#526 Bostoński Tygodnik

Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych . Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] Ależ to spierdoliliśmy. W sumie jak zaczęliśmy ten mecz naprawdę dobrze, to sobie pomyślałem – zaczęli z iskrą, ale nie ma Edwardsa – coś się zaraz spierdoli. No i nie trzeba było długo czekać, aż uwaliliśmy kilkunastu punktową przewagę. Czwarta kwarta była tylko dopełnieniem niemocy.

[Timi] Kolejny już nasz mecz w ostatnim czasie, w którym mamy spore problemy z agresywną obroną przeciwnika. Tracimy piłkę 11 razy, z tego Wolves zdobywają 13 punktów – no może to nadal nie jest wcale tak dużo, ale już 22 punkty stracone po szybkich atakach to jeden z gorszych naszych wyników w całym sezonie! Faktem stała się więc pierwsza wygrana Wilków w Bostonie od ponad… 7000 dni! Ostatni raz T-Wolves wygrali w Ogródku, gdy ich zawodnikiem był jeszcze Kevin Garnett.

[Adrian] Na plus – po takich porażkach zwykłem pisać, że jedynym plusem jest brak kontuzji po meczu. Brown zaliczył 29 punktów, ale z 26 rzutów – to na koniec meczu zachwycony nie jestem. No ale można pochwalić obronę – bo w ostatniej kwarcie, to broniliśmy dobrze – dużo więcej rzutów z gry wygenerowaliśmy przechwytami, zbiórkami – tylko absolutnie nic nie wpadało.

[Timi] To fakt, w ostatniej kwarcie nawet dobre pozycje nie przynosiły punktów. Nam też w tym sezonie raczej rzadko zdarzają się aż takie przestoje w grze, żeby rywal był w stanie rzucić 15-16 punktów bez odpowiedzi, a to się Wolves w czwartej kwarcie niestety udało.

[Adrian] Na minus – wspomniałem o Jaylenie, to dodam że w 4 kwarcie nie trafił żadnego rzutu. Zresztą – odliczając ostatnie sekundy, gdzie wyszły głębokie rezerwy – to w ostatniej kwarcie trafiliśmy tylko 3 rzuty z gry – słownie TRZY. Fatalny mecz jeśli patrzymy na skuteczność – pocieszające jest to, że słabiej to już nie można.

[Timi] Finalnie uzbieraliśmy zaledwie 15 punktów w tych ostatnich 12 minutach, czyli w ten sposób wyrównaliśmy nasz najgorszy wynik w trwających rozgrywkach. Można więc na ten mecz spojrzeć i powiedzieć sobie: no jakaś anomalia. I miejmy nadzieję, że tak rzeczywiście jest, choć ten trend głupich błędów i strat z ostatnich kilku spotkań na pewno nie nastraja optymizmem przed końcową fazą sezonu zasadniczego.

[Adrian] Uwag kilka – po tym meczu mamy tylko jedna porażkę mniej od Nowego Jorku. Mam nadzieję, że nie spierdzielimy sobie bilansu i ewentualnego HCA z nimi w ostatnich meczach. No byłoby to jakieś kuriozum, że po takim sezonie, na sam koniec jest srogi gong w baniak.

[Timi] Ale tak się może absolutnie wydarzyć – bo te różnice od dłuższego czasu są na tyle małe, że jakiś gorszy czy lepszy okres jednej czy drugiej drużyny może wywrócić tabelę. Niestety nie udało nam się wcale zbudować jakiejś dużej przewagi nad Knicks, a kilka potknięć tu czy tam sprawia, że w tej chwili ta walka o drugie miejsce zaczyna się tak naprawdę na nowo. Finalnie bardzo duże znaczenie może mieć to bezpośrednie starcie. Bo tu już nawet nie do końca chodzi o tie-breaker – wszak jak wygramy, to w sezonie będzie 2-2, tak więc potem przy takim samym bilansie liczy się bilans przeciwko zespołom z dywizji, a tutaj Knicks (12-3) są w lepszej sytuacji od nas (9-5) – ale o to, żeby mieć chociaż ten jeden mecz przewagi.

[Adrian] A nas czekają jeszcze dwa mecze z Atlantą i dwa z Hornets, do tego ostatni mecz z Knicks i mamy 5 meczów, gdzie nie bardzo jest margines błędu. Wprawdzie NYK ma teraz 3 bardzo trudne mecze wyjazdowe, ale patrzmy na siebie. Być może zespół z NYC nam pomoże swoimi porażkami, a być może nie. Jeśli chcemy zapewnić sobie 2 miejsce na Wschodzie, to najbliższe 2 tygodnie, to będzie jazda bez trzymanki.

[Timi] Będzie jazda bez trzymanki, tym bardziej że walka o topową szóstkę na Wschodzie trwa, więc takie zespoły jak Hawks czy Hornets złapały wiatr w żagle w idealnym momencie sezonu i teraz wygrywają na potęgę, co utrudnia też życie tym drużynom bliżej szczytu tabeli. No ale to też jest poniekąd wypadkowa turnieju play-in, który tak tu zawsze chwalimy – o to właśnie chodzi, by również pod koniec sezonu było jak najwięcej meczów o coś. Dlatego zgadzam się z tym, żeby patrzeć przede wszystkim na siebie. Bo my sami musimy też popracować nad tym, żeby łapać teraz formę i z rozpędem wejść w decydującą fazę rozgrywek.

[Adrian] NYK w czwartkową noc uległ właśnie Hornets, którzy ten mecz wygrali zdecydowanie. Obejrzałem sobie te 48 minut i kurczaczki, Hornets wyglądają świetnie. Po prostu w tej drużynie na razie wszystko klika. No a tym samym, NYK ma teraz 2 porażki więcej od nas, ale to nie było ostatnie spotkanie pomiędzy tymi drużynami, bo w dosłownie ostatniej kolejce zmierzą się jeszcze raz. Ciekawie jest w strefie 5-10, bo tam są tylko 2 zwycięstwa różnicy. Wszystkim zostało 9 spotkań do rozegrania. Jak popatrzyłem w kalendarze tych drużyn, to tam naprawdę nie ma łatwych kalendarzy. Tak się ułożyło, że z 9 meczów, to każdy ma te 5-6 z drużynami, które o coś walczą.

[Timi] To raz jeszcze trzeba pochwalić Adama Silvera za turniej play-in :) Bo to też w dużej mierze właśnie zasługa tej inicjatywy, że na koniec sezonu tych kilka drużyn więcej się bije jeszcze o coś, dzięki czemu końcówka fazy zasadniczej znów przyniesie mnóstwo emocji. My na szczęście na 9 meczów przed końcem jesteśmy w takiej sytuacji, że tylko od nas zależy to, czy utrzymamy to drugie miejsce. Po takim sezonie byłoby trochę głupio je stracić.

[Adrian] No i rewanż z OKC w Ogródku. Tam polegliśmy, choć po meczu pisałem, że pomimo wyniku był to świetny prognostyk. A tym razem to my wzięliśmy ten mecz. Początek był niemrawy, żeby nie napisać słaby, ale potem… trzy wygrane kwarty i OKC wyjechali na tarczy.

[Timi] Bardzo fajne widowisko. Sędziowie trochę próbowali je popsuć, ale finalnie popsuli je tylko odrobinę. Celtics wreszcie pokazali przede wszystkim sobie samym, że mogą ograć topowy zespół w lidze. Bo jednak tych zwycięstw z faworytami nie mamy w tym sezonie jakoś dużo. Udane spotkanie, bo każdy tak naprawdę dołożył cegiełkę i udało się zatrzymać Thunder, którzy po serii 12 kolejnych zwycięstw zaliczyli pierwszą porażkę od miesiąca.

[Adrian] Na plus – chyba zacznę od Tatuma, który dał dużo dobrego i był mega aktywny po obu stronach parkietu. Brown kolejny mecz jak szef – 31 punktów, 8 zbiórek, 8 asyst, 2 przechwyty! Do tego 35 punktów z ławki rezerwowych. Nie wiem czy jest na świecie choć jedna osoba, która wierzyła przed sezonem, że Scheierman i Garza będą grać spore minuty przeciwko OKC i będą aktualnych mistrzów NBA tłamsić na parkiecie?

[Timi] Znakomite prowadzenie gry przez duet Brown-Tatum w tym spotkaniu. Tatum przypomina, że ma znakomity przegląd pola, a Brown po raz kolejny potwierdza, że wcale nie jest pod tym względem dużo gorszy, szczególnie przy progresie, jaki zrobił w tym aspekcie w trwających rozgrywkach. Dodajmy do tego grawitację Tatuma, no i ta nasza ofensywna momentami po prostu pięknie płynie. Tym bardziej jeśli trafiamy – a w tym meczu trafiliśmy świetne 18 z 41 trójek. Udało nam się też wyraźnie wygrać walkę na tablicach, co w dużej mierze także jest zasługą Tatuma. Wielkie brawa także dla Pritcharda i Scheiermana, choć tak jak wspominałem wcześniej – każdy dołożył jakąś cegiełkę do tego zwycięstwa.

[Adrian] Na minus – no jaki może być minus po zwycięstwie nad OKC? Jedynie taki, że można był wrzucić im kilka punktów więcej ;)

[Timi] Można było, ale kto wie – może to się uda w finałach? Te dwa spotkania to było sporo bardzo dobrej koszykówki, dlatego nie miałbym absolutnie nic przeciwko temu, żeby to wcale nie było ostatnie starcie tych dwóch zespołów w tym sezonie.

[Adrian] Uwag kilka – zostało 10 spotkań do końca sezonu zasadniczego. No błyskawicznie to zleciało. Zaraz turniej Play In, a potem poważne granie. No i tu dochodzimy do kwestii ograniczonej rotacji. Jeśli mecz z Oklahomą miał być jakimkolwiek prognostykiem, a moim zdaniem był, to Jordan Walsh przegrał rywalizację o minuty w PO z Scheirmanem i Gonzalezem. Chyba nie tego się spodziewaliśmy w środkowym okresie sezonu, gdzie Jordan był w gazie.

[Timi] Walsh oraz Gonzalez najmocniej stracili na powrocie Tatuma do gry. Gonzalez jeszcze dostaje minuty, ale Walsh już w ogóle wypadł z rotacji, tym bardziej że Scheierman kontynuuje bardzo solidne granie. W tym meczu był obok Pritcharda naszym najważniejszym zawodnikiem z ławki. I ja coraz bardziej skłaniam się ku temu, żeby jednak przesunąć go do wyjściowej piątki kosztem Hausera, który niestety dalej gra bardzo nierówno. Wierzę też jednak cały czas, że Jordan Walsh może nam jeszcze w tym sezonie pomóc. To prawda, że jemu bardzo potrzebna jest pewność siebie i wiara sztabu, a o to teraz pewnie trudno, gdy tych minut w zasadzie nie dostaje, natomiast liczę, że jeszcze nam błyśnie.

[Adrian] Tymczasem Gonzalez został wreszcie doceniony. Wreszcie, bo po raz pierwszy ESPN umieścił go w Top10 rookie. Ósme miejsce i sporo pochwał. W sumie ESPN w marcu zauważył to, o czym my tu piszemy tak od grudnia – wszechstronność, energia i defensywna. Ja już nie mogę się doczekać jego drugiego sezonu.

[Timi] Zwrócili uwagę, że choć cyferek nie robi, to jednak w kategorii plus-minus nie może być tak wysoko za sprawą przypadku. Na pewno nie, gdy rozegrał już tyle minut. Gonzalez pomaga wygrywać mecze. I to jest kolejna świetna historia tych rozgrywek w Bostonie, no bo chyba mało kto przypuszczał, że tak się potoczy debiutancki sezon młodego Hiszpana.

[Adrian] Ponoć nie ważne jak mężczyzna zaczyna, ważne jak kończy. Zaczęliśmy tak, że oczy krwawiły… później było lepiej, ale dobrze to było dopiero w trzeciej kwarcie, bo to ona zadecydowała o losach meczu. No i czwarta kwarta, taka na wyniszczenie. Bez Browna też jest życie, ale wole to z Jaylenem.

[Timi] No początek był bardzo słaby, a Mazzulla musiał dwa razy prosić o przerwę na żądanie, żeby drużyna się otrząsnęła. No ale się udało i tak naprawdę już w pierwszej kwarcie Celtics dogonili rywala. Warto dodać, że jak sobie policzymy, ile zwycięstw mieli nasi dwaj ostatni przeciwnicy na przestrzeni 27 spotkań, to się okaże, że… 26. A przyjechali do Bostonu i nie dali rady – ani Thunder (12 zwycięstw z rzędu), ani Hawks (14 w ostatnich 15 meczach).

[Adrian] Na plus – oczywiście czwarta kwarta w wykonaniu Tatuma. Pritchard po trzech doskonałych kwartach trochę się wypstrykał i wtedy Jayson musiał robić to, do czego został stworzony – musiał zabrać piłkę i ciągnąc ten bostoński wózek. Garza kolejny raz daje drużynie wszystko co najlepsze z ławki. Ostatnio pisałem, że Walsh stracił minuty, ale gdy w meczu trzeba było się z kimś po prostu fizycznie napierdalać, to Mazzulla od razy dał mu prawie pół godziny :D

[Timi] Mazzulla sięgnął po Walsha w obliczu nieobecność Browna, a Jordan odwdzięczył mu się naprawdę fajną energią z ławki. Czasem tak jest, że nie grasz przez kilka meczów, ale bardzo ważne, żebyś był gotów na taką szansę. Fajnie, że na Walsha można w ten sposób liczyć. Ale bohaterów ten mecz miał dwóch – no, może trzech – po pierwsze świetny po zmianie stron Tatum, po drugie gorrrący Payton Pritchard i po trzecie Joe Mazulla właśnie, którego szybka reakcja w pierwszej kwarcie pozwoliła naszej ofensywie ukłuć rywala i dać sobie szansę na walkę o zwycięstwo w tym spotkaniu.

[Adrian] Na minus – czy ja wiem, czy jest sens na coś narzekać po takim meczu z Atlantą? No niemrawy początek, ale ja wole jak dajemy dupy na poczatku i potem gonimy, niż jak zbudujemy wielką przewagę, osiadamy na laurach, zaczynamy zbierać łomot, a ja w 3 i 4 kwarcie tylko rzucam qrwami. No wybieram bramkę A, gdzie te pozytywne emocje budują się wraz z meczem.

[Timi] Tak jak pisałeś – ważne jest to, jak się kończy. Początek był słaby, ale nawet po słabym starcie masz sporo czasu, żeby zareagować i się poprawić. To się właśnie w tym meczu wydarzyło. Cieszy też, że znów wygrywamy zaciętą końcówkę, bo w tym sezonie wiele razy nie mieliśmy odpowiedniej siły argumentów w kluczowych minutach spotkania.

[Adrian] Uwag kilka – kolejny mecz, po którym mogę napisać – czuć już Play Offy. No ta atmosfera, te emocje, ta energia na parkiecie – to już wisi w powietrzu. Dobry meczyk w wykonaniu obu zespołów. 2 dni temu, Atlanta pokonała Pistons na wyjeździe, teraz pokazali dużo dobrego basketu z nami – po erze Loczka wyszło dla drużyny z Georgii słońce.

[Timi] Hawks zyskali drugie życie po trade deadline, ale nasza defensywa całkiem nieźle sobie poradziła z topowym w NBA od czasu zamknięcia okienka atakiem. Od czasu powrotu Tatuma mamy zresztą trzecią najbardziej szczelną obronę w całej lidze. To też zwiastuje, że już niedługo faza play-off, bo wchodzimy na wyższy poziom po bronionej stronie parkietu w zasadzie w idealnym momencie sezonu.

[Adrian] Warto wspomnieć, że NBA przedstawia Radzie Gubernatorów 3 propozycje, jak zmienić loterię draftu i samo przeliczanie szans w loterii, ale przeczytałem to dwa razy i nie jestem pewien, czy ktokolwiek będzie się nad tym dłużej rozwodził. Obecny system nie jest doskonały, ale czy tamte są lepsze? No nie wiem. Człowiek to taka istota, że zawsze wybierze drogę na skróty – a gdy w grę wchodzą miliardy dolarów, to i tak oszuka. Szerzej o tym porozmawiamy w kolejnym Tygodniku, jak dostaniemy więcej informacji, a może i już jakieś przecieki z reakcji właścicieli klubów.

[Timi] Przede wszystkim te propozycje wydają się zbyt skomplikowane, no ale zobaczymy. Nie do końca rozwiązują też sedno problemu, bo nadal będzie się po prostu opłacało przegrywać, więc pytanie, czy cokolwiek to zmieni. Silver zapowiadał ostrą walkę z tankowaniem, ale na razie jakoś tego nie widzę. Dodajmy tymczasem, że właściciele dali zielone światło na poszukiwanie inwestorów dla klubów w Seattle i Las Vegas – czyli pierwszy krok ku rozszerzeni ligi z 30 do 32 zespołów został zrobiony.

[Adrian] WNBA doszło do porozumienia z zawodniczkami i właścicielami klubów i okazało się, że jednak jest kasa na podwyżki. Mnie ta kwestia zastanawiała od czasu, jak przeczytałem fajny artykuł o Unrivaled, czyli koszykarskiej lidze kobiet, ale w baskecie 3 na 3. Tam gra sporo zawodniczek znanych z WNBA i one tam za krótszy sezon, zarabiają trzy razy więcej, niż dotychczas płaciła liga kobieca. Chyba ktoś nas okłamywał, ze co sezon dokłada 40 mln do interesu, bo patrząc na podwyżki, teraz musiałby dokładać ze 150 mln, a to przecież nigdy się nie wydarzy.

[Timi] To też chyba wynika z tego, że związek zawodniczek już w lutym stwierdził, że WNBA po raz pierwszy w swojej historii wygenerowała odpowiednio dużo zysku, by się nim podzielić z pierwszoplanowymi aktorami całego przedsięwzięcia. A to świadczy o tym, że wszystko idzie w dobrym kierunku, tym bardziej że popularność ligi rośnie, dlatego prawdą może być to, że jeszcze jakiś czas temu trzeba było do tego interesu dokładać i prawdą może być to, że teraz wreszcie cały ten biznes zaczął się całkiem opłacać.

[Adrian] Tylko ta afera z koszulkami była całkiem niedawno. Wtedy to dostaliśmy informację, że NBA dołożyła prawie ćwierć miliarda dolarów do tego interesu, a tylko w ostatnim sezonie było to 40 mln. WNBA nie podpisała żadnego aneksu do umowy TV, a to oznacza że obowiązuje ta z 2024 roku, gdzie liga dostaje 200 mln za sezon. Patrząc na skalę podwyżek, to te 200 mln to szału nie robi, skoro teraz gwiazdy ligi mają zarabiać w milionach, a płaca minimalna to 300 tysięcy. Tych zespołów jest już 15. No ja nadal uważam, ze ktoś nas wtedy okłamywał, bo z dnia na dzień kobieca liga nie mogła zaliczyć tysiąca procent zysku.