Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych. Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.
[Adrian] Sezon zaczęliśmy od wqrwienia kibiców. Bo jak inaczej określić taką porażkę. Nawet nie chodzi mi o sam wynik, ale o powrót do starych grzechów, starych błędów i nawyków. Wysoko prowadzisz, masz tylko kontrolować grę i następuje ostra jazda bez trzymanki, gdzie zawodnicy gubią gacie. Baliśmy się o formę George’a, a tymczasem Tatum…
[Timi] Wstyd to najlepsze określenie, gdy oddajesz 23 punkty bez odpowiedzi w czwartej kwarcie. Wydawało się, że tu wszystko mamy pod kontrolą, ALE rywal pokazał, że nie. Że nie ma dziś bezpiecznych przewag w NBA. Szkoda, że znowu my o tym przypominamy, choć trzeba przyznać, że to pierwsza taka nasza porażka – gdy prowadzimy 20+ punktami – po 49 kolejnych meczach, gdy to prowadzenie skończyło się naszym zwycięstwem.
[Adrian] Każda seria kiedyś się kończy, szkoda tylko że przytrafiło się to nam w meczu otwarcia. Wiemy jednak, że drużyna przeszła solidne zmiany, że to wszystko musi się dotrzeć i ułożyć. Jednak Mazzulla nie jest już debiutantem na ławce i pewnych błędów dało się uniknąć, na pewne rzeczy szybciej zareagować i chyba to denerwuje najbardziej, przynajmniej mnie.
[Timi] Ale trzeba też przyznać, że tym razem jakieś reakcje były. Bo w przeszłości często słusznie narzekaliśmy, że Mazzulla nie reaguje i że nie bierze czasów. W tym meczu, w trakcie tego runu Pistons, te przerwy były. Zabrakło jednak lepszej egzekucji po stronie zawodników. Gospodarze złapali zresztą taki wiatr w żagle, że nawet Javonte Green był nie do zatrzymania.
[Adrian] Na plus – PG13 zaliczył najlepszy debiut w historii Bostońskiej koszykówki. Bez dwóch zdań był najlepszy na parkiecie i naprawdę szkoda, że mu spierdoliliśmy ten mecz. Zasłużył na pomeczowy wywiad w ogólnokrajowej TV jako Pan Koszykarz. White wrócił na dobre tory, bo poza obroną, był skuteczny. Hauser pokazał, że nie ma co nim na razie handlować, bo z ławki swoje wnosi i był jednym z niewielu plusowych zawodników.
[Timi] Bardzo możliwe, że George lepszego meczu w Bostonie już nie zagra. W trzeciej kwarcie złapał taki ogień, że ojaciepanie. Świetnie się przywitał i miejmy nadzieję, że to jest zwiastun jego odrodzenia. I nie musi nawet w każdym meczu zdobywać po 38 punktów – wystarczy dobra, równa forma i przede wszystkim dobre zdrowie. A co do Hausera, to właśnie dobrze, niech się w taki sposób promuje!
[Adrian] A ja to jestem w stanie się z Tobą założyć, że on będzie miał w tym sezonie nie tyle lepszy mecz, co kilka lepszych. Znowu widać w nim głód, znowu jest ten ogień w oczach. Sam opowiadał jak bardzo mu w Bostonie odpowiada kultura organizacji, jak to wszystko jest inne od tych doświadczeń z lat ostatnich. Jego organizm przeszedł sporo, ale po pierwsze – ogromne minuty zaczął grać dopiero w wieku 22 lat, a po drugie wiele sezonów się leczył czy odpoczywał, także ten wiek 36 lat, może być trochę mylący, jeśli chodzi o jego wyeksploatowanie.
[Timi] Bardzo bym chciał tu się też pomylić i żeby oczywiście takich meczów było więcej. Zgadzam się natomiast, że widać u niego ten ogień. I to także po tej bronionej stronie boiska. Pokazał to w meczach przedsezonowych, że nadal ma to “coś”, a tu na otwarcie sezonu nie tylko 38 punktów, ale też aż pięć przechwytów.
[Adrian] Na minus – do skuteczności Tatuma się już przyczepiłem. To teraz do wysokich, ale tu to się konkretnie przypierdole. Przegraliśmy zbiórki i to o 10, nie o jedna czy dwie – O DZIESIĘĆ. Z pomalowanego 34 punkty, czyli kompletna katastrofa. Pistons przykryli ich czapką. No trochę wstyd jednak.
[Timi] Jeśli mamy pokazać nasz podkoszowy progres, to właśnie w starciach z takimi ekipami jak Pistons. A tutaj jednak zostaliśmy troszeczkę zmieceni z planszy. Pamiętajmy też jednak, że dla nas Detroit to jest ogólnie trudny teren w ostatnich latach, a Pistons to nie jest żadna popierdółka. Tym większa szkoda, że w taki sposób wypuściliśmy kontrolę nad tym meczem, bo w pierwszej połowie było jednak sporo pozytywów. Druga? Fatalna obrona, to i wynik fatalny. To był też jeden z najgorszych występów strzeleckich Tatuma w karierze. Ostatnio tak nieskuteczny był lata temu. Oby to był tylko wypadek przy pracy.
[Adrian] Uwag kilka – pierwsze śliwki robaczywki, pierwsze koty za płoty, pierwszy wpierdol zaliczony i pierwsze uwalenie ponad dwudziestopunktowej przewagi też. Oczywiście nie ma co panikować, ale… jednak niesmak pozostał.
[Timi] Rok temu było 0-3 na start – w tym porażka w Detroit w trzecim spotkaniu rozgrywek – i to absolutnie nie zdefiniowało naszego sezonu. Dlatego do paniki to jeszcze daleka droga. A w piątek kolejny mecz, tym razem otwarcie sezonu w TD Garden, no i albo Celtics, albo New York Knicks zaczną rozgrywki od 0-2, bo obrońcy tytułu odebrali pierścienie, a potem przegrali na start sezonu z 76ers po fajnych debiutach LeBrona i Browna.
[Adrian] Bardzo dobrze się stało, że już w drugim meczu, obie drużyny graja o zaufanie kibiców. Bo można wybaczyć sporo, ale nie brak zaangażowania w obronie w takim spotkaniu. Pojedynki z NYK, to zawsze mecz o dużo więcej niż tylko końcowy wynik. Robinson musi dać mocną odpowiedź po bezbarwnym debiucie, Tatum pokazać, że to był tylko wypadek przy pracy i jednak Celtics postawili na tego Jaya, na którego powinni.
[Timi] W historii fazy zasadniczej nikt nie grał ze sobą tak często jak Celtics i Knicks, dlatego jak zwykle zacieramy ręce na kolejne starcie tych zespołów. Dla nas to będzie też pierwszy mecz przed własnymi kibicami w Ogródku, więc tym bardziej trzeba się postarać.
[Adrian] No i o taki mecz z NYK walczyłem! Mecz tak naprawdę zaczyna się po przerwie – doskonale o tym wiemy, a Pistons nad kilka dni temu brutalnie o tym przypomnieli. Tym razem drużyną, która po przerwie wychodzi naładowana jak wóz drabiniasty sianem, byliśmy my. Wprawdzie ostatnia kwarta powinna być lepsza w naszym wykonaniu, ale dowieźliśmy wygraną do końca i tematu nie ma.
[Timi] Świetna odpowiedź naszego zespołu po porażce w Detroit. Tak, to fakt, że w czwartej kwarcie Knicks nas prawie dogonili, ale tym razem potrafiliśmy nad tym zapanować. Albo inaczej: Jayson Tatum przejął ten mecz.
[Adrian] Na plus – Tatum szybko przypomniał dlaczego jest jedną z gwiazd ligi. Zagrał jak przystało na lidera drużyny – bardzo dobra gra i bardzo masywna linijka. Garza jak wszedł to od razu dawał życie – sprawa Garzy będzie też w uwagach końcowych. No i na koniec – dobra obrona. Naprawdę kawał dobrej obrony, bo Brunson zrobił tylko 19 punktów z 17 rzutów. Bez niego to oni sobie mogą…
[Timi] Tatum musi się trochę odnaleźć w tej nowej rzeczywistości, ale jestem pewien, że to zrobi. Po dwóch meczach ma na koncie łącznie 18 asyst. W Detroit chyba aż za bardzo usunął się w cień przy tych wyczynach George’a, to tutaj odegrał rolę pierwszoplanową. Kapitalny jego występ i potwierdzenie, że wcale się nie skończył. Fajnie było też widzieć więcej wejść pod kosz, bo to jest kluczowa sprawa dla naszego ataku. W obronie natomiast znów błyszczał przede wszystkim Paul George, który nadaje świetny ton naszej defensywie.
[Adrian] Na minus – nasza ławka to się ograniczała w sumie do 3 zawodników – Queta, Hauser i Garza, który zagrał 3 minuty. Reszta… delikatnie mówiąc – nie urywała dupy. Tego Cartera to mi w tym meczu bardzo brakowało, a i dziwię się, że Harper nie dostał szansy.
[Timi] Ogólnie troszeczkę mało tego wsparcia. Pritchard też się tym razem nie popisał – na pewno liczymy na dużo więcej. Hugo na razie bardzo mało minut dostaje, choć przecież świetnie wyglądał w preseasonie. Scheierman coś tam dorzuca, Hauser w sumie też. Na razie szukamy więc tej jakości.
[Adrian] Uwag kilka – ja nie wiem co Mazzulla sobie kombinuje, ale skoro Robinson i Queta dość szybko połapali faule, to zaledwie kilka minut dla Garzy, który był “on fire”, to kompletny bezsens. Masz takiego zawodnika – to mówisz drużynie – gramy na niego, niech ich niszczy, a w obronie trzeba zapierdalać trochę mocniej i tyle. My natomiast dajemy mu 200 sekund. Po drugiej stronie parkietu Miles McBride dostał ponad pół godziny, bo mu siedziało potwornie. W poprzednim meczu dostał 14 minut, bo to taki zawodnik – jak wchodzi dobrze w mecz, to dostaje tłuste minuty, jak nie, to naście minut i ławka. Panie Mazzulla – tak się wykorzystuje potencjał swoich zawodników – pogadaj ze Stevensem – on umie.
[Timi] Też byłem zdziwiony, że Garza już potem nie wyszedł, ale Queta i Robinson po przerwie robili swoje, a ich problemy z faulami nie były aż tak duże. Robinson dopiero w czwartej kwarcie wyłapał piąte przewinienie i może nie notował jakichś super liczb, ale też miał bardzo duży wpływ na naszą grę. Garza pokazał jednak, że może warto mu trochę bardziej zaufać i mam nadzieję, że tych szans będzie dostawał więcej. Tutaj rzeczywiście aż się o to prosiło.
[Adrian] Devin Carter na razie będzie poza składem i to nie ze względu na przeziębienie, tylko zdiagnozowano u niego mononukleozę. No dosłownie można usiąść i zapłakać, bo ja osobiście naprawdę sporo sobie obiecywałem po jego minutach w rotacji. To nie jest mega wybitny zawodnik, ale to zawodnik który pasuje do nas charakterem i skillami.
[Timi] Duży pech, tym bardziej po tym jego świetnym debiucie w preseason. Faza zasadnicza jest jednak długa, dlatego skoro dostał umowę two-way, to na pewno dostanie też swoje szanse. Życzymy jak najszybszego powrotu do zdrowia.
[Adrian] Bruce Brown zwolniony z NYK. Trochę kurcze szkoda, że nie mamy miejsca w rotacji, bo po pierwsza ja go bardzo lubię, a po drugie, to jest chłopak z Bostonu. Wprawdzie ta jego wędrówka z klubu do klubu w ostatnich sezonach jest jakimś ostrzeżeniem, ale być może tu by wreszcie wrócił na właściwe tory z formą.
[Timi] Bez klubu został też Jeremy Sochan i tu w sumie też można napisać: trochę szkoda, że nie ma już u nas miejsca, bo my takich skrzydłowych lubimy rozwijać. A co do Browna, to fajna rzeczywiście byłaby to historia, natomiast wydaje się, że moment na to już chyba minął.
[Adrian] Brian Windhorst donosi, że Seattle nie jest już takim pewnikiem do bycia kolejnym zespołem w NBA. Potencjalną alternatywą wydaje się Mexico City. Liga używa tego argumentu, by grupy, które startują w przetargu, podniosły swoje oferty i nie ma w tym nic dziwnego, bo dla ligi to biznes, a nie życie sentymentami. My kibice wolelibyśmy oglądać znowu Supersonics, ale… Meksyk to olbrzymi rynek.
[Timi] Mam nadzieję, że to jest rzeczywiście tylko takie straszenie w wykonaniu ligi. Silver miał ponoć nawet wprost powiedzieć, że nikt przecież nie mówił, że jak się liga rozszerzy to na pewno o dwa kluby. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby Supersonics nie wrócili przy kolejnym rozszerzeniu. Oby więc to był tylko i aż straszak. Po raz kolejny przekonujemy się, że to niestety jest przede wszystkim brutalny biznes.
[Adrian] Biznes, ale nie nazwałbym tego brutalnym. Ten biznes dotyczy nie tylko Seattle, a całej ligi, pozostałych 31 drużyn też, pomimo iż drużyna z drugiego końca kraju. Jeśli ktoś ma się podzielić dochodami, to mu lata czy to będzie ekipa z Seattle czy z Meksyku. Patrząc z punktu widzenia Bostonu, to Meksyk jest atrakcyjniejszy, bo to rynek wielokrotnie większy niż Seattle. Jedynym argumentem Sonics jest sentymentalizm i na tym się kończy. Jeśli nie zgromadzą odpowiedniej ilości kapitału – trudno, mieli szansę i to spierdzielili. Ludzie w Seattle chyba doszli do wniosku, że skoro kibice chcą Sonics to można na ofertach sporo zaoszczędzić, bo presja środowiska jest wystarczająca. Ich powrót to byłaby super historia, ale zespół z Meksyku tez brzmi ekscytująco.
[Timi] No tak, ale tu właśnie jest ta brutalność – bo jednak fani z Seattle ten zespół już mieli, a potem patrzyli jak przenosi się do Oklahomy. Teraz, gdy jest szansa na powrót, do gry wchodzi właśnie ten wielki biznes. I może nawet ten Meksyk się bardziej opłaca (choć ja mam wątpliwości), ale Seattle to jednak kawał historii i to też powinno mieć znaczenie. Wiem, że aż takiego nie ma, jednak chciałbym żeby było inaczej.
[Adrian] Cierpliwość Golden State Warriors ma swoje granice i najwyraźniej te właśnie zostały przez Kristapsa Porzingisa przekroczone. Z doniesień Shamsa Charanii z ESPN wynika, że Warriors zaczęli oficjalnie badać możliwość wymiany swojego zawodnika, który od dłuższego czasu zmaga się z problemami zdrowotnymi. On sam natomiast zastanawia się nad zakończeniem kariery. Pierścień ma, swoje zarobił – teraz chyba faktycznie czas na emeryturę.
[Timi] Przykro się na to patrzy niestety, ale jeśli rzeczywiście to schorzenie, z którym Porzingis zaczął zmagać się w ostatnim swoim sezonie w Bostonie, jest na ten moment niewyleczalne, a jedyne, co da się zrobić, to łagodzić objawy, no to coraz mniej sensu ma ciągnięcie tego. Szkoda, bo Krzyś to piekielnie ekscytujący zawodnik, a przecież ma dopiero 31 lat, więc spokojnie mógłby jeszcze kilka sezonów pograć.
[Adrian] San Antonio, Nowy York i Miami rozpoczęli sezon od 0-2. Taka mała rzecz a cieszy, po zaledwie 4 dniach nowego sezonu, bo przecież każdy fan lubi jak faworyci dostają wpierdole.
[Timi] Co ciekawe, Knicks to pierwsi obrońcy tytułu od czas Mavericks z 2011 roku, którzy oba mecze na start przegrali. Nie wróży to dobrze, ale sezon jeszcze długi. Heat natomiast tylko na razie potwierdzają, że obawy o defensywę nie były przesadzone. Giannis robi ładne numerki, ale jego klub przegrywa. Tak jak rok temu w Milwaukee.


