#268 Bostoński Tygodnik

Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych i tych które Adaś (nie)skomentuje. Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo „Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] Zaczynamy od meczu z Denver i próbuje to wszystko – co się tam wydarzyło – zrozumieć, mecz obejrzałem dwa razy i nadal nie rozumiem. Graliśmy od początku źle, bo za bardzo chcieliśmy – wszystko było na sile i wtedy niewiele wychodzi. W pierwszej połowie z 17 rzutów zza łuku, tylko Smart trafił 2 razy. 2 minuty przed końcem 3 kwarty przegrywaliśmy 14 punktami i wtedy… wtedy zespół zaczął grać tak – jak to mieliśmy kiedyś w zwyczaju – twardo, jak banda chamów, jakby od każdego posiadania zależało życie.

[Timi] Czegoś takiego dawno nie widzieliśmy – bo to nie tylko my zaczęliśmy grać na poziomie, ale też Nuggets jakby zupełnie zapomnieli jak się gra w koszykówkę. Fakt faktem, że Malone za długo trzymał rezerwowych, ale przecież potem także Jokić niewiele miał do powiedzenia. Te ostatnie 14 minut spotkania to był chyba najlepszy nasz okres gry w całym sezonie – takich właśnie Celtics chcemy oglądać cały czas.

[Adrian] Denver stanęło, bo nagle zderzyli się ze ścianą. Całe spotkanie robili co chcieli, atakowali  i rzucali – a tu nagle nie dostali nawet jednej wolnej klepki. To potrafi zabić – no i ich zabiło. Jokić wolał płakać sędziemu w rękaw, niż podjąć fizyczną walkę. Przydałoby się zagrać tak jeszcze wiele razy przed PO, żeby uświadomić rywalom, że żarty się skończyły.

[Timi] No i też przede wszystkim nam pokazać, że jesteśmy w stanie tak grać i nie jest to tylko jakiś jednorazowy wyskok. A co do Jokica, to on jednak często z tymi sędziami ma nie po drodze i to akurat nie było nic wyjątkowego widzieć go w takiej frustracji. Brawa dla Granta Williamsa, że potrafił też swoją grą do tego doprowadzić.

[Adrian] Na plus – Romeo i Grant – bo to oni zmienili oblicze tego meczu. To jak Romeo zniszczył psychicznie JaMychala Greena to była poezja – to jak Grant poszedł mu wytłumaczyć, że ma spierdalać od Romeo przy przepychance – to drugi smaczek. Tam jeszcze była taka sytuacja, że TimeLord był mocno faulowany przy wejściu na kosz i pierwszym który podbiegł, żeby go podnieść był Kemba – tylko on w tym czasie, to był już na ławce rezerwowych :D Szanuje takie akcje! Tristan wyleczył Portera Jr z wejść na kosz.  To co jest na plus w tym meczu – to były takie niuanse – bo jeśli chodzi o atak, to przez 34 minuty wyglądaliśmy jak gówno.

[Timi] Widać po naszych, że gdzieś w końcu ten charakter złapali. To się przejawia już od paru tygodni. Trochę na ziemię nas sprowadzili Sixers, ale odpowiadamy w bardzo dobry sposób i nawet pomimo wciąż bardzo słabych okresów gry, nadal potrafimy postawić na swoim. I to nawet bez Fourniera! Czyli jest jednak jeszcze jakaś nadzieja dla tego zespołu.

[Adrian] Rzeczywiście – jest nadzieja. Chyba to miał na myśli Danny, który w Trade Deadline sięgnął po Fourniera. Od 25 marca wygraliśmy 8 spotkań, a przegraliśmy tylko 3. Tak dobrego bilansu to nie mieliśmy od bardzo dawna, a przecież ten Fournier to i tak niewiele grał, bo dopadł go protokół covidowy.

[Timi] On grał niewiele, no ale reszta jest w miarę zdrowa i to przynosi wreszcie efekty. Tak jak pisałem od dłuższego czasu: nam potrzeba stabilności, której tydzień w tydzień nie byliśmy w stanie złapać. Oby więc to zdrowie nam dopisywało, a jak Fournier wróci to już w ogóle powinno być dobrze, biorąc pod uwagę że on bardzo fajnie nam się wpasowuje w potrzeby i też z tego względu Ainge po niego sięgnął.

[Adrian] Na minus – a już się nie czepiajmy – bo w sumie trzeba byłoby wymienić każdy element gry przez pierwsze 34 minuty meczu.

[Timi] Zwycięstwa i powroty cieszą, ale nie trzeba takich comebacków robić, jeśli wcześniej gra się dobry basket. Nam wciąż tego brakuje, by poskładać udane 48 minut spotkania – na całe szczęście ostatnio nie przeszkadza nam to wygrywać, bo wreszcie zdaje się znaleźliśmy receptę na mocne końcówki.

[Adrian] Mecz z Portland na wyjeździe i nie tyle, że gramy z Portland jak równy z równym – bo tak po prawdzie, to większość czasu bylismy lepsi. Nie zawsze nam wszystko wychodziło, ale na to zwycięstwo to ciężko zapracowliśmy i tu nie może być mowy o szczęściu, fuksie, raczej o gapiostwie, że tylko 1 punktem.

[Timi] Trochę gapiostwo, ale też trzeba pamiętać z kim się mierzyliśmy – a wygrać z Blazers w Portland w crunchtime to jest jednak sztuka. Oni sporo mieli w tym sezonie takich meczów, gdzie naprawdę w cudownych wręcz okolicznościach odwracali losy spotkania (głównie za sprawą Lillarda), więc nawet ten jeden punkcik przewagi to jest coś, z czego należy się cieszyć. Bilans 6-1 w ostatnich siedmiu meczach i Celtics wreszcie mogą się podobać, choć za wynikami nie idzie jeszcze taki styl gry, jakiego byśmy oczekiwali.

[Adrian] Na plus – Tatum za 32 punkty i doskonałą grę gdy trzeba było brać wynik na własne barki, Brown za w sumie wszystko – bo punktował i bronił, Smart za bycie Smartem, a nie nieogarem, Tristan za wiele dobrego w obronie, TimeLord za rozrywanie ich obrony ścinaniem na kosz, Kemba za 4 trójki w ważnych momentach. Za 30 asyst – bo jak gramy zespołowo to wygrywamy ważne mecze. No i za obronę – jesu jak się to ogląda.

[Timi] Raz że udało się wygrać w crunchtime, dwa że z całkiem mocnym przeciwnikiem – a obie te rzeczy nam się w tym sezonie udawały bardzo rzadko. Ogólnie ten wyjazd na Zachód na trzy mecze jawił się dla nas jako taki papierek lakmusowy, żeby sprawdzić na co tę drużynę stać i pewnie bilans 2-1 wszyscy bralibyśmy w ciemno, a tutaj jest już 2-0 i szansa, by do domu wrócić z kompletem zwycięstw.

[Adrian] Na minus – Pritchard ostatnio trochę przygasł, jeśli chodzi o skuteczność. W ostatnich 4 wygranych meczach, trafił tylko 1 trójkę z 8 prób, a przyzwyczaił nas do naprawdę dobrej (na poziomie 40%) skuteczności. 

[Timi] To prawda, ale też powoli chyba doszedł do „ściany pierwszoroczniaka”, w którą w tym sezonie można uderzyć nawet mocniej, biorąc pod uwagę intensywne tempo grania. Pritchard nie powinien też zapominać, że jak nie idzie zza łuku, to przecież można próbować gry do kosza, co także wiele razy fajnie pokazywał.

[Adrian] Trip po Zachodzie kończyliśmy w Los Angeles, a to zawsze dodatkowy impuls, żeby pokazać się z najlepszej strony. Wprawdzie Lakers osłabieni, ale i tak bez swoich gwiazd wygrywali mecze. Nie tym razem jednak, choć byli blisko ogromnego powrotu. Na szczęście udało się dowieźć wygraną do końca.

[Timi] Gdyby ktoś tydzień temu powiedział, że Celtics wrócą z tego tripu z kompletem zwycięstw, to ja bym się popukał w głowę, a tutaj mamy 3-0 w dobrym stylu. I nawet ten koszmarek naszej głębokiej rezerwy nie popsuje nam humoru, bo tak dobrego okresu przecież jeszcze w tym sezonie nie było.

[Adrian] Na plus – zaczęliśmy mocno w obronie i szybko zbudowaliśmy przewagę, którą pilnowaliśmy do samego końca. Jaylen Brown był poza konkurencja w tym meczu – robił co chciał i trafiał co chciał. Sześciu zawodników zanotowało dwucyfrowe zdobycze punktowe – a nadal nie gra Fournier i w tym meczu nie wystąpił TimeLord.

[Timi] Fajny komentarz znalazł się po tym meczu na reddicie: Jaylen Brown jak na prawdziwego Celta przystało najwięcej punktów zdobywał w starciach z 76ers (42) i Lakers (40). To jest swoją drogą niesamowita sprawa mieć w drużynie dwóch takich zawodników jak Brown i Tatum, którzy w każdym meczu zdolni są do tego typu wyczynów. Często o tym w tym sezonie zapominaliśmy, ale miło że ostatnio i jeden, i drugi postanowili o tym przypomnieć.

[Adrian] Na minus – gdy zrobiliśmy w 4 kwarcie 27 punktów przewagi, Stevens rzucił na parkiet głębokie rezerwy a oni… boże jaki wstyd. Jak w niecałe 4 minuty można być minus 17 punktów na parkiecie? Koniec końców spotkanie kończyli wyjściowi zawodnicy, bo jeszcze by nam to „Watersy” tego świata mecz uwaliły.

[Timi] To też pokazuje dlaczego to jest właśnie „głęboka” rezerwa – ci zawodnicy ostatnio jednak w ogóle nie grają i w czwartek przekonaliśmy się dlaczego. Ostatecznie nie drżeliśmy aż tak mocno, bo Lakers dobili ostatecznie do 113 punktów, które my mieliśmy na koncie już po pięciu minutach gry w czwartej kwarcie, no ale wstyd i tak duży.

[Adrian] Wygląda na to, że jednak ścigamy się o 4 miejsce na Wschodzie po ostatnich wygranych i trochę szkoda, ze mecze z Atlantą graliśmy, gdy bylismy daleko od jakiejkolwiek formy. Z drugiej strony – gdybyśmy spotkali się z nimi w PO, to taki rewanż za RS bedzie miał dodatkowy smaczek. W grze nadal pozostają Knicks i Miami – zapowiada się naprawdę ciekawa końcówka sezonu zasadniczego, bo jednak lepiej mięć to HCA w pierwszej rundzie.

[Timi] Tak jak ostatnio byłem pesymistycznie nastawiony do tej przewagi parkietu, tak teraz powiało znów optymizmem – a już nie mogę się doczekać powrotu Fourniera, bo to nam powinno dać jeszcze dodatkowego kopa. Mnie natomiast najbardziej interesuje w tym momencie dobra, równa gra Celtów – bo razem z tym przewaga parkietu przyjdzie tak czy siak. Ważna statystyka: od trade deadline Celtics mają bilans 9-3 (lepsi tylko Suns, Nuggets i Clippers), a do tego dziewiąty atak i piątą obronę w NBA.

[Adrian] Rzeczywiście – poprawiliśmy wszystkie statystyki zaawansowane i to widać po wynikach. Gdyby ktoś chciał powiedzieć, że statystyki nie grają – no nie grają,  statystyki jednak dość dobrze obrazują grę. Gdy ssaliśmy na potęgę, to nie przypadkowo statystyki pokazywały, że jesteśmy absolutnie najgorszym zespołem w 4 kwartach. Nasze odbicie widać w statystykach i to cieszy – a najbardziej cieszy, że przestaliśmy być jedna z najgorszych drużyn pod względem asyst.

[Timi] No w czwartych kwartach to ogólnie od trade deadline nie ma w NBA lepszej drużyny niż my. Fakt faktem, że my już nieco wcześniej pokazywaliśmy ten charakterek, bo robiliśmy kilka takich zrywów pod koniec spotkania, ale dopiero teraz ta nasza dobra gra w końcówkach znajduje przełożenie na kolumnę zwycięstw. No i też nie jest przypadkiem, że od paru tygodni mamy nasz najzdrowszy okres w całym sezonie.

[Adrian] Moe Wagner pożegnał się z drużyną a przywitaliśmy w tym tygodniu zawodnika, o którym wielu marzyło w 2014 roku. Jabari Parker podpisał dwu letni kontrakt w Bostonie. Nie znam jeszcze szczegółów, ale raczej oczywistym jest, że drugi rok umowy jest niegwarantowany. Niewiele ryzykujemy, bo i Wagner niewiele wnosił do drużyny. Mieliśmy parę dolarów do wydania, tak żeby nie wchodzić w Luxury Tax, to Danny te drobne wydał. Nie wiem nawet czy Jabari to zawodnik na ten sezon – on rozegrał tylko 27 minut w tym roku, więc być może Danny kombinuje, że za takie drobne odbuduje go i w przyszłym sezonie będzie miał na ławce zawodnika zdolnego dorzucić naście punktów na mecz. Jego droga krótka nie będzie, ale jak nie odbuduję się pod Stevensem – to już tylko Chiny.

[Timi] Odbudować go będzie ciężko, biorąc pod uwagę że mało już czasu zostało do końca playoffs, ale ryzykujemy rzeczywiście niewiele. Parker to jest fajnie ścinający gracz, z którym można pograć w kontratakach, jednak tak poza tym to mało ma innych mocnych stron. Zobaczymy, może nam pomoże wygrać choćby z jeden lub dwa mecze w sezonie regularnym, bo w fazie play-off nie spodziewam się, by powąchał parkiet.

[Adrian] Jayson Tatum został graczem tygodnia na Wschodzie – jak sie robi statystyki ponad 31 punktów i ponad 8 zbiórek na mecz – to trudno zostać niezauważonym. To drugie takie wyróżnienie w tym sezonie – na miejmy nadzieje, że tydzień w tydzień bedziemy mieli teraz bilans 3-1 i takie cyferki będzie młody kręcił.

[Timi] Co ciekawe, JT stwierdził ostatnio, że on nadal nie jest w stu procentach zdrowy i po covidzie musi przyjmować inhalacje, czego nigdy wcześniej w życiu nie robił. A mimo tego jest teraz w naprawdę świetnej formie, więc wychodzi na to, że możemy liczyć na jeszcze więcej.

[Adrian] W normalnych warunkach, to byłby zwykły doping. Przyjmuje przed spotkaniem leki dla astmatyków, żeby rozszerzać płuca. Swego czasu była o te środki farmakologiczne  w Polsce spora awantura, gdy Justyna Kowlaczyk podjęła temat astmatyczek w kadrze Norwegii. Jednak czasy się zmieniły i nawet mega wytrenowani sportowcy, mają problem z oddychaniem po przebytym koronawirusie.

[Timi] To też pokazuje jak niszczycielską siłą może być koronawirus nawet dla zawodowych sportowców. Tatum zdaje się jednak ma się coraz lepiej i oby żadnych długoterminowych efektów nie było.

[Adrian] LaMarcus Aldridge w trybie natychmiastowym zakończył karierę. Przyczyniła się do tego nierówna praca serca podczas jednego meczu i sporo kłopoty kardiologiczne po meczu. Szkoda – bo ciężko nie lubić tego wielkoluda. Lepiej taki koniec, niż spalarnia, urna i zacisze cmentarza. To był dobry herbatnik.

[Timi] Bardzo przykra informacja i też ogromny szok, bo przecież LMA ledwie co zadebiutował w barwach Nets. I podobnie jak Griffin wyglądał dużo lepiej niż w barwach poprzedniej drużyny… Tymczasem tutaj taki cios, no ale rzeczywiście lepiej jest skończyć w ten sposób karierę, niż umrzeć na parkiecie. Problemy z sercem to nigdy nie są przelewki, a już tym bardziej w świecie wyczynowego sportu.

[Adrian] Jamal Murray zerwał ACL i zakończył sezon – spory cios dla Denver, które wysoko celowało w tegorocznych PO. Dobre i pasujące do ich  gry wzmocnienia w Trade Deadline, a tutaj taki pech. Przyszły sezon Jamal tez rozpocznie z opóźnieniem – wiec finalnie to może odbić sie nie tylko na tegorocznych rozgrywkach.

[Timi] W sumie w najgorszym możliwym momencie to się dla Nuggets stało, biorąc pod uwagę sytuację kontraktową w zespole i umowy Jokica, Gordona oraz MPJ.

[Adrian] Przez NBA przetacza się polemika, czy był sens zaczynać sezon tak późno i na siłę śpieszyć się, żeby zakończyć go do lipca. Bardzo ostre słowa padają z ust zawodników i trenerów. Granie w  odstępie 48 godzin, a  czasami nawet mniej, wyniszcza i tak już częściowo wyniszczone przez koronawirusa organizmy. Ilość poważnych kontuzji jest ogromna, a przecież jeszcze nie zakończyliśmy sezonu zasadniczego.

[Timi] Intensywność tego sezonu jest ogromna i prawie w ogóle nie ma czasu na regenerację. Trochę bez echa przeszła ostatnio wypowiedź Bogdanovica, który wprost stwierdził, że zawodnicy na wyjazdach to śpią po ledwie kilka godzin, bo na miejsce najczęściej przylatują wieczorem albo już w nocy, a potem z samiuteńkiego rana proszeni są na testy. Oczywiście to wszystko jest wyjątkowa sytuacja, bo w warunkach niepandemicznych wyglądałoby to na pewno inaczej. Zresztą liga już od kilku lat zmierzała w tym kierunku, by jak najbardziej ograniczyć mecze back-to-back itp. itd. natomiast nawet mając na uwadze koronawirusa i tak można mieć wrażenie, że ten sezon dało się zorganizować nieco lepiej.

[Adrian] Jednak ta bańka może i miała sporo minusów, może i kosztowała ligę olbrzymie pieniądze, ale zawodnicy nie grali na wyczerpaniu – bo mogli się wyspać, zregenerować i jednak Covid nie wyniszczał ich organizmów. Tym bardziej, że nie wiemy dokładnie jaki uszczerbek na zdrowiu w przyszłości przyniesie przebyty Covid.

[Timi] Ale bańka też idealna nie była, no bo jednak trudno sobie wyobrazić cały sezon w jednym miejscu, tym bardziej jeśli to miałoby się odbywać z rodzinami zawodników itp. itd. To jest ogólnie trudna sytuacja dla NBA i oczywiście wiadomo, że pewnych rzeczy liga nauczy się po prostu na błędach, natomiast koniec końców przykra – ale też wcale nie zaskakująca – jest ta prawda, że liga bardziej ceni sobie zysk niż zdrowie zawodników.

[Adrian] Oczywiście, że bańka idealna nie była – no i fakt, ciężko byłoby ich skoszarować na tyle czasu. Jednak w dwóch turach, z jakąś rozsądną przerwą? Z rodzinami? Wszystko można było przedyskutować ze Związkiem Zawodowym Zawodników – na pewno liga nie zyskała na graniu w pustych halach – bo przecież nadal sporo hal jest pustych, a tam gdzie wpuszczono widzów to są to liczby bardzo skromne. Tak jak poprzednie rozgrywki przeprowadzono na tle innych sportów wzorowo – tak ten sezon, z ogromnym natężeniem kalendarza, jest fatalnie zorganizowany. Miejmy tylko nadzieję, że nas te najgorsze kontuzję ominą.

[Timi] Z tego co słyszeliśmy to zawodnicy byli jednak mocno przeciwni temu, by raz jeszcze zbierać się w bańce, więc podejrzewam, że nawet jeśli był taki pomysł, no to związek zawodników raczej nie był tutaj przychylny. Parę rzeczy można było zorganizować lepiej, no ale też tak jak pisałem – nie ma tutaj żadnej złotej listy zasad, którą można było się wesprzeć, bo nikt inny wcześniej nie organizował całego sezonu w dobie pandemii.

[Adrian] Luka Doncic jest przeciwny graniu mini turnieju o awans do Po – pewnie dlatego, że Dallas jest na 7 miejscu :D Ja nie widzę sensu w jego protestowaniu –  nie jest to tegoroczna nowość, a już rok temu była ta formuła stosowana. No i druga sprawa – kibice tacy jak ja, są nią zachwyceni. W ogóle to nie jest nowa sprawa w amerykańskim sporcie, bo przecież March Madness zawsze zaczyna się od wyłonienia kilku zespołów, które awansują po bezpośrednich pojedynkach do turnieju 64 drużyn.

[Timi] W sensie jego argumentacja jest taka, że najpierw grasz te 70-80 spotkań, a potem w sumie o awansie do fazy play-off decydują dwa mecze. No i to zależy jak na to patrzeć, ale ja raczej nie podzielam zdania Doncica. Po to jest turniej, by więcej drużyn miało szansę, aby przez te 70-80 spotkań wypracować sobie pozycję zapewniającą przynajmniej dalszą walkę o fazę play-off. A jeśli boisz się, że przegrasz te dwa mecze i w playoffs koniec końców nie zagrasz, no to chyba w ogóle nie zasługujesz na miejsce w fazie posezonowej.

[Adrian] Do dyskusji włączył sie Cuban i poparł swojego zawodnika, co ciekawe – przed sezonem w głosowaniu poparł  projekt zakładający walkę o cztery ostatnie miejsca w PO, poprzez bezpośrednie mecze drużyn który zajęły miejsca 7-10 w poszczególnych konferencjach. Jestem za, a nawet przeciw.

[Timi] Tak jak pisałeś, pewnie nie byłoby w tej dyskusji Mavs, gdyby ich ta sprawa nie dotyczyła. Trochę się więc przeliczyli, natomiast nam ten pomysł od początku się podoba. Bo to jest nie tylko fajna walka o playoffs jak już wiemy kto w tym mini-turnieju wystąpi, ale też właśnie dodatkowy smaczek przez niemal cały sezon, gdzie więcej zespół ma okazję pomarzyć o fazie play-off i robi się zacięta walka. Oczywiste jest, że ci co mierzą wyżej – jak Mavs czy Warriors – to nie będą zbyt podekscytowani, ale inni mają dużo frajdy.

[Adrian] Bucks ma spory problem – bo Giannisa boli kolano. Opuścił praktycznie wszytskie spotkania w kwietniu, a nadal nie wiadomo kiedy wróci na parkiet. Największym zmartwieniem organizacji jest to, że nie wiadomo co jest nie tak z kolanem. 

[Timi] To może być kłopot, ale to może być też zasłona dymna, by Giannis miał wystarczająco dużo czasu przed playoffs i mógł sobie tym razem na spokojnie wypocząć przed decydującą fazą. Tym bardziej że jemu te kolana dokuczają już któryś rok z rzędu. Więc na pewno warto to monitorować, ale strzelałbym że to jednak nic poważnego – Bucks po prostu chuchają na zimne i odpuszczają już nieco RS nauczeni doświadczeniem z lat poprzednich.