Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych . Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.
[Adrian] No i nie było powrotu Tatuma – wszystkie te przewidywania, reklamy, odliczanie, podprogowe sztuczki okazały się pustym frazesem. Nadal czekamy. Natomiast Celtics nie czekali na swojego lidera, tylko połamali Sixers bez niego.
[Timi] A ja się nawet cieszę, że nie było. Tak jak pisałem – nie chcę zbędnej presji, a to wszystko co się wokół tego powrotu dzieje właśnie taką presję tworzy. Lepiej, jeśli to się stanie całkiem nagle, bez wcześniejszych zapowiedzi i fanfar.
[Adrian] Na plus – trzeba chyba zacząć od naszego Portugalskiego dryblasa. Queta rozegrał mecz życia, szczerze mówiąc – mam nadzieję, że to nie ostatni taki jego mecz, niech kolejne będa jeszcze lepsze. Neemias te 27 punktów zrobił w 27 minut – niezła średnia. Kolejny bardzo dobry mecz Browna i świetny White’a. Mecz ustawiła doskonała druga kwarta, a potem bardzo dobre ostatnie 12 minut spotkania i nikt nie ma wątpliwości, która drużyna jest lepsza.
[Timi] Ten mecz to świetne podsumowanie tego sezonu w wykonaniu Quety. Zrobił naprawdę ogromny krok do przodu. Rok temu był trzecim, może nawet czwartym środkowym w rotacji. A teraz wychodzi w pierwszej piątce i potrafi tak dominować. Wykonał ogromną pracę, a im więcej gra minut, tym jest tylko lepszy. Wielkie brawa także dla naszego sztabu, bo Neemy to kolejny przykład zawodnika, któremu daliśmy szansę i rozwinęliśmy tak, że tę szansę doskonale wykorzystuje.
[Adrian] Na minus – Pritchard się chyba wystrzelał ostatnio i zaliczył mecz na zero. Poprzednio mecz na zero punktów miał w styczniu ubiegłego roku. No i trochę nie potrzebnie pozwoliliśmy im uwierzyć w 4 kwarcie, że jeszcze mogą cokolwiek odmienić – stopniało do 6 punktów, ale na szczęście odpowiedź była dla Sixers bolesna.
[Timi] Pritchard na zero to rzeczywiście wydarzenie wyjątkowo niespotykane. No ale nic, zdarza się nawet najlepszym. Najważniejsze, że nie musimy polegać tylko na jednym graczu i że reszta drużyny może “przykryć” taki występ. Warto też dodać, że trzy poprzednie mecze przeciwko Szóstkom w tym sezonie były niezwykle zacięte. Tu wreszcie Celtics mieli pełną kontrolę nad tym spotkaniem.
[Adrian] Uwag kilka – zespół z Filadelfii miał być czarnym koniem rozgrywek, a walczy o PO i ma zaledwie jedną porażkę mniej od Orlando, które też jest rozczarowaniem tegorocznego sezonu zasadniczego. Oni po prostu wyglądają źle. Embiid rozegrał 81 spotkań, ale w 3 ostatnich sezonach razem. Paul George 68 spotkań, w 2 ostatnich sezonach – nie wiem jak to ma klikać.
[Timi] Tam już powoli trwa zupełnie inny proces – liderem zespołu został Tyrese Maxey, a jego Robinem ma być docelowo VJ Edgecombe, który zaliczył kolejny udany występ w Ogródku. On się znakomicie przywitał z tą ligą właśnie w TD Garden w pierwszym meczu rozgrywek i choć nagrody dla najlepszego debiutanta nie wygra, to 76ers naprawdę mają duży diament. I to jest dla nich tak naprawdę jedyne pocieszenie – że po Embiidzie i George’u jest życie.
[Adrian] Swoją drogą – mam takie pytanie do Ciebie. Gdyby odbywał się Draft Expansion, to czy Sixers powinni umieścić Embiida na chronionej liście, czy nie? Ja bym się nawet nie zastanawiał i liczył, że Seattle lub Las Vegas (najprawdopodobniej) dadzą się nabrać na jego absurdalny kontrakt i iluzje zdrowia.
[Timi] Patrząc na to, jakie decyzje podejmowali 76ers w ostatnich latach, to dla nich Embiid nieprzerwanie był tzw. franchise playerem. Czy tak samo jest teraz? No nie wiem, bo mam na uwadze to, co pisałem tam wcześniej – że w sumie to Maxey i Edgecombe powinni być przyszłością tej drużyny. Ale nie jestem pewien, czy Morey jest już teraz w stanie zmienić zdanie i dostrzec, że odpuszczenie sobie Embiida nie byłoby wcale dla Filadelfii takie złe.
[Adrian] Zdrowy Embiid, to nawet teraz bez kolan, potrafi robić świetne rzeczy i kręcić absurdalne cyferki dla zespołu. Problem w tym, że zdrowych kolan nie ma i mieć nie będzie, a degradacja atletyzmu postępuje u niego trzy razy szybciej, niż u innych zawodników w NBA. W przyszłym sezonie Embiid i George będa razem zarabiać prawie 115 milionów. Nawet jeśli jesteś fatalnym GMem, to za te pieniądze podpiszesz, a w sumie przepłacisz, 3 zdrowych zawodników, którzy są w stanie drużynie dać dużo więcej. Nawet Mitch Kupchak by to zrobił, a to był mistrz absurdalnie złych decyzji.
[Timi] Dlatego jeśli za tych kilka lat rzeczywiście dojdzie do ekspansji i będziemy mieli wtedy specjalny draft – coś, na co w sumie bardzo czekam, bo na poprzedni, z 2004 roku gdy po raz ostatni liga się rozszerzała, się nie załapałem jako kibic – to wiele ekip będzie miało szansę naprawić właśnie takie błędy przeszłości i te swoje złe decyzje. Ja nawet bardziej czekam na to niż na NBA Europe, bo dwa nowe kluby sprawią, że trochę się w NBA pomiesza.
[Adrian] Z Bucks bez Browna i Quety, a oni z Giannisem, no i zostali zdeptani. Wszystkie kwarty wygrane, nawet chwili słabości nie było w tym meczu. Po prostu dominacja, a oni nadal walczą o życie, bo nawet turniej Play In się oddala.
[Timi] Hospital Celtics… Objawili się w 2018 roku, gdy połamali się Hayward i Irving. OSIEM lat później, a te “szpitalne” wersje naszego zespołu nadal potrafią zachwycać. Myślę, że to jest jeden z najlepszych dowodów na to, jak ważna w Bostonie jest kultura gry. Zmienił się trener, zmienili się zawodnicy, ale nie zmienił się charakter drużyny, która nawet mimo mniejszego czy większego osłabienia cały czas fantastycznie walczy. I to jest piękne!
[Adrian] Przypominają mi się dyskusje sprzed kilkunastu lat, gdy część kibiców chciała brutalnego tankowania po Parkera lub Wigginsa i nasze apele o nie rozpierdalanie organizacji i kultury gry dla jednego zawodnika. Ja pomijam, że zarówno Wiggins, jak i Parker nie okazali się być mesjaszami koszykówki, bo tego nikt nie przewidzi, ale przewidzieć, że nie warto być Sacramento Kings to już można było.
[Timi] Na szczęście do tego nie doszło, a nawet ten jeden sezon tankowania – choć nie aż tak brutalnego – wspominamy dziś raczej z uśmiechem, bo tam mimo prawie 60 porażek i tak było sporo bardzo fajnych momentów. Bo jak tankować, to z głową. A najlepiej tak, żeby inni robili to za ciebie – tak jak Brooklyn Nets zrobili to dla nas.
[Adrian] Na plus – Gonzalez w wyjściowej piątce i zrobił wielkie cyferki. To nie był jego debiut w s5, ale pierwszy raz zdobył punkty, gdy rozpoczynał mecz na parkiecie, a nie ławce. Zanotował cyferki w każdej możliwej statystyce, łącznie z monstrualnym +27 na parkiecie. Brown w swoim debiutanckim sezonie zanotował tylko dwa mecze z większą o dokładnie 1 i 2 pkt zdobyczą – no jest to dobry prognostyk. Pritchard znowu strzela.
[Timi] Hugo Gonzalez i Larry Bird – tylko tych dwóch bostońskich zawodników potrafiło wykręcić co najmniej 18 punktów, 16 zbiórek, 3 przechwyty i 2 bloki w debiutanckim sezonie. A jeśli jesteś zestawiany w jednym rzędzie z Larrym Legendą, to wiesz, że robisz coś dobrze.
[Adrian] Na minus – Tonje kolejny raz bez trafienia, a pisze to tylko dlatego, że nie widzę minusów w tym meczu.
[Timi] Uwielbiam takie minusy! Niedługo będzie trzeba nazwać ten kącik po naszym młodym niepunktującym zawodniku. “Minusy imienia Johna Tonje” – no, nawet ładnie brzmi.
[Adrian] Uwag kilka – ten drugi garnitur naszego składu, to robi rzeczy imponujące. Oni bez Browna, który nie gra w meczach B2B, przegrali tylko raz z Indianą, gdzie mieliśmy skuteczność 25% zza łuku, a potrafili pokonać nawet Houston. Jeśli to nie jest wyznacznik jakości, determinacji i umiejętności również Mazzulli, to nie wiem co nim jest.
[Timi] Tak jak pisałem – to absolutnie nie jest przypadek, jeśli od lat nasz drugi garnitur tak zachwyca. Po pierwsze, charakter zawodników. Po drugie, świetna praca sztabu. I wreszcie po trzecie, czuwający nad tym wszystkim Brad Stevens, który dzięki swoim doświadczeniom w roli trenera może teraz naprawdę fantastycznie dobierać ludzi do pracy w Bostonie. I mówię tutaj nie tylko o zawodnikach, ale także o sztabie – to wszystko to są naczynia połączone. Bo przecież to właśnie Brad nie miał absolutnie żadnych wątpliwości, że Joe Mazzulla będzie odpowiednim człowiekiem do tej roboty. No i znów się nie pomylił. Po takich meczach można się tylko utwierdzić w przekonaniu, że jako kibice Celtics jesteśmy szczęściarzami, że nasz ulubiony klub jest tak dobrze zarządzany.
[Adrian] Kto by pomyślał, kilkanaście lat temu, gdy Stevens został trenerem Bostonu, że okaże się być jeszcze lepszym managerem. Zawsze wydawało się nam, że to Zarren dostanie schedę po Dannym. Stevens natomiast na razie, nie podejmuje złych decyzji. Nawet jakby ktoś chciał przypomnieć Udoke, to za nim optowali głównie zawodnicy, znając go z kadry USA. Natomiast wybory w drafcie, zawodnicy których podpisuje z FA – w 90% to są ludzie którzy się sprawdzają.
[Timi] Ale Udoka to w sumie też był dobry wybór – Stevens nie mógł jednak przewidzieć tego, że Ime nie będzie w stanie utrzymać zamkniętego rozporka… Ale życie pisze różne scenariusze i finalnie z tego też wyszło coś dobrego, tyle że już z Mazzullą. Natomiast co do Zarrena, to mamy ogromne szczęście, że jemu ta rola człowieka trochę w cieniu w zupełności wystarczy. Bo to jest ogromny mózg. Był prawą ręką Danny’ego, teraz jest prawą ręką Brada – a jako że od małego kibicował Celtics, to absolutnie nie ciągnie go do innych drużyn, choć już dawno mógłby przecież być menedżerem wielu drużyn w tej lidze.
[Adrian] Napisać, że nasz z Hornets nam nie wyszedł, to nic nie napisać. Wszystko co mogło pójść źle dokładnie tak poszło. Każda kwarta przegrana i nie było szans na inny wynik. Jeśli jedna z najlepszych ofensyw w lidze nie potrafi zdobyć w kwarcie więcej niż 25 punktów, to nie ma szans na wygrana. To tak z cyklu – są takie dni.
[Timi] Są takie dni, ale też trzeba powiedzieć, że trafiliśmy na bardzo gorący okres Charlotte Hornets, bo oni ostatnio wygrywają wszystko jak leci na wyjazdach, a od początku tego roku kalendarzowego to chyba tylko Pistons mają więcej zwycięstw niż oni. Fantastyczna praca Charlesa Lee zaczyna przynosić świetne efekty w Charlotte. Przecież oni przez ostatnie miesiące wygrali więcej meczów niż przez cały poprzedni sezon! Złapali wiatr w żagle w bardzo ciekawym momencie rozgrywek i wiele wskazuje na to, że w końcu mają duże szanse żeby ponownie zagrać w fazie play-off. I nawet jeśli nie mają doświadczenia, to mogą być całkiem niewygodnym rywalem w pierwszej rundzie.
[Adrian] Na plus – chyba tylko Derrick White zasługuje na umieszczenie go w tej rubryce – 29 punktów na dobrej skuteczności i tyle. Nawet Brown ze swoimi punktami, zbiórkami i asystami nie był zawodnikiem wznoszącym się ponad mizerię jaką zagraliśmy.
[Timi] Tak, w zasadzie można pochwalić tylko White’a, który tak naprawdę w pierwszej połowie jeszcze jakoś nas w tym meczu trzymał, co nie było łatwym zadaniem… Potem w trzeciej odsłonie też dorzucił sporo punktów, ale sam jeden nie był w stanie przeciwstawić się świetnie grającym Szerszeniom.
[Adrian] Na minus – zacznę od strat. My 15, a zespół z Charlotte 4 – a najbardziej oczy krwawiły od strat przy podaniach w poprzek parkietu. Gdyby to była jedna, czy dwie, ale ten błąd pojawiał się non stop. Pritchard kolejny mecz na zero. Scheierman się wykluczył z plusów startami, bo ogólnie zagrał dobrze. Nie było żadnego plusowego zawodnika w naszej rotacji, a to już jest dramat.
[Timi] Pisałem wcześniej, że bardzo rzadko się zdarza żeby Pritchard miał zero punktów. A tutaj drugi taki występ na przestrzeni trzech meczów. Ostatnio mocno w kratkę gra Payton, a przecież już myśleliśmy, że udało mu się formę ustabilizować.
[Adrian] Uwag kilka – obawiałem się tego meczu, bo Hornets nie tylko jest rozpędzone, oni zwyczajnie grają naprawdę dobry basket. Mają 32 wygrane i tylko 3 zwycięstwa mniej od piątego zespołu w tabeli Wschodu. Tu nie ma przypadku – gdyby nie słaby początek w ich wykonaniu, byliby w topce Konferencji. Wciąż mają kilka kontraktów, które mogą wymienić na dobrych zawodników do rotacji – choćby Granta Williamsa i jego 14 mln wywalone w błoto przez Dallas.
[Timi] Dla Hornets to było DZIESIĄTE z rzędu zwycięstwo na wyjeździe. To naprawdę dużo mówi o jakości zespołu. Co więcej, szósty kolejny wyjazdowy mecz wygrali różnicą co najmniej 15 punktów – no takiej serii w NBA nie miał nikt od czasu Warriors w sezonie 2017-18. Coraz mocniej potwierdza się, że Charles Lee to był znakomity wybór na trenera.
[Adrian] To była ta noc – wrócił Jayson Tatum. Wrócił na maksa zardzewiały, a przynajmniej taki był w pierwszej połowie, nie przypominam sobie, kiedy ostatnio zderzył się z obręczą przy próbie wsadu. No ale wrócił i wygraliśmy, a on sam zanotował dobre cyferki. Dallas pokonane, zespół ze swoim nominalnym liderem, czekamy na rozwój wypadków.
[Timi] Piękny powrót. Naprawdę piękny. Przede wszystkim fantastyczna atmosfera Ogródka – jak gdyby to były finały. Nawet rywal ten sam, co ostatnio… Tatum wrócił i to był powrót pełen momentów. Złych i dobrych. Można powiedzieć: idealne zwieńczenie tej całej historii o wzlotach i upadkach. Fizycznie wyglądał całkiem okej, choć rozkręcał się tak naprawdę z minuty na minutę. Mentalnie było widać, że baaaaardzo chce się szybko przełamać. To nie nastąpiło od razu, ale końcówka drugiej kwarty i najpierw dobitka, a potem firmowa trójka to chwile, które zapamiętamy na długo. 15 punktów, 12 zbiórek, siedem asyst – takie cyferki po 10 miesiącach przerwy? Absolutnie niesamowite. Jayson Tatum wrócił i jest wielki!
[Adrian] Na plus – Queta i jego kolejne monstrualne double-double. Dla tych co chcą od razu zripostować, że Tatum też zrobił double-double, to prawilnie przypominam – Neemias zarabia 52 mln mniej. Brown nadal jest liderem jeśli chodzi o zdobycze punktowe i to może się nie zmienić. Pięciu zawodników ze zdobyczą przynajmniej 15 punktów i jeszcze Garza dorzucił dyszkę.
[Timi] Widać też, jak dużo na powrocie Tatuma może zyskać Derrick White pod kątem swojej efektywności. Nawet wracający po kontuzji i po 10 miesiącach przerwy JT ściąga na siebie ogromną uwagę defensywy rywala, dzięki czemu White ma teraz znów dużo łatwiejsze życie. Ze skutecznością miał w tym sezonie najwięcej problemów, bo wszystko inne robił dobrze lub bardzo dobrze. A w tym meczu i dobra skuteczność, i sporo punktów, a do tego jeszcze cztery zbiórki, cztery asysty, dwa przechwyty i dwa bloki. White może teraz wrócić do bycia najlepszą trzecią opcją w lidze, nawet jeśli Tatum będzie potrzebował oczywiście jeszcze trochę czasu, żeby dojść do optymalnej na ten sezon formy.
[Adrian] Na minus – o kontuzji Vuca osobno, ale w minusach napisze o Tatumie. Nie wiem czy zwróciłeś na to uwagę, ale Jayson dwa razy po zawiśnięciu na koszu, lądował na jedną nogę, WYRAŹNIE oszczędzając drugą. Oj – to jest ten element które po kontuzji boję się najbardziej, gdzie zawodnik oszczędza kontuzjowana stopę, zbyt mocno obciążając zdrową. Mam nadzieję, że sztab zrobi mu pogadankę jak się to kończy i będa pracować, żeby obciążać równomiernie obie stopy.
[Timi] To na pewno, natomiast powiem tak – pierwsze koty za płoty. Tatum to też zawodnik, który aż do czasu Achillesa był niezniszczalny. Nie miał w zasadzie żadnych kontuzji. Teraz musi więc się trochę na nowo wszystkiego nauczyć. To przyjdzie z czasem. Będą lepsze i gorsze momenty. Miejmy nadzieję, że z każdym meczem będzie stawał się silniejszy – tak fizycznie, jak i mentalnie.
[Adrian] Uwag kilka – no zawsze musi się coś spierdolić. Wraca jeden zawodnik, jeden z najważniejszych, a kontuzji doznaje drugi, też jeden z najważniejszych, jeśli patrzymy na naszą ławkę rezerwowych. Niby Vuc jeszcze ma szansę wrócić do grania w sezonie zasadniczym, ale nie oszukujmy się – cały misterny plan w pizdu. Bo kiedy Mazzulla ma ćwiczyć zagrywki pod obu? Kiedy dopracowywać rotacje dla najważniejszych 8 zawodników na PO?
[Timi] Bogowie koszykówki dają, bogowie koszykówki zabierają. Łącznie przez ledwie kilka minut w tym sezonie byliśmy w pełni zdrowi. I znów nie jesteśmy… Wielka szkoda, że to się stało w takim momencie. Zobaczymy, może Vuc wróci wcześniej, ale to i tak dla nas duży problem. Znów zwracamy więc uwagę w kierunku Luki Garzy – i on w tym meczu przypomniał, że też może być bardzo cennym wsparciem z ławki rezerwowych.
[Adrian] Dla tych co twierdzili, że uwolniony Sochan z San Antonio odrodzi się w NYK, spotkała chyba spora niespodzianka, bo jego kariera w Knicks przebiega tak jak ostatni sezon w San Antonio. Z początkowych 10-11 minut na mecz, spadło do 4-5 minut, a aktualnie gra 1-2 minuty w śmieciowym czasie. No nie napawa to optymizmem, bo przegrywa walkę o minuty z 20 letnim Diawarą, a to znaczy, że wiara trenerów w Sochana jest znikoma.
[Timi] Zastanawiałem się już wtedy, czy Sochan dostał od Knicks jakieś zapewnienie o minutach, no bo od początku ta droga do rotacji nie była wcale taka pewna. A tym bardziej że Diawara już w ostatnich tygodniach złapał wiatr w żagle i pokazywał – choćby w meczu przeciwko Celtics w Bostonie – że może dać Knicks sporo dobrego. Wygląda na to, że Jeremy chyba lekko przestrzelił z wyborem klubu…
[Adrian] No i kolejny mecz ze śmieciowymi sekundami, bo to już nie minuty, jak Sochan dostaje 98 sekund, gdzie w tym samym meczu Ariel Hukporti gra 9 minut. W tym meczu Hart grał mniej niż 25 minut, a wydawałoby się, że to właśnie Harta ma “ubezpieczać” Sochan ze swoja wszechstronnością – nic z tego. To wygląda jakby trener NYK tracił cierpliwość do Sochana dokładnie tak samo, jak stracili ją w SAS.


