#536 Bostoński Tygodnik

Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych . Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] I kolejny raz w NBA bedzie nowy król. Oklahoma nie obroni tytułu, bo zostali w G7 poskładani przez młodych gniewnych z San Antonio. Nie było przypadku w tym, że SAS jako jedynie radzili sobie z OKC w sezonie zasadniczym, w PO też sobie z nimi poradzili i znowu mają szansę wywalczyć tytuł mistrzowski. To była piękna rywalizacja, samo gęste koszykówki.

[Timi] Ósmy sezon z rzędu z nowym mistrzem. Myślałem, że Thunder to wyciągną, ale Spurs rzeczywiście przez całe rozgrywki tak naprawdę jako jedyni mieli na nich patent. Trzeba też pamiętać, że Thunder zagrali bez J-Willa i Mitchella, co ostatecznie okazało się dla nich nie do przeskoczenia, szczególnie gdy w decydującym meczu totalnie zniknął m.in. Holmgren. Dla Spurs to już ogromny sukces, ale widać w nich ogromny głód zwycięstwa. Piękne były te łzy szczęścia Wembanyamy, choć w NBA to raczej słychać lament smutku, bo mało kto chyba przypuszczał, że Wemby będzie dominował tak bardzo tak szybko.

[Adrian] Zaczynamy wielki Finał i Nowy Jork odnosi 12 zwycięstwo z rzędu w tych PO. Po prostu qrwa mać. Mecz układał się dla nich różnie, ale gdy przyszło spuścić drużynie przeciwnej, po prostu wpierdol, to oni to zrobili, a w sumie zrobił to Brunson. To tylko pierwszy mecz, ale… SAS musi w drugim odpowiedzieć, albo będą w czarnej dupie.

[Timi] Knicks zapomnieli już po prostu, jak się przegrywa… Niesamowita seria. Po raz kolejny w tegorocznej fazie play-off pokazali, że są drużyną z prawdziwego zdarzenia. Spokój, opanowanie – nawet w trudnych momentach. Brunson mimo problemów zdrowotnych w pierwszej połowie (najpierw kolano, potem kostka), i tak zdominował końcówkę. Co za gracz. Bardzo dobry początek tej serii, choć rzeczywiście Spurs szybko zostawili postawieni pod ścianą. A jakoś tak po Knicks widać, że oni czują, jak to jest wielka szansa przed nimi.

[Adrian] NYK znowu to zrobili. Tym razem mniej spektakularnie, tym razem walka trwała do samego końca, ale finalnie Knicks wygrali 1 punktem i wyjeżdżają z Teksasu z 2 wygranymi. San Antonio przespało pół meczu, świetny początek i dobra 4 kwarta to za mało na Finały. Wemby zaliczał kiepską końcówkę – najpierw strata, a potem niecelny ostatni rzut – no ale nie jest weteranem, ma 22 lata – sporo do swojego prime. Natomaist sytuacja Spurs jest kiepska – z 0-3 się nie wraca, ale w Finale jeszcze nikt nie wrócił nawet z 0-2, a taki aktualnie jest wynik. Kiedyś musi być ten pierwszy raz, ale czy tym razem?

[Timi] Wow – co za końcówka. Spurs prawie już to mieli, ale jednak nie mieli. Szkoda tej straty Wembanyamy, choć Spurs mieli jeszcze swoje szanse. Te ostatnie próby i rzuty z półdystansu? No trochę taka bostońska szkoła, gdy swego czasu też graliśmy tylko to pod Tatuma. Nie wiem, czemu Wemby nie pchał się pod kosz, tym bardziej że mieli bonus. Ale Knicks to wytrzymali. Sporo szczęścia, ale też sobie jednak pomogli. Tak jak pisałem – widać po nich, że nie chcą tej szansy wypuścić. I teraz będzie już Spurs piekielnie ciężko…

[Adrian] 13 wygrana w Play Offach, wliczając w to Finał Konferencji i sam Finał, z rzędu NYK to rzecz naprawdę wielka i można się cieszyć, że oglądamy tak historyczną serię – nawet jeśli robi to NYK. W Atlancie mają za to powody do zadowolenia – może i zaliczyli wpierdol w pierwszej rundzie, ale jako jedyni (przynajmniej na razie) w tym roku pokonali Knicks w PO i to dwa razy. To jednak zmienia optykę tamtej serii.

[Timi] Trochę zmienia, ale przecież nie wywieszą sobie baneru pod kopułą hali za te dwie wygrane. Ja natomiast chciałbym zwrócić uwagę na to, że Knicks w tym roku też pokazują, ile znaczy przeżyć swoje w fazie play-off. Brunson i spółka od kilku lat mają już naprawdę sporo tych meczów na liczniku. I w tych spotkaniach przeżyli wszystko. Odrabiali wysokie straty, przegrywali zacięte końcówki, gubili przewagę parkietu. Aż teraz wreszcie wydaje się, że to wszystko procentuje. I to w trakcie takiej fantastycznej serii zwycięstw.

[Adrian] To pogadajmy o drafcie, ale nie tegorocznym, a o trzech kolejnych. NBA w ramach eksperymentu na żywym organizmie, zreformowała loterie i sam draft na lata 2027-29. Zasada 3-2-1 czyli trzy najgorsze drużyny dostana po zaledwie 2 piłki w loterii, zespoły z miejsc 4-10 po 3 piłki, zespoły z miejsc 11-14 po 2 piłki i przegrywający mecze 7-8 w turnieju Play In po 1 piłeczce. Po spokojnym zastanowieniu się nad tym wszystkim (ale są i kontrowersje, tylko o tym za chwilę), mi się to nawet podoba. Faktycznie kończy to erę tankowania bez umiaru. Nie opłaca się już przegrywać, dla samego przegrywania, nie opłaca się rozwalać składu – można być słabym, bo to sport, ale nie ma sensu być szmaciarzem.

[Timi] Na papierze to wygląda obiecująco, ale ja poczekam z wnioskami na pierwszy sezon. To trzeba przetestować na żywym organizmie – wszak kluby NBA nigdy nie przestają zadziwiać, jeśli chodzi o kombinowanie w takich sytuacjach.

[Adrian] To teraz o kontrowersjach tej reformy. Przeciwko byli tylko ludzie z Memphis, bo ich uwiera zasada, że nie można wybierać trzy lata z rzędu w Top5 – a oni za Jacksona Jr dostali pick Utah, które właśnie łamie tę zasadę, czyli za rok ich pick nie może być w Top5.  Czy zespół z Memphis ma rację? Nie, bo jakby NBA chciała czekać na dobry moment dla wszystkich, to reformy nigdy byśmy się nie doczekali. Zespoły rozdawały swoje picki jak dropsy, to teraz przyszedł czas cierpienia.

[Timi] No oni rzeczywiście ucierpią najbardziej, ale też w takiej sytuacji jako NBA chyba bym poszedł Grizzlies na rękę i wyjątkowo pozwolił, żeby ten pick mógł w top5 wylądować – bo to nie ich wina, że akurat mają dostać taki wybór w drafcie w pierwszym roku obowiązywania nowych zasad, o których nikt jeszcze nie wiedział, gdy transfer był dogadywany. Dodatkowo widzę też przy tej zasadzie pewne kłopoty w przyszłości, kiedy jakiś zespół wylosuje np. piątkę i piątkę rok po roku. No to jednak nie jest to samo, co np. jedynka i czwórka – a w obu przypadkach o kolejnym wyborze w top5 mowy być nie może. Dodatkowo nie każdy draft jest taki sam. Raz są lepsze, raz są gorsze. Raz wybierasz Wembanyamę, a raz Risachera. Pytanie więc, czy ta zasada rzeczywiście jest tutaj aż tak potrzebna. Wygląda na to, że na razie będziemy mieli swego rodzaju fazę testową, która potrwa do 2030 roku, a potem zobaczymy, jak ten nowy format będzie dalej wyglądał i co zostanie, a co będzie modyfikowane.

[Adrian] Tylko NBA nie może iść na rękę Memphis, bo amerykańskie prawodawstwo opiera się na prawie precedensu – gdyby zrobili wyjątek już na początku nowych regulacji, to one z automatu byłyby martwe. Każdy kolejny taki przypadek byłby zaskarżany. Natomaist ja zwrócę uwagę na inny szczegół – Memphis oddali do Utah świetnego zawodnika, więc raczej nie mogli przypuszczać, że ten pick bedzie w Top5, bo tam już kilka fajnych zawodników było. Temat wysokiego wyboru pojawił się dopiero teraz, gdy nowe regulacje dają im szansę nawet na pierwszy wybór, nawet gdy Utah będzie w samym środku ligowej stawki. To trochę takie zjeść ciastko i chcieć mieć nadal ciastko. Czy zasada jest potrzebna? To dobre pytanie – moim zdaniem jednak tak, skoro prawie równe szansę będzie mieć kilkanaście drużyn i pojawiłaby się na pewno pokusa, żeby jednak przegrać ostatnich 10 spotkań, żeby zamiast na 19 czy 20 miejscu w lidze wylądować niżej i dostać jedną piłkę do losowania więcej. Bo i tych piłeczek do losowania nie będzie w puli tysiąc, a zaledwie kilkadziesiąt, to i jedna może zrobić różnicę.

[Timi] No byłby precedens, ale jednak w tym konkretnym przypadku wyjątek byłby tylko dla jednego zespołu. A w przyszłości? Też nie miałbym nic przeciwko temu, żeby iść innym drużynom na rękę, gdy zasady gry są zmieniane de facto w jej trakcie.

[Adrian] A teraz o tym co uważam za absurdalne. Nowe zasady dają też komisarzowi Adamowi Silverowi  praktycznie nieograniczone uprawnienia do karania drużyn, które uzna za tankujące.  Będzie mógł nałożyć na drużynę grzywnę do 10 milionów dolarów, zmusić ją do oddania lub przekazania wyborów w drafcie, zmniejszyć jej szanse w loterii, zmienić pozycje w drafcie – no transparentności tu nie ma i to jest jeden wielki LOL.

[Timi] To prawda, też tego nie rozumiem, ale tak naprawdę nie było żadnych głosów sprzeciwu, więc klubom chyba te nowe potencjalne kary jakoś mocno nie przeszkadzają. A de facto jest to w tej reformie jeden z większych powodów, które powinny wpłynąć na porzucenie tankowania przez zespoły – taka władza w rękach Silvera to naprawdę może być srogi bat.

[Adrian] Co może oznaczać ta reforma dla ligi? Skończyły się czasy wielkich wymian, gdzie drużyny oddawały swoje picki hurtem. Wybór w pierwszej rundzie to teraz skarb, a te odległe, to już w ogóle potencjalna przyszła jedynka w drafcie, nawet jak dotyczy to dobrego zespołu. My pozbyliśmy się tylko wyboru w 2029 roku, bo w 2028 roku mamy swap z San Antonio, czyli tu jest bezpiecznie. Dla ligi na szczęscie są zasady braku możliwości wybierania trzy razy w Top5 czy braku możliwości wybierania dwa lata z rzędu Top1 – to jest jakiś wentyl bezpieczeństwa. Czy wystarczający? Nie wiem – przekonamy się za 3-4 lata.

[Timi] Reforma ma potrwać co najmniej przez trzy najbliższe drafty po tym roku – czyli 2027, 2028 i 2029. A w 2030 roku będziemy oceniać, co działa, a co nie. Kluby wtedy znów zagłosują, jak te zasady mają wyglądać. Tak jak pisałem wcześniej – na razie jest to trochę faza testów.

[Adrian] Jednak draft to nie jedyna reforma w NBA. Silver posłuchał kibiców i chce naprawić sędziowanie, a posłuży do tego sztuczna inteligencja i system kamer. Od pewnego czasu taki system wspomaga sędziowanie w MLB i tam to jest nawet chwalone. Ja jestem na tak, w końcu gorzej niż teraz być nie może.

[Timi] Od lat można skorzystać z nowoczesnych technologii, dlatego dziwię się, że dopiero teraz NBA o tym myśli, ale lepiej późno niż wcale. Sędziom to nic nie ujmuje. Wszak im też zależy na tym, by tych błędów było jak najmniej. Dlatego jeśli jest system, który ich wspomoże, to powinien zostać zaimplementowany do ligi już na wczoraj.

[Adrian] No to znowu o ploteczkach. Boston stara się o Treya Murphy’ego z Nowego Orleanu. Skoro jest to tak głośna sprawa, to spokojnie można przyjąć, że to się nie wydarzy. Już nawet pomijam kwestię, czy to ma sens dla nas, jaka paczka – za Stevensa wymiany są ciche i niespodziewane.

[Timi] Murphy to jedno z najgorętszych nazwisk na rynku transferowym tak naprawdę od wielu, wielu miesięcy. Chyba nie ma już klubu, z którym nie byłby łączony, ale też nie wiem, czy Pelicans rzeczywiście będą chcieli go teraz oddać, skoro w zespole jest nowa miotła. W międzyczasie pojawiły się natomiast inne plotki dot. Nowego Orleanu, a mianowicie że Pelikany są zainteresowane ściągnięciem Browna i tutaj miałby im posłużyć Zion Williamson. To z kategorii kolejnego transferu, który się nie wydarzy.

[Adrian] Na Ziona to chyba chętnych nie będzie i to nawet nie w perspektywie pozyskania All Stara jakim jest Brown. Jego 40 milionów przy notorycznych problemach zdrowotnych, to jest tak wielka czerwona flaga, że jedynie posiadacz praw do Jordana Poole’a mógłby się na taką wymianę zgodzić, ale… Poole już jest w Nowym Orleanie. Natomaist zapytam – widziałbyś u nas Dejounte Murraya? Jego ostanie dwa sezony, to zaledwie 45 spotkań, ale to nadal typ zawodnika który by się u nas bardzo przydał.

[Timi] Raczej bym się w Murraya nie pakował. Ten pociąg już odjechał moim zdaniem. Swego czasu wybraliśmy z San Antonio jednak Derricka White’a i bardzo dobrze na tym wyszliśmy. Nie widzę teraz za bardzo możliwości finansowych, by pozyskać Murraya tak, żeby to miało dla nas rzeczywiście sens.