Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych. Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.
[Adrian] No i startujemy z tym sezonem. Oficjalnie to on się rozpoczyna na początku lipca, ale doskonale wiemy, że tak naprawdę to podczas Media Day, bo zaraz potem jest obóz przygotowawczy i mecze przedsezonowe. Szybko zleciało i fajnie, bo nic tak nie cieszy, jak mecz Celtów.
[Timi] Zleciało bardzo szybko, a też chyba leciało tak szybko, bo nie mogliśmy się doczekać, żeby po tym wszystkim, co się latem zadziało, zobaczyć z powrotem tę drużynę w akcji. Zresztą tak jest prawie że co sezon. Zawodnicy też ostatnie tygodnie spędzili już w większości w Bostonie i przygotowywali się do startu obozu na wspólnych treningach. Media day za nami, czyli teraz możemy już powoli wypatrywać pierwszych meczów przedsezonowych.
[Adrian] Jayson Tatum nie jest zwolennikiem nazywania aktualnych Celtics jego drużyną. Kokieteria? Pewnie tak, ale nadal to fajnie brzmi. W końcu co miał odpowiedzieć. Teraz musi wszystko udowodnić na parkiecie, bo gdy zdobywali mistrzostwo, to Brown został MVP Finałów. Jeśli takie jest podejście, to wszystko mi klika. Każde słowo zweryfikuje parkiet.
[Timi] Tatum od początku kariery po prostu wie, co powiedzieć w takich sytuacjach. Bo to mądry gość jest, który nie da się wpędzić w tego typu kontrowersje. Zawsze waży słowa, a choć wszyscy doskonale wiemy, że teraz to jest w pełni jego zespół, to podoba mi się takiego jego podejście jako lidera, który bierze odpowiedzialność, ale też rozkłada te akcenty na innych. No ale tak jak mówisz, tu wszystko zweryfikuje boisko.
[Adrian] Paul George dużo opowiadał o swoim zdrowiu, o wzmocnieniu ciała, wzmocnieniu kolan w te wakacje. Nie ma co ukrywać, liczy się tylko jego zdrowie, bo paliwa w baku jeszcze ma, co nam pokazał w ostatnich PO. Nie myśli już o rekordach punktowych każdej nocy, a o tym, żeby być ważnym ogniwem tej drużyny.
[Timi] No i w tej kwestii nie pozostaje nam nic innego jak tylko czekać. Nie dziwię się, że wielu jest kibiców, którzy nie robią sobie większych nadziei wobec George’a, bo dobrze znamy jego historię kontuzji i absencji, natomiast to wszystko rzeczywiście brzmi bardzo optymistycznie, a sam George też w wielkich superlatywach wypowiada się o Bostonie i jest kolejnym już graczem, który mówi wprost: szkoda, że nie trafiłem tu wcześniej.
[Adrian] No ja tam nie żałuje, że nie trafił tu wcześniej, bo przecież pamiętamy, że mieliśmy za niego oddać najpierw picki Nets, a potem wybranych już zawodników. Nie był tyle wart. Nie dał mistrzostwa ani Indianie, ani Oklahomie, ani Clippers, ani Sixers. Czy da nam? Zobaczymy. To ostatni dzwonek dla niego.
[Timi] To prawda, że pewnie dużo by kosztowało i dla nas lepiej wyszło, ale piszę o tym bardziej pod kątem pewnego postrzegania Bostonu wśród zawodników, które zmienia się zaraz po tym, gdy tutaj przychodzą. I zawsze jest to zmiana bardzo pozytywna.
[Adrian] Robinson będzie najważniejszym defensywnym ogniwem tej drużyny i on zdaje sobie z tego sprawę. Ponoć zdaje sobie tez sprawę ze swojej ułomności rzutowej na linii rzutów osobistych – no to zobaczymy czy coś z tym zrobi.
[Timi] Co ciekawe, pojawiły się niedawno takie filmiki z treningów, gdzie Robinson trafia nawet… rzuty z dystansu. Myślę, że wiele razy będziemy się wściekać na jego nieudolność na linii rzutów wolnych – jest wszak jednym z najgorszych wykonawców w historii ligi – ale ma on na tyle dużą wartość, że spokojnie nadrobi to nam w innych aspektach. Oby tylko zdrowie dopisało, bo o to też niestety trzeba się martwić.
[Adrian] Trening to jedno, mecz to inna sprawa. No ale ja liczę, że on jednak się ogarnie w tym elemencie, bo te rzuty wolne naprawdę da się wytrenować. Nikt nie oczekuje 90%, ale taka skuteczność, że przeciwnikowi już nie opłaca się specjalnie faulować, czyli około 65-70% jest jak najbardziej w zasięgu. Ma czas do kwietnia, nie musi być gotowy już w październiku. Wystarczy zatrudnić specjalnego trenera od tego elementu i ciężko harować, stać go, tylko chodzi o chęci.
[Timi] Chęci to jedna sprawa, ale tutaj też wchodzi pewnie już blokada psychiczna, bo jednak po tylu latach takiego (nie)trafiania, to już coś chyba musi siedzieć w głowie. No ale zobaczymy, jak to będzie, choć ja wielkiej poprawy – jeśli w ogóle – się nie spodziewam. Widać już też natomiast bardzo fajną chemię Robinsona z trenerem Mazzullą, który przecież sam bardzo lubił regularnie stosować taktykę “Hack-a-Mitch”, gdy Celtics mierzyli się z Knicks.
[Adrian] Tak przy okazji tych dwóch zawodników – oni mają coś do udowodnienia swoim starym organizacjom, a tak się składa, że to nasi najwięksi konkurenci w dywizji i na Wschodzie. Po drugiej stronie barykady będzie Brown – no to czeka nas kilka pojedynków określanych jako “bar fight”. Zaraz przypomniał mi się KG wykrzykujący te słowa po jednym z meczów – kocham to!!
[Timi] Tu nie ma wątpliwości, że to będą bardzo mocne pojedynki. Zresztą sam Brown pytany o to, czy ma jakieś mecze nowego sezonu zakreślone w kalendarzu mówi, że wszystkie, ale niektóre podwójną linią. No wiadomo, że chodzi o starcia z Celtics, nawet jeśli nie stwierdził tego wprost. Po raz pierwszy będziemy mogli zobaczyć Jayów grających przeciwko sobie w spotkaniu, które nie jest tylko pokazówką w Meczu Gwiazd.
[Adrian] Oni nawet w Meczu Gwiazd zagrali prawie na 100% w akcjach przeciwko sobie, teraz będzie ogień. Historia pisze się na naszych oczach i wprawdzie pewnie wolelibyśmy wszyscy żeby to się nie wydarzyło, to teraz każdy czeka. Silver zaciera ręce, bo takie rywalizacje to sól tego sportu. Można przywoływać różne historie sprzed lat kilkudziesięciu, ale to co wydarzyło się latem ma zupełnie inny wymiar dla tych 4 meczów w sezonie zasadniczym. Zaraz porozmawiamy o tym co powiedział LeBron, a na ewentualne spotkanie Bostonu z Filadelfią w 2 rundzie PO, to czekają całe Stany Zjednoczone i byłaby to seria, która przeszłaby do historii tej ligi bez względu na wynik. Taki mamy klimat!!
[Timi] Do tej fazy play-off to jeszcze daleka droga – dla jednych i dla drugich tak naprawdę. No ale to rzeczywiście byłoby coś fantastycznego, jeśli Celtics i 76ers spotkaliby się na takim etapie sezonu. Brown kontra Boston to jedno, ale my też mamy przecież długą historię rywalizacji tak z 76ers, jak i z samym LeBronem, dlatego fajnie by było jeszcze dopisać jakieś rozdziały, póki James wciąż jeszcze gra w NBA.
[Adrian] Bleacher Report opublikował swój ranking najlepszych piątek w NBA: 1. 76ers, 2. Knicks, 3. Thunder, 4. Spurs, 5. Nuggets, 6. Cavaliers, 7. Rockets, 8. Raptors, 9. Timberwolves, 10. Hawks. Nie ma nas, czyli znowu underdog – tak się nam gra najlepiej. Własnie wtedy gdy nas się nie docenia, gdy Celtics musza coś udowodnić. Swoją drogą – Toronto i Atlanta nad Tatumem i George’em? Srogi policzek dla obu :D
[Timi] Te przedsezonowe rankingi to wiesz, często można rozbić o wiadomo co. Jednak tak sobie myślę, że to zestawienie dobrze pokazuje też, ile dziś mamy talentu w lidze i jak jest w miarę na wszystkich rozłożony. Oczywiście nadal mamy słabeuszy, ale też jak widać da się ułożyć argumenty, że jest kilkanaście drużyn, które mają lepsze piątki niż ta Celtics z Tatumem.
[Adrian] Inne drużyny tez miały swój dzień i kilka fajnych rzeczy można z tamtych konferencji wyjąć. LeBron stwierdził, że nie zostawił rodziny na drugim końcu Stanów Zjednoczonych, żeby odpaść w drugiej rundzie. Ostatni raz Sixers przeszli druga rundę w 2001 roku, gdy grał tam jeszcze Iverson, Dikembe Mutombo i Toni Kukoć. No Bronek – żebyś się nie zdziwił.
[Timi] Tak jak pisaliśmy już wcześniej – to będzie albo piękna historia, albo piękna katastrofa. Warto dodać, że LeBron potwierdził, że gdyby Knicks nie zdobyli mistrzostwa, to dołączyłby właśnie do nich. Co ciekawe, ostatecznie i tak przeprowadził się do Nowego Jorku, bo właśnie tam ma swoją bazą i stamtąd będzie helikopterem przemieszczał się do Filadelfii.
[Adrian] Chyba sporo wyjaśniło się w Denver, bo Nikola Jokić powiedział, że podpisze przedłużenie umowy w następne lato, jeśli będą go tam chcieli. Ten plan przejęcia Jokicia przez Lakers może okazać się jak zwykle pisany plotkami i bzdurami. Nikola jako zawodnik jest spełniony – ma pierścień i to zdobyty dla zespołu z Kolorado, dla którego był to pierwszy tytuł mistrzowski. Swoje zrobił, będzie tam legendą, a czy będzie chciał być pomagierem Luki? Przyjaźń przyjaźnią, ale każdy ma swoje życie – jego jest w Denver, a potem będzie w Serbii, na wyścigach konnych.
[Timi] To raz, a dwa, że jakoś totalnie sobie nie wyobrażam Jokicia w Los Angeles – to jest miejsce tak zupełnie przeciwne jego osobowości, że aż bardziej się nie da. Wiadomo, wizja gry z Luką będzie kusząca, ale na ten moment absolutnie nic nie wskazuje na to, żeby Jokić miał z Denver odejść. Tym bardziej że za rok będzie miał ponad 350 milionów powodów, żeby zostać. Pytanie jednak brzmi, czy to zaraz nie zacznie trochę przypominać przypadku Stepha Curry’ego i jego ostatnich lat w Golden State, gdzie zawodnik lojalnie czeka na ten “ostatni taniec”, ale jednocześnie jego sporych rozmiarów kontrakt blokuje jednak trochę ruchy władzom klubu.
[Adrian] Być może tak, ale… Przed Jokiciem nic nie blokowało tych ruchów, a nawet z Melo nie potrafili nic wygrać. Lepsza pełna hala na Jokiciu, niż przebudowa i bilety po 10 dolków. Biznes jest biznes, a właściciel narzekać nie może, sporo zielonych zarobił i sporo jeszcze zarobi. Przywołałeś GSW – przypomina mi się jak rozmawialiśmy, gdy GSW zatankowało w dwa lata i wybrało z 2 pickiem Wisemana, a potem z 7 Kumingę i z 14 Moody’ego. Jak oni to świetnie poprowadzili, cały czas maja swoją paczkę, a do tego 3 młodych na lata – tak pisaliśmy. No i te lata to się tak szybko skończyły, że dwóch z nich już nie ma w Golden State, a jednego to praktycznie nie ma w NBA. Mnie już nie dziwi, że takie Denver woli Jokicia do końca życia, niż przyszłość z takim Wisemanem.
[Timi] No tak, tu masz przynajmniej tę pewność, o której piszesz – pewien poziom, sprzedane bilety, fajną historię. A jednak w drafcie trzeba zawsze trafić. Przecież tacy Warriors mogliby dziś zupełnie inaczej wyglądać, gdyby postawili na przykład na LaMelo Balla. Ale to już jest właśnie to gdybanie, które można uprawiać po latach.
[Adrian] Tobias Harris nie mógł się nachwalić, jak ciężko Wemby pracuje na treningach i jak bardzo jego etyka przekłada się na resztę drużyny. No cóż, stara szkoła Popa – jest cel, który można osiągnąć tylko ciężką pracą. A sam Wemby mówił o tym, że ta porażka z NYK nadal siedzi mu w głowie, co go tylko motywuje.
[Timi] Myślę, że w San Antonio absolutnie nikt nie przypuszczał, że Wemby tak wcześnie wprowadzi zespół do finałów i będzie tak blisko pierwszego mistrzostwa. Nie udało się, ale to była bardzo cenna lekcja. Wembanyama już był postrachem ligi, ale teraz może straszyć jeszcze mocniej. Fantastycznie, że jest w NBA taki zawodnik.
[Adrian] Stefan podpisał dwuletnie przedłużenie z Golden State Warriors, a Porzingis się połamał. Zero zaskoczenia, wszystko w GSW idzie zgodnie z przewidywaniami. Jimmy Butler juz robi na treningach wsady, czyli wraca do formy. Nawet nie chcę liczyć jaką średnią wieku będzie miał team ze Złotego Stanu. Oni już nic nie muszą, po prostu mogą, o ile nie umrą na parkiecie.
[Timi] Szkoda tego Krzysia, bo ciągną się za nim te problemy niestety. Teraz nie wiadomo, o co do końca chodzi, bo Warriors nie zdradzają szczegółów, ale liczę, że cokolwiek go tam trapi, to jakoś sobie z tym poradzi. No a Wojownicy bardzo szybko dostają przedsmak tego sezonu. Oczywiście nie jest powiedziane, że tak to będzie rzeczywiście wyglądać, ale rzeczywiście jak spojrzy się na skład, to można założyć, że prędzej czy później te problemy będą. I to raczej w takiej odsłonie, że będą się po prostu nawarstwiać.
[Adrian] Na minute przed finalnym terminem Jalen Duren podpisał nowy kontrakt z Pistons i zarobi 200 mln w 5 lat. Absurdalnie głupia historia, ale jesteśmy przyzwyczajeni. W końcu to NBA, a tu czasami logika nie obowiązuje. Teraz jeszcze tylko Jalen musi zacząć grać jak zawodnik za 50 milionów dolarów na sezon. Ja to kibicom Pistons współczuje – zawsze qrwa coś tam nie bangla. Nawet jak udaje się wyjść na prostą, to i tak nie bangla.
[Timi] Pistons do końca się nie ugięli, a Duren w sumie biorąc ten kontrakt dostał i tak więcej, niż gdyby wziął ofertę kwalifikacyjną, a za rok podpisał maksa z innym klubem. No jednak tu ma gwarantowane w pełni 200 milionów i byłby durniem, gdyby tego nie wziął. Natomiast w całych tych negocjacjach Pistons też kilka głupot zrobili, bo nie rozumiem, dlaczego dodatkowo wkurzyli Durena jakąś klauzulą o wadze, kiedy on nigdy nie miał z tym żadnych problemów. Teraz się okaże, czy ta relacja jest jeszcze do naprawy, czy też jednak niedługo któraś ze stron zacznie znów myśleć o końcu współpracy. Pierwszy możliwy dzień na transfer Durena w tym nowym sezonie to 15 stycznia.


