skład jest naprawdę fajny. Być może są jedną wymianę od bycia contenderem. Ja tam im życzę dobrze – w końcu to taki mini Boston – Danny i Hardy na zawsze w serduszku. No Danny to w sercu moim ma całkiem sporo miejsca.
[Timi] Danny, Hardy i jeszcze Austin, którego stary Ainge przecież też do Salt Lake City ściągnął, choć przez długi czas wydawało się, że młody Ainge się z Bostonu nie ruszy, nawet po odejściu starego. Na pewno jakaś sympatia wobec Jazz więc jest, a co jeszcze nas połączy w najbliższym czasie to fakt, że w Utah teraz też będą mocno kibicować przeciwko Lakers ze względu na pozyskane w transferze Walkera Kesslera wybory w drafcie.
[Adrian] A na koniec jeszcze o pewnej innej wymianie. Dennis Schroder znowu został wymieniony. Tym razem trafił do Charlotte. W sumie nie ważne gdzie trafił – ja to mu współczuję. To 12 klub w NBA, w którym wylądował. Jeszcze jedna wymiana i dogoni Isha Smitha, który ma 13 zespołów na koncie. Można przypuszczać, że Dennis pobije ten rekord.
[Timi] Jak spojrzymy na całą karierę Schrodera, to raczej nikt nie powie, że jest to zawodnik kalibru Isha Smitha (tym bardziej mając w pamięci sukcesy Dennisa z kadrą Niemiec), natomiast tak mu się trafiło, że być może rzeczywiście ten rekord pobije. Ma też to szczęście czy nieszczęście, że z reguły gra na takich kontraktach, które łatwo wymienić, a że nie jest na tyle dobry, by kluby miały się długo zastanawiać nad tym, czy go zostawić, no to wciąż zmienia barwy. I pewnie to nie będzie koniec jego wojaży – chyba że w końcu sam będzie miał dość i na koniec kariery zdecyduje się wrócić na Stary Kontynent. Może tutaj nie będą nim rzucać jak workiem ziemniaków.


