Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych . Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.
[Adrian] No i zaczynamy zabawę na poważnie. Po cichu życzyliśmy sobie Sixers, to i mamy co chcieliśmy. 18 punktów zespołu z Filadelfii, przy 33 naszych punktach w pierwszej kwarcie ustawiło mecz. Dodatkowo – wygraliśmy każda kwartę. Tu nie było przypadku, nikt nie może powiedzieć, że Celtics ten mecz wygrali szczęśliwie. Po prostu dominacja jednej drużyny od poczatku do końca.
[Timi] Lepszego otwarcia fazy play-off nie można sobie było wyobrazić. Wystarczy tylko dodać, że to było NAJWYŻSZE zwycięstwo Celtics w pierwszym meczu serii play-off w całej historii klubu. A przecież trochę tych serii przez ostatnich kilkadziesiąt lat Celtowie rozegrali.
[Adrian] Na plus – łącznie w tym meczu Mazzulla skorzystał z 12 zawodników. W meczu PO!! To naprawdę nie zdarza się często. Po prostu oznacza dominację jednej drużyny. Największym plusem była drużyna – każdy z najważniejszej ósemki zawodników, był na plusie w wymiarze dwucyfrowym. Dziewięciu zawodników z asystami na koncie, pięciu zawodników z przynajmniej jednym przechwytem – po prostu drużyna.
[Timi] Piękny przykład dobrego, zespołowego zwycięstwa. Najbardziej cieszymy się właśnie z takich wygranych, gdzie każdy dokłada cegiełkę. Oczywiście liderów było dwóch, czyli przede wszystkim Tatum i Brown, ale tak naprawdę każdy gracz miał w tym meczu mniejsze czy większe momenty. Znakomicie wyglądała też nasza defensywa. Dokładnie taki poziom intensywności i zaangażowania chcemy oglądać w fazie play-off. I tutaj wielkie słowa uznania przede wszystkim dla Derricka White’a, który od pierwszej kwarty dawał z siebie wszystko.
[Adrian] Na minus – nawet po takim meczu są minusy. Tatum, White i Pritcharda razem oddali 23 rzuty zza łuku, a trafili tylko 5 razy – no tu jest sporo do poprawy. To jeszcze 14 strat, przy 8 Sixers. Te dwie statystyki pokazują, że pomimo zwycięstwa przewagą 32 punktów, mamy nadal olbrzymie rezerwy.
[Timi] Tak – nie zagraliśmy wcale idealnego meczu, nawet jeśli wynik mógłby wskazywać na coś zupełnie odwrotnego. Jest jeszcze co poprawić. Ale też trzeba mieć na uwadze to, że 76ers nie są aż tak słabym zespołem, jak to zaprezentowali w tym spotkaniu.
[Adrian] Uwag kilka – czy takie rozpoczęcie serii oznacza pewną wygraną w pierwszej rundzie? No nie. NBA jest nieobliczalna, a i jest jeszcze czynnik dyspozycji dnia. Mamy przewagę parkietu, ale musimy nadal jej bronić. Rok temu też zaczęliśmy dobrze z Orlando, też pozwoliliśmy im na zaledwie 18 punktów w pierwszej kwarcie, pierwszego meczu, a potem z NYK już nie był tak różowo. Fakt, że to teraz inna drużyna, ale… spokojnie. Trzeba myśleć nad kolejnym meczem i nic dalej, o tym mówił kiedyś Stevens – liczy się tylko kolejna zagrywka.
[Timi] A dwa lata temu przegraliśmy Game 2 najpierw z Heat w pierwszej rundzie (też po bardzo udanym meczu na otwarcie), a potem również z Cavaliers w rundzie numer dwa. Nie ma wątpliwości, że rywal będzie po takim biciu dodatkowo zmotywowany.
[Adrian] No i klasyczne, bostońskie – jeb z dzidy. Nie tyle, że my zagraliśmy słabo – my zagraliśmy FATALNIE, a i tak mogło skończyć się inaczej. Nie napiszę, że powinno skończyć się inaczej, bo absolutnie nie zasługiwaliśmy na wygraną.
[Timi] No niestety, można powiedzieć: powtórka z rozrywki. Porażka w drugim meczu to już niemal znak rozpoznawczy Celtics za kadencji Joe Mazzulli. Duża szkoda, że dajemy 76ers poczuć wiatr w żaglach, bo wydawało się w czwartej kwarcie, że zaraz odrobimy straty, ale od połowy ostatniej odsłony nic już nie szło po naszej myśli. Fatalnie wyglądały te ostatnie minuty.
[Adrian] Na plus – nie było kontuzji. Brown to dzik. Tatum jest na ulgowej taryfie, to mały plusik.
[Timi] I to chyba rzeczywiście byłoby na tyle. Chociaż nie. Dla mnie plus to też fakt, że taki mecz się nam przydarzył na początku rundy, bo to jeszcze nie boli aż tak bardzo – nawet jeśli tracimy w ten sposób przewagę parkietu i dajemy dodatkowy czas Embiidowi na powrót.
[Adrian] Na minus – tak w połowie drugiej kwarty zaczęliśmy grać jak debile. Nie to że wcześniej graliśmy dobrze i się coś zacięło. Graliśmy słabo, ale Sixers grali gorzej – tylko oni wyciągnęli wnioski. Jeszcze w połowie ostatniej kwarty mieliśmy szansę nawet wyjść na prowadzenie – 2 punkty straty, zbiórka Tatuma i szybki rzut zza łuku – niecelny. No i to byłoby na tyle – bo potem odskoczyli nam na 10 punktów w około minutę. W tej końcówce, to wszystko co mogło pójść nie tak, poszło jeszcze gorzej. Indywidualnie? White poniżej krytyki – nawet nie chodzi o skuteczność, ale o sporo decyzji na parkiecie, gubienie się na zasłonach – serio Derrick? Ty na zasłonach zostawałeś jak pizda? Jakim cudem? Pritchard jak nie trafia, to niestety jest tylko zmartwieniem, a Vucevic wręcz krzyczy – nie dawajcie mi nowej umowy. Nie będę się pastwił – ale dlaczego Mazzulla nie dał pograć Garzy? Nie w śmieciowych minutach, wcześniej, gdy trzeba było więcej energii na parkiecie.
[Timi] Można powoli zacząć dywagacje na temat, czy Vooch w ogóle był nam potrzebny. Dużo bardziej przydałby się teraz środkowy, który byłby w stanie ustać na nogach przy zmianie krycia na szybkich Maxeya czy Edgecombe’a – choć zdaję sobie sprawę, że takich zawodników jest w lidze na tyle mało, że znalezienie go na rynku transferowym jest bardzo trudne. Bo jednak tym razem 76ers mocno nas pokarali w obronie i wykorzystali fakt, że za każdym razem Queta zostaje niżej. Mazzulla próbował potem trochę zmieniać tę strategię, ale nasza egzekucja w obronie w tym spotkaniu była fatalna. Do tego w kluczowych momentach ostatniej kwarty znów staliśmy się zbyt pasywni w ataku, a tak się meczu nie wygra. Trudno też wygrywać, jak dojeżdżają tak naprawdę tylko liderzy – no zabrakło tu wsparcia White’a czy Pritcharda, od których wymagamy jednak dużo więcej. Pisałem przed fazą play-off, że o Derricka po tak słabym strzelecko sezonie się mimo wszystko nie martwię, no ale taki występ na pewno optymizmem nie napawa.
[Adrian] Vucevic był nam potrzebny, ze względów finansowych, ale był. Jego przydatność sportowa była wtedy na drugim planie. Pewnie z tych wszystkich rynkowych możliwości zaoszczędzenia pieniędzy i komplikacji wynikających z nowego CBA, to był najrozsądniejszy ruch. Sportowo to się na razie nie spina, kompletnie, ale to już nie wina Stevensa czy Mazzulli – po prostu gramy w grę, która częściowo odbywa się w tabelkach księgowych, no i tu potrzebne są kompromisy – Vooch jest właśnie takim kompromisem.
[Timi] Zaufam Stevensowi, że to rzeczywiście był najrozsądniejszy ruch – bo nie wiemy tak naprawdę, co tam jeszcze było na stole i jakie były inne opcje w dobie drugiego progu apron, kiedy o te transfery zawodników z kontraktami sporych rozmiarów nie są już wcale takie łatwe.
[Adrian] Uwag kilka – sami sobie robimy pod górkę. Bo nie byłoby problemu, gdyby Sixers zagrali świetny mecz. No raz do roku, to i nienaładowana strzelba wystrzeli, ale oni nie zagrali nic rewelacyjnego. W wielu przypadkach oddawaliśmy im miejsce na parkiecie, pozwalaliśmy na za dużo. Taki typowy Boston jak się poczuł zbyt pewny siebie. G1 poszedł za dobrze, a graliśmy też przeciętnie.
[Timi] Zgadzam się z tym, że Sixers nie zagrali rewelacyjnie i z tym, że Celtics jak zwykle poczuli się za pewnie, ale jednak duet Maxey-Edgecombe pokazał, dlaczego już jakiś czas temu pisałem, że w Filadelfii jak najbardziej może być życie po Embiidzie. Przecież ten drugi to debiutant, a zrobił 30-10 jako najmłodszy w historii w fazie play-off, zabierając rekord z rąk Magica Johnsona. Absolutnie nie możemy tej dwójki lekceważyć.
[Adrian] Tak, tylko na ten niski duet, to my mamy sporo odpowiedzi na parkiecie. Przynajmniej teoretycznie mamy odpowiedzi. Tymczasem pozwalaliśmy im na dużo za dużo. Zobaczymy jakie wnioski wyciągnęliśmy z tego spotkania już w piątek podczas G3. Mam nadzieję, że drużyna zareaguje tak jak dwa lata temu, gdzie po gongu w G2 z Miami czy Cavs, po prostu znowu zaczęliśmy grać swoje i tłamsić defensywnie najważniejszych zawodników rywali.
[Timi] W teorii mamy, ale też w praktyce przede wszystkim Maxeya powstrzymać jest bardzo ciężko. Bo jak wyjdziesz wyżej środkowym żeby utrudnić mu rzucanie z dystansu, to zaraz cię objedzie po łatwe punkty spod kosza, bo jest tak szybkim zawodnikiem. Edgecombe z kolei aż wyskakuje z ekranu, co w połączeniu z jego młodzieńczą energią jest bardzo niebezpieczną mieszanką. Na pewno trzeba dużo lepiej się tą dwójką “zaopiekować”.
[Adrian] No i takie wygrane to ja lubię. Niby 3 kwarty do przodu i zwycięstwo nam się należało, ale prawda taka, że to był taki typowy mecz w PO, gdzie o wszystkim decyduje ostatnich kilkaset sekund. Było dokładnie 101 sekund do końca meczu, gdy na tablicy widniał wynik 100-98 dla Bostonu. Rywalizacja tej nocy zaczynała się praktycznie od nowa, jedyny plus, to że my mieliśmy posiadanie. No a potem było już tylko dobrze!!
[Timi] Ciężary, ciężary – ale najważniejsze, że prowadzimy 2-1. Już przy pierwszej okazji odzyskaliśmy przewagę parkietu, natomiast nie jest łatwo. Ani przez chwilę nie czułem w tym meczu, żeby Celtics mieli kontrolę nad wynikiem. Na szczęście Jaylen Brown i Jayson Tatum nie pozwolili nam tego meczu przegrać. Doświadczenie tej dwójki dało nam dziś ogromną przewagę. Kolejna znakomita końcówka do kolekcji w karierach Jayów.
[Adrian] Na plus – tu nie było jednego bohatera, a może był… Derrick White, bo to on w pierwszych sekundach zaliczył zderzenie ze ścianą i byłem pewien, że to koniec gry dla niego. Skończy jak Wemby dwie noce wcześniej. No ale ustał, walczył i to on zaliczył ostatnie punkty w tym meczu, które zakończyły to spotkanie. Vucevic wreszcie dobre minuty, a Pritchard trafiał jak w transie. No i ten blok Browna!!! Ależ to było pęknie. Gasząca hale trójka Tatuma też poezja.
[Timi] White’a trzeba pochwalić przede wszystkim za fantastyczną zbiórkę, po której Tatum włożył w zasadzie ten mecz do zamrażarki. Ważne rzuty Pritcharda, do tego znakomita energia Jaylena Browna w defensywie, a Vucević mimo wszystko też dał sporo dobrego.
[Adrian] Na minus – pozwolić Drummondowi rzucić dwie trójki?? No to musi być w minusach!! Co ciekawe – trójki trafił obie, a rzutów wolnych żadnego :D Czego mi brakowało? Może chwilami większej konsekwencji w zagrywkach, chłodniejszej głowy? Tylko to PO, tu się gra inaczej, ważne że umiesz odpowiedzieć.
[Timi] Faza play-off to jest inna bajka – tym bardziej jak atmosfera niesie gospodarzy, a przecież dobrze wiemy, jak głośno potrafi być w Filadelfii. Tylko że nasi już tu byli. Nasi już to przeżyli. Nie jest ładnie, nie jest perfekcyjnie, ale faza play-off to też sporo brudnych, trudnych meczów – takich jak ten.
[Adrian] Uwag kilka – przewagę parkietu odzyskaliśmy tak szybko jak to możliwe, a to bardzo ważna rzecz, bo teraz znowu Sixers są na musiku. Dla nich G4 to już mecz o życie, bo z 1-3 ciężko wyjść jak się ma dwa ewentualne wyjazdy. Znowu możemy wspomnieć o sytuacji sprzed 2 sezonów, gdzie w G3 potrafiliśmy odpowiedzieć i Miami, i Cavs.
[Timi] Odpowiedzieliśmy też 76ers w 2023 roku, bo wtedy także był remis 1-1 po dwóch meczach w Bostonie, a potem zwycięstwo w trzecim starciu. Oby więcej już jednak do tej serii sprzed trzech lat nie nawiązywać, bo tam to się skończyło w siedmiu spotkaniach, a tu jednak chyba wszyscy liczyliśmy – i nadal liczymy – na szybsze rozstrzygnięcie. No ale już wiemy, będąc w połowie drogi, że nie będzie łatwo.
[Adrian] W pierwszej kolejce były dwie niespodzianki. Mała i ogromna. Ta mała to wygrana Lakers z Houston, a przecież Lakers w mocno rezerwowym składzie. Ta olbrzymia to wpierdol jaki Orlando zafundowało Pistons. Pistons stracili przewagę parkietu, ale nie to jest najgorsze dla nich w tej rywalizacji. Pozwolili uwierzyć Orlando, że znowu mogą grać dobry defens nawet przeciwko topowym drużynom. Bo wygrali obroną, a atak nadal ma sporo rezerw. Już czekam na G2.
[Timi] Totalny szok, bo jednak wydawało się, że Magic już sobie ten sezon odpuścili i że tam wszystko prowadzi do zmiany trenera, a tymczasem prowadzą z najlepszą ekipą na Wschodzie. Dla Pistons to ostatni dzwonek tak naprawdę – bardzo szybko w tym roku muszą pokazać, z czego są ulepieni, tym bardziej że Magic po prostu ich w tym pierwszym meczu stłamsili.
[Adrian] Druga kolejka to noc cudów – najpierw Atlanta w ostatnich minutach odwróciła los meczu z NYK, a potem Minnesota zrobiła psikusa Denver. Obie serie są teraz remisowe i wyżej rozstawieni mają problem. Nas oczywiście interesuje para na Wschodzie. Atlanta grała zrywami, ale w 4 kwarcie pozwolili rzucić Knicks tylko 15 punktów i tu nie było przypadku. Kuminga przez 3 kwarty grał w kratkę, ale w ostatnich minutach zrobił różnicę. Poniekąd dlatego pisałem, że nie chciałbym Atlanty w pierwszej rundzie, nieobliczalna ta drużyna.
[Timi] Knicks dostali w końcówce ogromny prezent od Hawks, gdy McCollum spudłował oba rzuty wolne, ale Bridges tym razem nie okazał się bohaterem. No bardzo ciekawie się ta seria rozwija. Z kolei starcia Nuggets-Timberwolves to na razie chyba najciekawsze w tym roku mecze, bo to po prostu widać, że te dwie drużyny bardzo się nie lubią, a to zawsze w fazie play-off – kiedy tak naprawdę masz jeden, dwa dni przerwy i znów widzisz na przeciwko te same twarze – zapewnia dodatkowe emocje.
[Adrian] Atlanta nie zwalnia, może i szczęśliwie, może i znowu fartownie w końcówce, ale prowadzą z NYK 2-1 w serii. Bridges w tych trzech, dotychczasowych meczach jest żaden. Nie to, że jest słaby – lepiej, jakby go na parkiecie nie było. Jak sobie przypomnę ile picków oni za niego oddali, to uśmiech nie schodzi z twarzy cały dzień. A zaraz potem Sota zrobiła z Denver wiatrak! To była kolejna doskonała noc w NBA. Ayo Dosunmu zaliczył mecz na 25 punktów, nie trafiając żadnej trójki, rozdając 9 asyst, a kosztował mniej picków w 2 rundzie, niż Bridges tych pierwszorundowych.
[Timi] Ahhh, czemu Bridges nie był taki słaby rok temu… Teraz jakby talent uciekł z niego. A w fazie play-off takie występy – bardzo słabe albo bardzo dobre (jak w przypadku Dosunmu) – wybijają się dwa, trzy razy bardziej. Ale to też taki czas w NBA, że jednym meczem możesz się odbić i zmienić wszystko. 2-1 to jeszcze nie jakaś tragedia – ani dla Knicks, ani dla Nuggets.
[Adrian] Kolejny dzień i kolejne niespodzianki. Portland pokonuje San Antonio – można mówić, że Wemby dostał urazu, ale to nadal niespodzianka. No a Lakers połamali Houston drugi raz. Marcus Smart lepiej zagrał niż Durant :D Koniec świata, proszę pana.
[Timi] Fajne jest to odrodzenie Smarta, bo szczerze mówiąc już nie do końca wierzyłem, że jego jeszcze stać na takie występu, choć szkoda, że to się dzieje w koszulce Lakers. No ale z drugiej strony oglądać rozgoryczenie Ime Udoki, który nie jest w stanie wyciągnąć Houston na prostą już od dłuższego czasu, trochę frajdy też sprawia.
[Adrian] LeBron jest 3-0 i tu chyba już niewiele się wydarzy. Czy Houston wyjdzie z 0-3? Niby jakim cudem? Owszem cuda w NBA się zdarzają, ale chyba nie aż takie. Durant poza grą, ale jak grał w G2 to i tak niewiele to zmieniało. A Luka zerka już zza rogu i się cieszy, bo przepowiednie, że dla niego PO to temat zamknięty, okazały się tylko fatalnym proroctwem.
[Timi] Jaka to jest piękna katastrofa Udoki w Houston – oczywiście po wszystkim zrugał swoich zawodników od góry do dołu, ale on już powinien wiedzieć, że to na Rockets po prostu nie działa. Natomiast żeby ktoś odrobił 0-3 to muszą być jakieś wyjątkowe okoliczności. I tutaj trochę tak jest. Nie mówię, że Rockets to zrobią, ale… Doncić dalej poza grą, Reaves niby blisko powrotu, ale też jeszcze nie jest gotów. Zobaczymy, co z Durantem na mecz numer cztery.
[Adrian] To jeszcze wspomnę, że San Antonio robi swoje pomimo braku Wemby. Urwali G3 w Portland i odzyskali HCA. Wemby, Castle i Harper – to chyba najlepsze młode combo w lidze.
[Timi] Nie ma wątpliwości – Spurs mają najlepszy trzon młodych zawodników. I choć to w dużej mierze zasługa oczywiście Wembanyamy, to Castle i Harper takimi występami udowodniają, że absolutnie są w stanie wskoczyć na topowy poziom. A przecież to jest ich debiut w fazie play-off, dlatego tym większe słowa uznania.


