#515 Bostoński Tygodnik

Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych . Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] Ostatni mecz wyjazdowy podczas tego tripu i rozpędzeni Clippers, którzy się na nas zwyczajnie połamali. Coś tam pograli w drugiej kwarcie, ale w pierwszej i trzeciej niszczyliśmy ich naszym atakiem, a w czwartej to jeszcze odbili się od obrony. No bardzo przyjemnie to się oglądało. Mecz który nie pozostawiał wątpliwości, która drużyna chce o coś walczyć w tym sezonie.

[Timi] Jeden z najlepszych naszych meczów w tym sezonie. Pod względem efektywności gry w ataku jeden z najlepszych ogólnie w ostatnich latach. A przecież nam w ataku niczego nie brakowało w poprzednich sezonach, tak jak nam trochę brakuje w tym. Fantastyczna praca całej drużyny. No i oczywiście Jaylen Brown, który tak się wkurzył, że nie dostał nagrody dla gracza miesiąca na Wschodzie, że postanowił aż rekord kariery wyrównać.

[Adrian] Na plus – Jaylen, to znowu osobna historia, ale reszta też dawał radę, bo to nie był pojedynek jednego zawodnika z cała drużyną przeciwników. White i jego 29 punktów, ale też i 7 asyst to zawodnik kompletny. Sporo dobrego z ławki rezerwowych – Walsh, Garza i Simons to 39 puntów i bardzo dobre minuty.

[Timi] Brown po tym spotkaniu stwierdził wprost: czuję, że jestem najlepszym graczem na obie strony parkietu w lidze. I w sumie trudno się z tym nie zgodzić, skoro z jednej strony robi 50 punktów, a z drugiej pomaga zatrzymać Kawhia Leonarda, który był ostatnio w naprawdę świetnej formie. Znakomicie udało się więc zakończyć ten wyjazd, a przecież Clippers przystąpili do tego spotkania z serią sześciu kolejnych wygranych. Wielkie brawa także dla naszej ławki rezerwowych.

[Adrian] Na minus – nie potrafię się do niczego przyczepić. Mógłbym na siłę do Gonzaleza, ale on ma przecież 19 lat, to po co.

[Timi] Po takich spotkaniach tylko się cieszyć, tym bardziej jak sobie człowiek pomyśli, że są na tym świecie kibice Los Angeles Clippers. A to nie jest niestety łatwy żywot.

[Adrian] Uwag kilka – Jaylen Brown w tym sezonie gra jak szef i zero zdziwienia, że jest w rozmowach o MVP sezonu zasadniczego. Prawie 30 punktów na mecz to jedno, ale miejsce w tabeli Bostonu, który był skazywany na notoryczne wpierdole, to inna para kaloszy. Przypominają się te szpileczki, które kibice innych drużyn wbijali w Browna, gdy dostał ogromny kontrakt – no i chciałbym zobaczyć ich miny teraz. Jaylen jak szef, po prostu robi swoje, bez oglądania się na innych.

[Timi] Po tym spotkaniu Brown zrównał się z Tatumem, jeśli chodzi o najwyższą średnią punktową w historii klubu w jednym sezonie. Oczywiście, do końca rozgrywek droga jeszcze daleka, ale to dobrze obrazuje, na jaki poziom wszedł JB w tej pierwszej części sezonu. Nie powiem, że ja byłem na 100% przekonany, jak sobie Brown poradzi w roli lidera, bo nie byłem. Oczywiście wierzyłem, ale tak dobra postawa Jaylena przekroczyła moje oczekiwania.

[Adrian] Powrót do Ogródka i forma lekko pół śmieszna. Bo nie oszukujmy się, wyglądaliśmy słabo i to jest dość delikatne określenie. Nawet nasza skuteczność na poziomie 40% nie została wykorzystana przez Chicago, bo oni wyglądali katastrofalnie. Zrobiliśmy ogromna przewagę w pierwszej połowie, gdzie trafialiśmy zaledwie jeden rzut na trzy oddane.

[Timi] Jedni zagrali słabo, drudzy – jeszcze słabiej. Ale takie mecze też trzeba umieć wygrywać. Czasem musisz po prostu to przepchnąć, żeby nie było przykrej wpadki z niżej notowanym rywalem. Zresztą nie bez powodu na pierwszy mecz po długim wyjeździe mówi się, że jest on tak naprawdę ostatnim meczem tegoż wyjazdu.

[Adrian] Na plus – Simons w drugiej połowie. Bo Anfernee w pierwszej był dramatycznie słaby, ale w drugiej trafiał wszystko. 27 punktów w 18 minut. Trochę pomagał mu wtedy Pritchard, bo reszta kopała się po głowie. No ale liczy się wynik na koniec spotkania, a ten był do przodu.

[Timi] Najlepszy punktowo występ Simonsa w tym sezonie. To fakt, w drugiej połowie z każdym kolejnym rzutem był coraz bardziej gorący. Świetne spotkanie i też trzeba przyznać, że dał nam takie wsparcie w idealnym momencie, no bo nasz atak miał w tym meczu sporo kłopotów. A finał jest taki, że po tym spotkaniu… przeskoczyliśmy New York Knicks w tabeli konferencji.

[Adrian] Na minus – w drugiej połowie Chicago zaczęło trafiać zza łuku jak szalone, bo im pomagaliśmy. Wysokie prowadzenie w przerwie i pomimo słabej gry, postanowiliśmy wyluzować. Nawet niespecjalnie atakowaliśmy obręcz, to i zaledwie 4 rzuty wolne w 24 minutach. Senność, zapanowała senność. To był po prostu słaby mecz i gdyby nie cudowne przebudzenie Simonsa, byłby wpierdolek.

[Timi] Zrzucam to na karb powrotu z długiej podróży. Ten nasz wyjazd na przełomie roku to było jednak sporo latania i zmian stref czasowych, dlatego pierwszy mecz po powrocie mógł się przydarzyć słabszy. I tak też się stało, ale mimo to wygrywamy, a to najważniejsze, że udało się dopisać kolejne zwycięstwo do rubryki.

[Adrian] Uwag kilka – zespół który miał tankować, na początku stycznia wylądował na drugim miejscu w tabeli Wschodu. NYK klapsy od Pistons (i to okrutne), a my pół punkciku nad nimi. Dla nich miał być to przełomowy sezon, a dla nas sezon na przebudowę. Na razie trudno powiedzieć, kto powinien iść w przebudowę, bo ta maszynka do zabijania z Brunsonem działa bardzo przeciętnie. Szkoda Yabu, bo u nas przydałby się w opór, a tam powoli traci wszelkie minuty w rotacji. My mamy 4 zwycięstwa z rzędu, oni 4 porażki pod rząd. Chwilo trwaj!

[Timi] Powiem tak: widać, ile znaczy trener. Bo ten sukces Celtics to jest w dużej mierze świetna praca, jaką wykonuje Joe Mazzulla. Z kolei w Nowym Jorku to nie działa jeszcze tak, jak Mike Brown by sobie tego życzył, tym bardziej że mocno loty obniżył jednak Towns, a to jest jednak najważniejszy gracz Knicks, odkąd tylko trafił tam przed startem ubiegłego sezonu.

[Adrian] Po trzeciej kwarcie można było być umiarkowanym optymistą. Wprawdzie uroczo rozwaliliśmy 9 punktową przewagę, ale zamknęliśmy przedostatnie 12 minut na plusie. Potem było już tylko źle. Jeden z niewielu meczów jakie w tym sezonie oglądałem na żywo i irytacja w ostatnich minutach level max. No trudno.

[Timi] Nuggets mimo tych absencji to nadal jest solidny zespół z utalentowanym trenerem. Nie można takiej drużynie dać liny, bo to się może źle skończyć. Kilka dni temu ekipa z Denver w jeszcze większym osłabieniu wygrała w Filadelfii w imponującym stylu, a teraz ograła też nas. Sporo frustracji było w tym spotkaniu dla Celtics. Mecz

[Adrian] Na plus – powiedzmy te 36 minut meczu. Brown też kolejny mecz na 30+ zaliczył, ale w ostatniej kwarcie miał więcej strat niż celnych rzutów. Pritchard trochę szarpał, co jest fajną sprawą. Dobre zawody Simonsa, bo kilka razy odpowiedział trójkami idealnie.

[Timi] Kilka fajnych momentów miał też Hugo Gonzalez, a sam mecz mógł się w sumie podobać. Szczególnie w pierwszej połowie sporo było fajerwerków, potem w trzeciej nastąpiło duże ochłodzenie, ale mimo to prowadzenie przeskakiwało z rąk do rąk i długo nie było wiadomo, w którą stronę tu się przechyli szala. Plus dla Celtów także za walkę niemal do ostatnich sekund.

[Adrian] Na minus – kompletny brak pomysłu w ostatnich 12 minutach. Queta nastukał zbiórek, ale te w ataku, to prawie wszystkie po jego pudłach spod samego kosza. Statystycznie to wygląda miodzio – jak ktoś oglądał mecz, to czasami zakrywał oczy. Nie rozumiem tego zjazdu jaki zaliczył w ostatnich meczach Walsh.

[Timi] Szkoda tej ostatniej kwarty, bo ten przestój w ataku srogo nas kosztował. Co do Quety, to na papierze 20 zbiórek – w tym 10 w ataku – rzeczywiście robi wrażenie, bo tyle zbiórek ostatnio miał Jared Sullinger (też 20 w grudniu 2015 roku), natomiast to prawda, że po wszystkim nie miało się takiego poczucia, że Portugalczyk aż tak dominował. A co do Walsha, no to właśnie kluczem było to, żeby on został na stałym poziomie po tej serii dobrych lub bardzo dobrych spotkań. To się niestety na razie nie dzieje, ale młodzi gracze – a takim Walsh jest, nie tylko ze względu na wiek, ale również na małą liczbę minut w NBA – z tym mają spory problem. Miejmy nadzieję, że Jordan da radę to jednak przeskoczyć.

[Adrian] Uwag kilka – jak to w meczach Bostonu bywa, jakiś miś miał dzień konia. Tym razem trafiło na Peytona Watsona i jego linijkę zaczynającą się od 30 punktów. Niby człowiek zdaje sobie z tego sprawę, że tak może być, ale jednak za każdym razem nie wierzy w to co widzi.

[Timi] A ja mam akurat tego gagatka u siebie w fantasy i to nie jest wcale pierwszy raz w tym sezonie, gdy tak zaskakuje. Zresztą ogólnie ostatnio jest w bardzo dobrej formie, bo to był już jego piąty kolejny mecz na co najmniej 20 punktów, choć to fakt, że pierwszy raz w tych rozgrywkach trafił aż sześć trójek w jednym spotkaniu…

[Adrian] Wygrana na Toronto i znowu nam Boston zafundował rollercoaster w końcówce spotkania. Było 20 punktowe prowadzenie w 3 kwarcie, by na około 6 minut do końca meczu mieć już zaledwie minimalną przewagę nad Kanadyjczykami. No ale kolejny zryw, kolejny run i się dokulało. Wygrana stała się faktem i wracamy na 2 miejsce.

[Timi] Mecze z Raptors po prostu tak w tym sezonie wyglądają. Już w preseasonie było podobnie. Ekipa z Kanady walczy do samego końca, natomiast najważniejsze jest to, że po raz trzeci w fazie zasadniczej Celtics byli górą. To też istotne w kontekście ewentualnego ścisku w tabeli – takie bezpośrednie zwycięstwa mogą mieć duże znaczenie.

[Adrian] Na plus – odpowiedź na walkę Toronto w końcówce meczu. Znowu bardzo dobry mecz Pritcharda, który miał najwięcej punktów w zespole, ale też i miał najwięcej energii na parkiecie. Dobre wsparcie od Simonsa, który nie tylko punktował, ale widział też kumpli z drużyny. Dobry Hauser, od tego jest w tej drużynie i może wreszcie przyjdzie stabilizacja.

[Timi] Co się dzieje, kolejne pochwały dla Simonsa! Co by nie mówić, idealnie się wstrzelił z formą, bo teraz na kilka tygodni przed zamknięciem okienka tego typu występy dużo bardziej zapadają w pamięć niż jakieś pojedyncze strzały w listopadzie. Fajne wsparcie także od Hausera i dobrze by było, gdyby poszła za tym stabilizacja. White już to zrobił, teraz także Pritchard od jakiegoś czasu nie schodzi poniżej pewnego poziomu, no to może teraz Hauser będzie następny w kolejce.

[Adrian] Na minus – Walsh znowu z bezbarwnym występem, a i Queta taki bez wyrazu. No a przede wszystkim ta przespana końcówka, gdzie pozwoliliśmy Toronto uwierzyć, ze jeszcze mogą wrócić.

[Timi] Mimo wszystko Queta coś tam zawsze dokłada. 10 punktów, 6 zbiórek, 2 przechwyty. No to jest cały czas solidna linijka. Końcówka przespana martwi, natomiast tak jak wcześniej już zwracałem uwagę – no Raptors potrafią te straty odrabiać, ale Celtics w odpowiednim momencie się przebudzili i powiedzieli “stop”.

[Adrian] Uwag kilka – teraz czeka nas poważny sprawdzian, czyli mecz z San Antonio. Zobaczymy jak się nasza ofensywa spisze na tle jednej z najlepszych defensyw w lidze. Boston jest liderem ataku, a San Antonio ma 3 miejsce w bronie. To bedzie zderzenie dwóch różnych światów.

[Timi] No i do Ogródka wraca Luke Kornet! Zresztą on już jest w Bostonie i zasiadł na trybunach na spotkanie Celtów z Raptors. Oj, brakuje go w tym sezonie, bo mogłoby być jeszcze piękniej. To byłoby idealne uzupełnienie podkoszowej rotacji. No ale dobrze, że mu się wiedzie w San Antonio – przy czym mam nadzieję, że z Bostonu odjedzie oczywiście na tarczy.

[Adrian] Handel Trae Youngiem nie jest tylko w sferze plotek. Young w Wizards, o których mówiło się najgłośniej. Atlanta robi przemeblowanie, bo kompletnie nie zgadzam się z twierdzeniami, że to reset. Wizards otrzymały ofensywny zastrzyk, do swoich młodych zawodników. Wszystko jest pochodną wymiany Bradleya Beala – wpadło kilka picków, wpadły jakieś swapy – zaoszczędzili kasę. Patrząc w jakim miejscu jest aktualnie Beal – bardzo dobra robota.

[Timi] Ciekawe, czy Hawks ruszą dalej po Anthony’ego Davisa, bo teraz mają dwa sporych rozmiarów spadające kontrakty – Porzingis i McCollum to łącznie ponad 60 milionów dolarów, którymi całkiem sprawnie można sobie wyczyścić księgi finansowe tego lata.

[Adrian] To może być o tyle trudne, że McColluma nie mogą łączyć w paczce, być może dlatego wymiana Younga do Wizards jeszcze nie jest oficjalna, ale też ze względu na kontuzje Davisa. AD znowu sobie coś połamał w dłoni i być może będzie potrzebna operacja, a to oznacza wykluczenie z handlu. Swoją drogą – Stevens odesłał Porzingisa i Holidaya, gdzie wielu pukało się w głowę, a oni w tym sezonie głownie siedzą u lekarza. Jeśli poprzedni sezon był dla nich zdrowotnie wątpliwy, to ten jest huraganem najwyższego stopnia. My znowu wylądowaliśmy na 4 łapach, a Stevens idzie drogą Danny’ego, o którym się mówiło, że nie warto z nim handlować, bo zawsze wychodzi na jego.

[Timi] To fakt, zresztą z tej czwórki, która z Bostonu latem odeszła – Porzingis i Holiday oraz Horford i Kornet – no to ja w tej chwili najbardziej tęsknie za… Kornetem. I chyba nie jestem w tym odczuciu odosobniony. Stevens znów pokazał, że “ma nosa”, choć z drugiej strony akurat transfery Porzingisa i Holidaya były też najbardziej rozsądne z punktu widzenia finansowego.

[Adrian] Kilka dni po tym jak jeden z tych isiderów NBA, który pierdoli kocopoły i chciałby być nowym Wojnarowskim, napisał że to będzie martwy trade deadline, poleciała wymiana Younga, w handlu jest Davis, a Ja Morant też już szuka nowej drużyny. NBA na pełnej. Duże ruchy wywołują te mniejsze. Chyba będzie się działo.

[Timi] Jak to w NBA bywa – wystarczy, że poleci jeden klocek domino, a dalej już może ruszyć prawdziwa lawina. Morant miał już nawet ponoć stwierdzić, że on dla Grizzlies nigdy więcej nie zagra. Davis przez ten uraz może finalnie zostać w Dallas, a co do Younga, to też pojawiły się informacje, że w sumie nie wiadomo, czy on dla Wizards w tym sezonie w ogóle zagra, choć to się wydaje raczej mało prawdopodobne. Karuzela ruszyła, czekamy na więcej, bo to zawsze jest jeden z ciekawszych momentów środka sezonu w NBA.

[Adrian] Bucks są w praktyczne każdej plotce handlowej, podobnie jak Clippers, bo jak zauważył Zach Lowe – desperacja w  tych organizacjach jest olbrzymia. Obie organizacje na wiele lat wypstrykały się z picków (Bucks mają wyjątkowo w  tym roku, ale potem dopiero w 2031), to i zero zdziwienia, że muszą coś zrobić. Najbliższe 4 tygodnie, będzie pasjonujące w socjal mediach.

[Timi] Pali się, bo to ostatni moment, żeby jakkolwiek spróbować ten sezon uratować. Clippers są o tyle w trudniejszej sytuacji, że mają hard cap na pierwszym progu apron, a do tego progu już im w sumie niedaleko. Pojawiły się informacje, że Celtics (oraz Pacers) mieli pytać o Ivicę Zubaca, który na ten moment jest chyba najcenniejszym, co Clippers mają. Dla nas to byłby idealny środkowy z wielu względów, natomiast wydaje się, że będzie jednak całkiem drogi, jeśli w ogóle władze LAC postanowią się z nim pożegnać.

[Adrian] Jak sie pojawiły informacje o nas, to spokojnie można olać temat. Stevens jeszcze nigdy nie przeprowadził wymiany, o której się mówiło w socjalach. Nie widzę żadnych podstaw, żeby to się miało zmienić, tym bardziej że nie bardzo mamy co zaoferować za Zubaca. Można myśleć o wymianie trójstronnej, ale… imo nie ma o czym. Spokojnie patrzymy na inne cele.