#533 Bostoński Tygodnik

Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych . Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] Tydzień temu omawialiśmy tylko Boston, to tym razem skupimy się na tym co się dzieje w NBA. Zaczniemy chyba od draftu, w końcu odbyło się losowanie i jest ciekawie. Wizards, Jazz i Grizzlies mogą mówić o tankowaniu kompletnym. Nie dość, że mają doskonałe wybory, to jeszcze te składy mają ręce i nogi – no przynajmniej w Waszyngtonie i Salt Lake City, bo Memphis raczej będą dalej się przebudowywać. Chicago też nie może narzekać. Gajne losowanie, fajna impreza – obejrzałem i muszę przyznać, że się ucieszyłem iż nie było niedzieli cudów.

[Timi] Po raz pierwszy od czasu ostatniej reformy loterii draftu to rzeczywiście najgorsza w fazie zasadniczej ekipa dostała “jedynkę”. Wizards wniebowzięci, Jazz i Grizzlies (skok o trzy miejsca) oraz Bulls (skok o pięć miejsc) w sumie też. Szczególnie warto obserwować, co się teraz będzie działo w Salt Lake City, bo tam Danny i Austin mają teraz bardzo ciekawe opcje. W stolicy też mogą podziać się interesujące rzeczy. Z jednej strony duet Davis-Young, z drugiej pierwszy wybór w drafcie. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby Wizards znów mieli porządny zespół, ale to już jest jakiś początek.

[Adrian] AJ Dybantsa jest celem dla Utah, ale oni mają 2 pick. Chłopak urodził się w Bostonie, ale… silnie jest związany z Utah, bo studiował na Uniwersytecie Brighama Younga – uniwersytet należący do Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Danny zrobi wszystko, żeby go ściągnąć. Sam zawodnik też już kombinuje, jak się nie wyprowadzać z Utah. To będzie ciekawa rozgrywka. Czy Wizards odpuszczą?  A jak tak, to za ile?

[Timi] Myślę, że jest tutaj pole do porozumienia – bo Wizards mogą na tym sporo ugrać, wiedząc już teraz, że zarówno Jazz mocno chcą Dybantsy (zaraz po loterii mieli odezwać się do Wizards w sprawie “jedynki”), jak i sam Dybantsa mocno chce zostać w Salt Lake City.

[Adrian] Najśmieszniejsza rzeczą w tym sezonie jest pick Indiany. Tak walczyli cały sezon żeby go obronić przed utratą, żeby dodać jeszcze jeden fajny asset do swojego składu, a podczas losowania spadli na 5 miejsce i pick poleciał do Clippers. Protekcja obejmowała wybory 1-4 i 10-30, no to cały sezon psu w dupe. Nawet przegrywać w tej lidze trzeba umieć ;)

[Timi] Mocno zaryzykowali, oddając ten pick z taką protekcją – no bo przy obecnych zasadach loterii od początku było wiadomo, że nawet jeśli skończą w najgorszej trójce, to nadal będzie duże ryzyko, że ten pick wypadnie poza najlepszą piątkę draftu. I tak się rzeczywiście stało. Kevin Pritchard z rozbrajającą szczerością napisał w mediach społecznościowych: przepraszam, myślałem że będziemy mieli więcej szczęścia. Z jednej strony, to rzeczywiście dziwne, że tym razem szczęście uśmiechnęło się akurat do Clippers, czyli do najbardziej “przeklętego” klubu w lidze. Z drugiej strony, to kolejny przykład, że liczyć tylko na szczęście – tak jak Pacers – to często głupi pomysł.

[Adrian] Prawda to, ale… wszystko zweryfikuje parkiet, bo jeśli zagrywka z Zubacem wypali i oni znowu zaczną liczyć się na Wschodzie, znowu wjadą do Finału, to grzechy zostaną odpuszczone. Na razie się z nich nabijamy, ale kto wie co przyniesie przyszłość. Być może jeszcze coś usmażą  w offseason, mają sporo kontraktów, żeby pozyskać jednego zawodnika, który okaże się doskonałą cegiełką do tego muru.

[Timi] Pritchard tak też to tłumaczył – że ściągnął Zubaca, bo Pacers z Haliburtonem zasługują na to, żeby dostać szansę na walkę. Tak jak mówisz: wiele zweryfikuje parkiet, ale jednak nie dziwię się wściekłym fanom Pacers, którzy po tylu porażkach nie będą teraz ekscytować się draftem i dodaniem do składu potencjalnej gwiazdy.

[Adrian] Knicks pozamiatali Sixers, potem wytarli nimi podłogę i na koniec wyrzucili ich z własnej hali. To była straszna demolka Embiida i spółki. Tym bardziej boli, że to nie my byliśmy rywalem dla NYK, bo nie wyobrażam sobie, żebyśmy zagrali tak słabo jak Phila. A Embiid skończył sezon jak zawsze – prawie błyskawicznym wpierdolem.

[Timi] Embiid nadal pozostaje jedynym MVP w historii ligi, który nigdy nie przeszedł drugiej rundy fazy play-off. Trzeba mu oddać – w siódmym meczu w Bostonie zagrał kapitalnie, ale na więcej jak zwykle nie starczyło niestety zdrowia.

[Adrian] Thunder zakończyli serię z Lakers tę serię w czwartym meczu jak NYK. Podobnie jak w przypadku serii Knicks z Sixers, rywalizacja do jednej bramki, a w sumie do jednego kosza. Nuda i nie ma zbytnio o czym rozmawiać, jedynie… o zarzutach lekarzy Doncicia, które wystosowali na sposoby leczenia Luki w USA. Zbyt mała dawka i znacznie opóźnienie w rehabilitacji. No to dość grube zarzuty.

[Timi] No i finalnie nie zobaczyliśmy Doncicia w tegorocznej fazie play-off. To ciekawa sprawa – bo pojawiają się doniesienia, że od początku był źle zdiagnozowany i dopiero po jego wizycie w Hiszpanii okazało się, że uraz był poważniejszy. A teraz przed Lakers bardzo istotne lato. Sporo się może w L.A. zmienić. Zobaczymy, czy to koniec przygody LeBrona z Miastem Aniołów, a może nawet w ogóle z NBA. Choć akurat w emeryturę już teraz nie wierzę – dobrze wiemy, że James nie będzie chciał odejść z ligi po cichutku, tylnymi drzwiami, ogłaszając koniec kariery już na wakacjach.

[Adrian] Koniec kariery Jamesa nie nastąpi w tym sezonie, a mogę się nawet założyć, że w kolejnym też nie. Sporo się mówi, że James jest w stanie zaakceptować pełne MLE, żeby tylko walczyć o kolejny pierścień. On niedawno przebąkiwał, że nadal jest zawodnikiem na 50 mln. Może tak, ale moim zdaniem nie i to nie dlatego, że nie jest tyle wart (bo marketingowo to nawet więcej dla każdej organizacji), ale nowe CBA nie pozwala na takie ekstrawagancje. Tak przy okazji – my będziemy mieć tego lata pełne MLE do dyspozycji ;) Nigdy nie mów nigdy!!

[Timi] Na tym etapie James tak naprawdę już nic nie musi, a tylko może – a skoro tak, to chyba nie dziwi, gdy sam mówi, że jeśli coś ma go jeszcze motywować, to tylko i wyłącznie walka o mistrzostwa. A przypominam, że nadal brakuje mu do Jordana aż dwóch.

[Adrian] IT4 znowu w Bostonie. Tym razem jako skaut, ale jest. Fajna informacji i ja się bardzo ucieszyłem. Naprawdę BARDZO! Bedzie ogarniał swoje Seattle i cały stan Waszyngton, no to mam nadzieję, że zobaczymy go też na ławce rezerwowych, gdy na Summer League Celtics będa grać w Las Vegas.

[Timi] Wrócił! A więc jednak można już na dobre między bajki włożyć te komentarze, że Celtics i Thomas nie mają nie po drodze. Jeśli były jakieś nieporozumienia, to już dawno wszystko zostało wyjaśnione. Jednocześnie już oficjalnie można powiedzieć, że Thomas skończył karierę – nie będzie więc już kolejnych informacji, że cały czas stara się o powrót. Fajnie, że zdecydował się na taki krok i fajnie, że będzie pracował dla naszej organizacji.

[Adrian] Cavs i Pistons na razie się tłuką we własnych halach, a Sota nie daje się San Antonio. Ciekawe czy będziemy świadkami siedmiu spotkań w tych seriach. Na pewno NBA sobie tego życzy, po tym jak szybko odpadli Sixers i Lakers. W końcu nie ma nic gorszego dla księgowego niż swept.

[Timi] Myślę, że nie tylko NBA sobie tego życzy. Wszak mecze numer siedem to coś, co lubimy najbardziej. Spurs zrobili kolejny krok i będą mieli szansę na zamknięcie serii w Minneapolis. Spora niespodzianka stała się natomiast najpierw w Cleveland, a teraz także w Detroit – Cavs wygrali trzy kolejne spotkania, w tym w końcu na wyjeździe, a James Harden dowozi. Muszę przyznać, że tego się nie spodziewałem – choć oczywiście do awansu jeszcze droga daleka. Cavaliers prowadzą 3-2 i teraz jadą do siebie, a Pistons są pod ścianą. Znów.

[Adrian] No i mamy G7 i chyba wszyscy zadowoleni, poza kibicami w Ohio. Cavs dostali w sumie srogi wpierdol. Bo prowadzili 23-17 by po 6 minutach dostawać 29-41 i to był początek końca. Pistons sobie pograli to co potrafią, dobra obronę i w miarę skuteczny atak. No ale jak dobrze ograniczysz przeciwnika, to to w miarę skutecznie – w zupełności wystarczy.

[Timi] Wiesz, że dla Cavaliers to była pierwsza domowa porażka od… 25 marca? Prawie dwa miesiące wygrywali kolejne mecze u siebie, a jak mieli szansę na zamknięcie serii, to nie dali rady. Mitchell zawiódł po całości, a Harden też nie pomógł. Pistons tymczasem takimi zwycięstwami budują charakter. Uniknęli po raz kolejny eliminacji. Zapowiada się znakomita walka w siódmym meczu, jeśli tylko Donovan Mitchell znów nam nie zniknie. Dla niego to jest ogromna walka z demonami, bo on też w karierze jeszcze drugiej rundy nie przeszedł.

[Adrian] Znamy już parę finalistów na Zachodzie, bo do OKC dokoptowało SAS. Spurs w szóstym meczu nie dali żadnych szans Socie, po prostu zmietli ich z parkietu, w ich własnej hali. Gobert kończył mecz z ZEROWYM dorobkiem punktowym, a Randle uzbierał 3 oczka. Dobranoc, śpij słodko aniołku.

[Timi] I tak wielkie brawa dla T-Wolves za walkę w trudnych dla nich okolicznościach. Bardzo fajna historia tej fazy play-off. A teraz przed nami chyba danie główne, czyli Spurs kontra Thunder w finale konferencji. Czekaliśmy na tę serię tak naprawdę od miesięcy, bo Spurs jako jedyni rzucili OKC poważne wyzwanie w fazie zasadniczej. Teraz teksańska ekipa ma już też sporo fajnego doświadczenia, które zebrali w dwóch dotychczasowych rundach, ale czy będą wystarczająco mocni i opanowani, by pokonać obrońców tytułu? Już nie mogę się doczekać, żeby to zobaczyć.

[Adrian] Steve Kerr powraca na ławkę GSW i to na kolejne dwa sezony, a to chyba oznacza, ze The Last Dance trwa w najlepsze i w San Francisco niewiele się zmieni. Curry i Butler mają kontrakty ważne na kolejny sezon,  Hroford i Green opcje zespołu, a Porzingis pewnie dostanie propozycję nowej umowy.

[Timi] Dom spokojnej starości ma się dobrze. I w sumie wiesz, kto by tu jeszcze pasował. LeBron James, oczywiście. Już od jakiegoś czasu słychać, że Warriors zabiegają o LBJ-a, więc może teraz się uda, skoro będzie latem wolnym graczem. Sportowo to nie będzie projekt, który pozwoli Wojownikom stanąć w pierwszym rzędzie kandydatów do mistrzostwa, ale na pewno przyniesie sporo ekscytacji – nie tylko w San Francisco.

[Adrian] Masai Uriji znalazł nowa pracę i to w Dallas. Będzie się tam musiał nagimnastykować, bo to był ostatni draft pod kontrolą, potem to już słabe protekcje, oraz zamiany z San Antonio i OKC, a tutaj trudno o lepszy bilans od nich po sezonie zasadniczym. Ma co robić, ale liga będzie ciekawsza.

[Timi] Duże nazwisko wylądowało w Dallas – po Nico Harrisonie to miła odmiana dla fanów Mavericks, którzy powoli wygrzebują się z powrotem na ziemię po tych wszystkich traumach związanych z transferem Luki Doncicia. Ujiri stanie przed trudnym wyzwaniem, ale to tak naprawdę początek drogi i budowania nowego zespołu wokół Coopera Flagga. Dobrze więc dla Mavs, że szybko udało im się znaleźć uznanego architekta. Do zarządu dołączył też Mike Schmitz – nazwisko dobrze nam znane, bo na pewno przez wiele lat czytaliśmy jego teksty dot. draftu i opisy młodych talentów najpierw na DraftExpress, a potem na łamach ESPN. Schmitz ostatnio pracował w Portland, a teraz będzie cennym wsparciem dla teksańskiego zespołu.

[Adrian] Właściciel Dallas zaczyna odzyskiwać zaufanie kibiców. Najpierw miał szczęscie z Cooperem, ale teraz wykonuje już tylko przemyślane ruchy. Zobaczymy jak pójdzie im budowanie składu dla Coopera i co zrobią z Irvingiem. Schmitza czytaliśmy od zawsze, bo pojawiał się w naszych artach zanim powstał Tygodnik, a to już będzie lat naście. W tym roku Dallas wybiera z 10 i 30 pickiem i ten 30 wybór jest istotniejszy, bo z 10 wybiorą najlepszy możliwy klocek, który jeszcze będzie w drafcie, ale 30… no to już jest loteria. Ciężko trafić, ale można zminimalizować pomyłkę – zatrudniając jednego z najlepszych specjalistów od draftu.

[Timi] Dokładnie tak – zresztą Schmitz zrobił dla Blazers sporo dobrego, więc absolutnie się nie dziwię, że fani Mavericks znów odzyskują ekscytację i wiarę w swój klub. Pewnie nadal wielu nie potrafi do końca uwierzyć, że był Luka i nie ma Luki, ale trzeba żyć dalej i te ostatnie miesiące mogą wreszcie wlać sporo optymizmu w ich serca.

[Adrian] Natomiast Morey pożegnał sie z posadą manager w Sixers. W sumie to nie rozumiem tego. Bo skład ogarnął dobry, nawet nadspodziewanie dobry, jak na to co miał do dyspozycji. To on wybrał Maxeya z 21 pickiem – dał drugie życie Phili gdy pozbędą się Embiida. No chyba, że o czymś nie wiemy, bo kwestia McCaina to moim zdaniem jest rzecz drugoplanowa.

[Timi] Trochę tak było – Morey robił, co mógł, ale jak miał przykaz “z góry”, że finansowo to musi się wszystko spiąć pod progiem podatkowym, no to też ciężko mu było tak skutecznie działać. Z drugiej strony, po sześciu latach chyba czas na nowe otwarcie. Morey też ma zresztą swoje za uszami – ten wielki kontrakt dla Embiida czy ściągnięcie George’a to dziś jakby nie patrzeć dwa poważne blokery dla 76ers.

[Adrian] Świat NBA mocno zszokowany informacjami, iż zmarł zawodnik Memphis Brandon Clarke. My o nim rozmawialiśmy w Tygodniku nie raz i nie dwa, bo kilka przymiarek robiliśmy do pozyskania jego osoby. Szkoda chłopaka, ale wynika z tego, że sam sobie to zrobił narkotykami.

[Timi] Straszna informacja. Zmarł bardzo młody człowiek. Clarke w ostatnich latach miał mnóstwo problemów zdrowotnych. Zerwane ścięgno Achillesa, uraz kolana, a w tym sezonie kontuzja łydki. Ostatnio wpadł też w kłopoty z prawem – aresztowano go za m.in. posiadanie niedozwolonych substancji. Wydaje się, że to wszystko było ze sobą powiązane. I że Clarke najprawdopodobniej sobie nie poradził, a na interwencję było już niestety za późno.